Victoria! sobota, 31 marca 2007

Brawo Senat Rzeczpospolitej! Odzyskałam wiarę w możliwość uchowania zdrowego rozsądku we współczesnym świecie. Senat odrzucił właśnie większość pomysłów ministra edukacji, co rozwiązało mój problem z podręcznikiem (wpis: Wolność tanio kupię). A przygotowywałam się już do efektownego protestu: głodówka, strajk okupacyjny na styropianie w P2 albo też np. samospalenie.  Jakoś wcale mi nie żal straconej okazji do zostania gwiazdą TVN-u. Słońce świeci, bzy już pęcznieją, ptaki śpiewają albo się drą (to zależy od pory, o której to robią), dzieciaki tradycyjnie nie czytają Lalki. Po prostu jest normalnie. Czyli pięknie. Można oddychać.

O zboczeniach czwartek, 15 marca 2007

To znaczy ja wcale nie mam zamiaru mówić o zboczeniach.To ministrowieniemowa.jpg polskiej oświaty (Giertych i Orzechowski) ujawniają światu swoją obślizgłą wyobraźnię, proponując właśnie ustawę o przeciwdziałaniu propagandzie homoseksualizmu i innych zboczeń. Ministrowie nie dość, że nie nadążają za zmieniającymi się określeniami homoseksualizmu (nie zboczenie, lecz preferencja seksualna, zapisana genetycznie), to jeszcze udowadniają swoje podświadome, skrzętnie skrywane rojenia, co napawa mnie lękiem, że dostaliśmy się w ręce maniaków seksualnych. Liczono już uczennice w ciąży, wyrzucono dyrektora CODN za propagowanie nowoczesnego, tolerancyjnego podręcznika do kształtowania nowoczesnych, tolerancyjnych postaw obywatelskich, teraz będzie się zabraniać nauczycielom… no właśnie czego? Czy nauczyciel musi być sam heteroseksualny? Czy to jest zapisane w konstytucji? Czy z kolei ministrowie nie wiedzą, że żaden normalny człowiek nie pisze sobie na czole Jestem gejem, tak samo zresztą, jak Sypiam tylko z blondynkami? Tak wyobrażam sobie propagandę. Przepraszam szanowną młodzież za obsceniczne treści, ale, przypomnę, to nie ja zaczęłam, ja tylko komentuję to, co z niedowierzaniem widzę i słyszę. Miałkość ludzi władzy powoduje, że zamiast wyznaczać nam wzniosłe, światłe wzorce i normy, skupiają się na jakimś bajorze. Tematyka seksualna bynajmniej nie jest dla mnie tym bajorem. To ważna sfera ludzkiego życia, często obłudnie pomijana, pruderyjnie przemilczana. Tyle tylko, że akurat nie ona jest głównym problemem polskiej oświaty. Oświata ma oświecać, a nie krzewić fobie. Nawet, jeśli to są fobie ludzi tak wielkich, jak nasz minister.Wracając do wątku propagandy, zadaję sobie pytanie, czy jeśli przy prezentacji o Leonardzie da Vinci w klasie I dopytywałam ucznia, co ma na myśli, mówiąc o jakichś niejasnościach wokół artysty, to czy już propagowałam homoseksualizm? Uczeń, biedactwo, przyznał, że nie wiedział, czy może to tak dosłownie na lekcji powiedzieć. A ja się pytam: to jak mamy mówić? Na wspak? Szeptem? Z półuśmieszkiem, że niby wiemy o co chodzi, ale się dystansujemy? O nie. Wszelkiej hipokryzji oraz nietolerancji mówię: nie! A język polski jest od tego, żeby na nim uczyć się mówić. O wszystkim. Po polsku. Jak człowiek cywilizowany.

Wolność tanio kupię piątek, 9 marca 2007

Czy ja ostatnio pisałam coś o porażającej rzeczywistości?wolnosc.jpg
Porządnie to mnie poraziło ostatnio, kiedy nocą z czwartku na piątek komisja do spraw solidarnego państwa uchwaliła nową ustawę o oświacie, przekreślając tym samym 20 lat zdążania w kierunku reformy polskiego szkolnictwa. Ostały się jeszcze jakieś jej resztki, ale pewnie też nie na długo.

Media nagłaśniają niektóre skutki powyższej zmiany, nie dostrzegają jednak czegoś dla mnie bardzo ważnego. Otóż zmiana dosięgnie kwestii podręczników i programów, czyli wolności nauczania. O wyborze programu i podręcznika języka polskiego decydować będzie w naszej szkole metoda większościowa. Większość ma bowiem zawsze rację. Jeśli trzy nauczycielki z czterech uczących w XII LO wybiorą podręcznik x, to ja, żebym pękła, nie będę mogła uczyć dzieci z mojego ulubionego, pięknego, hołubionego podręcznika y, gdyż on zapewne głupi jest albo coś. Jakoś nikt nie może mi wytłumaczyć, na czym polega tańszość takiego rozwiązania. Książki z drugiej ręki można było kupować i dotąd. Nikt nie zabraniał: od siostry, w antykwariacie, od starszego kolegi. Zaprzestałam nawet sama zamawiać dla klas w wydawnictwie, bo możliwości zdobycia było tak wiele, a dzieciaki wolały kupić książki używane. Na czym polega więc “ulepszenie” ministra? Otóż na tym, że teraz używane podręczniki są nakazane. Jeśli ktoś chce kupić nowe, to nie wolno. Uczyć zgodnie ze swoimi świadomymi, przemyślanymi wyborami - nie wolno. Podejmować decyzji osobiście - nie wolno. Chyba po prostu myśleć - nie wolno.

Nakazy i zakazy są oczywiście ważnym elementem wychowania. Zgodzę się nawet z tym, że dzieciaki nie zawsze muszą akceptować czy rozumieć nakazy; powinny umieć się komuś lub czemuś podporządkować nawet wbrew swej woli, z szacunku dla autorytetu. Ale, do diabła, ja nie jestem dzieciakiem. Mój proces wychowywania zakończył się już dość dawno. Decyzje ministra naruszają moją przestrzeń wolności. Widzę również, że zlekceważono moje doświadczenie zawodowe, czas poświęcony na poszukiwanie i wybieranie dobrego podręcznika. Czuję się jak dziecko, które wybrało sobie misia, a surowy tatuś mówi:
- A teraz odłóż go na półkę, bo musisz pobawić się lalkami.
- Ale ja chcę misia!
- Bez dyskusji - ucina tata. - O misiu możesz zapomnieć.

Powolutku w takim dziecku rodzi się bunt. Tak mówi psychologia. O jej istnieniu pan minister chyba jeszcze nie słyszał.