Emerytowana torpeda piątek, 18 lipca 2008

Skoro się złożyło publiczne zobowiązania, to trzeba je realizować. Mija powoli pierwszy miesiąc wakacji, więc wybrałam się na jeden z łódzkich basenów, żeby zrewitalizować kondycję. Z przyjaciółką Anką.

Przygotowania do wyjścia zajęły mi dwa dni. No bo co ja na siebie włożę?

Kostium - da się przeżyć, jeszcze wchodzę. Klapki - udało się pożyczyć od córki, bo moje gdzieś wcięło. Czepek - rozszedł mi się w rękach, ale jako stara wyga, z przeszłością pływaczą, mam zawsze w domu rezerwowy. Tak jak rezerwowe dwa kilo makaronu i żelazny zapas konserw. Na wypadek wojny. Okularki też znalazłam, więc w drogę.

Basen przeżywał oblężenie Hunów, bo w mieście spędzają wakacje dzieciaki z półkolonii. Na szczęście dzieciarnia zajęła brodziki, tory pływackie były więc względnie puste. Bardziej tak względnie.

Spędziłam urocze dwie godziny w chlorowanej (ach, jak pięknie pachnie!) wodzie.

  • Zachłyśnięć tąże wodą - raz;
  • kilometrów przepłyniętych - dwa;
  • kuksańców w bok, w plecy i wszędzie - dwadzieścia pięć;
  • upomnień od ratownika - jedno. Ale za to bezcenne. No bo jakże wejść do wody, jeśli nie zakazanym skokiem ze słupka startowego? Żeby 25 metrów popisowym motylkiem? :)

Może ostatnie zdanie nie jest zbyt pedagogiczne, bo regulaminów, tak jak prawa, należy przestrzegać, ale cóż, przyznaję się: ten jeden zakaz łamię na publicznych basenach regularnie.

Trzeba albowiem skoczyć, ażeby móc nadać sobie rozpędu i poczuć dawną moc. I pruć fale jak torpeda. Trochę tylko emerytowana.

Strzelam urodzinowo wtorek, 8 lipca 2008

Notka urodzinowa powinna być uroczysta, odświętna albo wesoła, pogodna. Pod warunkiem, że nie jest to moja własna notka urodzinowa. Żeby przybliżyć stan mojego ducha zamieszczam to:

Ciekawe, dlaczego obiektem agresji tych pięknych pań na filmie są zawsze mężczyźni… Czyżby jakaś insynuacja? Kobieta to przecież taka słodka, delikatna, łagodna istota.

Mnie nie odpowiadają jednak te maleńkie pistoleciki. Ja mam potrzebę rusznicy, jak w filmie chyba z Sylwestrem Stallone, ale już nie pamiętam. Chyba Człowiek Demolka? Poza tym może być napalm.

Żeby siła ognia była odpowiednia.

PS. Rok temu było słodko, częstowałam tortem urodzinowym. Może się jakiś kawałek i w tym roku znajdzie, jak mi przejdzie. Na razie tylko przypominam sama sobie, żeby serdecznie pozdrowić wszystkich lipcowych i sierpniowych jubilatów, którzy w sezonie urlopowym siedzą sami przed zapakowanym własnoręcznie prezentem dla samego siebie. Ech, gdzie są ci wszyscy starzy przyjaciele…