Metafizyka czy folklor? niedziela, 23 marca 2008

Motyw zmartwychwstania, zwyciężania śmierci jest obecny we wszystkich religiach świata. Odwzorowuje ludzki lęk po prostu, tę ludzką potrzebę zapanowania nad śmiercią, rozpadem, nicością. Egipski Ozyrys, Adonis, czczony u ludów semickich Babilonii czy Syrii i pożyczony potem przez Greków, staroirański Zaratusztra czy wreszcie w hinduizmie Rama - przedstawiają doroczny schyłek i powrót życia, uosobionego w postaci boga umierającego i powstającego z martwych.swieconka

Wielkanoc to nazwa święta, przejęta przez nas z języka czeskiego razem z chrześcijaństwem.
Jak zwykle w kalendarzu chrześcijańskim święta religijne wiążą się z czasem agrarnym lub lunarnym. Jezus i Jego męka splatają się z czasem równonocy wiosennej. Nadchodzi wiosna, pierwsza wiosenna burza otwiera Ziemię, w akcie miłosnym splatając ją z Perunem - Gromowładnym. Odradzanie się przyrody staje się odradzaniem moralnym człowieka. Wielkanoc oznacza upamiętnienie chwili cudu zmartwychwstania Pana - właśnie nocą. Światło i ciemność, dzień i noc - stają się w tym ujęciu wartościami metaforycznymi, oznaczającymi walkę dobra ze złem, życia ze śmiercią, cnoty z grzechem i potępieniem.Chrześcijaństwo przenosi więc refleksję nad życiem i śmiercią człowieka z planu dosłownego, namacalnego, widzialnego - na plan metafizyczny, moralny i intelektualny.

Człowiek na początku swojego rozwoju kulturowego mniemał, że działaniami magicznymi kontroluje przyrodę. Gdy zrozumiał, że istnieją wyższe od niego siły, próbował magią dopomóc bogom w ich walce lub zmartwychwstaniu. Może dotąd tak myśli?

Pewno dlatego dotąd do kościoła nosimy święconkę, aby ją pokropić w akcie “zamawiania”. Zamawiamy szczęście i dostatek, płodność natury czyli dobrobyt. Przy okazji chcemy dodać sił Zmartwychwstającemu. Żeby znowu mógł za nas umierać.

Komentarze [26] do “Metafizyka czy folklor?”

  1. Kacper pisze:

    “Przy okazji chcemy dodać sił Zmartwychwstającemu. Żeby znowu mógł za nas umierać” - kapitalne. ;) Ile by metafizyki nie było w tych świętach, to za każdym razem zastanawiam się (dwa razy do roku), czy ludzie wiedzą po co chodzą do kościoła, po co te koszyczki, opłatki, jajka, karpie… Za każdym razem wydaje mi się, że większość nie ma pojęcia i nawet nie chce.

    Bogowie są przecież po to, żeby nam pomagać i nas wspierać. Duchowo. Po to ich sobie stworzyliśmy, wykreowaliśmy, wymyśliliśmy, czy jakkolwiek to nazwać. Są elementem każdej kultury, bo człowiek nadal nie może pojąć, jak świat mógłby się kręcić, gdyby nikt nim nie dowodził. Stąd chyba modły wznoszone do boga/bogów, ofiary i “wspomaganie” ich w różny sposób. Nie ma przecież reakcji bez akcji.

    Pozwolę sobie przytoczyć fragment tekstu bardzo popularnego blogera, którego nie będę tu przywoływał po pseudonimie, gdyż rozbawił mnie prawie do łez. “Czy nie jest tak, że Jezus żył, Jezus umarł, ale Jezus nie zmartwychwstał?
    Niestety jest to bardzo prawdopodobne, potwierdzają to statystyki - od jego czasów nikomu nie udało się powstać z martwych.” To tak w kwestii zmartwychwstawania corocznego, faktów i mitów w religii i wiary samej w sobie. Już teraz mówię, że nie chciałem urazić niczyich uczuć religijnych, ani nic z tych rzeczy.

  2. strzel_ba pisze:

    Łatwo nam sie tak dystansować, ale człowiek to metafizyczny ssak, z przeogromna potrzebą wiary i transcendencji. Dla ludzi wierzących właśnie istnienie tej potrzeby jest jawnym dowodem istnienia Boga.
    Wśród naukowców - astrofizyków i bioinżynierów - też są ludzie głęboko wierzący.
    Ja też, tak jak Kacper, nie mam zamiaru dyskredytować potrzeby wiary ani samej wiary. Chodziło mi raczej o owe praktyki magiczne, które, archaiczne i teatralne, świetnie się nadal dzisiaj mają. Oznaczałoby to, że transcendencja transcendencją, ale człowiek i tak potrzebuje cudów na swoją zwykłą miarę, - czyli magii. Pokropić, odczynić, okadzić.
    Olaboga!

  3. gaspar pisze:

    A ja mam pytanie - co komu do tego kto co nosi w koszyczku do pokropienia? Ja nie chodzę*, ale jak dla mnie to każdy może sobie nawet własny ogon kropić żeby odczarować muchy. To naprawdę nieszkodliwe.

    * - choć w tę sobotę byłem, z Babcią. Jako towarzysz, a nie - wierzący.

  4. strzel_ba pisze:

    Przypominam ci uprzejmie, Gaspar, że to mój blog, a tu ja mam prawo, jak mnie coś dziwi, owo zdziwienie wyrazić. Chyba, kurde, po to jest blog?

  5. Kacper pisze:

    gaspar, ale tu raczej chodzi o to, że ludzie już od… dawna stosują różnego rodzaju “magiczne praktyki” i jakoś się nie zapowiada, żeby miało się to zmienić. Pomimo coraz lepszego poznawania zasad rządzących światem i coraz bardziej praktycznego podejścia do egzystencji, nadal mnóstwo ludzi wierzy w magiczną moc chociażby wody święconej.

  6. gaspar pisze:

    @Strzel_ba: a w którym momencie o tym zapomniałem?

  7. strzel_ba pisze:

    “A ja mam pytanie - co komu do tego kto co nosi w koszyczku…”

    To odczytałam jako przytyk, że zajęłam się niewłaściwym aspektem rzeczywistości.

  8. gaspar pisze:

    Ojej, no bez przesady. Tak samo jak Pani może się dziwić czemuś, tak samo ja się mogę uprzejmie zdziwić, że kogoś to głębiej zajmuje. Nawet jeśli brakuje mi ogłady.

    Pozdrawiam, na przekór, świątecznie - i ciepło jak zazwyczaj.
    gaspar/ http://oryginal.ghassan.pl

  9. Awicenna pisze:

    Kacprze, co to znaczy “po to ich sobie wymyśliliśmy”? Mówisz tak, jakbyś był pewien, ze Boga nie ma. Ani jednego.

    Rozpiszę się bardziej jak wrócę do Kraju, McDonalds nie nastraja do rozmyślań.

  10. Kacper pisze:

    Jestem tak samo pewien, że Boga nie ma, jak jestem pewien, że jest.

    Z resztą zauważ jak ewoluowała wiara. Wraz z poznawaniem przez człowieka praw rządzących światem zmieniały się też wierzenia. Od wielu Bogów, którzy mieli władać żywiołami, do jednego Boga, który jest miłosierny i może zrobić co mu się podoba. A przecież nie ma namacalnych, ani żadnych innych, dowodów na istnienie jednego Boga. Skąd więc ta zmiana, a raczej nagłe rozpowszechnienie się wiary w jednego Boga? Chyba stąd, że ludzie potrzebowali Boga, wobec którego byliby równi. Potrzebowali świadomości, że “na górze” jest jakiś “dobry tatuś”, który zawsze wyciągnie z tarapatów. Bogowie rzymscy przecież raczej w tarapaty wpędzali i w ogóle zajmowali się głównie sobą, a ludzie istnieli ku ich uciesze.

  11. strzel_ba pisze:

    No wiedziałam, że coś za długo się nie odzywałeś! Gdzie cię zaniosło, Awicenno? :)

  12. Michał Pabich pisze:

    Nie zgadzam się z Pani przemyśleniami w temacie. Ale to nieważne, nie będę w nie ingerował, zwłaszcza, że nawet na moment nie daje Pani wyraźnie do zrozumienia, czy to są refleksje bardziej osobiste czy właśnie ogólne, nad kondycją ludzi, a niekoniecznie Pani. Nieważne, nie będę dalej tego ciągnął. Temat wiary tak samo jak poszczególne jego wątki to straszna rzeka. Jestem zdania, że ogromna część ludzi, ta wierząca część, nie przyjmuje religii w całości, w kompletnej, jej właściwej formie. Zdecydowana większość osób dokonuje mnóstwa interpretacji na własną rękę. Wiara z czasem ulega deformacjom, nie pomylę się dużo jeżeli powiem że ulega modernizacji. A “rytuały” to w tej chwili swoiste podtrzymywanie tradycji, które w większości rodzin pokolenia rodziców mojego pokolenia jest po prostu zakorzenione. jak przyzwyczajenie. Przecież postawa Kościoła w stosunku do religii również nie jest jednoznaczna i jednomyślna.

    Wiem, że nie można na tym opierać swoich przekonań, ale motywacją do głębszych poszukiwań była dla mnie książka “Kod Leonarda da Vinci”. Niby zwykła historia sensacyjna, ale jakby na to nie patrzeć, napisana przez profesora znanego uniwersytetu, znawcę i badacza historii szczególnie w aspektach wiary. Ale książka napisana w taki sposób, który bardzo mocno uderza do głowy nowym spojrzeniem, przewracając właściwie fundamenty wiary do góry nogami. Ale istnieniu Boga nie zaprzeczając. Wręcz przeciwnie. Poznajemy zupełnie nowe “fakty” z tego zakresu.

    Myślę że zawsze trzeba zachować jakiś stopień racjonalizmu. Pozwala to utrzymać dystans, nie popadać w skrajności, rydzykowe czy odwrotne, ale także patrzeć w ten sposób na innych - nie wrzucać wszystkich osobników z danej klasy społecznej do jednego worka, konserwatywnych do bólu staruszków z innymi staruszkami, wierzącymi w rozsądnych granicach itd itp. Tak jest ze wszystkim. Z wierzącymi duchownymi również.

    Ksiądz dominikanin, ojciec Marek Kosacz tak wypowiedział się z okazji Wielkiego Postu i świąt wielkanocnych: “W Wielkim Poście nie wolno odmawiać sobie dwóch rzeczy: słodyczy i seksu. Odmawiając ich sobie, ludzie chodzą ponurzy i smutni, a przecież nie o to w Wielkim Poście chodzi”. Dalej ciągnie - “Dlatego zamiast odmawiania sobie słodyczy może należałoby odjąć trochę chamstwa? Zamiast dodatkowej pracy znaleźć czas dla bliskich. Chodzi o to, by w moim życiu było mniej zła, a więcej dobra. Więcej słodyczy, a mniej głupoty”

    No i pewnie, ma rację. Wielki Post to czas, w którym powinniśmy bardziej zmusić się do refleksji, znaleźć czas na zastanowienie nad własną postawą. Ale w racjonalny sposób. Nie katujmy się bzdurnymi wyrzeczeniami, które tak na dobrą sprawę nikomu w niczym nie pomogą, z dystansem oceńmy co powinniśmy zmienić.

    Podsumowując, nie dopuśćmy do siebie złego humoru z głupich powodów, zarówno w czasie postu, jak i cały rok ; ]]]

  13. Awicenna pisze:

    Kacprze, mówimy o religii katolickiej, kiedy w tradycji Judeochrześcijańskiej miałeś bogów uosabiających żywioły? Semicka triada Baal-Asztarte-Adonis nie była z nimi powiązana (załatwiały to różne “aspekty” działalności bogów - bodaj Baal z przydomkiem Hammon był panem burz morskich, ale nie dam sobie za to ręki uciąć). Co do dobrego tatusia - Tertullian mógłby się w tym miejscu kłócić.

    Tak jak wspomniałem - wywiało mnie do restauracji McDonalds. Zaraz wyłączam kochanego laptopa i idę na Rue Nueve. Podobno jakieś zakupy mamy robić.

    P.S. Manneken-Pis jest przereklamowany.

  14. Kacper pisze:

    Awicenna, no to dobrze, że mówisz ze mówimy TYLKO o religii katolickiej, bo nikt wcześniej tego nigdzie nie stwierdził. W każdym razie jeśli chodzi o temat naszych religijnych rozważań. Bo święta wielkanocne są jakby na to nie patrzeć mocno związane z Katolicyzmem.

    Poza tym mówiąc o “wymyślaniu”, czy tam “tworzeniu” religii przez człowieka miałem na myśli wszystkie religie, a nie tylko Katolicyzm. Więc należałoby to rozważać na przykładzie wielu religii, a nie tylko jednej. Tym bardziej, że każde wierzenia mają jakieś zadanie, mają zaspokajać jakieś potrzeby.

    Michał, zawsze mnie denerwuje jak słyszę “dziś na obiad będzie ryba, bo jest post”… Przecież post nie ogranicza się tylko do nie jedzenia mięsa, słodyczy i odmawiania sobie innych przyjemności. Czy ma to być czas umartwiania się? Zawsze mi się wydawało, że raczej duchowego przygotowania się do świąt.

  15. Michał Pabich pisze:

    Kacper, nie skumałeś o czym ja piszę. O czymś wprost odwrotnym do tego co mi zarzuciłeś :P

  16. Kacper pisze:

    Ale co ja Ci zarzuciłem? Chciałem raczej przyznać Ci rację, niż negować to, co napisałeś. ;)

  17. Awicenna pisze:

    OK Kacprze - mówmy o wszystkich religiach. Podaj przykład religii, która wyewoluowała od politeizmu opartego na bóstwach uosabiających siły natury do monoteizmu.

    Źródeł popularności chrześcijaństwa (jak i innych kultów misteryjnych - vide Orfici, kult Sol Invictus, Mitra) szukać IMO należy w innym modelu relacji Bóg-człowiek, to już nie tylko proste “do, ut des” ani religia stricte instytucjonalna, a relacja pewnej bliskości z Bogiem, bliskości, jakiej politeistyczne religie na ogół nie zapewniały w swym głównym nurcie. Choć taki typ relacji nie był bynajmniej nieobecny.

  18. strzel_ba pisze:

    Taka bliskość, Awicenno, moim zdaniem charakterystyczna jest raczej dla judaizmu, niż dla chrześcijaństwa, które przecież nie ustrzegło się koturnowości bóstwa. Jezus, który z racji głoszonych idei miłości, miłosierdzia, pokory - mógłby stać się każdemu bratem - zamieszkał w “wieży z kości słoniowej” albo na kiczowatych obrazkach, rozdawanych dzieciom na katechezie, z rozpiętą klatką piersiową i pulsującym sercem. Makabryczne, tak między nami.
    Natomiast w judaizmie - każdy mleczarz mógł zanosić do Boga swoje kłopoty, jak Tewie ze “Skrzypka na dachu”, kiedy mu koń okulał.

  19. strzel_ba pisze:

    @Michale, nie zrozumiałam, z czym się nie zgadzasz. Czy z faktem łączenia świąt chrześcijańskich - z terminami świąt przedchrześcijańskich, pogańskich, wiążących się z kalendarzem?
    Czy też z moją refleksją na temat zabobonności i raczej magicznych praktyk stosowanych przez współczesnego człowieka, ściślej - Polaka?
    Uważasz, że te jajka święcimy, bo tak w Biblii napisane albo Jezus ustanowił? Ejże, chyba nie.

  20. Awicenna pisze:

    Nie będę rozstrzygał, która z wielkich religii ma “bardziej bezpośrednie” podejście do Boga, bom na to za chudy w uszach.

    Natomiast pozwolę sobie na kilka spostrzeżeń. Po pierwsze - ta otoczka narosła wokół pierwotnego chrześcijaństwa dopiero z czasem - wspomnę choćby o tym, iż do bodaj soboru powszechnego w Nicei przykazania zakazywały (tak jak żydowskie do dziś) czynienia jakiegokolwiek obrazu Boga - wyjątki czyniono jedynie dla wizerunków nie uczyniono ręką ludzką, dlatego pierwsi chrześcijanie nie mieli tego problemu z nawałą kiczowatych dewocjonaliów. Z drugiej strony pierwsze chrześcijaństwo fascynowało się pustelnikami z Egiptu, słupnikami z Syrii itp.

    Po drugie - Chrześcijaństwo jest znacznie “łagodniejszą” religią od Judaizmu, w którym Bóg Abrahama i Hioba, Bóg z Sodomy i Gomory jest Bogiem mściwym i okrutnym. Chrześcijaństwo oferując oparte na podobnej zasadzie poczucie bliskości z Bogiem przedstawiało Boga przebaczenia i miłosierdzia.

    Po trzecie - Judaizm wymagał o wiele więcej zmian w obyczajowości - począwszy od Szabasu (ograniczenie pracy bez odpowiednika w chrześcijaństwie), po obrzezanie.

    Po czwarte - Chrześcijaństwo nie miało ewidentnych wad

  21. Awicenna pisze:

    Argh. to nie miał być koniec posta.

    Chodzi mi o to, że pomijając czarną legendę, mówiącą o kazirodczych orgiach i piciu krwi noworodków, Chrześcijaństwo nie miało takich ewidentnych niedogodności jak wspomniane przy okazji Judaizmu. Szczęściem okazała się też bliskość Aleksandrii, wielkiego ośrodka intelektualnego, w którym funkcjonowała silna gmina żydowska, co ułatwiło zakorzenienie się tam również środowisk chrześcijańskich.

    Aha - no jedna wspólna wada obu religii - ich antypaństwowa wymowa, wśród Żydów bardziej tolerowana (z racji przyzwyczajenia i otwartości na hellenizację/romanizację, IMO).

  22. strzel_ba pisze:

    Nie rozumiem związku z magicznymi obrzędami wielkanocnymi. Qvo vadis?
    Nie rozstrzygamy wyższości jednej religii nad drugą. Pochylamy się natomiast (mam nadzieję) nad źródłami zabobonności człowieka. Powtórzę swoje pytanie: Jak to się stało, że religia monoteistyczna, w zamierzeniu zintelektualizowana, zidealizowana, zobiektywizowana (Bóg jako Absolut i Stwórca) - obrasta cały czas magicznymi obrzędami rodem z politeistycznych kultur pierwotnych. No jak?

  23. Awicenna pisze:

    Aha - ja dyskutowałem z Kacprem nad inną nieco kwestią, jak mniemam.

    Jak to się dzieje? Bardzo prosto. Primo nie wiem czemu religia chrześcijańska miałaby być szczególnie zintelektualizowana, zidealizowana czy zobiektywizowana (religia? zobiektywizowana?). Musiało minąć wiele czasu do Klemensa Aleksandryjskiego, Tertulliana czy Augustyna.

    A elementy pogańskie - czysty pragmatyzm. Ludzie przywykli do niektórych obrzędów, więc zmieniono im otoczkę ideologiczną (vide Boże Narodzenie lub niezwiązany z religią, lecz oparty na tej samej zasadzie, Dzień Jedności Narodowej). Co do politeizmu - sprowokowany jest chyba niejasnym do końca statusem świętych, aniołów, a nawet samej Trójcy Świętej. Do paradoksów dochodziło szczególnie w wiekach średnich - każda plaga miała swojego świętego, na którego niejednokrotnie prosty lud klął na potęgę.

  24. Paweł pisze:

    Moje dwa słówka :) Odpowiadając na podstawowe postawione przez Ciebie Strzel_ba pytanie tj. dlaczego religia obrasta w zabobony i magiczne obrzędy?
    Ponieważ człowiek jest stworzeniem historycznym, głęboko zakorzenionym w swoje kulturze i tradycji. Nadejście chrześcijaństwa nie mogło wywrócić znanego ówczesnym ludziom świata do góry nogami. I dlatego też kościoła rzymskokatolickiego w Polsce i Amazonii nie da się porównać, wyrosły na różnych tradycjach (z konfliktów kulturowych powstał np. w USA polskokatolicyzm). A współcześnie należy zwrócić uwagę, iż najbardziej popularne są te odłamy chrześcijaństwa czy judaizmu, które są najłagodniejsze, najbardziej przyswajalne dla wiernych i najbardziej otwarte na nowoczesność. I które niestety (albo “stety”) dosyć daleko odeszły od pierwotnego kształtu. Dlatego nie jest popularny np.chrystadelfianizm. a w judaizmie haredim.

  25. Paweł pisze:

    A na temat “obrastania” religii ciekawy choć nie wnikliwy artykuł był ostatnio zamieszczony w przekroju
    http://przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=3569&Itemid=51

  26. Michał Pabich pisze:

    Z pierwszą wymienioną przez Panią kwestią można sie sprzeczać, więc zostawiam to w spokoju. Ale z drugą już zdecydowanie się nie zgadzam. Ani z trzecią - w której wyrażone zostało przypuszczenie co do moich myśli, błędne. Ja wcześniej napisałem, że w tej chwili dla zdecydowanej większości ludzi, myślę że to tylko podtrzymanie tradycji, które w ten sposób ewoluowały. a źródeł tych tradycji należy szukać dużo dużo wcześniej - i myślę że w tym momencie historia związana ściśle z religią chrześcijańską, Biblią, to jest dobry trop. Z tym że teraz traktujemy to inaczej.

Zostaw komentarz