Dzień Nauczyciela nam nastał poniedziałek, 13 października 2008

Przed nami Dzień Nauczyciela. To wystarczająco zabawne święto, żeby z tego powodu zamieścić zabawną notkę na blogu. Albo i może nieco mniej zabawną. Ale właściwie skłoniła mnie do tego nie uroczysta okoliczność, ale, jak zwykle, drobiazgi.

Oto otwieram skrzynkę mailową, a tam reklama nowości w Empiku informuje mnie, że Irena Jarocka jest, uwaga, ikoną polskiej muzyki.
(Halo! Wie ktoś, kto to jest Irena Jarocka? No przecież mówię, że ikona!)

Potem próbuję dostać się na próbę do sali widowiskowej, bo młodzież coś tam chce przedstawić w ramach konkursu dla pierwszoklasistów, a tu zakaz wjazdu, zabroniono, bo klasa druga robi przedstawienie. Dla kogo? Dla klas pierwszych, które same robią jakieś scenki, czy dla nauczycieli szanownych? Jutro się dowiem dopiero.

Na koniec: oto przyjeżdżam z wycieczki niezbyt zorientowana i dowiaduję się się, że jutro młodzież nie idzie do szkoły. Dlaczego? No bo Dzień Nauczyciela przecież.

Właściwie powinniśmy wszyscy cieszyć się, hip, hip, hura! Nie ma lekcji, jest wolne.

Zawsze marudziliśmy, bo w Dwunastce 14 października były jakieś zajęcia, młodzież przychodziła jakoś tak odświętnie wystrojona, wychowawca coś truł, jakieś dubeltowe godziny wychowawcze się odbywały, czasem do kina się szło… A tu wreszcie będzie normalnie, tak jak to w innych szkołach dookoła zawsze bywało. Nauczyciele obejrzą samych siebie (no bo oni nie mają dnia wolnego) i co najwyżej - pierwszaków. (Trudno, ktoś musi się dla sprawy poświęcić. I przyjść do tej szkoły). W ten sposób, systemem rotacyjnym, klasy obsłużą kwiatkami nauczycieli raz na trzy lata. Znowu padło na tych pierwszaków. Ostatecznie młodzi są, niech cierpią i do życia w społeczeństwie się przystosowują.

Młodzież starsza wylegnie na Piotrkowską, za zaoszczędzoną na kwiatkach kwotę hucznie świętować dzień uroczysty, święto Komisji Edukacji Narodowej. Zapełnią się puby, kluby i dyskoteki, hej!

Nauczyciele za to, zebrani w szkole, być może na akademii jak za dawnych “dobrych” czasów, popatrzą sobie w oczy z głębokim namysłem: Cóż za uroda w nas! Jakimże pięknym zawodem jesteśmy! Jak bardzo społecznie potrzebnym i nieodzownym. Jakim mądrym i pragmatycznym, wychodzącym naprzeciw potrzebom i oczekiwaniom młodzieży!

Przecież nie ma to jak spełniać oczekiwania społeczne, być na bieżąco. I zgodnie z ogólnym trendem.

PS: Co do tego ma Irena Jarocka? A co za różnica? Może i nic! Po prostu szlag mnie trafił. Z powodu głupoty mediów, z powodu kitu wciskanego kolorowym drukiem. Z powodu absurdów rzeczywistości dookolnej wreszcie. Materializmu i ignorancji dorobkiewiczów. Pychy i megalomanii prostaków. Desperacji dzieciaków, wystawionych na pokusy tego świata wszelakie. Z powodu bezradności własnej, wreszcie. Adaś Miauczyński to ja.

Szlag mnie trafia, ergo sum?  Czyżby?