Powyżej zera poniedziałek, 4 maja 2009
Pamiętam… tak, tak, zacznę sentymentalnie. Pamiętam swoją maturę z polskiego. Pisałam temat dotyczący bohatera romantycznego, no bo cóż by innego
Trzeba było napisać wszystko, co się na ten temat wiedziało, oraz jeszcze trochę, przez pięć godzin. Siedzenie w jednym miejscu przez pięć godzin to już jest wyzwanie, a tu jeszcze niemały wysiłek intelektualny. Ech, to były czasy! Czegoś wtedy od maturzystów oczekiwano, matura (choć jestem świadoma, że zawsze istniały mity wyolbrzymiające ją) była jakimś ważnym progiem intelektualnym i emocjonalnym.
A dzisiaj bywa z tym progiem różnie.
Na moich lekcjach wok-u w tegorocznej 1c stwierdziliśmy zgodnie, że świat zmierza do pampersów, ulegając kompletnej infantylizacji. Potwierdzeniem tej tezy jest cyrk okołomaturalny.
Wstęp
Zaaferowana (sztucznie dość) pani redaktor zagaduje wchodzących na salę maturzystów:
- A macie jakieś maskotki? Nie? Proszę państwa! - tu oburzona pani redaktor zwraca się do kamery - Maturzystom nie wolno wnieść na salę ŻADNYCH maskotek! Również nie mogą wnieść ŻADNEJ kanapki ani NIC do picia!
Zanim pani redaktor powoła Polskę przed Trybunał Praw Człowieka i Obywatela ja skromnie zauważę, że matura trwa coś około 3 godzin. Światowa Organizacja Zdrowia nie stwierdziła dotąd ŻADNEGO zgonu z powodu powstrzymania się od jedzenia czy picia w wyżej określonym czasokresie. A jeśli chodzi o maskotki… Hmm, tego, ekhm. Pani redaktor zapewne nie jest świadoma, że młodzi ludzie, piszący maturę, posiadają już prawa obywatelskie, mogą wybierać prezydenta, zawierać związki małżeńskie i legalnie kupować alkohol. Że spędzają noce “na mieście” już od pewnego czasu i nikt po nich nie przyjeżdża w środku nocy pod klub czy studio dyskotekowe. Czy oni tam chodzą też z maskotkami? To byłby pewien powód do obaw. O ich zdrowie psychiczne.
Na razie martwię się o własne (podczas sprawdzania), bo najwyraźniej, podobnego zdania o niedorozwoju młodzieży są ci wybierający tematy maturalne.
Rozwinięcie
Na maturze polecono maturzystom scharakteryzować chłopa Bylicę na podstawie załączonego fragmentu. Nie było co tu myśleć o odwołaniu się do całości dzieła Reymonta Chłopi, bo tenże bohater poczesnego miejsca w nim nie zajmuje. Zatem, kto zadał sobie trud przeczytania obowiązkowego tomu I Jesień, albo - co gorsza- całości - może do siebie odnieść zakończenie Ferdydurke: Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba! Czy to zemsta demaskatora głupoty szkolnej - zza grobu?! Na dokładkę do maturalnego poczucia rzeczywistości proponuję przeczytać zaledwie pierwsze zdanie fragmentu. Ktoś długo szukał, żeby znaleźć. A młodzież miała zapewne ubaw, prawda, Maćku? I to nic nie szkodzi, że archaizmy, i że stylizacja - to sama uroda języka. Na szczęście, jak sądzę, zaledwie może z 5% maturzystów wybierze ten temat. Reszta rzuci się na…
Drugi temat odnosił się do Pana Tadeusza. Pan Tadeusz to dzieło przeze mnie ukochane, naprawdę. I moim uczniom staram się tę miłość opowiedzieć, objaśnić, przekazać. Nie wiem, z jakim skutkiem działam, ale zawsze lubię pracę nad tym poematem: sentymentalnym, owszem, ale pełnym dowcipu, przymrużenia oka, gry z romantycznymi konwencjami, na których się sam Mickiewicz przecież wychował lub sam je tworzył. Natomiast temat maturalny pomylił chyba poziomy: charakterystyka porównawcza Zosi i Telimeny to sztandarowy przykład klasówki z gimnazjum! Więc po co były te trzy lata? Po co powrót do tego dzieła w drugiej klasie?
Ja wiem, charakteryzowanie postaci to wspaniała umiejętność, bo stanowi klucz do zrozumienia motywacji postaci, jej poglądów, życiowych rozterek i wyborów. Nie o samą charakterystykę mi idzie.
Otóż idzie mi o Zosię i Telimenę. Ja to albowiem będę musiała sprawdzać, moi mili. Ile ciekawiej wypadłaby analiza romansu Telimeny z Tadeuszem
. Rywalizacja Hrabiego z Tadeuszem o kobietę. Nawet sam portret psychologiczny Telimeny byłby wyzwaniem.
A tak - to już widzę “głębię” interpretacji: Zosia jako bohaterka narodowa, ofiarna, mężna, romantyczna, potężna siłą ducha i uwielbienia dla ojczyzny. I Telimena - jako kobieta zła, zepsuta, zmieniająca mężów jak rękawiczki i do tego a fe! - kosmopolitka, nie kochająca ojczyzny swojej, Polski. Może być, że jeszcze nie kochająca Warszawy, stolicy swego kraju umiłowanej.
WRRR!
No ale czego można się spodziewać po maturzystach, mówiących rzeczy następujące:
Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.