To nie jest notka polityczna czwartek, 13 marca 2008

Witam państwa internautów! Erotomanów, pijaków i w ogóle meneli, którzy nie rozumieją nie tylko spraw wielkiej polityki, ale w ogóle niczego. Wskazuje na to fakt niegłosowania na PiS!working.jpg

To nie jest notka polityczna. Zawsze chciałam trzymać się z dala od spraw polityki, bo ten świat mnie mierzi, ale przecież u podstaw motywacji tego bloga była głęboka niezgoda na piastowanie stanowiska Ministra Edukacji przez Pewną Ważną i Wielką Osobę. Wszyscy wiedzą.

No ale dzisiaj nie mogę. Leżę przed telewizorem i kwiczę ze śmiechu. Słucham w kolejnych wydaniach informacyjnych wiekopomnych słów człowieka, który przez dwa lata kierował polskim państwem. I cieszę się, że wypowiada te słowa już jako ekspremier. Bo mogę się po prostu z nich beztrosko i do rozpuku śmiać, zamiast być przerażoną.

Więc witam państwa meneli. Internautów, studentów, ale jednak meneli. Którzy chodzą do uniwersyteckiej biblioteki, żeby tam przeglądać strony pornograficzne (Ratunku! No udławię się ze śmiechu.) I popijają piwko przed komputerem. Jak nie oni, to na pewno ich myszy. No bo przecież nie koty. Kot to stworzenie święte. Czczone w Egipcie. :)
Jeśli ktoś nie wie, o czym mówię, to zacytuję fragmencik jeden śliczny:

“Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.”

No dobrze. Pośmiałam się z internetowych meneli, z manipulowania przez internet; zostawmy ten idiotyzm i anachroniczność postawy. Zajmijmy się wątkiem poważniejszym. Otóż odpowiadam na ewentualne wątpliwości ekspremiera co do głosowania przez internet czy nie przez internet:

Proszę szanownego polityka! Ja zawsze zagłosuję wtedy, kiedy mi przyjdzie na to ochota, w obu tych wypadkach. Bo głosowanie jest prawem obywatela, nie jego obowiązkiem. Jeszcze. Na szczęście.

W dzisiejszym świecie medialnego cyrku, kiedy o wizerunku polityka decydują specjaliści od PR-u, a nie walory moralne albo mentalne tego polityka, przymus uczestnictwa w głosowaniu byłby gwałtem na człowieku, pragnącym zachować dystans do tej karuzeli władzy, do walki wpływów czy znoszenia się potężnych korporacji, forsujących swego marionetkowego kandydata. Bronię w tym momencie prawa do odmowy udziału w tym cyrku, chociaż często głosowałam bez przekonania, w poczuciu właśnie jakiegoś obywatelskiego obowiązku. Jednak co innego obowiązek narzucony sobie samemu, wynikający z mojej moralności i postawy obywatelskiej, a co innego przymus ustawowy.

Nie no! Czy ja zawsze muszę występować w obronie jakiejś wolności?

To nie jest notka polityczna. Wolność jest zagadnieniem moralnym, drodzy państwo. A może nie tyle sama wolność, co zniewolenie.

Komentarze [16] do “To nie jest notka polityczna”

  1. gaspar pisze:

    Tak. Musi Pani. Przynajmniej tak sądzę. Tak samo jak wszyscy ci, którzy wolność mają wysoko postawioną w systemie wartości. Ot, wewnętrzny imperatyw. Cholernie potrzebny i budujący. :)
    Pozdrawiam, gaspar/ http://www.oryginal.ghassan.pl

  2. Awicenna pisze:

    Co do meritum dodam tylko, że najlepszy bajkopisarz wśród polityków przyznał, że lubi sobie popijać piwko i oglądać filmiki na youtubie. I to jest dla mnie przykład zachowania dystansu do siebie, co niewielu polityków potrafi.

    Bardzo mi przykro, ale w obronie wolności do tumiwisizmu nie znajdziecie we mnie sojusznika - do urn można pójść również po to, by oddać głos nieważny. A wymowa takiego gestu jest inna niż wymowa nie pójścia na wybory.

    A wolność? Wolność jest możliwością robienia tego, co jest dozwolone przez prawo.

  3. gaspar pisze:

    Mamy zgoła inne pojęcie wolności.

    Czy czułbyś się wolny w PRL? Przecież tam też mogłeś robić to, co było dozwolone przez prawo.

  4. Awicenna pisze:

    Nie ja, Rzymianie. Ale faktem jest, że nasza wolność jest zawsze ograniczona prawem. Na szczęście.

    W PRL czułbym pewnie niedosyt wolności. Ale prawo wyznaczałoby granice w których mógłbym działać, nie ryzykując utraty wolności. Niestety, z PRL pamiętam tylko kolejki, więc nie wypowiem się szerzej.

  5. Korialstrasz pisze:

    To może cofnijmy się do czasów wojny (pierwszej, nie drugiej), Awicenno? Czy działanie w ustaleniach prawa niemieckiego też uznasz za wolność? A przecież niemcy przestrzegali prawa podczas działań wojennych jak mało kto. Byli praworządni, wszystko było zgodne z przepisami. Przytoczę śmieszną anegdotę (ale autentyczną), jak pewien schwytany oficer polski trafił do obozu niemieckiego. Akurat przejeżdżał obwoźny cyrk i oficer postanowił kupić sobie pytona. Komendant obozu wystosował oficjalne pismo, że mu tego nie wolno. Na dole kartki było napisane, że wolno się odwołać wyżej. Toteż oficer się odwołał. Przyszedł list od zarządzającego, że oficerowi nie wolno trzymać węża w obozie… ale może się odwołać do cesarza. Toteż oficer napisał list. W trzy tygodnie później przyszła odpowiedź: “Oficerowi armii polskiej zakazuje się trzymać węża w obozie. Podpisano: Wilhelm II, cesarz Niemiec”.
    Takiej wolności pragniesz? :)

  6. Kacper pisze:

    Awicenna, co Ci da pójście na wybory i oddanie głosu nieważnego? Satysfakcję? Możliwość pochwalenia się? Podniesiesz frekwencję? Po co?

    W tym, że nie idzie się na wybory, bo nie ma się wybranego kandydata, czy z jakichkolwiek innych powodów nie widzę ani krzty tumiwisizmu. To po prostu wstrzymanie się od głosu. Takie samo, do jakiego mają prawo posłowie.
    Nikt nie będzie sobie przecież naprędce wyrabiał poglądu na jakiś temat “bo trzeba zagłosować”. Nabijanie frekwencji jest bez sensu.

  7. Awicenna pisze:

    Ok. Nie zgadzam się z Twoją opinią, ale ją szanuję. Szkoda tylko, ze tak myśli zazwyczaj większość naszych rodaków.

    Korialstrasz - fajna anegdota. Tak, taka wolność jest OK. Są jakieś zasady, są instancje do których można się odwoływać, jeśli coś nie pasuje - czego więcej chcieć od strony formalnej? Oczywiście abstrahuję tu od faktu, że obóz jeniecki nie jest zazwyczaj ostoją wolności i jej zakres nie jest z tego względu idealny IMHO. Gaspar będzie pewnie bronił prawa do posiadania pytona, a ja będę bronił prawa właściciela obozu do ustalania zasad.

  8. strzel_ba pisze:

    A ja chciałam zapytać, które zdanie mojej notki, albo w ogóle - tego blogu, uprawnia do zarzucenia mi tumiwisizmu?

    Natomiast twoja, Awicenno, definicja nie jest definicją wolności, lecz praworządności. Ja wolę definicję ks. Tischnera, którą zresztą próbowałam wam wpoić: “Wolności nie należy utożsamiać ze swawolą. Swawola jest tam, gdzie „wszystko wolno”, bo nie ma żadnych wartości. Wolność jest tam, gdzie są człowiekowi zadane pewne wartości, pomiędzy którymi trzeba wybrać – jedne odsunąć, inne uznać i urzeczywistnić.”

    O jakim wyborze wartości można mówić w rzeczywistości obozu jenieckiego albo państwa totalitarnego?

  9. gaspar pisze:

    @Awicenna:

    Więc jesli Twój “szef” czy tam “władca” ustanowi prawo:

    1. Awicennie nie wolno się poruszać.
    2. Awicennie nie wolno mówić.
    3. Awicennie wolno komunikować się na piśmie pod warunkiem, że nie będzie się on poruszać.
    4. Wszelka interpretacja powyższych przepisów należy do mnie.
    5. W razie niezgody Awicenna może się odwołać do mojej Żony.

    to gwarantuje Ci to wolność?:>

  10. Awicenna pisze:

    O tym, że w obozie jenieckim można mieć wybór postawy przekonuje “Most na rzece Kwai”, o wyborze w państwie totalitarnym - Orwell. Wybór istnieje zawsze.

    Dla mnie prawo jest gwarantem tych wartości, o których pisał ks. Tischner. Zabezpiecza wolność przed swawolą i anarchizacją. Pomaga dokonać wyboru - choć czasem podążanie ścieżką legalizmu jest wątpliwe moralnie (jak w “Antygonie” chociażby) - ale to sytuacje dość wyjątkowe.

  11. Kacper pisze:

    @Awicenna
    Ale według definicji ks. Tischnera wyboru trzeba dokonać z zadanych (czyli nie łamiąc prawa) wartości (czyli na przykład iść na wybory, albo nie iść na wybory).

    Tak się złożyło, że w naszym kraju prawo jest gwarantem wartości o których pisał ks. Tischner, ale czy tak samo uważałbyś, gdybyś żył w okolicach początku lat 50? Teoretycznie też były instancje, sądy, rząd… Albo pod koniec lat 70, kiedy to pojawiły się kartki? Czy jeśli coś jest ci wydzielane, to czujesz się wolny? Bo tak stanowi prawo i trzeba mu się podporządkować?

  12. Paweł pisze:

    Nie wytrzymam, więc zacznę od skomentowania wpisu gaspara.

    @ gaspar
    „Czy czułbyś się wolny w PRL? Przecież tam też mogłeś robić to, co było dozwolone przez prawo.”

    Proszę, zanim napiszesz następną głupotę zastanów się. I nie chodzi tu o twoje poglądy tylko o fakty. Największą tragedią PRL nie było to, że prawo ograniczało twoją wolność ale to że nie było ono przestrzegane. Miałeś do czegoś prawo tylko nie mogłeś go realizować jak np.
    Art 71 Konstytucji PRL
    1. Polska Rzeczpospolita Ludowa zapewnia obywatelom wolność słowa, druku, zgromadzeń i wieców, pochodów i manifestacji.
    A teraz o wolności.
    Moim skromnym zdaniem „wolność” jest stanem ducha. Każda inna definicja wolności powoduje konflikt. W praktyce bowiem wolność jest ograniczana przez przepisy prawa (pisanego czy niepisanego, moralnego, pochodzącego od Boga czy od władzy ludowej). Dla przykładu strzel_ba uważa, że udział w wyborach powinien być jedynie prawem a nie obowiązkiem. Jestem skłonny się z tym zgodzić przynajmniej banda leniwych patałachów nie zagłosuje na Andrzeja czy Jarka bo po prostu nie będzie im się chciało. Ale nie jestem pewny czy strzel_ba ma podobne zdanie na temat prawa do nauki, które jest realizowane przez powszechny obowiązek pobierania nauki do 18 roku życia. Nie mówiąc już o obowiązku jazdy w pasach czy ubezpieczenia OC, które z wolnością nie mają nic wspólnego. Nie da się wprowadzić całkowitej wolności. Musieli byśmy się cofnąć do epoki bezpaństwowości, a najlepiej jeszcze dalej do czasów gdy pojęcie plemienia nie istniało bo wódz też narzucał już pewne zachowania konieczne ograniczające wolność.
    Człowiek może być wolny tylko duchem. W świecie fizycznym zawsze godzi się na jakieś zniewolenie. Ludzi różni tylko granica, zniewolenia którą są w stanie zaakceptować i obszar tego zniewolenia.

    Dlatego strzel_ba ty nie stanęłaś w obronie „jakiejś wolności”. Ty stanęłaś w obronie wolności. Wolność jest tylko jedna. Wolność czyli brak przymusu. Stanęłaś jak zwykle do walki z wiatrakami :)
    Jak prawił Michał Bamunin (anarchista, ale któż bardziej pragnie wolności):
    „Nie można człowieka pozbawić cząstki wolności, nie pozbawiając go wolności całkowicie.”

    Ostatnio oglądałem „Katyń” i myśląc o wolności mam obraz polskich oficerów stających na stacji kolejowej i czekających na wywiezienie w nieznane. Stojących tam tak na prawdę bez eskorty. Mogących w każdej chwili uciec. Ale oni zostają bo czują się wolni duchem. Postępują według własnych przekonań.

  13. strzel_ba pisze:

    Jeśli czują się wolni, to dlatego, że podejmują pewien wybór (jak piszesz - mogą uciec albo zostać). Tak jak mówi Tischner. Nie wiem, dlaczego to negujesz Pawle, bo mnie się wydaje oczywiste, że nie może być całkowitej wolności w społeczeństwie, ale akceptowanie pewnych zasad nie musi oznaczać zniewolenia. Istnienie dekalogu oznacza zniewolenie człowieka, bo nie może kraść czy zabijać? Ależ może. Jego wolność realizuje się poprzez wybór postawy moralnej, przypisanie się do wartości humanizmu (drugi człowiek i jego ważność).
    To pięknie wygląda napisane, że wolność jest stanem ducha. To by oznaczało, że jest niezależna od świata, a zależna jedynie od samopoczucia człowieka. Niestety, z tym się nie zgodzę. Moja wolność zależy od innych ludzi, nie tylko ode mnie.

    Tak, jestem za wolnością wyboru stanu nauki lub stanu imbecylizmu. Właśnie najbardziej mnie frustruje, że muszę uczyć/dręczyć literaturą dzieciaki kompletnie niezainteresowane tematem.
    I one się czują zniewolone, i ja.
    Jak pamiętacie, każdemu przyznaję prawo do bycia kapustą. Dopóki nie wszedł do P2, oczywiście. :) I proszę cię Pawle o wyrozumiałość dla młodych ludzi, którzy o PRL-u nic nie wiedzą. Jestem pewna, że Gaspar właśnie miał na myśli to co ty, tylko nieprecyzyjnie to wyraził. Nie używamy wiec wobec siebie mocnych słów, nawet jeśli interlokutor według nas wypowiada coś niezbyt rozsądnego.
    Żeby nie narażać tej naszej wolności wypowiadania się.

    Mówiąc “jakaś wolność” miałam taki “rodzaj” na myśli: zakres wolności- kwestię praw obywatelskich.

    Wolność was rozgrzała do białości.A co o internautach menelach sądzicie? Myślałam, że to będzie tematem polemiki.
    Czasami przecież można by tej kontrowersyjnej wypowiedzi przyznać rację … Co wy na to?

  14. ewidentnie pisze:

    Oj… Pani Profesor chyba nie wie na jakim żyje świecie. Bo my (młodzież), pijemy piwko, oglądamy głupie filmiki na youtubie, niekiedy i te oznaczone xxx. Dla części z nas to tylko margines życia, dla innych to jego treść… Zgadzam się z Kaczyńskim, że znaczna część młodzieży głosowała w ostatnich wyborach na podstawie internetowej propagandy, programów Kuby, Majewskiego, szkła, to było głosowanie na byle kogo, byle tylko ‘nie na Kaczorów’. I oto właśnie Kaczyńskiemu chodziło, żebyśmy podchodzili do spraw wagi państwowej z większym szacunkiem i z rozwagą, a nie pod wpływem prześmiewczych spotów, głosując ‘dla jaj’.

  15. strzel_ba pisze:

    Czy dorosły człowiek głosuje “dla jaj”? Chyba nie jest wtedy dorosły. Ja rozumiem, że można być zdezorientowanym. Rozumiem, że można nie mieć faworyta, bo się człowiek polityką stara nie interesować. Rozumiem wreszcie, że podlega się czyimś namowom.
    To wszystko jest normalne i ludzkie. Ale głosować w kwestii władzy państwowej dla jaj? Toż to kompletna nieodpowiedzialność.

    Czyżby prawo głosowania należało najpierw sobie zdobyć poprzez złożenie stosownego egzaminu dojrzałości? :) DO niedawna jeszcze tak było. Teraz nazwa egzaminu jakby tak do rzeczywistości się zbliżyła. Już nie “egzamin dojrzałości”, a jedynie “maturalny”. Czyżby takie czasy?

  16. ewidentnie pisze:

    Ale tak niestety jest i opieram się na zachowaniach absolwentów ELYTARNEJ XII.

Zostaw komentarz