Wyspiański a sprawa polska środa, 28 listopada 2007

Już widzę, jak z przerażeniem odczytujecie ten tytuł. No bo szkoła o sprawie polskiej, o sprawie wielkiej, świętej i wysoce narodowej opowiedziała wam już wszystko i do cna. I macie dość.

Już widzę także, jak zareagowałby sam Artysta: utkwiłby we mnie te swoje świdrujące niebieskie oczy i albo rzucił jakąś ironiczną uwagę, albo w milczeniu czekał, co też ja dalej powiem.

Dziś setna rocznica śmierci naszego Patrona. Nie poszłam na wykład o Wyspiańskim do Muzeum Sztuki w Pałacu Herbsta, ale co roku omawiam na lekcjach Jego dzieła, opowiadam o życiu i Krakowie tamtych czasów, o bohemie i wielkiej sztuce. I jednocześnie mam głębokie przekonanie, że Artystę drażniłby ten hałas okolicznościowy.

Nie znosił głupoty. Nie znosił sztuczności i nadętej pozy. Złościła Go megalomania i mitomaństwo. Był człowiekiem Sztuki, kapłanem Prawdy, analitykiem Historii. Był artystą Idei.

helenka.jpgMoje związki z Wyspiańskim z dzisiejszej perspektywy wydają mi się znaczące. Otóż dawno temu, w czasach siermiężnego socjalizmu, w moim domu rodzinnym wisiały na ścianach w dwóch dziecięcych pokojach dwie reprodukcje: Józio Feldman i Helenka. Kopie powstały niezwykle ambitną metodą pozyskania dzieł z kalendarza ściennego oraz zatopienia kartki z ilustracją w jakiejś żywicy, umieszczonej potem na płycie paździerzowej. Tak spreparowany Wyspiański był praktyczny, można go było w razie czego machnąć na mokro ścierą i w ogóle się nie niszczył. Nikomu nie przyszło do głowy przeczytać podpisów pod ilustracjami. Rodzinna mądrość zbiorowa autorytatywnie orzekła, jozio_feldman.jpgktóre jest Józiem, a które Helenką, i następnie ja z bratem otrzymaliśmy ozdobę ściany centralnej (to znaczy tej nad łóżkiem), odpowiednią do naszej płci.

Tyle tylko, że wyszło odwrotnie.

Do dziś uważam, że Józio jest dziewczynką, i niech nikt nie próbuje mi tego wyperswadować.Tak oto udowadniam niechcący tezę, że najtrwalej uczymy się we wczesnym dzieciństwie, metodą oglądową i pozarozumową.
Ale to chyba zupełnie niepedagogiczny wniosek.

No ale czy ja mogłabym pracować w jakiejś innej szkole niż XII LO? Józio by mi nie darował.

Komentarze [26] do “Wyspiański a sprawa polska”

  1. Korialstrasz pisze:

    Tak, stanowczo uważam że polacy przykładają za dużo uwagi do rocznic. Rocznica zbrodni, rocznica narodzin kata, rocznica śmierci artysty… gdybyśmy byli romantykami i umartwiali się nad światem przy każdej takiej okazji, zeszlibyśmy z załamania nerwowego. Współczesna edukacja próbuje wymusić na nas wrażliwość, a im mocniej to robi, tym bardziej nieczuli się stajemy (nie licząc jednostek, ale jednostki nie poddają się żadnym regułom). Cóż, ja czekam tylko na zmianę epoki i erę uczuć. Może wtedy apelowanie do naszej wrażliwości przez rocznice nie będzie konieczne…

  2. strzel_ba pisze:

    Przepraszam bardzo, Korialstrasz, ale dlaczego mówisz, że edukacja wymusza wrażliwość? Tzn. co-kto? wymusza: biologia i matma? Na geografii?
    I, przepraszam bardzo, to z powodu edukacji(szkoły) stajecie się mniej wrażliwi?
    Zamknąć szkoły! Ratować młodzież!

    Coś mi się tu chyba nie zgadza.

  3. Korialstrasz pisze:

    Trzy lata uczę się polskiego i jeszcze się nie odzwyczaiłem robienia skrótów myślowych. Chyba jednak prawdą jest to, że do czego przywykniemy w dzieciństwie, jest bardzo trudne do zmiany w przyszłości ;-) Edukacja nie równa się szkoła. Mam na myśli ogół procesów edukacyjnych w tym kraju (ale mądrze brzmi), a więc edukację szkolną, społeczną, rodzinną, religijną (ogółem nieformalną). Polacy (argh, znowu generalizuję!) lubią się umartwiać i przelewają to na młodzież. Jest to zwłaszcza widoczne wśród polityków poprzedniego rządu - polityków prawicowych - którzy prześcigali się w projektach typu “Zamknijmy hipermarkety w święta!”. To też jest jakaś forma edukacji, próba wymuszenia na uczniach zadumy nad ideą 1 listopada przed spożywczakiem, kiedy oni koniecznie chcą kupić paczkę chipsów.
    A my, jako uczniowie i młodzież, posiadamy mechanizmy obronne: im bardziej bombardują nas rocznicami i świętami, tym mniej chętnie je obchodzimy.
    Podam przykład: Siedziałem wśród kilku obcych mi uczniów naszej szkoły podczas przedstawienia z okazji 11 listopada w naszym liceum. Po spektaklu pytałem się ich o opinię. “Co roku to samo.”; “Nudne”; “Po co mamy tego słuchać?”; “Dobrze że przepadły nam lekcje”. A było to przedstawienie, jak warto zauważyć, oryginalne w formie i dostosowane do uczniów (a więc choćby i odwołania do współczesnych utworów muzycznych). Ale zmęczenie materiału okazało się zbyt wielkie by mogło do nas (tj. uczniów) trafić. Zmęczenie spowodowane koniecznością obchodzenia 400 rocznic w ciągu roku…

    PS> Oczywiście nie mówię że należy zostać futurystą i zerwać ze wszystkimi tradycjami. Po prostu pragnę zauważyć że takie masowe “ukulturalnianie” uczniów zwykle mija się z celem, bo jednostki i tak same zajrzą do kalendarza, a reszta woli iść na piwo.

  4. Korialstrasz pisze:

    * “Trzy lata uczę się polskiego w tej szkole”

  5. gaspar pisze:

    A obecny rząd to jest nieprawicowy?:> :P

  6. Awicenna pisze:

    Tak samo nieprawicowy jak tamten - jeden zafundował becikowe, drugi jeszcze bardziej bezsensowne dopłaty do in vitro.

    Ale ja nie o polityce chciałem.

    Żona Wyspiańskiego robiła świetne pierogi…

    Moim zdaniem ważne rocznice należy obchodzić - ale podkreślam ważne. Co do umartwiania - cóż, niestety największe sukcesy święciliśmy w wakacje (Grunwald 1410, Warszawa 1920), a wtedy trudno robić akademie.

  7. strzel_ba pisze:

    Skąd wiesz o pierogach, Awicenno? Mówisz, jakbyś ich próbował :)

  8. Kacper pisze:

    Z tymi rocznicami to trochę jakby nawiązanie do nieszczęsnej ankiety, ale wracać nie warto do tego.

    Może Awicenna ich próbował? Na przykład przyśniło mu się, albo jak…;)

  9. strzel_ba pisze:

    Awicenno! Spowiadaj się z pierogów.

  10. Awicenna pisze:

    Och, powiedzmy, że miałem okazję rozmawiać z kimś, kto znał kogoś kto próbował. Informacje jak widać z drugiej ręki…

  11. strzel_ba pisze:

    Czyli, zapewne, pani Wyspiańska fatalnie gotowała :)

  12. gaspar pisze:

    ja się doliczyłem już trzeciej ręki! ;-)

  13. nihil novi pisze:

    A propos Wyspiańskiego : od przyszłego roku w Jaraczu będzie wystawiane “Wyzwolenie”.

  14. strzel_ba pisze:

    A to niekonwencjonalne zagranie. Nie “z okazji”, nie “na rocznicę”?
    Po “Ślubie” zaczynam wierzyć, że i “Wyzwolenie” da się wystawić. Pod warunkiem,że w Jaraczu. “Wesele” w Nowym było, jak wiemy, pomyłką. A to był kiedyś taki wspaniały teatr…

  15. Awicenna pisze:

    Wiemy?

  16. Kacper pisze:

    Wiemy.

  17. Awicenna pisze:

    Aha - więc wiecie.

  18. strzel_ba pisze:

    Jeśli chcesz do naszej wiedzy dołączyć, możesz wpaść do Nowego na “Wesele”, bo nadal grają. Jak zobaczysz Zawiszę Czarnego jako husarza wielkości 150cm z plastikowymi skrzydłami i grubiutkimi nóżkami w iksik (w rajtuzkach był!) - to przyznasz nam rację. I nie wyśmiewam tu niedostatków urody męskiej. Każdy jest, jaki jest. Tylko nie musi być w razie czego husarzem, i to na scenie :)

  19. Awicenna pisze:

    Skoro kiepskie, to po co mam oglądać?

  20. strzel_ba pisze:

    No właśnie mówię. Idź na “Ślub”, bo świetny. Albo na wystawę w Muzeum Sztuki: Siła formalizmu. Niezła.

  21. Kacper pisze:

    Skoro niezła, to pójdę. ;)

  22. Adam Sz. pisze:

    Co do obchodzenia rocznic, to muszę wtrącić słówko. Zorganizowaliśmy z drużyną rajd harcerski po miejscach pamięci w łodzi dla uczczenia 11 listopada. Co roku staramy się coś robić 11 listopada w końcu organizacją wychowawczą jesteśmy :-). W tym roku zaczęliśmy od katedry i od ogólno łódzkich obchodów dnia niepodległości. W skrócie moje wrażenia opisał bym tak: 40 minut msza święta, 30 minut przemówień polityków, godzina składania kwiatów pod pomnikiem nieznanego żołnierza (każda delegacja była wymieniana z nazwy i jej uczestnicy z imienia i nazwiska). Do tego muszę dodać, że była temperatura poniżej zera.
    WNIOSKI:
    - Te obchody na pewno nie były pomyślane z myślą o młodzieży, dzieciaki po pół godzinie uciekły do kościoła ogrzać się.
    - Z myślą o przeciętnym śmiertelniku też nie były pomyślane, bo plac po 40 minutach (czyli po 10 minutach składania kwiatów) opustoszał i zostali tylko najwytrwalsi. Spytacie kto został? Chłopaki z NOP-u ubrani na czarno z wygolonymi głowami, trzymający 3 metrowy transparent i zbierający do puszki pieniądze na … Nie pytajcie na co. Dwie panie z LPR z troszkę mniejszym transparentem, ale dobrze się komponującym obok tego poprzedniego. I garstka widać zaprawionych w bojach łodzian. No i biedni chłopcy z kompani reprezentacyjnych wojska, policji i straży pożarnej.
    - Odniosłem wrażenie, że te obchody są głównie kierowane do polityków. O tak, Ci stawili się w komplecie.
    Rozumiem, że w przypadku organizacji obchodów państwowych obowiązuje pewna etykieta, ale jeśli chcemy zwrócić uwagę młodzieży na ważne dla nas rocznice, to na pewno nie tędy droga.

    PS. Ponieważ jak widzę blok jest również miejscem przekazywania recenzji na temat wydarzeń kulturalnych, to zamieszczam moją opinię. Obchodów dnia niepodległości w łodzi nikomu nie polecam i w następnym roku sam znajdę sobie inną formę uczczenia tego święta.

  23. strzel_ba pisze:

    Adasiu! Podejmiemy z tobą każdą rozsądną formę obchodzenia Dnia Niepodległości! Wymyśl coś. Sam wiesz, że w dzieciakach jest wiele pozytywnych wartości, że nawet (!) patriotyzm w nich tkwi. Zgadzam się z tobą, że to raczej świat dorosłych te pozytywne wartości zabija. Polityka czyni brudnymi lub nudnymi zagadnienia parlamentaryzmu, polityki, świąt narodowych. A gdzie tu miejsce na patriotyczne wzruszenie, solidarność, współodczuwanie, wdzięczność dla poległych, szacunek itd.?

  24. tmk pisze:

    blog umarł?

  25. strzel_ba pisze:

    No co, choruję :) A prawda jest taka, że zmuszam się do kompromisu z samą sobą i niezbyt mi to wychodzi. Nowa notka poleciała do kosza, zamiast na blog.
    No i jeszcze siedzę nad maturami próbnymi i mnie boli :)

  26. gaspar pisze:

    a tematów na pęczki się zebrało: prace domowe, pani Hall, rzeczone matury… ;)

Zostaw komentarz