Prezentacje ‘2008 czwartek, 22 maja 2008

Nogi na żyrandolu, poduszka pod… pod plecy, głowa do tyłu i poniemyśleć. Oto obraz majowy pani od polskiego.

Skończyłam ustne matury w Dwunastce, ale nie widziałam jeszcze pełnych wyników. Nadal odsłuchuję prezentacje w zaprzyjaźnionym liceum w dni powszednie, a w soboty i niedziele sprawdzam pisemne. Matury nie zostały jeszcze ocenione i podsumowane, ale ja pozwolę sobie jednak na pewną refleksję, dotyczącą tym razem tylko prezentacji.

Otóż myślę, że świat stanął na zrębie. Że przyszedł czas takiej bylejakości i takiego tumiwisizmu, że czas umierać.

Przypominam sobie pierwszą “nową maturę” w 2002, jeszcze wtedy pionierską. Zajrzałam do statystyk. W mojej klasie zdawało ją wtedy 17 osób. Średnia z prezentacji wyniosła 90%! Bo mowy nie było o tym, żeby się ktoś nie przygotował najlepiej, jak tylko potrafił. A teraz…

Patrzyłam na młodych ludzi, pewnych siebie i zadowolonych, opowiadających o Patronie swojej szkoły na podstawie jednej strony w Wikipedii. Na ludzi mówiących o sztuce czy filmie bez znajomości kategorii piękna lub pojęcia tworzywa. Słuchałam ignorantów, którzy referując własny temat mówili: “O ile dobrze kojarzę”… Sytuowali Objawienie św. Jana przed naszą erą… Jako kartę z cytatami rzucali nam na stół skanowane kartki z podręcznika. Albo nie uważali za stosowne uczesać się przed egzaminem…

Pytałam młodych ludzi po egzaminie, dlaczego nie konsultowali konspektu, dlaczego nie czytali opracowań naukowych z literatury przedmiotu, a oni mi z dumą odpowiadali, że chcieli być samodzielni. W ten sposób każdy temat można zamordować.

A więc na moich oczach świat stanął na zrębie. Ignorancja zwycięża, 30% zalicza, radosny retour a la nature się rozpoczął.

Na koniec słynny cytat z mądrości chińskich, dedykowany wszystkim nadmiernie z siebie zadowolonym:

Żaba w studni nie wie nic o oceanie.

Żaba nie wie nic o oceanie...

Napiszcie mi coś pocieszającego. Że nie wszystkim jest wszystko jedno; albo co…

Komentarze [105] do “Prezentacje ‘2008”

  1. Awicenna pisze:

    Pocieszające jest to, że za tumiwisizm zainteresowanym przyjdzie zapłacić. Doświadczenie z matury ustnej było jednym z najważniejszych doświadczeń wyniesionych z całego LO - bo jako jedno z niewielu wymagało konkretnej umiejętności, prowadząc przy tym za rękę przy jej nabywaniu poprzez charakter stawianych wymagań. Jeżeli ktoś woli uczyć się później na własnych błędach - jego broszka. Mnie zrobienie prezentacji maturalnej nie zajęło wiele czasu - najdłużej chyba brnąłem przez - notabene ciekawe - lektury lub też starałem się do nich w ogóle dotrzeć. Jeśli kogoś nie stać na minimum wysiłku, to przecież nie musi mieć matury, prawda?

  2. strzel_ba pisze:

    O mój Boże! No przecież właśnie tak wszystkim powtarzam! Matura jest egzaminem nieobowiązkowym, tak jak prawo jazdy. Nie umiesz - nie jedziesz.
    Złote słowa, Awicenno. Dziękuję ci za to, co powiedziałeś o umiejętnościach. Wkładam to cały czas dzieciakom do głowy i mam cichą nadzieję, że kiedyś też to przyznają. Ja zawsze byłam rzeczniczką takiej formy matury. Ale już nie mogę. No po prostu niedobrze mi się robi, gdy słyszę słowo w słowo te same sformułowania ze stron internetowych. Z tymi samymi głupotami. Z tymi samymi błędami. Z tymi samymi nietrafnymi wyborami lekturowymi, głównie wykorzystującymi “Pielgrzyma” P. Coelho, “Piosenkę o końcu świata” i “Antygonę”. Acha, jeszcze syna marnotrawnego i Adama i Ewę. Pytacie, do jakiego tematu? DO KAŻDEGO TEMATU, KURDE BALANS. Bez różnicy.

  3. Awicenna pisze:

    Nie umiem, nie jadę.

    Podziękowania zbędne, taka prawda - każde dobre wystąpienie powinno być zrobione na podobnych zasadach co matura - ja np. nie potrafię mieć całości tekstu przed sobą, muszę mieć konspekt - tak jak dobra prezentacja multimedialna łudząco przypomina to co robiliśmy na lekcjach informatyki. To pierwsze doświadczenie już mi się przydało, to drugie jeszcze nie.

    Coelho nie czytałem, ale o ile pamiętam swój temat to trudno byłoby… no nie. Od biedy i do niego można wpakować Adama i Ewę (motyw Edenu), a może i “Piosenkę o końcu świata”. Inna rzecz, że ze stron internetowych nie miałem nic - na studiach, może z racji zainteresowań, korzystam z nich w dużo większym stopniu (bo i są po prostu nieodzowne). A z książkami przecież też nie było lekko - jednej są w łódzkich bibliotekach bodaj dwa egzemplarze, a logiczno-matematyczną książkę p. Nozicka w jej “ścisłej” części przebrnąłem z trudem.

    Nota bene - die pierwsze rzeczy, jakich musiałem nauczyć się na studiach, to robienie standaryzowanych bibliografii i przypisów (przy znajomości kilku ich systemów) - także też umiejętności praktyczne z podobnej półki.

  4. strzel_ba pisze:

    Bardzo mnie interesuje, czym różni się “standard uniwersytecki” od “mojego”. Czy to istotne różnice? Czy liczne? Zresztą, tu tylko o moją ciekawość chodzi, bo przecież ważniejsze było co innego: samo przekonanie was, że standard to rzecz istotna. I że istnieje :) Zajęło mi to 8 miesięcy, ale w większości wypadków - skończyło się sukcesem :))))

  5. Awicenna pisze:

    Nie pamiętam standardów maturalnych, już przywykłem do nowych, więc nie porównam. Inna rzecz, że jak wspomniałem jest kilka systemów, różni autorzy różnie traktują niektóre wydawnictwa - ogólnie zabawa zaczyna się gdy dla kogoś podstawą stają się czasopisma i prace zbiorowe, albo niemieckie encyklopedie - tu już wchodzą np. skróty (część na szczęście jest na tyle logiczna, by łatwo było ją zapamiętać - to ułatwia szukanie), nie wspominając o tym, że czasem wypada podać np. autora konkretnego hasła encyklopedycznego.

    Co do istnienia standardów - cóż, wygląda na to, że nie całkiem tak jest - są pewne ogólne zalecenia mniej lub bardziej brane do serca przez autorów. A na to wszystko jest jeszcze system harvardzki - którego zupełnie nie lubię, a który robi się coraz popularniejszy, niestety - zupełnie odmienny od “naszego”.

  6. ZnajomoNieznajoma pisze:

    A może pani profesor powinna do tego podejść inaczej? Nie każdy jest pasjonatem polskiego, niektórym ta ustna matura jest potrzebna jak dziura w moście. Może zamiast utrudniać uczniom życie powinna pani zacząć oceniać ich łagodniej? Jeśli uczniowi chce się udowodnić, ze nic nie umie, zawsze mu się to uowodni.. Tylko po co? Po co udowadniać matematykowi, ze nie napisze wypracowania jak polonista, czy nie wypowie się jak profesjonalista… I nie ma co narzekać na brak przygotowania, czy zeskanowane kartki… Maturzyści mają dużo ważniejszych zajęć niż pochylanie się nad konspektami…

  7. Awicenna pisze:

    Wywód może i logiczny, ale założenie początkowe złe, jak mniemam. Co to znaczy “potrzebna jak dziura w moście”? Czy fizyk/chemik/matematyk nie będzie miał okazji prezentować swoich badań, czy też ustaleń, w formie publicznej prezentacji? Wiem na pewno, ze informatykom się to zdarza - a zatem matura przygotowująca ich do takiej formy wypowiedzi daje im pierwsze niejednokrotnie doświadczenia w tym względzie.

    Szczerze mówiąc jest mi obojętne, czy uczeń będzie miał prezentację multimedialną, film, czy kartki ze skserowanymi materiałami (co absolutnie nie powinno go plasować niżej - to wszak nadal bardzo popularna - i jakże wygodna dla odbiorcy! - forma wzbogacania prezentacji). Ważne, żeby był przygotowany do spójnej, płynnej wypowiedzi na dany wcześniej temat bez podpierania się pełnym jej tekstem (lub co gorsza czytania w całości - czytanych referatów słucha się fatalnie).

    Czy jeśli matematyk mówiłby o matematyce byłoby to bardziej do zaakceptowania? Na prawdę, temat jest w moim odczuciu sprawą drugorzędną - chodzi o umiejętność jego wyboru, doboru literatury podmiotu i przedmiotu, zbudowania wypowiedzi i ubogacenia jej materiałami dodatkowymi. Nie trzeba być pasjonatem polskiego, by potrzebować tych umiejętności.

    A teraz przepraszam, mam do przygotowania jakąś wypowiedź - tak na 15-20 minut na konkretny zadany wcześniej temat i w oparciu o konkretną literaturę.

  8. strzel_ba pisze:

    @ZnajomoNieznajoma: “Maturzyści mają dużo ważniejszych zajęć niż pochylanie się nad konspektami…”
    Jasne. Właśnie o tym mówię.
    “- a wokół huczy wspaniałe życie
    rumiane jak rzeźnia o poranku”

    @Awicenno, chyba się starzejesz :) Zaczynamy się zgadzać. Zaczynamy się rozumieć. Ale to i postów chyba będzie mniej, co mnie strasznie martwi :)

    Proszę bardzo: otwieram temat: jakie zagadnienia chcielibyście referować na maturze? Jeśli nie motyw lustra w literaturze - to co? Przecież jest tyle tematów: władza, państwo, wojna, pokolenie, bard, artysta, piękno, kryminał, przyroda , fantastyka, wędrówka, totalitaryzm, jednostka, filozofia, szczęście, cierpienie…
    Rozumiem, że zainteresowałaby was Doda albo język stadionów polskich. Da się zrobić :(
    Jeszcze rok, dwa i nic mnie już nie zdziwi.

  9. Awicenna pisze:

    Niestety, starzeję się. Ale tego co słuszne miałem zwyczaj bronić i wcześniej.

    Hm. Ja bym pozwolił tym, którym nie pasują podane tematy na sformułowanie własnego, o ile znajdą do niego literaturę podmiotu - bo to chyba jedyny problem. No i dołożyłbym może wymaganie by te lektury były przynajmniej dwie, najlepiej z różnych epok. Jak ktoś chce opisywać motyw wynalazków i stosunku do nich na podstawie “Lalki” i “Narrenturm”, to czemu nie, jeśli zrobi to na prawdę dobrze?

    P.S. A propos różnych epok - jednemu z Pani tegorocznych maturzystów sugerowałem mocno niestandardowy wybór lektury do tematu o propagandzie - na szczęście się chyba nie zdecydował.

  10. strzel_ba pisze:

    Ależ przecież wszyscy maja prawo dodać własny temat! Pod koniec drugiej klasy. Tylko wtedy nikogo to nie obchodzi.

    W taki sposób, tzn. od zainteresowanych do listy tematów doszły w tym roku: kryminał (rozwój gatunku), chyba powieść sensacyjna i jeszcze jakieś.

    A w ogóle to ja zupełnie nie wiem, jak wypadli “moi” maturzyści. Może by tak ktoś coś opowiedział?

  11. strzel_ba pisze:

    Co to znaczy “niestandardowy wybór lektur”?

  12. Awicenna pisze:

    Ach, przykłady propagandy z mojej niejako działki. Specyficzna literatura, w obu przypadkach. W każdym razie namawiałem tegoż do zestawienia takiej pozycji z tymi oczywistszymi.

  13. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Maturzyści pani profesor wypadli dobrze. A dlaczego? Bo egzaminatorzy w innych komisjach zdają sobie sprawę, że uczniowie są tylko ludźmi, że nie mają doświadczenia w wygłaszaniu prezentacji, że stres robi swoje.

    ~Awicenna: mówienie o czymś z pasją, a ‘paplanie’ wyuczonego na pamięć tekstu to zdecydowana różnica. Obawiam się, że mało który polonista mówiłby z błyskiem w oczach o całkach, czy wzorach fizycznych… I dlatego trudno oczekiwać od maturzystów, którzy skończyli LO o profilu matematyczno- fizycznym, że temat ‘Portrety matek w literaturze’, czy jakikolwiek inny będzie spełnieniem ich recytatorskich marzeń.
    ~strzel_ba: Ważniejsze sprawy to na przykład nauka setek wzorów i pojęć z dziedziny fizyki, czy matematyki. Prezentacja zostanie wygłoszona raz, fizyka, czy matematyka będą tym uczniom towarzyszyły przez kolejne lata nauki.

    Ja nie mówię, że człowiek kończący liceum maturę z polskiego powinien dostać od tak sobie. Jakiś poziom musi sobą reprezentować- nie przeczę. Stawianie jednak skrajnie niskich ocen, na pewno tych umiejętności nie poprawi, wręcz przeciwnie- zniechęci uczniów na przyszłość. Warto więc wziąć pod uwagę, że nie wszyscy we wszystkim są doskonali, ba, większość jest wręcz słaba i dlatego nauczyciele powinni takim osobom pomagać, a nie udowadniać, że są skrajnie nieinteligentni, żeby nie powiedzieć głupi.

    PS. Wbrew pozorom i wydźwiękowi jakie mają moje wypowiedzi, nie jestem uczniem 12 LO, który zdawał w tym roku maturę. Swoją na szczęscie mam już sobą ;)

  14. Awicenna pisze:

    Sorry, ale temat każdy sobie wybiera sam. Jakoś ja - absolwent XII LO (inf-fiz) - znalazłem coś dla siebie (zresztą możliwie słabo związane z polskim jako takim). Jeśli ktoś decyduje się na “Portrety matek w literaturze”, to do jasnej pogody jako dorosły człowiek (zdający nomen omen egzamin dojrzałości) chyba wie, co na siebie bierze?

    A to na maturach nie ma już kart wzorów?

    Co do towarzyszącej im matematyki - zgoda, ale zdolność wypowiedzi - mam nadzieję - również.

    Co do oceniania - nie ma że boli, jeśli dorosły człowiek nie jest w stanie przedstawić spójnej wypowiedzi po roku przygotowań, to chyba znaczy, że wykształcenie średnie go nie dotyczy. A nauczyciel jest po to by pomóc, nakierować PRZED maturą, nie NA maturze.

  15. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Nie ma, że boli. Ale jakoś nie chce mi się wierzyć, że jednej komisji trafiają się sami dobrzy uczniowie, którzy otrzymują między 15, a 20 punktów, a w tej drugiej codziennie są tacy słabi, że stawia się kilka 6. Wybacz, ale chyba w cuda nie wierzymy?

    Owszem temat każdy wybiera sobie sam, i co z tego? To, że go wybrał nie znaczy, że go to interesuje. Matura to nie jest koncert życzeń i spełniania marzeń- nikt tam nie idzie bo ma takie widzimisię. Nie oszukujmy się- 90% uczniów mówi na ustnej maturze o rzeczach, które ich w ogóle nie interesują. I nie ma co uskarżać się na złą, oziębłą i niczym niezainteresowaną młodzież. Trzeba się z tym pogodzić, bo takie jest życie, czy nam się to podoba, czy też nie.

    Aha, jeszcze co do zdolności wypowiedzi- forma tej nowej matury raczej odpowiada zdolności nauki na pamięć i pięknej recytacji niż kwiecistej mowie.

  16. gaspar pisze:

    Właśnie, matura jest egzaminem nieobowiązkowym. Może czas by zrozumiały to licea (a właściwie ministerstwo) i nie opierały programu na “to będzie na maturze”?…

    Coś pocieszającego? Wydaje mi się, że na szczęście młodzi z Dwunastki są bardzo elokwentni, oczytani i mają do powiedzenia wiele na wiele tematów - niezależnie od prezentacji. Wydaje mi się? Nie. Po roku na Politechnice jestem tego pewien. (”Gaspar, ja Ciebie nigdy nie mogę do końca zrozumieć, bo ty używasz takich inteligenckich słów” (C) by student I roku Politechniki Śląskiej).

  17. gaspar pisze:

    I jeszcze odnośnie olewania matury: wiesz NieznajomoZnajoma, ja przez rok studiuję na Politechnice. I szczerze dość mam towarzystwa ludzi, którzy sprzedają mi takie rewelacje jak “Zbrodnię Ikara (sic!) napisał Sapkowski (sic!), ludzi, którzy nie są w stanie powiedzieć jaka jest ich ulubiona książka i profesorów, którzy uważają, że “zrobiono” to bezokolicznik. Może im to niepotrzebne - ale ja wymagam od rozmówców jakiejś erudycji. Tego, że będą znali zarówno zasadę zachowania energii, jak i zasadę decorum. Że będą mieli własne zdanie nie tylko w kwestii alternatora do samochodu albo wyboru piwa na wieczór. I że będą czytać coś więcej niż “Przegląd sportowy” i Rysunek maszynowy Dobrzańskiego. I że będą w stanie choć przez chwilę mówić o swoich zainteresowaniach nie używając przy tym wulgaryzmów.

  18. strzel_ba pisze:

    “Może zamiast utrudniać uczniom życie powinna pani zacząć oceniać ich łagodniej?”
    Jeszcze łagodniej? Przypominam, że 30 % zalicza. I moim zdaniem - to jest właśnie powód obniżenia się poziomu przygotowania młodzieży. Swoim uczniom zawsze stawiałam wysokie wymagania. Żeby byli rzeczowi. Żeby byli uczciwi. Żeby byli otwarci na świat kultury. Żeby rozumieli, że ich język ich charakteryzuje. Jeśli uwierzyli - już wygrali.
    Od wielu z nich na koniec słyszałam życzenia: “Niech się pani nie zmienia”. Dlaczego mam wierzyć tobie Nieznajoma, a nie im? Nie byłaś na egzaminie, nie słuchałaś tych wypowiedzi. Przypominam ci, że w ocenianiu stosuje się odpowiednie kryteria punktowe (zakładka Dokumenty). Przykro mi, że sugerujesz, że je lekceważyłam. Bo ja również stawiałam oceny maksymalne. Po kilka dziennie (od 1 do 4). Czy postulujesz, żeby wszystkim postawić od razu, przed egzaminem po równo?

  19. strzel_ba pisze:

    Acha, i jeszcze jedno: egzamin nie ma funkcji motywacyjnej. Może mieć funkcję diagnozującą albo selektywną.

  20. Paweł pisze:

    Strzel_ba :) oczywiście, proszę Cię, nie zmieniaj się.
    Co do nowych matur to szczerze mówiąc mało mnie obchodzą. 10 lat minęło jak zdałem swoją i ciągle nie wiem po co mi ona była potrzebna. Na uczelnie wyższą i tak musiałem zdawać egzamin dodatkowo.
    Nie da się jednak ukryć, iż osoba która nie przygotowała prezentacji w sposób na tyle dobry by zostać ocenionym na ocenę właśnie dobrą (mając tyle czasu i możność wyboru tematu) jest:
    - leniwa,
    - nieodpowiedzialna,
    - preferuje postawę tumiwisizmu.
    I szczerze mówiąc to oblał bym taką osobę. Po cholerę pchała się do szkoły średniej i czas zabiera innym? Ale całe szczęście (dla tych osób) nie jestem nauczycielem :)

    @ZnajomoNieznajoma
    Dzieciństwo i okres młodzieńczy spędziłem w Łodzi w okolicach, które nie cieszą się dobrą sławą lecz poznaną mądrość “ludową” zapamiętałem do dziś - sprawdza się:
    “Za darmo to można po mordzie dostać”.
    Za darmo na pewno się nie da zdać matury, trzeba włożyć minimum wysiłku i zaangażowania. Bo matury nie zdają tylko kretyni (i pechowcy). To naprawdę nie jest egzamin praktyczny z kardiochirurgii :)

  21. Martynka pisze:

    Jeśli tylko się chce to można wybrać temat zgodny albo przynajmniej zbliżony do swoich zainteresowań. Ja wybrałam temat powieści kryminalnej i bardzo chwale sobie ten wybór. Uzyskałam 100% i to bynajmniej nie dlatego, że moja komisja była łagodniejsza czy bardziej łaskawa, a dlatego, że w literaturze podmiotu miałam 9 pozycji i wszystkie przeczytałam z pełnym zaangażowaniem. W 15 minutach nie zmieściłam się na pewno, ale nie przerwano mi bo komisja “kupiła” to co mówiłam i jak mówiłam.

  22. Martynka pisze:

    @strzel_ba
    “- a wokół huczy wspaniałe życie
    rumiane jak rzeźnia o poranku” to przypomina mi mojego kolegę(pani profesor na pewno też pamięta) dla którego rzeźnia o poranku to symbol czystości i spokoju. Jak tu walczyć…

  23. strzel_ba pisze:

    :)
    Och, myślę, że trochę z nami się droczył, żeby udowodnić tezę o dowolności interpretacji poezji. Są pewne granice tej dowolności, to jasne.
    A w ogóle to gratuluję! Zupełne się o ciebie nie bałam. Ciekawe, dlaczego :)
    Podrzuć jakiś dobry kryminał na wakacje. Albo - jeszcze lepiej - sama upisz recenzję na stronkę! teraz, jak nic już nie trzeba, może zrobisz to z przyjemnością :)

  24. gaspar pisze:

    hmhm, ale granice te są tak samo płynne jak fantazja interpretującego.

  25. tmk pisze:

    @10
    80%
    dziękuję, niech się Pani nie zmienia.

  26. Awicenna pisze:

    Lakon(ka?):)

  27. strzel_ba pisze:

    Cieszę się, tmk :) i gratuluję. I trzymam kciuki za przyszłość.

  28. Eborn pisze:

    Powiem Pani profesor szczerze, że zaglądałem tu dość regularnie od końca roku szkolnego. Po maturach też. Ale o ile wolno mi w ogóle coś takiego robić to byłem na Panią obrażony, dlatego nic nie pisałem. Chodzi właśnie o te matury ustne.
    Jest Pani idealistką, zawsze Pani była i to chyba dobrze. Najgorsze jest to, że nawet nie mam jak bronić swojej tezy odnośnie matur z polskiego. No bo jak napiszę że “Inni nauczyciele oceniają normalniej” to będzie to tylko dolewanie oliwy do ognia, bo przecież nie trzeba robić tak jak inni. Jak powiem, że całą prezentację z polskiego uważam za bzdurę, i popieram w całej rozciągłości osoby, które zrobiły przy niej jak najmniej, mówiąc kolokwialnie - olały ją, dostanę odpowiedź, że przecież nikt nie każe zdawać matury.
    Ale mam nadzieję, ba, głęboko wierzę, że wkrótce nadejdzie troszkę sprawiedliwości. Myślę tutaj o obowiązkowej maturze z matematyki. Zobaczymy wtedy komentarze wszelkiej maści humanistów, przyszłych erudytów. Pojawią się głosy: “Po co mi prawdopodobieństwo, jak będę dziennikarzem?” albo “Po co mi na prawie schemat Hornera?”. Moja odpowiedź będzie wtedy bardzo prosta: “Po to samo po co mi zasada decorum - po NIC”.
    Piszesz Gaspar, że boli Cię, gdy Twoi profesorowie nie wykazują się znajomością wiedzy z zakresu języka polskiego. Mnie za to boli, gdy pani dziennikarka w TV nie ma nawet podstawowej wiedzy na temat logiki. Albo nie orientuje się, co wyrażamy w kilowatogodzinach. I też mogę napisać, że “wymagam tego od niej”. Ale właściwie to… dlaczego? To, że chciałbyś aby każdy kojarzył Sapkowskiego z literaturą to tylko konwenans. Forma. Tak “wypada”, że jak się jest profesorem to trzeba być erudytą.
    Od razu odeprę jeden argument: nie, matura z języka polskiego nie sprawdza zdolności posługiwania się tymże. Więcej o języku człowieka powiedziałaby pięciominutowa rozmowa nawet na temat tego jakie kluby nocne poleca, niż piętnastominutowa recytacja na temat romantyzmu.
    Ostatecznie: uczenie się do tej prezentacji jest stratą czasu. Dlatego cieszę się, że sam nie straciłem go wiele.

  29. strzel_ba pisze:

    Może dlatego nie dostałeś maksa?
    Za co jesteś na mnie obrażony, Bartku? Nie zrozumiałam. Przyjmuję uwagi różnego rodzaju. Ale muszę wiedzieć, o co chodzi. Za to, że zmuszałam cię do pracy? Za to, że gdzieś tam w duszy dręczy cię, że nie zrobiłeś wszystkiego najlepiej, jak potrafisz? Że masz tego wstydliwą świadomość?
    Mówiłam wam, że ze mną nie ma lekko. Jestem jak wyrzut sumienia, cholera. :(

    “Więcej o języku człowieka powiedziałaby pięciominutowa rozmowa nawet na temat tego jakie kluby nocne poleca”
    Hmmm, wypadłabym blado. :)

  30. strzel_ba pisze:

    A twoją ocenę dziennikarki - podzielam :)

  31. Awicenna pisze:

    Primo - obrażać się można na kogo się chce, to niezbywalne prawo każdego człowieka, ze szczególnym uwzględnieniem Polaków.

    Secundo - nie znam matematyki. Obecnie jest mi ona potrzebna w zakresie dodawanie/odejmowanie/mnożenie/dzielenie, w przyszłym roku może będzie bardziej. Jednak nie oszukujmy się - logarytmy, całki, czy insze gady potrzebne mi raczej nie będą. Jeżeli jednak Ty będziesz kiedyś chciał pójść do teatru, szczególnie na jakąś sztukę antyczną, znajomość zasady decorum ci nie zaszkodzi, a pozwoli być może pełniej zrozumieć strukturę sztuki, albo też dostrzec, że jest zaburzona. Teraz czym to się różni - bo wszak każdy z nas rezygnuje z jakiejś umiejętności w duchu iście sarmackiego praktycyzmu - ano tym, że całkowanie dotyczy tylko tych, którzy tego potrzebują, teatr zaś nie jest adresowany tylko do teatrologów.

    Nie uważam, by profesor, szczególnie przedmiotów ścisłych, musiał być erudytą - ma byś ekspertem w swojej dziedzinie.

    O maturze ustnej już pisałem - ona wymaga umiejętności konstrukcji i prezentowania wypowiedzi - nie chcesz mieć tej umiejętności - Twoja broszka. Ale nie wymagaj łagodniejszego traktowania bo jesteś matematykiem/fizykiem/chemikiem. Matura jest niestety egalitarna i jesteś oceniany tak samo jak przyszły polonista. Jeżeli rzeczywiście sprowadziłeś ją do 15 minutowej deklamacji wcześniej wykutego tekstu - moje gratulacje, chyba nie załapałeś idei - a przecież mimo, że ją olałeś, zdałeś, więc w czym problem? Zadanie wykonane. No, chyba, ze cierpi duma.

    Co do nocnych klubów - czyżby dewiza “pokaż mi gdzie imprezujesz, a powiem ci kim jesteś”? Ja nie imprezuję. Wcale. Nie zdałbym? ;)

  32. Eborn pisze:

    Nienienie, źle się zrozumieliśmy. Z tymi nocnymy klubami chodziło mi o to, że aby zorientować się w tym, jakim językiem posługuje się dana osoba wystarczy krótka rozmowa nawet na najbardziej błahy temat, w tym wypadku przywołałem nocne kluby, ponieważ Gaspar wcześniej o tym wspominał w swoich wypowiedziach. Nota bene: nie znoszę klubów i całego “klubbingu” czy też “nocnego życia”.
    Co do mojej matury, to ja jestem akurat niezbyt dobrym przykładem ponieważ nie recytowałem swojej prezentacji, powiem więcej - nie miałem czego recytować :) Upisałem sobie jakiś wstęp ładny oraz wnioski, ale sama treść prezentacji powstawała “w locie”, w oparciu o konspekt. Oczywiście przećwiczyłem ją dzień wcześniej kilkakrotnie, ale akurat powiedzmy że temat, który ja miałem interesował mnie do tego stopnia, że mówiłem go z pasją, i jedynym problemem był brak czasu (z chęcią zostałbym tam na pół godziny albo i więcej).
    Awicenno, o wszystkim można tak powiedzieć. Jak oglądasz film, też przydałaby Ci się znajomość sztuki filmowej? A jak patrzysz na spadające jabłko albo na wiatr poruszający listkami na drzewie to przydałaby ci się znajomość dynamiki? Zdarza mi się zajrzeć do teatru i nawet bez znajomości zasady decorum uważam że jestem w stanie sformułować swoją opinię na temat danej sztuki, może mój poziom rozumienia tejże, płaszczyzna na jakiej ją odbieram jest niższa niż Twoja, ale skoro przecież ma to być tak czy inaczej jakaś rozrywka, to mi wystarczy, że miło spędzam czas w teatrze i przedstawienie mi się podoba.
    Co do profesorskiej erudycji - ponownie odwoływałem się do wypowiedzi Gaspara:
    “(…) i profesorów, którzy uważają, że “zrobiono” to bezokolicznik. Może im to niepotrzebne - ale ja wymagam od rozmówców jakiejś erudycji. Tego, że będą znali zarówno zasadę zachowania energii, jak i zasadę decorum.”

    Do Pani profesor: powód obrażenia się opisałem w mailu, ponieważ uznałem, że nie wszystko musi trafić do szerokiego grona odbiorców.
    I jeszcze odnośnie mojego wyniku. Jestem realistą i idealistą (to chyba możliwe?) ale nie perfekcjonistą. Dlatego cieszy mnie, że takim nakładem pracy uzyskałem tak wysoką ocenę. Jestem pewien, że 100% było w moim zasięgu, ale odbyłoby się to kosztem przygotowań do fizyki, na co nie mogłem sobie pozwolić.

  33. strzel_ba pisze:

    Bartku, siedzę z nosem w pocztach (wszystkich) i czekam na twojego maila. I go nie ma. I dlaczego?

  34. Eborn pisze:

    Bo używam beznadziejnego klienta Opery który mnie okłamuje perfidnie… Do 20 wyślę, jak będę na swoim komputerze.

  35. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Eborn: no nareszcie znalazlam sprzymierzeńca ;)) Bo już myślałam, że stoję sama po tej stronie barykady. Tak naprawdę nie mam czego komentować, gdyż powiedziałeś już chyba wszystko. Może mogłabym tylko dodać, że niektórzy z was, mają jakies wymagania w stosunku do innych ludzi: a dziennikarka powinna to, a fizykowi wypada tamto. Ja nie mam wymagań w stosunku do innych: mam do siebie. I dlatego naprawdę nie interesuje mnie, że ktoś w swojej naiwności sądzi, że Sapkowski napisał “Zbrodnię Ikara” (swoja drogą gratuluję wyobraźni). Takich ludzi się po prostu ignoruje, tyle. Nikt nie każe nam się z takimi osobnikami zadawać.

  36. skwarek pisze:

    Ja chcę powiedzieć, że matura ustna uświadomiła mi jakie egzaminy potrafią być niesprawiedliwe (wiem nikt nie mówił, że będzie sprawiedliwie). Chodzi mi o to, że wynik nie do końca zależy od przygotowania abiturienta, ale również od komisji u której się prezentuje. U Pani akurat wyniki były dużo niższe niż u innych komisji. Nie będę krytykował bo wiem, że nie chodziło Pani żeby udowodnić komuś, że jest głupi czy niedouczony. Pani była po prostu bardzo zaangażowana w odbiór prezentacji. Proszę tylko w przyszłości nie mówić młodszym klasom, że Pani uczniowie po przeżyciach z Panią tak świetnie zdają egzaminy ustne, bo nie zależy to tylko od ich przygotowania ale również (w dużym stopniu) od podejścia egzaminatora. Jeden jest bardziej wnikliwy, a drugi mniej. Niestety. Świat nie jest sprawiedliwy i tegoroczna matura mi to naprawdę udowodniła (ja akurat nie narzekam na swój wynik, ale szkoda mi osób które trafiły na Panią podczas prezentacji).

  37. smookie pisze:

    “A w ogóle to ja zupełnie nie wiem, jak wypadli “moi” maturzyści. Może by tak ktoś coś opowiedział?”

    100% :P

  38. strzel_ba pisze:

    Zdaje się, że zaprzeczyłeś sam sobie, Mateusz :). Ale nieważne, witam cię tutaj serdecznie.
    I proszę, przestańcie użalać się nad cudzymi wynikami. Najlepiej, jeśli każdy będzie mówił za siebie, o swoich bólach i przeżyciach. Wtedy będzie prawdziwie. Gdybyście słyszeli to samo co ja, moglibyśmy dyskutować na temat sprawiedliwości bądź surowości. Wobec was też zawsze byłam surowa i nie przepuszczałam wam na klasówkach czy przy odpowiedzi żadnych głupot, prawda?
    Dlaczego zatem na egzaminie miałabym je zaakceptować? I stawiałam też oceny maksymalne, nie zapominajcie mi tego, dobrze?

  39. strzel_ba pisze:

    Gratulacje smookie! I też witaj tutaj :)

    A Mateusz nie powiedział, ile dostał!

  40. skwarek pisze:

    90%

  41. Maro pisze:

    90%, pomimo tego, że zrobiłem po swojemu a nie w taki sposób jak Pani sobie to wyobrażała.

  42. strzel_ba pisze:

    Gratulacje, mimo to. To twoja prezentacja, nie moja. Mówiłam ci.

  43. strzel_ba pisze:

    Nie pamiętam twojego tematu, Mateuszu. O czym mówiłeś?

  44. gaspar pisze:

    Drogi Eborn! Ależ ja nie wymagam erudycji od profesorów przedmiotów ścisłych.

    Opinię o dziennikarce podzielam.

    Co do rozmowy - jeśli masz ochotę oceniać mnie - z miłą chęcią, jestem otwarty. W przecudnej urody mieście z łódką w herbie bywam co tydzień. Mogę Ci powiedzieć choćby gdzie się bawię, bo słowo impreza jakoś nie-bardzo pasuje do tych miejsc. ;-)

    Załączam szczere pozdrowienia i podziwiam, że upisałeś wstęp i wnioski i wiedziałeś jak wygląda Twój konspekt gdy mówiłeś, ale pozwolę sobie nie kontynułować tematu, bo Strzel_ba mnie ubije.

    PS. Tak, Strzel_bo, mogłem zrobić to lepiej. Dziś prezentowałem coś na tyle dobrze, że grzech uważam za odkupiony. :)

  45. strzel_ba pisze:

    Ha! Jest sprawiedliwość na tym świecie !!! :)

    Co to było?

  46. Awicenna pisze:

    No proszę, czyżby wnioski z prezentacji jednak się komuś poza mną przydały? ;]

  47. Szumi pisze:

    Generalnie cała ta ustna matura z polskiego jest absurdalna, wedlug mnie nie ocenia kompletnie nic, no moze jedynie to czy ktos umie czytac i układac poprawne zdania, ale to chyba mozna sprawdzic rownie dobrze na pisemnej czesci, znam osobe ktorea miala naprawde dobra prezentacje , solidnie sie do niej przygotowala, czytalem ta prace i mysle ze byla naprawde niezle, a koniec koncow dostala 50%…dziwnym zbiegiem okolicznosci zdawala u Pani profesor, jak spojrzalem potem na swoja prace to pomyslalem ze jest bardzo kiepska, przyznam sie szczerze, nie uczylem sie, ba, nie przeczytalem zadnej pozycji z literatury przedmiotu i udalo mi sie uzyskac cale 80% mimo ze temat fascynowal mnie w stopniu podobnym do gazety z zeszlego tygodnia, to nie jest jednyny przyklad, w naszej szkole juz na pierwszy rzut oka widac kto w jakiej komisji zdawal. W Pani komisji wyniki byly zazwyczaj o te 3-4 pkt słabsze, no ale skoro Pani jest w porządku to znaczy ze moze z innymi komisjami jest cos nie tak? To pytanie pozostawiam bez odpowiedzi. I podobnie jak Mateusz nie zazdroszcze wynikow tym którzy trafili do Pani.

  48. strzel_ba pisze:

    No właśnie. Strach pomyśleć, ile byś dostał u mnie.
    Ile cynizmu jest w twojej wypowiedzi! “Nie umiałem, ale dostałem dużo punktów!”

    I ja się pytam: czy to jest w porządku? Może miałbyś jednak więcej szacunku dla mnie, gdybyś oberwał po uszach?

  49. strzel_ba pisze:

    Ja właśnie kompromitowałam takich jak ty. I tego nie możesz mi darować.

  50. Eborn pisze:

    Gaspar, a gdzie ja napisałem, że chciałbym Cię oceniać? Brak mi kompetencji do tego, powiem wiecej: jesli chodzi o język polski myślę, że to Ty prędzej mógłbyś oceniać mnie. Wnoszę po tym właśnie, że przeczytałem kilka Twoich wypowiedzi. Nie potrzebuję słuchać Twojej prezentacji maturalnej, by wiedzieć na jakim poziomie posługujesz się językiem polskim. I tylko po to przywołałem wcześniej te nieszczęsne kluby nocne…
    Co do profesorskiej erudycji to ja już nie rozumiem; przytoczyłem w 32 komentarzu fragment Twojej wypowiedzi, czy popełniłem jakieś nadużycie rozumując, że skoro najpierw mówisz o profesorskich ułomnościach z dziedziny gramatyki, w następnym zdaniu mówisz, że wymagasz od rozmówcy erudycji “choć może im to niepotrzebne”, a w jeszcze kolejnym mówisz o znajomości zasady zachowania energii, to zobrazowałeś w ten sposób profesora przedmiotu ścisłego od którego wymagasz erudycji? Jeśli się gdzieś pomyliłem to przepraszam, popraw mnie.
    Również pozdrawiam, Eborn

    PS:
    To “Drogi Eborn” to twoja celowa odpowiedź na moje “piszesz Gaspar” zamiast “piszesz Gasparze”? Nie wiem czy Twoje imię/nick (wybacz, nie znam Cię więc nie wiem) odmienia się, więc ponownie; popraw mnie w tej kwestii. W każdym razie, jeśli jeszcze kiedyś będziesz miał okazję, pisz do mnie “Drogi Ebornie” :)

  51. strzel_ba pisze:

    :)
    Popieram wołacze, a jakże!

  52. skwarek pisze:

    @strzel_ba
    Temat mojej prezentacji: Romantyczne i pozytywistyczne kryteria oceny człowieka. Na podstawie wybranych przykładów omów podobieństwa i różnice między nimi.

  53. ZnajomoNieznajoma pisze:

    strzel_ba: “Ja właśnie kompromitowałam takich jak ty. I tego nie możesz mi darować.”

    O i tu właśnie, że tak to kolokwialnie ujmę, wyszło szydło z worka. Czy naprawdę kompromitowanie uczniów daje aż taką satysfakcję? Uważam, że ma pani profesor troszkę zbyt emocjonalne podejście do tego wszystkiego. Dobrze, że inne komisje podchodzą do tej matury zdroworozsądkowo, patrząc na uczniów jak na ludzi, którzy się uczą, a nie obiekty, nad którymi należy się pastwić i je kompromitować. Mam nadzieję, że w swoim życiu nie będzie pani trafiała na ludzi, którzy lubią udowadniać, że są lepsi i którzy panią skompromitują- bo zawsze się tacy mogą znaleźć.

    Szumi: i o to w życiu chodzi: co by tu zrobić, żeby się nie narobić ;) Nie sztuką jest ślęczeć nad prezentacją dwa miesiące i dostac 100%. Sztuką jest poświęcić 1 dzień i dostać 80%. Jest to bardzo ważna umiejętność w życiu-na studiach przyda się na pewno ;)

  54. Szumi pisze:

    Zupelnie nie chodzilo mi o to zeby sie pochwalic jakie ze mnie cwaniak, po prostu na tym przykladzie widac jak niesprawiedliwy i subiektywny jest ten egzamin, w komisjach siedzą ludzie ze swoimi slabosciami. Wedlug mnie dziwne jest ocenianie duzej grupy na ok 50%, bo prawda jest taka ze wiekszosci uczniow 12 LO jest wlasciwie bez roznicy czy otrzymają 40% czy 50% czy 80%, wiec nie rozumiem czemu nie mozna przychylnie spojrzec na takiego ucznia ktory caly rok uczy sie fizyki lub matematyki, ale mimo to poswieca troche czasu na prezentacje. I mimo wszystko czuje sie milo jak dostanie 16 pkt, a zdecydowani gorzej jak 11.

  55. gaspar pisze:

    @Szumi: skoro mu wszystko jedno czy dostanie 40 czy 80%?
    @Eborn: Tak, mniej-więcej o to mi szło ;) Wołacz umiera :( A w ogóle, co do erudycji, nie szło mi o to by mój matematyk był nie-wiem-jak-obeznany-w-literaturze-i-sztuce, ale by miał cokolwiek do powiedzenia na ich temat. I żeby wysławiał się poprawnie. Czy to tak wiele? ;)
    @Strzel_ba: szczegóły poślę mailem :)

  56. strzel_ba pisze:

    @ZnajomoNieznajoma: Chodziło mi raczej o to, że ignorancja się sama skompromituje. Ja nie walczę z uczniami: ani na egzaminie, ani na lekcjach. To oni walczą ze szkołą. I pewnie też ze mną. Taka ich uczniowska forma.
    Ale nie znoszę, jak ktoś udaje i oszukuje. Nie pracowałeś - przyjmij z pokorą słabszą ocenę. I nie możesz być tak samo oceniony, jak ten, co pracował. Czy to naprawdę nie jest sprawiedliwa zasada? Dlaczego bycie matematykiem zwalniać ma z uczciwości?
    “Nie sztuką jest ślęczeć nad prezentacją dwa miesiące i dostać 100%. Sztuką jest poświęcić 1 dzień i dostać 80%.” - oto moim zdaniem kompletnie fałszywe przekonanie, będące drogą do przeciętniactwa. Bo maksymalnych ocen za darmo się nie dostaje. Średnie - owszem, przeciętniak może jakimś szczęśliwym trafem zdobyć. Ale to - oczywiście - kwestia filozofii życiowej. Jak patrzę na dzisiejszy świat, to wiem, która zwycięża.

    PS. Dostrzegam jednak wyraźne zaangażowanie emocjonalne, Nieznajoma. Chyba coś jest na rzeczy. Jakaś osobista uraza? (Nie można być trochę znajomą i trochę nieznajomą. Tak jak nie można być trochę w ciąży albo trochę prostą. Więc pozostań Nieznajomą.)

  57. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Osobiste zaangażowanie? Uraza? Bynajmniej. Ja ze swojej ustnej matury miałam 100% i to na dodatek nie w 12 LO. Lubię takie dyskusje- ta może jest nieco jałowa, ale jakoś przypadła mi do gustu ;)

  58. Paweł pisze:

    @Znajoma Nieznajoma
    „Uważam, że ma pani profesor troszkę zbyt emocjonalne podejście do tego wszystkiego.”
    Po tym rozpoznajemy nauczyciela z powołania od nauczyciela, który wybrał ten zawód dla wcześniejszej emerytury. Strzel_ba zawsze tak była i jak dziś pamiętam moje przeklinania, „że się czepia”. A Pani Profesor wymagała jedynie myślenia… i trochę wysiłku by przeczytać co trzeba. To chyba nie wiele dla homo sapiens sapiens;) (Teraz to wiem!) A emocje to także ta strona na której możesz uzewnętrznić swoje przemyślenia…

    „Dobrze, że inne komisje podchodzą do tej matury zdroworozsądkowo, patrząc na uczniów jak na ludzi, którzy się uczą, a nie obiekty, nad którymi należy się pastwić i je kompromitować.”

    Pewnie, że dobrze - średnia zdawalności się podniesie. A że absolwent jest przeciętniakiem i próżniakiem to nie szkodzi. Niech w przyszłości kompromituje szkołę na zewnątrz.

    „Nie sztuką jest ślęczeć nad prezentacją dwa miesiące i dostać 100%. Sztuką jest poświęcić 1 dzień i dostać 80%. Jest to bardzo ważna umiejętność w życiu-na studiach przyda się na pewno”

    Nie wiem co studiujesz albo raczej gdzie, ale Ciekawe co na to Twój przyszły pracodawca?

  59. gaspar pisze:

    Z mojego doświadczenia - mówienie o studiach że coś się przyda lub nie jest… dziwne, bo to działa trochę jak loteria lotto. No, ale może taki wydział albo taki pierwszy rok.

  60. Hm ? pisze:

    A ja to bym to całą maturę zredukował do minimum albo w ogóle wyrzucił… Nie da rady, bo społeczeństwo jest zacofane. Nikt nie zrozumie, że to uczelnie powinny organizować egzaminy pod kątem swoich wymagań i sprawdzać wiedzę, którą ktoś rzeczywiście powinien posiadać, żeby mieć wystarczające fundamenty do dalszej nauki…

    Co do matury ustnej.. matura to bzdura, a ustna z Polskiego to BZDURA.. Niestety. Ja dostałem 85%, dostałem pracę od znajomego za flaszkę wódki. Dzień przed terminem nauczyłem się jej na pamięć i tyle.. Dodam jeszcze, że mój egzamin trwał 10 minut (cały) Tak Tak ! Jestem z siebie zadowolony ;) Patrząc na gorsze wyniki od mojego, rówieśników z pewnością bardziej oczytanych stwierdzam.. Wyniki w ogóle nie są wykładnikiem umiejętności wysławiania się !! I moja racja jest mojsza niż polonistów.

    Przydatność wyniku? Chyba tylko upokorzenie albo pochwały rodzinne… Jeśli już koniecznie ma być ten egzamin to pierwszym pytaniem komisji do delikwenta powinno być “Gdzie wybierasz się na studia?” - Na politechnikę. - To idź już! Zdałeś. - Na polonistykę. - ‘i tu stos milionów tysięcy trudnych pytań’

    Najlepsze w maturze jest to, że człowiek nic nie robi przez trzy lata, przykłada się przez dwa miesiące i zdaje lepiej niż większość wykutych na blachę piątkowiczów. To dopiero napawa dumą.. I to jak !

    Technokracja spycha humanistów na margines społeczeństwa, gdzie jest im źle i czują się upokorzeni czy skompromitowani. Trzeba pogodzić się z tym i koniec. Nie można być idealistą.

    P.S. I tak za 5 miliardów lat układ słoneczny zostanie pochłonięty przez słońce i po co nam ta matura? :D

  61. Hm ? pisze:

    I c mnie obchodzi czy ktoś się w tym ze mną zgodzi. ;] W ogóle z niektórych komentarzy bije kompleksami na kilometr. ;D

  62. Awicenna pisze:

    Nie no, przepraszam, ale chyba kluczowa jest tu kwestia priorytetów - jeżeli ktoś jest fizykiem in spe, to chyba może przełknąć 50% z ustnej prezentacji, do której się nie przygotował (z pełną premedytacją)? To się nazywa normalność - jeżeli przyszły polonista włożył w pracę dwa miesiące wysiłku, a jego wkład zostanie oceniony tak jak tegoż fizyka, który wydukał swoją pracę, to chyba nie mam mowy o sprawiedliwości? Idąc Waszym tropem rozumowania - dlaczego osoby piszące matury z przedmiotów ścisłych mają mieć możliwość nie zdania matury z polskiego - niech napiszą na górze kartki “IDEM NA FIZYKEM” - i od razu egzaminator może takiego przepuścić, bo polski z metaforami, synegdochami i inszymi gadami mu zbędny, dobrze zrozumiałem?

    Hm? chce zrobić z humanistów ludzi drugiej kategorii - mają być gnębieni na maturze za swoje zainteresowania (co z tego, ze pewnie pisali rozszerzony polski), a do tego jak za wysoko podniosą głową, to dowiadują się, ze są mali, nic nie znaczący i zakompleksieni. To ja zapytam - a ks. prof. Michała Hellera, kolega (koleżanka?) kojarzy? Jeśli nie, polecam się zapoznać - postać ze wszech miar niezwykła. I nie ma wątpliwości co do miejsca nauk humanistycznych w życiu.

  63. Kolega pisze:

    :D:D:D i piłeczka odbita ;D the show must go on ;D drżyjcie humaniści! Cieszcie się, że nie musieliście zdawać królowej nauk. Dopiero by wyszło kto ma łeb na karku, a kto udaje… =]

  64. Hm ? pisze:

    A tak w ogóle odszyfrowanie płci na podstawie odmiany czasownika nie jest chyba zbyt trudne dla człowieka broniącego humanistów? ;D

  65. strzel_ba pisze:

    Z rozbawieniem zauważam pychę matematyka, który z jakiegoś powodu uważa umiejętność liczenia całek za wyższą od umiejętności czytania metafor. To są różne sprawności, po prostu. Tak jak widzenie kolorów albo wyobraźnia przestrzenna. Czy ty uważasz się również za lepszego od tego, kto umie zatańczyć paso doble?

    No cóż, pycha, hybris grecka, to największy grzech ludzkości. I odwieczny, niestety.

    A absolwent liceum, z maturą, ma być ogólnie wykształcony. W metaforach też. Przecież nikt nie każe wybierać takiego poziomu kształcenia. Można iść do szkoły zasadniczej i nie marudzić teraz.

  66. pikachu pisze:

    pikapika pikachu

  67. Awicenna pisze:

    Jak się tak już zgadało o hybris - mniemam, że po trzech latach przygotowań zdałbym matematykę całkiem nieźle - różnica polega na tym, że wiedząc iż nie będzie mi niezbędna traktowałem ją ulgowo.

    Co do odszyfrowania płci - owszem, gdybym zakładał, że umiesz się posługiwać językiem polskim - ale ponieważ przyznałeś (tu poprzestanę na męskiej formie) że pracę na maturę ustną kupiłeś za “flaszkę wódki” - uznałem takie założenie za zbyt daleko idące. Od kogoś, kogo nie stać na napisanie samodzielnego wystąpienia w ciągu całego nieomal roku szkolnego trudno wymagać wiele.

    A tak na marginesie - czy grecka hybris nie była czasem specyficznym rodzajem pychy - buntu przeciw losowi? O ile mnie pamięć nie myli używała też Pani swego czasu określenia “kalokagatia”, nieprawdaż? Nie mogę sobie przypomnieć jak je Pani tłumaczyła - o ile nie pomyliłem tych lekcji polskiego z innymi.

  68. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Pawel: “Po tym rozpoznajemy nauczyciela z powołania od nauczyciela, który wybrał ten zawód dla wcześniejszej emerytury” Ha, ha, ha. Dla wcześniejszej emerytury to co najwyżej można iść do policji, a nie użerać sie z dzieciorami przez 30 lat.

    Co do moich studiów- jestem na jednym z bardziej renomowanych kierunków na uniwerku, więc o moje wykształcenie się nie martw ;) A jaki to dokładnie, nie zdradzę, gdyż w końcu muszę pozostać Nieznajoma ;)

    Hm? Nie czułabym się na Twoim miejscu taka pewna siebie. Żeby zostać inżynierem i dobrze zarabiać też trzeba czymś zabłysnąć. Nie wyobrażaj sobie, że dostaniesz pracę tylko dlatego, że skończyłeś polibudę.

  69. strzel_ba pisze:

    Awicenno:
    Kalokagathia: grecki ideał człowieka, polegający na połączeniu urody fizycznej – kalos (piękna i siły) z mądrością i prawością (szlachetność) – agathos.
    To było na lekcji w kontekście Heraklesa: równowaga duszy i ciała, harmonia piękna zewnętrznego i wewnętrznego.
    A hybris - to oczywiście Edyp.

  70. Awicenna pisze:

    No właśnie - bo coś mi się kołatało o ideale wychowania, z czym to ma niewiele wspólnego. Swoją drogą warto wspomnieć, że ideał kalos kai agathos tyczył się wyłącznie aristoi, czyli tych, którzy nie musieli pracować i szczycili się przy tym dobrym pochodzeniem cała reszta - czyli kakoi (źli, podli) - radziła sobie bez niego (bo musiała zarabiać na życie). Krótko mówiąc - kalos kai agathos musiał (i mógł) być tylko bogaty mężczyzna, który czas spędzał na ćwiczeniach fizycznych, sączeniu rozcieńczonego wina w towarzystwie heter, młodych chłopców i innych aristoi, oraz tym podobnych rozrywkach - reszta ludzkości - nie. Nie rozciągałbym tego na wszystkich Greków, pomijając już rozmaite inne kwestie (choćby sekty orfickie).

    Przepraszam, tak mi się nasunęło nie wiedzieć czemu.

  71. sylwcka pisze:

    I nastał czas, gdy komentarze pod Strzel_by notkami zaczęły przypominać onet.pl. Poczekajmy jeszcze 2 dni na jakieś prowokacje, a może już je mamy za sobą?
    A co do studiów na łódzkim uniwerku, to ja już zwątpiłam, że są tu jakieś kierunki chlubiące się renomą.

  72. strzel_ba pisze:

    Witaj, Sylwcka, dawno cię nie było! :)
    Chodzi ci o ilość komentarzy czy o napastliwość?

  73. Paweł pisze:

    @sylwack
    Słuszna uwaga jeżeli chodzi o notki i ich jakość.
    Natomiast co do UŁ to nie jest tak źle jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Ciągle można znaleźć naprawdę dobrych i cenionych wykładowców.

    @ZnajomaNieznajoma
    Nie martwię się. :)

  74. gaspar pisze:

    @Kolega: Cóż, miałem przyjemność zdawać królową nauk. Także na egzaminie po pierwszym semestrze, za dwa tygodnie czeka mnie kolejny. Wstydzić się nie muszę, szczególnie, że do wszystkiego dochodzę własną pracą lub inteligencją, a nie - kupuję. I jestem zdeklarowanym humanistą - więc, ze swej łaski nieskończonej, nie uogólniaj. Uogólnienia szkodzą, sprawiają, że widzimy zjawiska bardziej płaskimi, jednorodnymi niż są w rzeczywistości. Bycie humanistą nie implikuje nieznajomości reguł całkowania, tylko niektórzy chyba tego nie zauważają.

    Pozdrawiam wciąż jeszcze z Katowic - kf.

  75. Hm? pisze:

    ja zarabiam duzo piniendzy a jeszcze nie zaczalem studiowac ;D

  76. nero pisze:

    @ Hm?
    To musisz szybko machać łopatą:) a tak serio, dużo PINIENDZY można zarabiać na masę różnych sposobów, a myślę że studia nie mało w tej kwestii ułatwiają i takich zdolnych jak Ty to na palcach jednej ręki można policzyć;)

    @strzel_ba
    miałem 90%. nie wiem czy w pełni zasłużone, w opinii komisji najwyraźniej owszem. pozdrawiam…i dziekuje;)

  77. strzel_ba pisze:

    No i gratulacje. :)
    Wszystkim, którzy przejęli się jakoś egzaminem - szczerze gratuluję.
    Oczywiście, że to moment, który generuje stres i błędy. A jednak uczy panowania nad nerwami, autoprezentacji, życiowej postawy wobec problemów. Być może skutkuje dopiero w przyszłości, ale zawsze skutkuje, wierzcie mi. To dlatego taki egzamin jest utrzymywany. Bo egzamin maturalny jest pewną cezurą. Odtąd - jesteście podobno świadomymi swoich wyborów i strategii działania ludźmi.
    Jedni z was dostali informację: “Rób tak, żeby się jakoś prześlizgnąć, zawsze może się udać”. Drudzy: “Jeśli się nie przyłożysz, wyniki będą najwyżej średnie”. Życie pokaże, którzy z was wyciągną lepsze wnioski ze swojego egzaminu.

    I zobaczyć wtedy wasz uśmiech, przeczytać dobre słowo wysłane do mnie - bezcenne :)

  78. mirpi pisze:

    @ Hm ?
    Dużo pieniędzy to zarabiać nie możesz. Dla ludzi, którzy zarabiają dużo pieniędzy – pieniądze nie są specjalnie ważne. Takie są prawa psychologii.

    Myślisz, że matematyka jest „fajna” a język polski „nie fajny” ? Pewnie widząc rosnącą wagę informatyków i inżynierów sądzisz, że to do nich należy przyszłość. Niestety, osoby, które nie mają zdolności komunikacyjnych i tak za daleko nie zajdą. Nawet geniusz matematyczny zbyt wiele nie osiągnie jeśli nie będzie miał pewnych bardziej podstawowych zdolności. Geniusze nauk ścisłych: Leibniz, Bertrand Russell (Literacka Nagroda Nobla), Newton, Pascal to byli filozofowie, ludzie, którzy po prostu kochali myśleć. Bardzo dobrze pamiętam lekcje u BS (to było ponad 10 lat mi temu). Często się nie zgadzałem z różnymi tezami – i to dawało mi intelektualną pożywkę.

  79. sylwcka pisze:

    @Hm?
    A studia służa tylko temu, żeby mieć gdzie znaleźć pracę? Nie służą już zupełnie spełnianiu się, dalszemu rozwijaniu, a przy okazji ułatwiają start w dorosłe życie? (Czy to rzeczona prowokacja?)
    @Strzel_ba
    Odwiedzam dość czesto, ale wciaż zbyt rzadko by zabrać głos w dyskusji, bo ktoś wcześniej już wyraża moją opinię.
    Zdecydowanie napastliwość. Notka o dyrektorze wzbudziła dużo większe emocje, a jednak poziom dyskusji był zupełnie inny. To odwiedzający się zmienili, czy wszyscy zaczęli zabierać głos?
    @Paweł
    Mój wydział ma ponoć najlepszy skład profesorski w Polsce, choć poziom nauki wcale nie jest uważany za wysoki. Po roku ćwiczeń i wykładów już wiem skąd ta rozbieżność.
    Może ludzie, których spotkałam mieli za wysokie wymagania, co do studiów i poziomu nauki. Trudno mi oceniać jednoznacznie, bo to pośrednie źródła, jednak ilość zażaleń (może niesłusznie) wpłynęła na moją opinię.

  80. strzel_ba pisze:

    Witaj, mirpi! Witaj serdecznie! :)
    Wracasz po 10 latach, żeby mi powiedzieć, że się nie zgadzałeś? No ładnie.
    Ale owszem, niezgadzanie się kształtuje samodzielność i głębię refleksji. :)

  81. Eborn pisze:

    za pierwszym razem nie zareagowałem. Ale robi się niegrzecznie moim zdaniem więc o tym napomknę. Chodzi mi o uprzedzenia, którymi się kierujecie (niektórze), dyskryminacje, podziały i uogólnienia.
    nr 1, Awicenna:
    “Co do odszyfrowania płci - owszem, gdybym zakładał, że umiesz się posługiwać językiem polskim - ale ponieważ przyznałeś (tu poprzestanę na męskiej formie) że pracę na maturę ustną kupiłeś za “flaszkę wódki” - uznałem takie założenie za zbyt daleko idące.”

    Nie rozumiem tej implikacji. Wytłumacz się z tego cudzysłowiu, bo nie wiem co jest takiego niezwykłego w wódce. I czy jeśli ktoś dokonuje takiej transakcji to nie potrafi odmieniać czasowników? Nie wiem w jakich kręgach się obracasz, ale jeśli wszystkie osoby spożywające alkohol jakie spotkałeś nie posiadły tej umiejętności, to szczerze współczuje i sugeruje poszerzyć horyzonty. A na serio: wystarczyło przeprosić za swoje niedopatrzenie. Bo nie wierze, że naprawdę myślałeś, że to dziewczyna.

    nr 2, nero:
    “To musisz szybko machać łopatą:)”

    Ponownie, nie wiem z jakiego środowiska pochodzisz, ale znam ludzi bez studiów, którzy zarabiają przyzwoicie, i to nie (usiądź na krześle bo to może być szok) “machając łopatą”. Może żart, ale dosyć chamski. I jeśli hm? to ta osoba o której myślę, to w jej przypadku jednak nie jest to “łopata”, a nawet jeśli to czy to powód do śmiechu? Jest takie kolokwialne powiedzenie, którego nie przytocze ze względu na charakter bloga, ale po prostu nie patrz z góry na ludzi.

    Może i się czepiam, ale proszę, zachowajmy pewien poziom, kulturę i przede wszystkim wzajemny szacunek. Bez tego nie ma sensu prowadzic dyskusji.

  82. strzel_ba pisze:

    No. :)

  83. Awicenna pisze:

    @Eborn
    Przepraszanie bez powodu nie leży w moim zwyczaju. Niedopatrzenie czy nie - z całym szacunkiem - nie wiesz tego, więc nie wydawaj opinii.

    Daruję sobie złośliwości - napiszę jedynie, że nie wiem czy dokładnie przeczytałeś moją wypowiedź - nie zasugerowałem nawet, żeby Hm ? miał w ogóle pić alkohol, a tym bardziej by miało to związek z jego znajomością języka polskiego. Cudzysłów oznacza w tym wypadku jedynie dokładny cytat. Natomiast akt kupienia prezentacji (i to we własnej ocenie - kiepskiej) może już w moim odczuciu powiedzieć coś zarówno o kwalifikacjach moralnych jak i znajomości języka ojczystego. Na tej podstawie (a także widząc np. zdanie “Patrząc na gorsze wyniki od mojego, rówieśników z pewnością bardziej oczytanych stwierdzam..” (i tu następuje koniec zdania)) oparłem swoją opinię - jeśli nie możesz dowieść iż tak nie było - a nie możesz, bo to moja opinia - to w tym miejscu proponuję zakończyć.

    Tak czy inaczej od czasu swojej wypowiedzi w komentarzu 64. pan Hm ? nie jest dla mnie partnerem do dyskusji na jakikolwiek temat. Taki już mój wredny, impulsywny charakter.

  84. Maturzysta pisze:

    Witam wszystkich,
    Istnieją na tym świecie ludzie, którzy do swojej prezentacji maturalnej podeszli w sposób poważny, jak przystało na egzamin państwowy. Ja swoją prezentację przygotowywałam pod koniec marca, dodatkowo pokusiłam się o skonsultowanie jej z dwoma osobami zdającymi maturę z języka polskiego na poziomie rozszerzonym oraz z polonistą uczącym w innym liceum. Po kilku korektach wspólnie z owym nauczycielem stwierdziliśmy ze prezentacja jest niezła i że jestem dobrze przygotowana zarówno do wygłoszenia jej jak i do dalszej rozmowy. Uważam, że jestem osobą, która potrafi się wysławiać i nie kaleczy jezyka ojczystego, czego dowodem jest fakt ze w pierwszej i w drugiej klasie miałam 5 z polskiego na koniec roku, a w trzeciej 4. Na maturze otrzymałam 50%, m. in. dlatego że zarzucono mi niewłaściwy dobór lektur.
    Proszę jedynie o to by nie mówiła Pani, że większość osób, które zdawały u Pani maturę była nieprzygotowana, bo tak się składa, że pewna część tych ludzi poświęciła więcej niż jeden dzień na przygotowanie się do egzaminu. I nie mówię tu tylko o sobie, ale i również o moich koleżankach, które uzyskały podobne do mojego wyniki.

  85. strzel_ba pisze:

    Witaj u nas, Maturzystko.
    Przyjmuję do wiadomości twój zawód i nieusatysfakcjonowanie wynikami, skoro mówisz, że się przygotowywałaś. I jest mi przykro, jak zawsze, kiedy stawiam ocenę niższą, niż uczeń tego oczekiwał.
    Bardzo również proszę, żebyś uwierzyła temu - co ja mówię: że stosowałam kryteria punktowe. Według nich ocena prezentacji to jeden, dwa lub trzy punkty, naprawdę niewiele. Gdyby nawet było tak, że nie podobał mi się twój dobór lektur - mogłabym urwać ci najwyżej jeden punkt na 20. Do wyniku 50% za egzamin jeszcze trochę brakuje. Pozostaje więc moja ocena twoich kompetencji językowych, wykazanych w rozmowie na temat lektur w prezentacji, twojej obrony stanowiska, twojego rozumienia zagadnienia.
    I cóż mam powiedzieć? Tak oceniłam, jak słyszałam. Jestem egzaminatorem z wieloletnim doświadczeniem, nie pracuję od wczoraj, odsłuchałam setki prezentacji. Możesz przyjąć moją ocenę i coś z tym zrobić (np. podejść w przyszłym roku i poprawić wynik, jeśli ci na tym zależy, poszukać istotnych przyczyn gorszego wyniku) albo też wzruszyć ramionami i z poczuciem skrzywdzenia przez głupiego egzaminatora iść przez życie. (Nauczy cię to jednak tylko poszukiwania winnych zawsze poza sobą.)

    Natomiast moja notka w blogu nie mówi o tym, że wszystkie prezentacje były beznadziejne i niesamodzielne. Nie musisz więc brać tego do siebie, jeśli masz czyste sumienie. Notka mówi o tendencji.

    PS. Acha, jeszcze jedno: Na egzaminie mowy nie ma o zarzucaniu komuś czegoś. Ja tylko oceniam. Jeśli zrobiłam uwagę o doborze lektur, to tylko po to, żebyś wiedziała, co jest podstawą takiej a nie innej oceny. A dobór lektur to akurat kwestia dość ważna, bo świadczy o trafności i wnikliwości omówienia tematu.

  86. nero pisze:

    zatem drogi Ebornie,

    dobrze wiesz z jakiego środowiska pochodzę ale to nie jest najważniejsze. moja uwaga nie miała na celu urażenia kogokolwiek, co nie zmienia faktu, że tak banalne stwierdzenie jako pierwsze przyszło mi do głowy;) skup się jednak jeśli możesz, na dalszej cześci mojej wypowiedzi rozpoczynającej się od słów “a tak serio…” :> w końcu nie użyłem ich przypadkiem, tylko aby oddzielić żart od tego, co chciałem podkreślić. ŻART a nie obrazę. zresztą sam “poszkodowany” albo nie poczuł się urażony albo jeszcze nie miał okazji napisać riposty. pozdrawiam.

  87. Maturzysta pisze:

    Nie czuję się pokrzywdzona, ponieważ ocena z ustnej matury absolutnie do niczego mi sie nie przyda. Nie zamierzam również poprawiać swojego wyniku. Zapewne bardziej przejełabym się nim, gdyby wpływał on w jakikolwiek sposób na moją przyszłość.Uważam jednak, że kryteria kryteriami, ale gdybyśmy wszyscy byli oceniani przez jedną i tę samą komisję wyniki przedstawiałyby się zupełnie inaczej. Nie zarzucam Pani niekompetencji, pragnę jedynie zwrócić uwagę na fakt, iż uczniowie zdający mature w pozostałych dwóch komisjach uzyskali zdecydowanie wyższe wyniki. Czy trafiła Pani na gorszych uczniów? Tego nie wiem. Jeśli tak to współczuję, że musiała Pani wysłuchiwać ich wypowiedzi, bo to rzeczywiście musiała być katorga.Być może i w 12 LO znajduje się grupa uczniów, których język pozostawia wiele do zyczenia. Być może prezentują oni poziom uczniów uczęszczających do szkół o o wiele niższym poziomie. A może jest tak, że nauczycielom w innych komisjach nie zależało na dobiciu i wyciagnięciu z maturzystów ile się da.Nie wiem. Nie znam się.

  88. sylwcka pisze:

    Dlaczego krytyka to zło, a komplementy są super? Niewiele jest osób, które potrafią wygłaszać negatywne opinie, a jeszcze mniej jest takich, które chcą ich słuchać. Osoba krytykująca jest wrogiem, a “komplemenciarz” przyjacielem. I właśnie w ten sposób egzaminator chcąc być sprawiedliwym dla wszystkich staje się dla większości wrogiem. Tylko nieliczni wychodzą z tej lekcji z tarczą i wyciągają wnioski, uczą się, rozwijają. Reszta będzie żyła w przeświadczeniu, że to, co zrobili rzeczywiście zasługuje na pochwałę. Życzę im wszystkim możliwości ponownego wykazania się na studiach. Ośmielę się stwierdzić, że po doświadczeniu ze Strzel_bą, nawet słaba czterdziestka, wypadnie lepiej, niż osiemdziesiątka z innej komisji. Ważne jest widzieć swoje błędy i je poprawiać, w czym pomóc ma ten egzamin, a nie liczyć na taryfę ulgową.

  89. Eborn pisze:

    Cóż Awicenno, wszystko co mogę Ci powiedzieć to to, że mierzymy ludzi inną miarą i wydaje mi się również, że mamy nieco inne podejście do takich zagadnień jak honor czy autorefleksja. Nie będę Ci w żaden sposób ripostował, dlatego że nie znoszę ludzi którzy choćby gadali najgorsze bzdury to będą w nie brnęli do samego końca. Wiec możesz sobie zatriumfować, że rzeczywiście to co mówisz to zawsze prawda i tylko prawda. Awicenna Nieomylny. Amen.

    nero:
    Wiem, że to był żart, ale jakoś tak mnie to dotknęło. Co by nie mówić, to w ten sposób jednak zdeprecjonowałeś pracę na budowie, delikatnie mówiąc :) Swoją drogą: któż Ty jesteś, jakakolwiek wskazówka?

  90. Lars Bergerson pisze:

    Nie odniosę się do powyższej dyskusji, a napisze tylko trochę o swoim występie na maturze. Mianowicie wziąłem się za swoja pracę zdecydowanie za późno, przez co wszystko było robione na wariackich papierach. [ przekaz dla kolejnych roczników: WEŹCIE SIĘ ZA PREZENTACJE NAJWCZEŚNIEJ JAK SIĘ DA!] O dziwo dostałem 100%. Nie byłem i nie jestem jednak zadowolony z mojej prezentacji. Jako uczeń widzę w niej wiele braków, więc co dopiero miałby powiedzieć nauczyciel? Uważam, że zostałem trochę oceniony na “odwal się”, bo inaczej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. W tym tkwi właśnie niesprawiedliwość ustnych matur. Sądzę, że Pani Strzelecka wycisnęłaby mnie jak cytrynę (słusznie zresztą) i dostałbym pewnie jakieś 70% (na tyle według mnie ta praca była), a ktoś inny ocenił mnie na 100%. Dziwi mnie taka rozbieżność i wzbudza wątpliwości w wiarygodność ustnych matur.

  91. Eborn pisze:

    Jeśli uważasz, że twoja praca była na 70%, to u strzel_by dostałbyś 40-50% :) I właśnie o tym rozmawiamy :)

  92. strzel_ba pisze:

    O, przepraszam, Bartku! Sugerujesz, że ja jakieś nadmiernie surowe kryteria stosuję? Młody człowiek, znaczy Lars Bergerson, wykazał się;
    1. szczerością
    2. autokrytycyzmem,
    3. obiektywizmem
    4. umiejętnością wyciągania wniosków.

    Moim zdaniem to wystarczy. :) :) :)

    PS. Na 70% wystarczy. Jeszcze trochę wiedzy o literaturze potrzeba :)

  93. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Lars Bergson: to trzeba było komisji powiedzieć: drodzy państwo, szanuję waszą ocenę i kompetencje, ale pragnę otrzymać 70% z matury ustnej i byłbyś ze wszech miar uczciwy- przede wszystkim wobec siebie, a może nawet co poniektórzy wystawiliby ci pomnik i odznaczyli szarfą za odwagę. LOL.

  94. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Lars Bergerson*, przepraszam, trochę Ci nick skróciłam ;))

  95. sylwcka pisze:

  96. strzel_ba pisze:

    No właśnie. Tak jak mówisz, Sylwcka.

  97. tmk pisze:

    trafna uwaga wcześniej, prawie jak na onecie.

  98. Eborn pisze:

    To ja jeszcze bardziej oddalę się od tematu i zapytam czemu w tej notce “patron” jest napisany z wielkiej litery. Nota bene: nienawidzę takich zdań jak to poprzednie, głupio wyglądają bez znaku zapytania.

  99. strzel_ba pisze:

    Nie “z wielkiej” tylko “napisany wielką literą” się mówi :)

    A jak to dlaczego? Dlatego, że to Patron NASZEJ szkoły. Gdybym mówiła o patronie jakiegoś tam liceum na Pomorzu, to napisałabym, że patronem jakiegoś tam liceum na Pomorzu jest Jan Matejko. A ponieważ piszę o SWOJEJ SZKOLE, do której, jak wiadomo :) , mam żywy stosunek emocjonalny, i na dodatek samego Wyspiańskiego (jako patrona i jako artystę) szanuję niezmiernie, to zastosowałam wielką literę. Szacunkową wielką literę. Jak Twój, Ciebie, Tobie w listach, jak “Kochana Mamo” też na przykład.

  100. gaspar pisze:

    Chciałbym powrócić do wątku pod tytułem “matura z polskiego zupełnie mnie nie obchodzi bo wybieram się na polibudę”.

    Po roku studiów politechnicznych mało w życiu tak żałuję jak tego, że zdawałem tylko kilka matur humanistycznych.

  101. Awicenna pisze:

    Po dwóch latach studiów humanistycznych niewielu rzeczy tak żałuję jak tego, że nie zdawałem żadnego przedmiotu ścisłego.

    Po prostu, Gasparze - brakuje nam tego, czego nie mamy na co dzień, a do czego nawykliśmy. Dlatego czasem “odkurzam” sobie np. informatykę starając się zaprząc ją do pracy na rzecz moich humanistycznych studiów.

  102. gaspar pisze:

    Taaak. I trudniej jest zmienić decyzję. :<

  103. Delfina pisze:

    Dzisas, niektórzy marudzą jak małe dzieci, które nie dostały pochwały za kupkę zrobioną w pieluszkę zamiast do nocniczka, bo w końcu przecież kupkę zrobiły, więc o co w ogóle chodzi…
    Przepraszam za porównanie poważnego egzaminu maturalnego do niekontrolowanej/częsciowo kontrolowanej czynności fizjologicznej u dzieci, ale po prostu nie mogłam się powstrzymać. Niektórych trzeba głaskać za wszystko co zrobią :/
    Ja zdawałam starą maturę, napisałam ją beznadziejnie, nie sprawdzała jej Pani Profesor Strzelecka i dostałam 5. Nie wiem za co, ale dostałam. I wcale nie mam z tego powodu radochy (aaa, jestem taka suuuper, napisałam pracę na 3 i dostałam 5, udało mi się wykiwać nauczycieli,aaaa, jak fajnie). Bo czuję się zawiedziona sama własnym poziomem, bo po to miałam przez 4 lata wysoko postawioną poprzeczkę, zeby na tym ważnym egzaminie umieć przez nią przeskoczyć. Powinnam klapsa w tyłek zarobić a nie pogłaskanie po włoskach, jak i wszyscy ci, którzy piszą teraz prezentacje w 2 dni albo je kupują. Hej, ja też nie lubiłam i nadal nie lubię wielu rzeczy ale obowiązek to obowiązek, a jak się coś robi to miło to zrobić na miarę swoich możliwości.
    A Profesor Strzelecka (i mogę to po tych paru latach od LO powiedzieć bez posądzenia o przymilanie się) była dla mnie w LO olbrzymim autorytetem jeśli chodzi o zagadnienia związane z językiem, kulturą i sztuką i jeśli ona moją pracę oceniała na daną ocenę to znaczyło, że praca była tyle warta.
    Co do matematyki na maturze - śmiało, sama bym ją sobie chętnie zdała. A jestem na naukach politycznych, żeby nie było, że jakaś politechnika czy coś, za słaba z fizyki byłam na takie bajki. Jeśli na maturze postawowej z matematyki wymagaliby ode mnie tyle ile wymagają na maturze podstawowej z polskiego, to nauczenie się do tego zajęłoby mi tyle, co nauczenie się do dużego sprawdzianu. A matematyka zawsze się przydaje, nie tylko na studiach (przykład, na naukach politycznych od początku studiów miałam: matematykę, statystykę, ekonomię, międzynarodowe stosunki gospodarcze,a jakbym jeszcze miała logikę to już w ogóle…) ale po prostu na codzień. Miło mi jak brat mnie prosi o pomoc w matematyce czy fizyce, mimo że od mojego ukończenia liceum trochę minęło, a ja jestem w stanie mu pomóc. Może kiedyś jak będę miała dziecko nie będę musiała go wysyłać na korepetycje, tylko usiądę na chwię przy podręczniku, przypomnę sobie trochę i sama dam radę to wytłumaczyć. Bo liceum ogólnokształcące - bez względu na profil klasy - jest ogólnokształcące - ma nauczyć podstaw wszystkiego przewidzianego programem. Jak ktoś chciał tylko matematykę czy fizykę to może lepiej było zdawać do technikum (a tam polski też jest). Albo odpuścić ten polski, na który tak się marudzi, i zadowolić dwójką za minimum wiedzy i nie bić się o ocenę, która się nie należy. Bo to upokarzające.

  104. Dominik pisze:

    Pisze komentarz na tej stronie po raz pierwszy i jest on trochę spóźniony. Jednak bardzo pragnę wyrazić swoje zdanie w tej kwestii.
    Nie bylem jednym z tych, co kupili, lub niesamodzielnie zrobili prezentacje z języka polskiego. Swoje przygotowania zacząłem podczas ferii zimowych. Nie robiłem tego z wielkim zaangażowaniem. Dla mnie to była kolejna kłoda, którą po prostu trzeba przeskoczyć, tym bardziej, ze ten wynik nie będzie nigdzie brany pod uwagę. Okazało się, że kolega z klasy równoległej wybrał taki sam temat jak ja (o Wyspiańskim) mieliśmy podobne lektury, przekazywaliśmy sobie uwagi, jakie do naszych prezentacji mieli nauczyciele. Ja byłem oceniany przez panią profesor, która uczyła kolegę, a kolega był oceniany przez prof. Strzelecką. On otrzymał 40%, ja 90%. Czy to jest sprawiedliwe? Czy to jest obiektywne? Nie. Z trzech komisji najniższe wyniki najczęściej zdarzały się w komisji prof. Strzeleckiej. Jeżeli kryteria, rzeczywiście są jednakowe to powinniśmy otrzymać podobne wyniki. Jest mi to zupełnie obojętne, czy to będzie 40% czy 80%. Dla mnie o wiele ważniejsze jest przekonanie, że wszyscy są oceniani tak samo. Po maturach ustnych jestem przekonany, że ok. 1/3 tegorocznych prezentacji maturalnych zostało niedocenionych.
    Skończyłem już liceum. Boli mnie, że w polskiej szkole większy nacisk jest kładziony na przedmioty humanistyczne (proszę porównać np. ilość godzin na poziomie podstawowym matematyki i polskiego) Sądzę, że jeżeli Polska ma być krajem, w którym powstają nie tylko nowe technologie, ale także nowe idee potrzebni są przede wszystkim inżynierowie. Jako dowód na poparcie mojej tezy mogę podać USA, które dzięki swojej przewadze technologicznej narzuciły innym krajom także swoja kulturę (kto nie oglądał choć jednego filmu z Hollywood?). Dlatego polska młodzież powinna coś więcej wiedzieć o zasadzie nieoznaczoności niż o zasadzie decorum.

  105. strzel_ba pisze:

    Te filmy to kręcą inżynierowie, tak? Coś z logiką na bakier, Dominiku!
    Niemniej - witam cię serdecznie tutaj po raz pierwszy. Faktycznie, notkę zamieściłeś, jak już nasza uwaga przeniosła się na inne kwestie. Ale odpowiem, bo ją w końcu zauważyłam.
    Nie rozumiem, o co ci chodzi. Przygotowywałeś się, nie robiłeś “na odwal się”, dostałeś wysoką ocenę (90% to przecież piątka). Jak na “ścisłowca”- ocena wysoka.
    Więc przychodzisz tu użalić się za kolegę? A gdzie jest ten kolega? Jakim prawem wydajesz opinie o jego egzaminie, podważając moją ocenę? Jesteś egzaminatorem? Ten egzamin mogą tu omawiać tylko zainteresowani: on i ja! Już raz o to prosiłam, chyba nie przeczytałeś całej dyskusji.
    Nie zarzucaj mi niesprawiedliwości, jeśli nie masz pełnych danych. Nie oskarżaj takim trybem, bo sam popadasz w niesprawiedliwość. Nie uogólniaj i nie wyciągaj średnich. Spisałeś wszystkie wyniki czy może “tak na oko” wyszła ci jedna trzecia? Przypomnę ci, że cztery nauczycielki z Dwunastki egzaminowały. Dwie z nich - po raz pierwszy w naszej szkole. Ja mam staż egzaminatorski najdłuższy, bo moi uczniowie zdawali już maturę tzw. “pomostową” w 2002 roku.
    Czy ja byłam kiedyś wobec ciebie niesprawiedliwa? Nie doceniałam twojej pracy, kiedy zrobiłeś coś dobrze? Nie wygłaszałam krytycznych uwag, jeśli zrobiłeś coś gorzej? Czy przychodzisz tu upomnieć się o jakiś swój ból? Po to jest ten blog - chcę rozmawiać z moimi wychowankami, ale mów wprost, o co ci chodzi, a nie kryj się za cudzymi plecami.
    I pamiętaj, że ja też jestem człowiekiem. Mam swoje emocje i swoją wrażliwość. I na waszą niesprawiedliwość też mogę zareagować poczuciem niedocenienia, bólem serca. Tak jak wy.

Zostaw komentarz