Prezentacje ‘2008 czwartek, 22 maja 2008
Nogi na żyrandolu, poduszka pod… pod plecy, głowa do tyłu i poniemyśleć. Oto obraz majowy pani od polskiego.
Skończyłam ustne matury w Dwunastce, ale nie widziałam jeszcze pełnych wyników. Nadal odsłuchuję prezentacje w zaprzyjaźnionym liceum w dni powszednie, a w soboty i niedziele sprawdzam pisemne. Matury nie zostały jeszcze ocenione i podsumowane, ale ja pozwolę sobie jednak na pewną refleksję, dotyczącą tym razem tylko prezentacji.
Otóż myślę, że świat stanął na zrębie. Że przyszedł czas takiej bylejakości i takiego tumiwisizmu, że czas umierać.
Przypominam sobie pierwszą “nową maturę” w 2002, jeszcze wtedy pionierską. Zajrzałam do statystyk. W mojej klasie zdawało ją wtedy 17 osób. Średnia z prezentacji wyniosła 90%! Bo mowy nie było o tym, żeby się ktoś nie przygotował najlepiej, jak tylko potrafił. A teraz…
Patrzyłam na młodych ludzi, pewnych siebie i zadowolonych, opowiadających o Patronie swojej szkoły na podstawie jednej strony w Wikipedii. Na ludzi mówiących o sztuce czy filmie bez znajomości kategorii piękna lub pojęcia tworzywa. Słuchałam ignorantów, którzy referując własny temat mówili: “O ile dobrze kojarzę”… Sytuowali Objawienie św. Jana przed naszą erą… Jako kartę z cytatami rzucali nam na stół skanowane kartki z podręcznika. Albo nie uważali za stosowne uczesać się przed egzaminem…
Pytałam młodych ludzi po egzaminie, dlaczego nie konsultowali konspektu, dlaczego nie czytali opracowań naukowych z literatury przedmiotu, a oni mi z dumą odpowiadali, że chcieli być samodzielni. W ten sposób każdy temat można zamordować.
A więc na moich oczach świat stanął na zrębie. Ignorancja zwycięża, 30% zalicza, radosny retour a la nature się rozpoczął.
Na koniec słynny cytat z mądrości chińskich, dedykowany wszystkim nadmiernie z siebie zadowolonym:
Żaba w studni nie wie nic o oceanie.

Napiszcie mi coś pocieszającego. Że nie wszystkim jest wszystko jedno; albo co…
Muzyka na wszystko sobota, 3 maja 2008
Wiecie co? Miałam komentować egzaminy gimnazjalne i czytelnictwo lektur, i czyn majowy, i orędzie premiera, i nominacje generalskie, i maturę z polskiego (Awicenny i nie tylko
), i zimny maj, że aż nie wiadomo, czy kasztany zakwitną…. I stwierdziłam, że to wszystko nie ma sensu.
WIęc zamiast tego, czy nie lepiej posłuchać muzyki?
Dwa najpiękniejsze wykonania jednego z najpiękniejszych utworów wszech czasów. Niech przyniosą wam szczęście. Maturzystom, ale niekoniecznie im tylko.
Gunsi w swoich najlepszych czasach. (Nagranie wideo amatorskie.) Nikt nie zagrał i nie zaśpiewał tego utworu z większym czadem. Nawet Pink Floydzi.
A oto inna wersja. Jak bardzo inna. I jak kochana przeze mnie. Antony and the Johnsons.
A wy - którą wersję wolicie?