Muzyka na wszystko sobota, 3 maja 2008

Wiecie co? Miałam komentować egzaminy gimnazjalne i czytelnictwo lektur, i czyn majowy, i orędzie premiera, i nominacje generalskie, i maturę z polskiego (Awicenny i nie tylko :) ), i zimny maj, że aż nie wiadomo, czy kasztany zakwitną…. I stwierdziłam, że to wszystko nie ma sensu.
WIęc zamiast tego, czy nie lepiej posłuchać muzyki?

Dwa najpiękniejsze wykonania jednego z najpiękniejszych utworów wszech czasów. Niech przyniosą wam szczęście. Maturzystom, ale niekoniecznie im tylko.

Gunsi w swoich najlepszych czasach. (Nagranie wideo amatorskie.) Nikt nie zagrał i nie zaśpiewał tego utworu z większym czadem. Nawet Pink Floydzi.

A oto inna wersja. Jak bardzo inna. I jak kochana przeze mnie. Antony and the Johnsons.

A wy - którą wersję wolicie?

Komentarze [42] do “Muzyka na wszystko”

  1. Michał Pabich pisze:

    najlepszych…? właściwie najlepszych i jedynych ;) twórczość tego zespołu tak naprawdę można zamknąć w niecałych 6 latach, to bardzo mało jak na jeden z najważniejszych zespołów rocka. Teraz to nie Guns N’ Roses, bo większości składu nie ma.. byłem w Warszawie w 2006 na Guns’ach, ale brakowało mi tego klimatu co na koncertach z lat 87-93 których nagrania oglądałem. Wersja Guns N’ Roses najlepsza. Ale oni oprócz tego świetnego cover’u mają dużo własnych, jeszcze lepszych wybitnych kompozycji. I bardziej niż o Pink Floyd wspomniałbym tutaj o twórcy utworu, Dylanie. Pink Floyd nie biorę pod uwagę bo ich wersji nie ma w żadnych oficjalnych nagraniach, wyraźnie słychać jakąś zabawę z muzyką i próby. Nigdy nie zrealizowali tego utworu na poważnie. Przynajmniej mi nic o tym nie wiadomo. Druga zamieszczona wersja straciła bardzo na klimacie. I nie przepadam za takim typem wokalu.

  2. Michał Pabich pisze:

    * większości składu - zostali wokalista i klawiszowiec, nie ma “oryginalnych” dwóch gitarzystów, basisty i perkusisty. To właściwie nowy zespół, ale na szczęście stare utwory grają :) i wcale nie najgorzej. Tylko gitara Slash’a jest nie do zastąpienia, on jest genialny. I czekam na nową płytę, w koncepcji mają się ukazać kolejno 3 albumy tworzące jedną całość. Ostatni ma być w 2012, pierwszy w tym roku :) (zapowiadany i tworzony od 15 lat, od 93 po rozpadzie, właściwie nowe Guns N’ Roses nic jeszcze nie zrealizowało…)

  3. strzel_ba pisze:

    Och, widać wielbiciela i znawcę Gunsów. A skąd taki młody człowiek ich zna? To przecież “moi” Gunsi! :)

    Teraz wierzycie, kiedy wam mówimy, my - starzy, że KIEDYŚ to była MUZYKA? :)

  4. Korialstrasz pisze:

    Gwoli praw autorskich twórców żyjących (wspominała pani gdzieś na stronce): prawa mają najczęściej wydawnictwa. Prawa wygasają… 70 lat po śmierci twórcy. Ostatnio nawet sprawa była, bo w 2015 wygasną prawa do Mein Kampf :)

    A wspomniany zespół, szczerze mówiąc, nie przypadł mi do gustu… Ale ja dziwny człowiek jestem, ja preferuję rosyjskie chóry i współczesne ballady (nie mylić z balladami epoki romantyzmu ;) ). W sumie każdego uspokaja inny rodzaj muzyki i chyba dowolny rodzaj jest dobry (niektórych uspokaja rap, innych walenie po instrumentach wg. death metalowców, a jeszcze innych jazz :) )

  5. strzel_ba pisze:

    Dlatego dałam dwie różne wersje, przecież :)

  6. Michał Pabich pisze:

    Skąd ich znam? Zaskakuje mnie pytanie, bo to dość oczywiste.. wśród słuchaczy rocka (a nie jest to bynajmniej wąska grupa społeczna) rozpowszechnione są takie zespoły. i to nie tylko te najbardziej znane jak King Crimson, Black Sabbath, Pink Floyd, Aerosmith albo z późniejszego okresu Guns N’ Roses, Alice In Chains, tylko całe mnóstwo bardzo różnych przedstawicieli rocka. Zafascynowany danym gatunkiem dotrze do wszystkiego, wszystko przesłucha i subiektywnie wybierze dla siebie najbardziej wartościowe “perły” pozostawiające kamienie milowe w historii muzyki w postaci swoich albumów. Generalnie jakby się przyjrzeć jak zazębia się czasowo działalność poszczególnych zespołów, to okaże się że między nimi wcale nie ma dużej różnicy, zwłaszcza, że są zespoły, które historię rocka zaczynały budować od podstaw, a działają do dzisiaj. Wystarczy spojrzeć na Pink Floyd, Rolling Stones, King Crimson, Deep Purple, Carlosa Santanę, albo Ozzy’iego Osborne’a czy Led Zeppelin (Led zeppelin zebrali się i jeszcze na początku tego roku 2008, grali razem kilka koncertów). To wszystko wcale nie jest tak archaiczne jak się wydaje ;) Jeszcze tylko dla przykładu podam, że Guns N’ Roses zaczynali dokładnie w tym samym czasie co Marilyn Manson. A na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać że to takie odległe… :)

  7. Awicenna pisze:

    Wersja Guns’ów lepsza, według mnie.
    Jak już mówimy o maturach, egzaminach i muzyce - aktualnie z głośników płynie “Bal dyplomantów”, w wykonaniu z Yapy ‘83…

  8. Kacper pisze:

    No naprawdę, przecież to powszechnie wiadomo, że zespoły, które zaczynały karierę n lat temu cały czas zdobywają nowych fanów. I wcale nie “KIEDYŚ to była MUZYKA”, bo ona cały czas jest. Każdy to chyba wie, mam taką nadzieję.

    Zdecydowanie Gunsi najlepiej zaaranżowali tę piosenkę, mnóstwo w niej energii a jednocześnie tworzy niepowtarzalny klimat.

    Drugie wykonanie w ogóle mi się nie podoba, drażni mnie wokal. Polecam za to akustyczną wersję zaśpiewaną przez Avril Lavigne: http://youtube.com/watch?v=NTt7eCq02hM

  9. strzel_ba pisze:

    Łeee, z surowo-sentymentalnych wykonań to już lepszy Dylan. Żeby powtarzać coś, co robi mistrz, trzeba zrobić to lepiej. Albo ciekawiej chociaż.
    A, Kacperku, to co uważasz za “wiadome”, wcale nie jest takie oczywiste. Na rynku muzycznym jest całe mnóstwo badziewia, które zostanie zweryfikowane przez czas, albo zespołów jednego sezonu, popularnych ze względu na marketing lub modę.
    Gunsi krótko byli na szczycie, ale zrobili ten utwór najpiękniej. I już.

    A muzyka? Tak, muzyka jest zawsze. Prowokacja się nie udała, bo chyba wszyscy tu zaglądający słuchają podobnej :)

  10. prezydent pisze:

    “Na rynku muzycznym jest całe mnóstwo badziewia, które zostanie zweryfikowane przez czas, albo zespołów jednego sezonu, popularnych ze względu na marketing lub modę.”

    Którymi atakują ze wszystkich stron a czy są muzyką, czy tylko produktem, to nikogo(?) nie interesuje…

    Muzyka powinna odpowiadać nastrojowi chwili - ja np. nie słucham jednego jej rodzaju i nie mam takiego, którego bym nie mógł znieść (w zbyt dużej dawce).

    “jednego z najpiękniejszych utworów wszech czasów” - też zgoda,ale…
    jeśli chodzi o rodzime podwórko??

    Jak dla mnie “Wehikuł czasu” lub “Whisky”…

  11. Kacper pisze:

    Fakt, muzyka zyskała ostatnio niechlubną dla niej rangę produktu. Promuje się ją. To, co słyszymy w radiu, to niekończąca się reklama, a “przebój”, to wcale nie to, co się podoba, tylko to, co słyszy się najczęściej. Często z resztą coraz większą władzę nad dźwiękami mają producenci muzyczni i w dużej mierze to od nich zależy, czy rzemieślnik, którym może być na przykład wokalista, odniesie sukces, czy w ogóle nie zostanie zauważony (vide Timbaland - wszystko do czego się dotknie jest dobrze przyjmowane przez publikę, co jednak nie znaczy, że ma jakąś wielką wartość artystyczną).

    Wcale nie twierdzę, że wykonanie Avril jest lepsze, po prostu według mnie jest łatwiejsze w odbiorze. Faktem jest, że nie ma żadnego muzycznego przesłania i brak mu emocji. Zaproponowałem je jako alternatywę dla wykonania Antony and the Johnsons, które mi nie odpowiada. Nie słucham raczej muzyki, która mnie drażni, czy wywołuje we mnie niemiłe uczucia.

    Oczywiście, że mnóstwo jest tzw. artystów jednego sezonu, czy jednego przeboju, ale nawet ci określeni mianem “badziewia” mają szansę na stworzenie czegoś, co będzie znane 15, czy nawet 20 lat później. Poza tym tworzą oni muzykę do słuchania, taką, która ma towarzyszyć człowiekowi zawsze i wszędzie. Ja na przykład nie słucham jazzu w samochodzie, bo jest to muzyka trudna w odbiorze i wymagająca skupienia się na dźwiękach.
    Gunsi byli na szczycie którko, ale mieli kilka przepięknych piosenek. Chociażby Estranged, czy November Rain - obie z albumu Use Your Illusion, a co najważniejsze są nadal rozpoznawani i doceniani.

    Muzyka powinna odpowiadać swojemu przeznaczeniu i trafiać do odbiorców. Tak jak muzyka klasyczna nie pasuje do dyskoteki, tak muzyka rozrywkowa nie pasuje do filharmonii i trzeba o tym pamiętać.

  12. Michał Pabich pisze:

    Absolutnie nie zgodzę się, że GNR na szczycie byli krótko. Jest jeden z zespołów, które dla muzyki zrobiły bardzo dużo. A takie zespoły ze szczytu nie schodzą. Nieważne że zespół istniał przez jedyne 6 lat, swoją drogą przez całe 6 lat byli świetni. Muzyka, którą stworzyli wpisuje się w kanon czegoś ponadczasowego, te utwory są na samej górze i tego się nie da zmienić. Oni są jednym z najważniejszych zespołów rocka, pomimo tego że działali tylko przez 6 lat! Ze szczytu już nie zejdą, do nich jak mało do kogo pasuje sformułowanie ‘legend never die’. Poza tym mówienie o świetności Guns N’ Roses, o balladach, których mają kilka, bez przywoływania innych wybitnych utworów jest poniekąd odbieraniem im autorytetu. Bo oprócz Don’t Cry, November Rain, Civil War, Estranged itd należy pamiętać że “łagodniejszym repertuarem” dysponują w znacznie mniejszej ilości. Pierwszy album “Appetite For Destruction” sprzedał się na świecie w ilości dwukrotnie przekraczającej łączną sprzedaż obu albumów “Use Your Illusion I” oraz “Use Your Illusion II”. “Appetite For Destruction” było czymś zupełnie nowym w muzyce, można wypisać wszystkie utwory z płyty podając przykłady jej genialności. Ale chociażby te największe - “Welcome to the jungle” (o którym perkusista Metallici, Lars Ulrich wypowiedział się, że jak pierwszy raz zobaczył ten utwór w telewizji to spadł z fotela z wrażenia), Sweet Child O’ Mine, Nightrain i oczywiście prawdopodobnie największa kompozycja GNR - “Paradise City”, którą już dawno obwołano mianem hymnu całego rock n’ rolla. Tak więc, Guns N’ Roses wiecznie żywi, jednego z miejsc na szczycie już nie oddadzą.
    A o Avril Lavigne bym nie wspominał bo to straszny chłam jest. Dobra dla 13-latek. A ostatecznie skompromitowała nagrywając cover John’a Lehnon’a “Imagine”. Przede wszystkim wyszło w tym utworze jak strasznie nie potrafi śpiewać. Po prostu tego nie umie, nie ma głosu i już. Nie mam pojęcia jak mogło to zostać dopuszczone do ostatecznego nagrania na płytę.

  13. Michał Pabich pisze:

    kurczę, bezsensu, że nie ma opcji “edytuj wpis” ;). Bo się rąbnąłem, brakuje ’się’ po ’skompromitowała’

  14. Michał Pabich pisze:

    Whisky najpiękniejsza? Nie, a to dlatego, że nie ma głębi. Zostając przy Dżemie - nie ma takiej głębi jak np ‘Złoty Paw’. To jest jeden z najpiękniejszych utworów Dżemu.

  15. Justyna pisze:

    Za tego Lola należy się pani wieeeeelka bombonierka :P Dziękuje :*

  16. strzel_ba pisze:

    Lola robię co roku. W zeszłym - nawet więcej opowiadań zrobiłam, i to na lekcjach w klasie, a nie na kole. Nadal nie znam tematów poziomu rozszerzonego, dopiero weszłam do domu. W telewizji podawali tylko poziom podstawowy. Piszcie, co było!

  17. nihil novi pisze:

    Właśnie Lolo! Pierwszy temat : analiza i interpretacja opowiadania S. Mrożka pt. “Lolo”. Zwróć uwagę na sposób kreacji bohaterów i paraboliczność sytuacji.
    Drugi znowu był z Różewicza i Myśliwskeigo o funkcji słowa, ale dokładnie nie pamiętam.
    wobec czego ja rówież dziękuję za Lola.

  18. strzel_ba pisze:

    A pamiętacie próbną? “Ballady i romanse” jak malowane.

    A co było z tego Różewicza i z tego Myśliwskiego?

  19. Justyna pisze:

    Nawet nie przeczytałam ze zrozumieniem drugiego tematu. Zdziwiło mnie, że podstawa miała wiersze. Czy anlizy i nterpretacji wierszy ktoś uczy na lekcji pozio podstawowy? I jeszcze ten wstęp do książki…Miłosza! Nasza matura była iście niekonwencjonalna (wypadli z formy:P)

  20. Awicenna pisze:

    Miłosz, Mrożek, Różewicz… błe. Jak to dobrze, że my mieliśmy choć na podstawie kawałek porządnej literatury :) Rozszerzenie jest chyba skazane na takie wątpliwe “przyjemności”. “Lalka” trochę ratuje sprawę. Trochę.

  21. kubaz3 pisze:

    potne sie. potne sie jak nic…

    caly “Lolo” byl analizowany w trakcie mojej absencji…to wlasnie moje szczescie i moje lenistwo…

  22. strzel_ba pisze:

    A dobrze ci tak, że tak powiem.
    A serio:
    @Justynko, a co my robimy na lekcji, jak nie analizę i interpretacje w kółko i wciąż? No nie załamuj mnie dziewczyno.
    No ale, jak udowodniła ostatnia klasówka z literatury wojennej, wśród informatyków nawet pojęcie podmiotu lirycznego to już zakres rozszerzony :)
    Mnie jednak do rozpaczy doprowadza fakt, że matura zamknęła się w obrębie treści klasy II. Mogłam całą trzecią klasę leżeć i nic nie robić. Wyjechać do sanatorium. Wygrali ci, co grzebali się z materiałem, bez odpowiedzialności za całość programu. Gdzie tematy z lektur wymagających jako takiej dojrzałości, wiedzy o świecie i człowieku?

  23. strzel_ba pisze:

    @Awicenno, co nazywasz “kawałkiem porządnej literatury”, bo nie pamiętam?

  24. Eborn pisze:

    No a mi się znowu udało trafić na tę “Lalkę”:) Pisałem tak, żeby się podobało Pani Profesor, co jak się okazało nieco rozmija się z “przykładowym wypracowaniem”. Ale to tylko przykład, a nie model. Też ubolewam nad tym, że na maturze był Prus i Mickiewicz. Nie można było dać czegoś o czym nie zdążyli jeszcze nakręcić dziesięciu filmów czy napisać pięciuset opracowań? Nie wspomne już o fakcie, że literatura zagraniczna na maturze nie gości. Bo po co?
    Ech, źle mi sie robi kiedy o tym myśle… Wszędzie taki konwenans, forma. Na rozszerzeniu ambitniej troszkę, nieraz chodziło mi po głowie zdawać, ale wyszedłem z założenia, że na rozszerzenie to trzebaby coś poczytać. Zawiodłem się taką maturą.

  25. Eborn pisze:

    Bez “no” na poczatku :)

  26. Awicenna pisze:

    Szekspira, rzecz jasna. Nie był to może Henryk V (”Raz przyjaciele, jeszcze do wyłomu, lub go zatkajmy ciałami Anglików! Nic tak w pokoju mężom nie przystoi jak skromna cichość, milcząca pokora, lecz gdy wojenna zabrzmi w uszach trąba, niechaj przykładem waszym tygrys będzie”) ale zawsze Szekspir.

  27. strzel_ba pisze:

    Brrrr! Właśnie teraz siedzę nad klasówkami z tego tragizmu Szekspirowskiego. I tym razem wyszło okropnie.
    No bo matury wykorzystuję potem jako klasówki, oczywista rzecz. Więc klaso II c - macie klasówkę z Lalki, jak znalazł :). Albo z Tetmajera :) :) :)

    @ Bartku, ty miałeś pisać na temat, a nie dla mnie. Dla mnie to ty wiersz napisz. Albo wytnij serce na ławce :). Przecież ja tej twojej pracy nie zobaczę :( !

  28. Eborn pisze:

    :) mowiac “tak żeby sie Pani Profesor podobało” miałem na myśli “jak najbliżej tego czego nas Pani uczyła”, a to chyba jest tożsame z pisaniem na temat :)

    Myślę, że akurat poezja nie przemawiałaby na moją korzyść :) Ale serce na ławce… to jeszcze da się zrobić :)

  29. strzel_ba pisze:

    No ładnie! Tylko nie w P2 :)

  30. Korialstrasz pisze:

    Ten wiersz to całkiem kuszący pomysł ;)

    A na poważnie, to jestem pod wrażeniem wspomnianego w mediach profesora polonistyki (w sensie stopnia naukowego), który przedwczorajszą maturę oblał. Widać kreatywność i ułańska fantazja świeciła jasnym światłem nad twórcami przepisów maturalnych :)

    Ale razem młodzi przyjaciele, nie lękajmy się zbyt wiele, bowiem jeszcze najtrudniejsze przed nami… odwagę znajdźmy sami. I do kitu z takimi rymami :P

  31. strzel_ba pisze:

    Dzieci! Proszę bardzo, to jest fragment notki: “Dziennik” zaprosił w poniedziałek dwóch humanistów: profesora filozofii Marcina Króla oraz pisarza Antoniego Liberę. Antoni Libera ledwie zdał egzamin. Zdobył za mało punktów by dostać się na polonistykę. Marcinowi Królowi poszło jeszcze gorzej: dostał dwójkę za porównanie Mickiewicza z Przerwą-Tetmajerem.”
    Znacie mnie dobrze. Wiecie, że nie zaraz krew zaleje.
    1. Od kiedy to stawia się na nowej maturze dwójkę? a nie punkty? I dlaczego dwójka miałaby być oblaniem egzaminu? Ktoś nie słyszał o jedynkach? Że już o 30 % nie wspomnę…
    2. Profesor filozofii i pisarz: dwaj konfabulanci - zostali miarą wszechrzeczy. Jeden umie dzielić włos na czworo, drugi umie pisać, to pewne, ale czy o “Lalce”?
    Przypominam, że obaj to panowie w wieku powyżej średniego, więc nie mieli szansy na ćwiczenia i maturę próbną :)
    3. Istotną częścią matury jest test czytania ze zrozumieniem, który ja uważam za test na inteligencję. Obaj panowie nie powinni przyznawać się raczej do swojego wyniku…Jeśli 21 pkt zalicza, a sam test ma 20 pkt maks., to, jak widać, do zdania matury potrzeba przeciętnej inteligencji (11 - 15 pkt z testu) i kilka zaledwie pkt z rozwinięcia tematu. I oni, ci prześwietni pisarze, powinni dostać maksa za język, styl i kompozycję, zakładam. I co? Ile wam wyszło tych punktów na ową “dwójkę”?
    4.Od kiedy to ilość pkt na polonistykę jest wiadoma przed rekrutacją? Ktoś ustalił to odgórnie? Nic mi o tym nie wiadomo. Raczej okazuje się w jej trakcie, że np. od 250p - ludzie się dostali. Ta granica pkt zależy i od ilości chętnych, i od ich poziomu. I w te 250 pkt wchodzi kilka przedmiotów, i przelicznik jakiejś średniej ze świadectwa może… I co, ci panowie zdawali pełną maturę, z historii i z angielskiego na przykład?

    Ech, dlaczego dajecie się nabrać na to medialne …to, no…. byle co?

  32. Awicenna pisze:

    2. Profesor filozofii to dla mnie jak najlepsza rekomendacja - pismakiem może istotnie zostać byle kto - profesorem filozofii - nie.

    4. Akurat do tego można wykorzystać z powodzeniem dane z lat poprzednich, moim zdaniem - i porównać wyniki tych, którzy się dostali, z wynikami testerów. Pytanie o jakiej uczelni mowa.

  33. strzel_ba pisze:

    Czego rekomendacją jest dla ciebie profesura z filozofii? Intelektu? Więc 20 pkt z testu powinien dostać filozof tenże. I zdobyć jeszcze jeden z wypracowania, żeby zaliczyć na 30 %.
    A w pkt4 - wyjaśnienie akurat najmniej istotne.

    Ważniejsze, czy w ogóle ta notka prasowa ma sens. Zważ wszystko razem, Awicenno.

  34. strzel_ba pisze:

    I nie nazywaj Antoniego Libery pismakiem, dobrze?

  35. Awicenna pisze:

    Notki nie czytałem, więc się nie wypowiem - a i nie przeczytam jej zapewne przez najbliższe dwa dni (szczerze mówiąc - nie zamierzam nawet próbować), bom w rozjazdach.

    Cóż, jeśli profesura - szczególnie z filozofii - nie jest wyznacznikiem klasy i pewnego pułapu, również intelektualnego, to cóż jest? Po to mamy dwa stopnie naukowe w naszym pięknym kraju, by oznaczać nimi ludzi wyróżniających się - a profesura, o ile mnie pamięć nie zawodzi, jest z tych dwóch stopniem wyższym.

    Notki prasowe, jeśli mogę tak uogólnić, w porażającej większości mają w takich sytuacjach niewiele wspólnego z rzeczywistością, często cel ich nie jest informacyjny, a opiniotwórczy.

    Dobrze. Krótki rzut oka w google wystarczył do zgody.

  36. Eborn pisze:

    I choc srodki do jej udowodnienia były wątpliwej jakośći, to teza postawiona w tej notce jest moim zdaniem słuszna. Nie wiem, nie jestem żadnym autorytetem w kwestii pisania prac maturalnych, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że pisząc je, nie myślę nad tym jak najlepiej odpowiedzieć na zadany temat, tylko nad tym, co mogło pojawić się w modelu odpowiedzi… To chore, ale z drugiej strony podchodzę do tego na zasadzie: “Nie podoba Ci się to nikt Cię nie zmusza”. Wypracowanie maturalne jest bzdurne, jest to rodzaj wypowiedzi pisemnej który pojawia się tylko na maturze, ponieważ nie wyobrażam sobie bym kiedykolwiek jeszcze pisał na odgórnie zadany temat. A nawet jeśli, to to ja będę decydował o tym o czym i jak chcę napisać na ów temat. Więc moim zdaniem autor artykułu wszczyna sztuczną sensację - owszem, wypracowanie jest bez sensu, ale takie jest, taka jest matura, takie są jej zasady i widać ktoś uznał że właśnie w ten sposób maturzysta będzie mógł potwierdzić swą dojrzałość.

  37. strzel_ba pisze:

    Słuszna konkluzja, Bartku. Rozbudzanie niezadowolenia i granie na emocjach, szermowanie nieprecyzyjnymi argumentami - jest moim zdaniem szukaniem taniej sensacji i skrajną nieodpowiedzialnością. Najlepiej podejść do sprawy rzeczowo: napisać najlepiej, jak się potrafi i myśleć o czymś następnym.

    Pokornie tylko dodam na koniec, że matura sprawdza umiejętności. Jeśli uda się wam napisać na temat tak kosmiczny, jak “Lalka” czy “Oda do młodości” i jeszcze przygotować samodzielną prezentację, to znaczy, że należycie do kategorii ludzi, którzy potrafią wypowiedzieć się w mowie i piśmie. Na dowolny temat. Rzeczowo.

    I tyle. To matura, nie praca habilitacyjna. Ale i tak nie wszystkich na to stać, wierzcie mi. Stać ich za to na kupienie prezentacji i na ściąganie na pisemnym.

  38. Chrzuszczyk pisze:

    Osobiście wolę oryginał Dylana, żaden cover nie zawrze emocji jakie wkłada w swój utwór jego twórca. Mimo wszystko piękny text. Powodzenia na maturach życzę ;D

  39. Delfina pisze:

    A ja bardziej lubię wersję Antony and The Johnsons, może dlatego, że oryginał jest zakatowywany w każdej rockowej stacji radiowej i telewizyjnej i mam już dość :( A z samego AaTJ wolę to http://pl.youtube.com/watch?v=mbA0RmHD7RY

  40. strzel_ba pisze:

    Matko, ja nie wiem, co lubię najbardziej. Wszystko chyba najbardziej. :)
    No ale gdybym miała zabrać ze sobą na bezludną wyspę, to
    If It Be Your Will,
    You Are My Sister ,
    My Lady Story,
    Cripple and the Starfish…

    Ale przede wszystkim:Bird Gehrl. Od tego zaczęła się moja znajomość z tym zespołem.

  41. Delfina pisze:

    Pani Psor, a takie rzeczy się Pani spodobają? :)
    http://pl.youtube.com/watch?v=SYJjHCZN46U
    http://pl.youtube.com/watch?v=6JdP1p3qCAE
    http://pl.youtube.com/watch?v=zbO1AaCnWnQ

  42. strzel_ba pisze:

    Muzycznie - owszem, ciekawe, ale jako “zjawiska sceniczno-artystyczne” “przesterowane”.
    Antony - jest “inny”, ale prawdziwy; oni - zrobieni na inność.

Zostaw komentarz