Po studniówce, spocznij! niedziela, 27 stycznia 2008

Miarą imprezy jest samopoczucie następnego dnia. I bez chichotów mi tu, bardzo proszę!

Bywałam po studniówkach: przeziębiona (przeciągi i gołe plecy) , znużona (bieganie po schodach między salami), z bolącym gardłem (zamiast tańczyć, gadałam przy stole - przekrzykując muzykę), wypoczęta (się nie tańczyło, chyba). Dziś obudziłam się zmęczona, uśmiechnięta i nogi mnie bolą, jak nie wiem co. Znaczy - udałosię. Łosię :) .

Lubię studniówki. Zdecydowanie lubię. I to nie tylko dlatego, że nogi niosą mnie do tańca, pomimo lat :) , ale głównie dla charakteru tej zabawy.

Ze wzruszeniem zawsze oglądam was w studniówkowym polonezie. Raz wychodzi lepiej, raz gorzej, ale zawsze staracie się wypaść godnie i dumnie - na miarę tej szlacheckiej tradycji, tego podniosłego tonu i metrum na 3/4 z akcentem na “raz”.

Przyjmijcie od wszystkich belfrów życzenia, żeby ta godność i duma nie opuszczała was nigdy w waszym życiu.

Dla was najtrudniejszym momentem zabawy jest ten polonez, dla nas - program satyryczny, który następuje zaraz po nim (oraz, oczywiście, po okolicznościowych przemówieniach). Bo wiemy, że się nam dostanie za wszystkie czasy. Takie jest prawo tego wieczoru. Siedzicie w tych swoich ławeczkach na co dzień jak trusie, popatrujecie na nas spod oka (czasem spode łba) i w gromadzeniu teczek na nauczycieli jesteście lepsi od Służb Miłości do Obywatela.

Śmiech z samego siebie jest najrzadziej występującą odmianą poczucia humoru. Zawsze bawią nas cudze karykatury, a wobec własnej krzyczymy wielkim głosem: Ależ ja nie mam takiego wielkiego nochala!

Od klasy dzieciaków zależy, czy karykatura będzie zabawna, czy bolesna. Ale też od klasy belfrów zależy, jak ją przyjmą. Przyznajcie, bachory, że macie wyrozumiałe grono :) . Wszyscyśmy klaskali, niektórzy płakali ze śmiechu, ogólnie wszystkim się podobało.

Z programu bowiem wynika, że:

  • jesteśmy gronem nawiedzonych dziwaków
  • każdy z nas to urodzony gawędziarz
  • lekcje upływają na dręczeniu biednych dzieci sprawdzianami, klasówkami i pytaniem
  • nikt się niczego nie uczy
  • i w ogóle sen, mara, zjawa, olaboga!

Nieoczekiwanie program satyryczny odkrywa drzemiący w was talent, vis comica, o jaki nie podejrzewaliśmy spokojnych na co dzień uczniów matematycznej Dwunastki.

No, ja się teraz rozwojowi tego talentu przyjrzę, oj, przyjrzę! :) :) :)
dance.jpgJeszcze słówko o tańcach. To naturalna forma ekspresji człowieka, a jednocześnie przejaw przynależności kulturowej. To świetnie, jeśli człowiek lubi tańczyć (nie ma blokady wyrażania uczuć). Gorzej, jeśli myśli, że nie umie. W Wikipedii, z którą oczywiście wszyscy się przyjaźnimy, znalazłam określenie, że “tańcem można nazwać już dwa świadome i dobrowolne dygnięcia”. Zatem, wymagania parkietu są naprawdę niewielkie! :) Wystarczą dobre, mięciutkie buciki. No niestety, obcasy to nie to. Ale “trza być w butach na weselu”, prawda, baby? Jeśli jest partner / partnerka u boku, to wtedy taniec jest bardziej ekscytujący. Ale i bez partnera / partnerki też można.

Życzę wam, żebyście w życiu zawsze świetnie się bawili. Bo radość trzeba nieść w sobie.

Niech światło Cię prowadzi czwartek, 24 stycznia 2008

Wszyscy wiemy, że istnieje kropla wody i ocean.ogien.jpg
Wszyscy wiemy, że istnieje nasz dom i świat cały.
Wszyscy rozumiemy, że istnieją tragedie nasze własne, małe - i tragedie ogromne, całej ludzkości.

Ale dla każdego człowieka, dla każdej rodziny, śmierć ukochanej osoby jest tragedią kosmiczną. Nie ma innej skali.

Dziś Prezydent RP ogłosił żałobę narodową z powodu katastrofy samolotu i śmierci wielu lecących nim generałów, członków rządu i członków załogi. A my w szkole mamy swoją skalę i swoje pożegnanie. Tak się po prostu złożyło. Pożegnaliśmy dziś młodą dziewczynę, koleżankę z II klasy.

Patrycja od roku walczyła ze śmiertelną chorobą. Pomimo słabości i cierpienia chciała uczestniczyć w szkolnym trybie nauki, odrabiać jakieś prace domowe i czytać lektury. Pewno nie umieliśmy być z nią tak, jak ona by tego potrzebowała. Bo boimy się cudzego cierpienia, cudzej choroby, kalectwa. Wstydzimy się, że jesteśmy sprawni i zdrowi, a jednocześnie odczuwamy ulgę, że to nie my chorujemy. Egoistyczne? Nie, ludzkie, a wynikające przecież ze strachu.

Uciekamy od bólu, wiedząc, że pewno i tak kiedyś nadejdzie, zaklinamy los, kupujemy amulety na szczęście… Dopóki nie stracimy kogoś bardzo bliskiego, nie rozumiemy ostateczności śmierci, tego, że to jest rozstanie naprawdę i na zawsze.

Dzieciaki - nie chcę nadużywać patetycznego tonu. Żałoby nosi się w sercach. Możemy jednak okazać szacunek Patrycji za jej dzielną walkę, za próbę przeciwstawienia się temu, co nieuchronne. Patrycji i innym, co zginęli.

Zapalcie świeczkę Patrycji. Niech prowadzi ją światło. W mrok?

PS. Wystarczy, że napiszecie, że zapalacie, a ja ją zaświecę.

Dwunastka łagodna środa, 9 stycznia 2008

W “Gazecie Wyborczej” pojawił się raport o agresji w łódzkich szkołach. Najlepiej wypadło III LO (wskaźnik bezpieczeństwa 43,3), ale i Dwunastka bardzo dobrze (41,4), bo na czwartym miejscu, za XIII LO (41,9) i prawie tak jak XXXI LO (41,5). Jest to na razie jedyny, ale niebłahy, ranking, w którym wygrywamy z mistrzowską Jedynką. Powód do zadowolenia? Zapewne.

Ciekawa jestem, jak można by pobawić się statystykami, żeby dopasować rzeczywistość do naszej tezy. Że jesteśmy świetni i w ogóle.

Poproszę o zestawienie zdawalności na studia pierwszego wyboru. Ilość VIP-ów wywodzących się ze szkoły. Dane na temat żywotności rybek w szkolnym akwarium. Ilość osób niebiorących korepetycji…

Potem te wszystkie dane proszę przepuścić przez maszynę do losowania Lotto…

Statystyka to Wielka Oszustka.

W ankiecie “Gazety” brały udział cztery klasy ze szkoły. A co by było, gdyby inne cztery?

Według raportu agresja fizyczna prawie u nas nie istnieje (lepsza tylko Trójka), ale już psychiczna się pojawia (piąte miejsce wśród szkół w Łodzi, jeśli chodzi o bezpieczeństwo w tym względzie.)czujny.png

Czy ankieta uwzględniała tylko relacje między uczniami, czy również między nauczycielami a uczniami? Jak to oddzielić i zmierzyć? Może opracować własną, szkolną ankietę w tej kwestii i robić co roku, publikując wskaźnik nasz własny, wewnętrzny, na stronie internetowej? Do jakiego stopnia jesteśmy wobec siebie uczciwi, ile chcemy ujawnić? Co skrywają uczniowie, do czego w życiu nie przyznają się nauczyciele? Czy w szkole musi istnieć nurt podziemny? Czy nauczyciele kiedykolwiek ten mroczny underground ujrzą na własne oczy?

Po co te pytania? Czyżbym znowu chciała wkładać palce między drzwi?

Ależ skąd. Chcę być czujna, po prostu, w służbie narodu. Tzn. młodzieży polskiej, chciałam rzec :) .