Więcej sensu w szkole sobota, 22 grudnia 2007

RADCZYNI: No, ale o czym wy będziecie mówili(…)?
PANNA MŁODA: Po coz by, prose pani, godoł, jakby nie mioł nic powiedzieć, po cóz by sobie gębę psuł?

Tak, tak, to słynny cytat z Wesela. Pokazuje trzeźwą chłopską radę: nie masz nic do powiedzenia, to nie mów.

Gdyby wielu polityków wyznawało tę zasadę! Myślę, że i blogerzy powinni ją sobie wziąć do serca. Zatem wszystkich, którzy jednak czekali na nową notkę, przepraszam, że tyle czasu nie miałam nic do powiedzenia :) .

Sprawa albowiem była niezwykle prosta: każdą wolną chwilę, kiedy tylko nie spałam, nie prowadziłam samochodu, nie jadłam albo nie byłam w pracy, poświęcałam na czynność tyle szlachetną, co bezsensowną, a mianowicie na sprawdzanie matur próbnych. Będzie więc teraz o nich, bo otóż mam coś do powiedzenia.

Na początku września, kiedy ustala się zadania dydaktyczne na nowy rok szkolny, dyrektor zapytuje zwykle nauczycieli, czy robimy matury próbne. Pytanie o tyle istotne, że przysparza to zwykle zamieszania w szkole, a sprawdzanie matur to praca domowa dla nauczycieli, obciążająca ich dodatkowymi godzinami ślęczenia nad uczniowskimi zeszytami. I bez matur jest tego sporo, bo na tym przecież polega nasza praca.

Pytanie o matury próbne pada od lat i od lat niezmiennie odpowiadamy tak samo: Nie lubimy tego, ba! nie znosimy tego, ale: dla dobra dzieci…, ku chwale ojczyzny…, po śmierci nas wynagrodzą… etc.

Potem mija kilka miesięcy, przychodzi koniec semestru i pojawia się TERMIN. Termin to po prostu data przeprowadzania matur, która co roku jest inna i co roku genialniejsza. Jeśli chodzi o kuriozalne daty, to jeszcze święta nie były eksploatowane, aż dziwne. Ale ponieważ głupi termin to sprawa poza moim polem oddziaływania, skupię się na innej kwestii. Otóż, pytało się nas, pyta się i uczniów. Tym razem o to, czy życzą sobie przeliczenia punktów na oceny i wstawienia ich do dziennika.

No i co? Tak jest, brawo, wygrali państwo wycieczkę na Marsa. Nie ma takich głupich, którzy chcieliby klasówkę z całego materiału i to jeszcze na ocenę. Przecież do niej, nie daj Boże, trzeba by się pouczyć!

Więc siedzę nad głupotami, których wypisywać uczniowie się nie wstydzą, wspominam lekcje, które tak obmyślam, aby zapadały w pamięć, przypominam sobie nawet, co na tej konkretnej lekcji powiedział Krzyś czy Felek i …. krew mnie zalewa. Bo młodzi ludzie nic nie pamiętają. Ja - czy manekin krawiecki w mojej roli na lekcji - wszystko jedno!

Próbne matury, zamiast sprawdzać stan wiedzy, sprawdzają stan niewiedzy, bo są tacy, którym nie chciało się powtórzyć czegokolwiek. A stan niewiedzy, moi państwo, jest, ogólnie rzecz biorąc, nieogarniony…

Dlatego w przyszłym roku będę przeciw. Jeśli uczniowie nie przyjmą odpowiedzialności ocenowej za matury próbne, odmówię ich sprawdzania. Wyobrażam sobie, że można milej niż nad nimi spędzać czas.

Oczywiście, jakiś rzecznik praw ucznia powinien zaskarżyć mnie do Trybunału Stanu. Albo sprawdzić czy jestem zgodna z konstytucją. Może się okaże, że nie jestem i … no, ciekawe, co wtedy.

Na razie pan rzecznik podważył prawo szkoły do zadawania pracy domowej. Jeden z reportaży o działaniach pana rzecznika przyniósł sensacyjną dla mnie wiadomość, że on sam, z powodu oczywiście głupoty i nietolerancyjności szkoły, szedł przez cykl oświatowy nieco dłużej niż inni. Hmmm. No świetnie. Zuch rzecznik, dzielnie broni praw uczniów! A co z naszym prawami? Ja bym chciała raz w życiu postawić go przed koniecznością nauczenia Felka … czegokolwiek. Już nie mówię o cechach naturalizmu w Chłopach czy koncepcji humanizmu renesansowego. Zacznijmy może choćby od tabliczki mnożenia.

Oczywiście, matury sprawdzone, analizować je będziemy po świętach i wrócimy do błędów rzeczowych. Spróbuję po raz kolejny wytłumaczyć, że pozytywista to nie jest facet, który po prostu umie robić pieniądze, a Wyspiański to nie jest artysta, który obala mit Piasta (?) i krytykuje chłopów. To później. Teraz coś przedświątecznego, bonusik pod choinkę: czyli chwila śmiechu.

Z matur próbnych w XII LO:

  1. Wokulski jako pozytywista bratał się z niejednym Żydem.
  2. Jako człowiek Stanisław jest bogaty wewnętrznie niczym romantyk.tarcza.jpg
  3. Stanisław zdobył majątek, by mieć dostęp do Izabeli.
  4. Wokulski nie chce się wyrzec swojej przynależności do mieszczan (…) W końcu tej klasie wiele zawdzięczał (…) Nie musiał udawać człowieka inteligentnego, oczytanego jak arystokraci.
  5. Arystokraci całe życie oddają się filantropii.
  6. Miłość romantyczna zmieniła Stanisławowi życie. Bohater przestał się uczyć..
  7. Pan Młody jest zachłyśnięty przepełniającym pięknem wsi.
  8. Sielanka, piękno, spokój wszechogarniają tutejszą przestrzeń.
  9. Samoocena chłopów jest wyidealizowana i odcięta od rzeczywistości
  10. Pan Młody oślepiony pięknem wsi i wybranką swojego serca nie dostrzega, iż bycie chłopem to przede wszystkim ciężka praca na roli.
  11. Kolejny fragment stawia chłopów na wysokości niemalże króla Piasta
  12. Ostatnie dwa fragmenty pokazują to, co jest najgorsze w chłopach, czyli ich porywczość, agresywny stosunek czy naiwność.
  13. Inteligencja chętnie bratała się z chłopami, żeniąc się z chłopkami.
  14. Religijność ludu wsi przerasta ich wszelkie normy.

Gdyby nie humor zeszytów, nudny byłby świat polonisty :)