Powroty sobota, 27 października 2007

Nasi tu byli! - Pamiętacie ów pełen zachwytu okrzyk bohaterów Sexmisji Machulskiego? Ile w tym było sentymentu, ile zapału, ile radości! I to nie tylko chodziło o to, CO znaleźli, ale o sam fakt, ŻE dotarli do jakichś śladów znanej sobie przeszłości.
Dzisiejsza notka jest o powrotach do przeszłości, o próbie odbudowania relacji z ludźmi, z którymi los nas kiedyś złączył, a potem rozdzielił. Otwieram album ze zdjęciami i wyciągam to z maturalnej klasy. Gdzie oni wszyscy, kochani?

mojaklasa2.jpg 

Skąd bierze się ten dziwny sentyment do ludzi, z którymi, wydawałoby się, dawno temu rozstaliśmy się i pożegnaliśmy, zasypaliśmy przeszłość piramidą nowych zdarzeń, miejsc, osób i emocji?
Im dalej od matury, tym silniejsza w nas wszystkich chęć spotkania dawnych kolegów z klasy. Czasami docierają do nas strzępy informacji: ten dostał się na medycynę (Kazik? Zawsze taki leser, a tu popatrz!), Aśka wyszła wcześnie za mąż (Taka cicha trusia! No proszę!), Krzysiek wyjechał do Japonii na stypendium (Zawsze był łebski, można się było spodziewać) itd… Ale co innego wiedzieć coś z drugiej ręki, a co innego spotkać człowieka. Okazuje się przy takim spotkaniu, że zawsze się znakomicie rozumieliście, a te drobne nieporozumienia… ach, człowiek to był głupi, zwracając uwagę na takie śmieszne sprawy!

Wspólna przeszłość zbliża. Wrogowie z klasy okazują się po czasie fajnymi kumplami, klasowi prymusi - zgrywusami, a te ciche, skromne osoby z drugiego planu klasowego - duszami towarzystwa albo też motorami, bez których takie spotkanie po latach w ogóle nie doszłoby do skutku.
Czasem jednak boimy się spotkania. Uważamy, że nasze życie jest do kitu, zawiedliśmy siebie, nie osiągnęliśmy życiowych zamierzeń. Przypuszczamy, że wszyscy na spotkaniu zapewne chwalić się będą dyplomami i stażami zagranicznymi, my tu - skromna posadka albo właściwie oczekiwanie na nią…

Nie doceniacie człowieka! Na takim klasiowym spotkaniu zupełnie nie chodzi o teraźniejszość. To jest poszukiwanie dzieciństwa, emocji i więzi. Nikt nie będzie nikogo wypytywał na siłę, a wszyscy dadzą wsparcie i przyjaźń. Jeśli już przyszli, wyrwali dzień z napiętego kalendarza, podrzucili komuś dzieciaki na dwie godziny, to nie po to, żeby komuś dowalać czy podbudowywać swoje ego, szukając tła. To serce się w nich wyrywa do tych stanów i uczuć, które są niewinne i czyste, bo dziecięcie, nieco trochę naiwne, ale dobre i szczere. Bo w dorosłym świecie rywalizacji, kariery i pośpiechu nie ma miejsca na taką czystość uczuć.
Wszyscy mamy za sobą wpadki i niespełnienia. Na takim spotkaniu możemy odnaleźć sens w tym, co właśnie mamy, zobaczyć, że drobne rzeczy dają najwięcej radości, że warto cieszyć się również sukcesem innych.

Wspólnota - daje siłę. Dobrze jest wiedzieć, że gdzieś przynależymy.

Wpadnijcie na stronkę, która pozwala na takie powroty. Zabierzcie ze sobą koniecznie zdjęcia.
http://nasza-klasa.pl/

PS  Zgadnijcie, która to ja?

Komentarze [41] do “Powroty”

  1. Kacper pisze:

    Już chciałem się poddać i… ZNALAZŁEM! Znaczy zgadłem, cokolwiek. ;) Jak zawsze notka trafiona w ten moment, w którym pomyślałem o mojej klasie, nie takiej dawnej przecież, całkiem wręcz niedawnej.

    “Bo w dorosłym świecie rywalizacji, kariery i pośpiechu nie ma miejsca na taką czystość uczuć.” To mnie trochę przeraża, ale myślę, że powoli się do tego przystosuję, jeśli już się, całkiem nieświadomie, nie przystosowałem. Gdy miałem zły dzień, pomyślałem sobie o mojej grupie, która najwspanialsza nie jest, a później pomyślałem o klasie z LO i o tym, że prawdopodobnie już nie spotkam nigdy tylu na raz ludzi życzliwych mi i sobie nawzajem, zrobiło mi się jeszcze gorzej… Ale przecież człowiek się do wszystkiego przystosuje i wszystko przetrwa. Prawie? ;)
    To chyba tak zawsze jest, że gdy wspominamy przeszłość, jakakolwiek by nie była, budzi się w nas sentyment i ciepłe uczucia, do ludzi, do zdarzeń…

  2. strzel_ba pisze:

    No więc, Kacprze, gdzie ta ja?

  3. Kacper pisze:

    Ale to popsujemy zabawę innym. Na maila napiszę.

  4. Piotrek pisze:

    Mogę powiedzieć, że czekałem na taką notkę. Taką jakby.. motywującą do rozmyślań?

    Z każdej grupie przeżywamy chwile radości, smutku. Wszystkie wydarzenie powodują, że się jednoczymy. Stajemy się dla siebie najważniejsi i los drugiej osoby jest dla nas ważny. To powoduje, że po opuszczeniu murów danej szkoły - tęsknimy. Czy za tym piegowatym chłopakiem z czwartej ławki, lub za tą ślicznotką z pierwszej co zawsze wyrywała się do wytarcia tablicy. Fakt, często potem kontakt się urywa. A to przez zmianę adresu zamieszkania, a to przez zmianę numeru telefonu. Z czasem zapominamy. Jednak są momenty, w których wszyscy nasi “kumple” powracają. Zdjęcia. Oni zawsze tam będą. Pomimo wymienionych przez panią profesor sporów czy kłótni - uśmiechnięci. Trzymający się za ręce. Chwila jedności?

    Komentarz miał być inny… nie wyszło. Jak zawsze.

    Pozdrawiam : )

  5. Piotrek pisze:

    Zapomniałem dopisać:

    Na takie lekcje o zaufaniu, przyjaźni, miłości i innych bliskich naszemu sercu sprawach - również czekam ;)

  6. Awicenna pisze:

    O prawdziwości tej notki przekonuję się od lat - i całkiem mi z tym na ogół dobrze.

  7. DaVi(d)nci pisze:

    Strzel_bo! Od razu znalazłem Cię na tym zdjęciu:) Zdradziła Cię jedna rzecz. A właściwie to dwie, ale jedna natury czysto technicznej, że tak powiem ;) Pozdrawiam!

    PS Ładnie “wyszłaś” na tym zdjęciu ^^

  8. strzel_ba pisze:

    Łeee, a ja myślałam, że będzie trudno… :)

  9. nihil novi pisze:

    nie jest trudno :)

  10. gaspar pisze:

    ja (chyba) też znalazłem! ;-) PS. Uwielbiam przymiotnik “łebski”. Szkoda, że tak rzadko się go używa.

  11. Awicenna pisze:

    Nie rzadziej niż jeden z moich ulubionych - “sztubacki” :P

  12. strzel_ba pisze:

    Nie uwierzę wam, dopóki nie powiecie jasno: w którym rzędzie, w kórej ławce? No która to ja? Tak od razu nie potwierdzę, żeby inni też poszukali.
    Powiedzcie też, czy sami zajrzeliście na stronkę nasza-klasa?

  13. Kacper pisze:

    No ale zaraz, to trafiłem czy nie? I w ogóle czy moje maile dochodzą? Bo dawno temu też pisałem o “Ślubie” Gombrowicza i też żadnej odpowiedzi nie dostałem, więc może po prostu gdzieś na kablu jest zakrzywienie czasoprzestrzeni i wszystko, co wysyłam przepada, jak kamień w wodę?

  14. Adam Sz. pisze:

    Jeśli to była lekcja polskiego, to napewno na pierwszej ławce ;-) PS. Pozdrowienia dla strzel_by od mojej mamy :-)

  15. Adam Sz. pisze:

    Jeśli chodzi o stonkę nasza-klasa, to zapadłem w nią bez reszty. Znalazłem już pełną listę osób z mojej klasy i adresy do nich (adresy sprzed dziesięciu lat). Wkrótce wysyłam do nich info o stronie.
    Jeśli chodzi o zdjęcie na blogu, to nie mam pamięci do twarzy, a widzieliśmy się na żywo jakieś 10 lat temu. Ale może strzelę: trzeci rząd, druga z lewej?

  16. strzel_ba pisze:

    To jest lekcja historii. Na żadnej lekcji nie siedziałam na pierwszej ławce. Z tyłu klasy stoi cudowna nauczycielka, prof. Bukowicz, która zawsze była dla mnie niedoścignionym wzorem wewnętrznego spokoju, ładu i równowagi. Mawiała, że język wrogów i przyjaciół trzeba znać, dlatego prenumeruje “Głos Robotniczy” i “Gościa Niedzielnego”. Nigdy nie komentowała tematu dalej. Była dla mnie autorytetem, krynicą wiedzy, człekiem mądrym i wyważonym.
    Kiedy odwiedziłam ją kiedyś, odnosząc książki, pożyczone do olimpiady historycznej, poczęstowała mnie konfiturami własnej roboty. W tym też stała się dla mnie jakimś życiowym wzorem :)

  17. strzel_ba pisze:

    Kacprze, maile dochodzą. Na “Ślub” postanowiłam się wybrać, zachęcona twoją pochlebną recenzją. Idę za dwa tygodnie. Ostatni mail dotarł dopiero w niedzielne przedpołudnie, ale dzisiaj jest Tadeusza i zajęta byłam sałatkami dla taty. Bo poza konfiturami i deserami robię pyszne sałatki. Różne.
    Jeśli mogę się zorientować z opisu, to chyba zgadłeś.

  18. feniksA pisze:

    Myślę, ze uśmiech wszytko zdradza :) Nie trudno było zgadnąć:)A stronka po prostu świetna:) powoli dołączają do niej kolejne osoby:)To miłe:)

  19. sylwcka pisze:

    a ja bym powiedziała, że sam środek. Biała bluzeczka i ciemny golf pod spodem

  20. strzel_ba pisze:

    Konkrety proszę, konkrety! Gdzie? Akurat na tym zdjęciu raczej jestem poważna. Taki miałam wtedy image. Albo formę. Albo wcielenie.

  21. strzel_ba pisze:

    Do sylwcki (?): nie. Nigdy nie ubierałam ciemnego pod jasne. I tak mi już zostało.

  22. prezydent pisze:

    Jeśli chodzi o zdjęcie to zgaduję tak jak Adam.
    Forma, formą ale “atrybut belfra” chyba jest kluczowy dla identyfikacji.
    Ale mogę się mylić, jak zazwyczaj, gdy jestem czegoś pewny…
    Co do spotkań, to: “podzielić się z kimś smutkiem, to połowa smutku. Podzielić się z kimś radością to podwójna radość!!”
    Nawet, a może zwłaszcza, jeśli chodzi o osoby nie widziane od 10lat.
    I jeszcze na marginesie - klasa mojego ojca organizuje spotkanie po 32latach.
    I zapowiada się komplet!

  23. Kacper pisze:

    strzel_ba, a może “taka wtedy byłam i tak siebie postrzegałam”? ;) To tylko taka luźna sugestia. ;)
    sylwcka, a ja myślałem, że nie można już gorzej rozpoznawać ludzi na zdjęciach “sprzed lat” i zauważać podobieństwo między dziećmi a rodzicami, niż robię to ja… ;)

  24. strzel_ba pisze:

    @prezydent: Witaj u na nas blogu! Co nazywasz atrybutem belfra? Że prymus w pierwszej ławce? Nigdy w pierwszej, prymusem może byłam w podstawówce. W liceum zdarzały się już czwórki. A nawet jedna dwójka (!). Z logarytmów w IV klasie. Jedna na cztery lata nauki. To jednak niezły wynik. :) A może tylko tę jedną pamiętam? Nie, chyba nie było więcej.
    Więc nie w pierwszej ławce.
    @Kacper: Aparat postrzega mnie chyba dość obiektywnie. Teraz - zwykle uśmiechniętą, dawniej - zawsze poważną.
    To dlatego wam powtarzam, że radość należy umieć odnaleźć w sobie.

  25. prezydent pisze:

    Ławka nie, tylko okulary.
    A kto stwierdził, że w pierwszej ławce siedzą prymusi? U nas żaden prymus (byli w ogóle jacyś?) nie siedział w pierwszej ławce,
    a już skład tej przed “katedrą” … ;)

  26. strzel_ba pisze:

    Swoją drogą, skąd przydomek “prezydent”? Wtedy jeszcze nie było funkcji uczniowskiego prezydenta szkoły, prawda? Byłeś liderem albo szarą eminencją klasy? Opowiedz nam.

  27. prezydent pisze:

    Funkcja już była, na pewno jak kończyłem.
    Sam przydomek to już nie pamiętam, kto wymyślił, może ktoś inny z klasy będzie wiedział?
    Ja w 1 klasie byłem przewodniczącym klasy; powstał jakiś czas później (niezbyt długi), gdy było już wiadomo, że materiał na lidera ze mnie żaden: jako zodiakalny lew zepchnąłem wszystkie obowiązki na zodiakalną lwicę - zastępcę przewodniczącego :)
    PS.Nadal znam bardzo mało osób, które potrafiłyby mnie zagonić do pracy.
    Niemniej takie istnieją :)

  28. Adam Sz. pisze:

    Z tą pierwszą ławką, to żartowałem :-) Mój typ znalazł się w komentarzu numer 15.
    Co do prymusów w pierwszej ławce, to potwierdzam, że nie koniecznie tam siedzą. Ja siedziałem na pierwszej ławce na lekcjach fizyki i geografii, a prymusem nie byłem :-) Poza tym z tą pierwszą ławką jest jak w powiedzeniu o latarni pod którą jest najciemniej :-)

  29. strzel_ba pisze:

    Na polskim też siedziałeś w pierwszej, o ile się nie mylę. I prezydenta też kojarzę z pierwszą. Mylę się?
    Ech, w liceum często tak jest, że pierwsza ławka oznacza osobę, która ostatnia weszła do klasy :)))
    Najdramatyczniejszym obrazem klasy jest sytuacja, w której uczniowie zostawiają puste pierwsze ławki. Ja to nazywam “strefą buforową” albo “strefą bezpieczeństwa”. Oznacza ona kompletny brak zaufania do nauczyciela, próbę zbudowania obronnego muru, dzielącego klasę od niego. Smutne raczej.

  30. Kacper pisze:

    strzel_ba, nie traktowałbym unikania pierwszych ławek w ten sposób. Ja nie lubię pierwszych ławek i zawsze oblegam ostatnie. W liceum była to przedostatnia - nie ostatnia, moja ulubiona, ale prawie. ;) Robię tak ze względów czysto praktycznych - z ostatnich ławek bardzo dobrze obserwuje się całą sytuację w klasie jak i samego nauczyciela. Bez zadzierania głowy, bez podpierania jej - żeby nie mieć później zakwasów, podczas dyskusji na lekcji zawsze wiadomo, kto się właśnie wypowiada i nie trzeba się odwracać, by na niego spojrzeć. Poza tym niektórzy nauczyciele mają zwyczaj chodzenia po klasie, patrzenia na to, co pojawia się na tablicy z perspektywy końca sali, wtedy też nie trzeba się odwracać, gdy mówi się do nauczyciela. Dobre są też miejsca przy ścianie - gdy sił już brak nie trzeba rozkładać się na ławce, co zawsze zostaje zauważone, ale można się dyskretnie przytulić do ściany i nie marnować energii na utrzymywanie ciała w pionie. ;)
    Ma to też swoje plusy na nudnych lekcjach - nikt nie widzi co pojawia się w zeszycie, nie kontroluje tego, czy gram z kolegą z ławki w statki, czy może w kółko i krzyżyk. Ale to zupełnie inna bajka i w moim przypadku nie dotyczyło to lekcji polskiego. ;)

  31. strzel_ba pisze:

    Jasne. Gdyby było inaczej, na pewno byś mi o tym powiedział, prawda?

  32. Kacper pisze:

    Fakt, ideałem nie byłem. Ale to tak całkiem przypadkiem mi się wzięło i wyidealizowało…

  33. feniksA pisze:

    Konkretniej? Powiedziałabym, że to trzeci rząd, ławka pierwsza z lewej - druga osoba :P W czarnym (ciemnym) golfie lub swetrze (?) w okularach.

  34. ftimsiak pisze:

    Oj miło jest czasem powspominać. Ja powoli odnajduję gawiedź z podstawówki. Z ludżmi z liceum (przynajmniej z większą częścią) mam dobry kontakt. Nawet dziś idziemy na kręgle i ploteczki.
    Stronka http://www.nasza-klasa.pl faktycznie pozwala odnależć się po latach. Ostatnio nawet odnowiłem znajomość z jednym kumplem. 10 lat sięnie widzieliśmy, a tu proszę. Udało się spotkać włąśnie dzięki temu portalowi. Liczę, że z czasem odnajdę pozostałych, zaginionych w labiryncie czasu, towarzyszy szkolnej “niedoli”

  35. sylwcka pisze:

    wiec kiedy będzie odpowiedź? :D

  36. prezydent pisze:

    trzeci rząd, druga z lewej…

    Wcale nie było takie trudne - ludzie się nie zmieniają…

  37. K pisze:

    Dokładnie, Pani Profesor odnaleziona od razu :) !

  38. ewidentnie pisze:

    Ładna tapeta w tle bloga to po pierwsze, szkoda, że tak nieczęste wpisy, to po drugie, po trzecie - ale dobrze, że blog w ogóle istnieje, a przechodząc do skomentowania notki: bez problemu zgadłam, jak sądzę, że trzecia ławka, druga z lewej.

    Community societes jak naszaklasa od lat już są znane w USA, fajnie, że ktoś zdecydował się to uruchomić w Polsce, jednak, myślę, że serwis zyska na znaczeniu z chwiią, gdy społeczeństwo na naprawdę masową skalę zacznie korzystać z sieci, bo jak narazie grupa wiekowa użytkowników oscyluje w wieku niemalże pomaturalnym, gdzie jeszcze ma się mniejszy lub większy kontakt z przyjaciółmi ze szkolnej ławy ;)
    Pozdrawiam!

  39. strzel_ba pisze:

    Witaj ewidentnie, kimkolwiek jesteś :) , pierwszy raz u nas.
    Odpowiem na zarzut rzadkości wpisów. Otóż - blog to nie pamiętnik ani dziennik. Niestety, tak właśnie jest traktowany przez większość użytkowników portali blogowych. Stąd - byle jakie notki kilkuwersowe, komentujące każdy dzień: i to, że słońce, i to, że deszcz, tramwaj, i pies.
    Staram się pisać notki problemowe. I tworzyć felietony. Miłe to ćwiczenie, ale wymaga wyboru i namysłu. I, chorobcia, czasu. Obiecuję się poprawić, jak tylko rzucę szkołę :) .
    Natomiast twoja uwaga o wieku odwiedzających portal naszaklasa - jak najbardziej trafna. Jest to wynik naszego zapóźnienia informatycznego wobec Europy. Czy ono się kiedyś skończy?!

  40. ewidentnie pisze:

    Przepraszam za pominięcie przedstawienia ;) Jestem absolwentką XII (matura 2005). Oczywiście, że blog to nie pamiętniczek, jednak jego idea, to mimo wszystko bardziej coś na kształt dziennika, niż strony z felietonami. Opieram się na pierwotnym znaczeniu, czego dowdzi forma - notki opatrzone datą, pisane z pewną częstotliwością i mające zabarwienie osobiste.

    Z pewnością jednak zgadzam się, że lepsze są rzadsze wpisy, a przemyślane i niosące ze sobą coś intetesującego lub skłaniające do refleksji. Sieć zaśmiecona jest blogami, w których można poczytać wynurzenia o tym, co bloger zjadł na śniadanie i jaki ma kiepski humor, a wszystko okraszone błędami ortograficznymi i przekleństwami. Z drugiej zaś strony można też zabawnie i ciekawie opisywać swoje życie, nawet prozaiczne czynności takie jak posiłki, podróż do pracy/szkoły, etc. Wszystko zależy od zdolności twórczych.

  41. strzel_ba pisze:

    Jasne! Nie zapominaj jednak, że to blog belfra. Jego założeniem było komentowanie życia szkoły z punktu widzenia nauczyciela. Każdy osobisty tekst - to już jakieś nadużycie :) . Posunęłam się do tego w czasie wakacji, no bo o czym tu pisać, jak dzwonki nie dzwonią? A bardzo chciałam podtrzymać blog przy życiu. I tak mi się zrobiło, że poza szkołą - komentuję czasem sprawy świata, w którym uczestniczę. Ale nie za dużo.
    A wracając do twojej definicji blogu: wymieniłaś właśnie cechy felietonu, przynajmniej te główne. :) Pamiętnik zwraca uwagę na osobiste przeżycia. Felieton - na śmiesznotki, paradoksy i absurdy świata.

Zostaw komentarz