Śmierć kończy wszystko. Wszystkie plany, wszystkie zaczęte sprawy, wszystkie polemiki i  spory.

A “umiera się w byle jakim momencie życia”.

Nie ma śmierci ważnej i nieważnej. Każda jest końcem istnienia, końcem człowieczej szansy. Niektóre śmierci są tylko głośniejsze od innych.

Wielki Piątek a teoria kwantowa piątek, 2 kwietnia 2010

Kilka tygodni temu w prasie przeczytałam ciekawy artykuł, przybliżający szerokim masom fizyczne prawdopodobieństwo albo nieprawdopodobieństwo istnienia takiej rzeczywistości, która jest kompletnie względna. Irracjonalna.  Niepewna i niemierzalna, niezdecydowana i niestuprocentowa :)

Z punktu widzenia religii teoria kwantowa  powinna być wyniesiona na ołtarze. Jest takim rodzajem opisywania rzeczywistości, że wszelkie mistyczne  tajemnice i dogmaty zdają się dziecinnie proste i do pojęcia.

>>Kwantowy świat to ocean niepewności. Nigdy nie jesteśmy pewni, gdzie aktualnie znajdują się rzeczy, ani w którą stronę i z jaką prędkością podążają. Gamow, znakomity fizyk jądrowy, pisał, że w tej krainie trzeba przyzwyczaić się do takich sformułowań, jak: “Ten przedmiot znajduje się głównie tu, ale częściowo tam, a nawet gdzie indziej” albo “Ta moneta jest w 75 proc. w mojej kieszeni, a w 25 proc. w pańskiej”. <<

Najbardziej podoba mi się wytłumaczenie superpozycji stanów, cechy obserwowanej przez fizyków w skali mikro, na poziomie atomów i kwantów:

>>Amerykański fizyk Hugh Everett sugerował, że za każdym razem, kiedy następuje superpozycja dwóch stanów, świat dzieli się na dwa równoległe światy, których historie od tej chwili biegną już oddzielnie. W jednym z tych światów kot Schrödingera żyje, w drugim jest martwy. Ale przyjęcie tego wyjaśnienia wydaje się podobne do gaszenia ognia benzyną - jest jeszcze bardziej zwariowane.<<

Wziąwszy więc pod uwagę, że skala makro (istoty i przedmioty ciutkę większe od fotonów) powinna być symetryczna i powtarzać model świata mikro - jestem kotem Schrödingera: zamkniętym w pojemniku z trującym gazem i trochę żywym, a trochę martwym. Trochę tu, a jednak gdzie indziej.

A nawet jak umrę, to będę żyła, w innym oceanie świadomości, może choćby na poziomie kwantowym.  Czyż to nie jest nieśmiertelność?

***

PS: Felieton niniejszy powstał pro publico bono, na potrzeby pewnej klasy, która nie zrobiła zadania o  felietonie. Będzie ćwiczeniem lekcyjnym, więc za wygłoszone tu banialuki autorka nie ponosi odpowiedzialności.  :) Wesołych świąt wszystkim odwiedzającym życzę.

Artykuł

Ciekawa strona