Cykl piątek, 25 kwietnia 2008

Minął rok. Pamiętam, jak w zeszłym roku żegnałam maturzystów wpisem na blogu. I jak stało się to początkiem wielu przyjaźni z młodymi, dorosłymi już nieoczekiwanie ludźmi.
Ciekawa jestem, czy w tym roku reguła się powtórzy. Jako uczniowie - niechętnie się odzywacie, tak w klasie, jak i na blogu. Może nie macie wystarczającej dojrzałości, może odwagi wam brak. Może uważacie, że matematycy nie muszą umieć mówić. Jako absolwenci - wracacie, chociaż wydawałoby się, że powinien porwać was wir studenckiego życia. Nam - belfrom - jest wtedy ciepło na sercu. Ale rozumiemy, że pewien etap w waszym życiu się zakończył, że wielu z was nie chce oglądać się wstecz. To naturalne. Młode wyfrunęły, opuściły gniazdo.

Dzisiaj było uroczyste zakończenie roku szkolnego dla trzecioklasistów. Wojtek, jak zwykle, miał porywające przemówienie. Nauczyciele, ja zwykle, mieli oczy w mokrym miejscu. I serce na dłoni.

Więc ja - jak zwykle, życzę wam, kochani abiturienci, żebyście w życiu spotykali zawsze ludzi tak życzliwych wam, jak w Dwunastce. Żeby stawiali przed wami wyzwania, żeby was pilnowali i dopingowali do pracy. Żeby nie pracowali za was, lecz dla was.

Na koniec taka sobie myśl, trochę dla was, a trochę dla samej siebie, na pociechę:

Stajesz się kimś tylko w starciu z tym, co stawia ci opór.

Antoine de Saint-Exupery