Gol a sprawa polska piątek, 13 czerwca 2008

Proszę państwa. Polska racja stanu jest zagrożona. Piłkarze zremisowali mecz i grozi to konfliktem międzynarodowym. Och, nie polsko-niemieckim! Również nie będzie to wojna polsko-ruska. Wywołamy konflikt, który historia nazwie później trzecią wojną światową, gdyż w sprawę uwikłany jest przekupny naród angielski oraz - zupełnie bez honoru - naród austriacki. Zawezwiemy Amerykanów, żeby wywiązali się z sojuszniczych zobowiązań i zbombardowali Wiedeń. Na razie atakujemy wywiadami wszystkich postronnych europejskich dziennikarzy, obcokrajowców mieszkających w naszym kraju, polityków i przechodniów, aby ustalić, kto powinien zapłacić za ten, jakże niesprawiedliwy dla nas, wynik historii…

Poseł Kurski wiedział od początku, że gol z karnego będzie lewy, czyli ustawiony, że w ogóle wszyscy dybią na polski dream-team, który właściwie powinien zdobyć mistrzostwo świata wszech czasów za samo wbiegnięcie na boisko.

Jakiś dziennikarz, z litości nie wspomnę jego nazwiska, pyta ambasadora wrażego narodu austriackiego:

- Czy będzie konflikt polsko- austriacki?

Konsul czy tam ambasador próbuje zrozumieć, prosi o powtórzenie pytania, wreszcie dyplomatycznie stara się łamaną polszczyzną oddzielić sferę polityki od sfery sportu. Dziennikarz jest wyraźnie niezadowolony.

Histeria przedmeczowa przypomina zbrojenia do wojny. Okładki brukowców prześcigają się w “mocnych” zdjęciach i jadą po bandzie. Reklamy internetowe nachalnie każą głosować na “naszych”, jakby to miało jakiekolwiek przełożenie na wynik meczu.  No bo przecież to mecz o wszystko, mecz o honor, mecz o Polskę. Wszyscy powołują się na uczucia patriotyczne. Histeria pomeczowa przekracza granice dobrego smaku.

Za to sprzedaż gadżetów rośnie. Między innymi kijów bejsbolowych.

Git jest, interes się kręci.

Komentarze [32] do “Gol a sprawa polska”

  1. ZnajomoNieznajoma pisze:

    Trochę się zgodzę, a trochę nie ;) Z jednej strony ma pani profesor rację- z meczu w zasadzie o nic polscy kibice zrobili III wojnę światową, są bliscy zamordowania Webb’a i obrażenia się na wieki na Austrię. I tak z grupy pewnie byśmy nie wyszli, gdyż prawdopodobieństwo ogrania Chorwacji jest bliskie temu, że dzisiaj w Polsce spadnie śnieg. Z drugiej strony, zawsze pozostaje ale… Zastanawia mnie to, dlaczego polscy piłkarze nie mogą mieć choć odrobiny szczęścia. Dlaczego polskim kibicom nie jest dane cieszyć się choć z jednego zwycięstwa ich drużyny. Zawsze coś musi nam przeszkodzić- jak nie dobrze grający Niemcy, to sędzia sprzyjający Austrii. Ja wiem, że mogilśmy wczoraj przegrać z kretesem i to już w pierwszych 20 minutach.. Może i nasz gol był ze spalonego i sędzia chciał być ’sprawiedliwy’ i dać szansę Austrii- ale myślę, że nie robi sie tego w taki sposób i to 93 minucie.
    Czytałam dzisiaj kilka artykułów na temat tego meczu i w jednym z nich napisano, że nieważne, w której minucie byłby ten karny- 1 czy 93. Dla mnie właśnie to było kluczowe- rozradowani polscy kibice w ostatniej minucie zostali zabici strzałem w tył głowy…

  2. gaspar pisze:

    A ja powiem tylko tyle: nie przeraża mnie tak nienawiść wobec sędziego jak słownictwo. Ludzie, czy nie można już normalnie napisać słynnego “sędzia kalosz” czy “Pomylił się pan”, stwierdzić “Cholera, ale pech” czy “99% sędziów zasądziłoby inaczej”? Czemu wczoraj po 22:40 moja lista dostępnych na gg roiła się od opisów, w których niewulgarny był zazwyczaj wyłącznie wyraz “sędzia”?

  3. strzel_ba pisze:

    No, że się tak intelektualnie wyrażę.

  4. Awicenna pisze:

    O, taka smutna notka, a tu przecież radować nam się trzeba! Piękno futbolu tryumfuje, Oranje rozbili Makaroniarzy i Żabojadów odpowiednio 3:0 i 4:1 - i to się liczy, nie jakieś tandetne zespoły będące tłem dla moich ulubieńców w grupie B - Niemców. Jak dobrze pójdzie mistrz i wicemistrz świata pojadą do domów po fazie grupowej, a Rumuni po półfinale. Op op Nederlanden!

    Żeby nie było że zbywa mi uczuć patriotycznych - świetny mecz Boruca, Jasia Rodżerskiego i Marka Saganowskiego (mój ulubiony polski piłkarz z pola) Niestety reszta przeciętna - może Lewandowski i Dudka na + jeszcze. A ponieważ mam nadzieję, ze Benhakker przekonał się już że na Żurawskiego, Krzynówka itp. liczyć nie może, jestem dobrej myśli przed eliminacjami MŚ 2010.

    A swoją drogą - może to i błąd sędziego, ale dla mnie też świadectwo, że piłkarski pan Bóg jest jednak sprawiedliwy, na zwycięstwo nie zasłużyliśmy.

  5. Eborn pisze:

    Oj tak, ta histeria przedmeczowa była i jest po prostu zabawna. Te flagi na samochodach, pismaki (celowo używam tego pogardliwego określenia) wywołujący wojnę i flagi Tyskiego na naszej-klasie. Czy są w tym kraju jakieś rzetelne media w ogóle? Ja rozumiem, tabloidy muszą istniec, ktoś to w końcu czyta, kolorowe gazetki również. Ale czy taki na przykład Onet, w RELACJI (akcent na to słowo) na żywo musi pisac “92 minuta: Idiotyczna decyzja sędziego (…)”? Dziennikarze tracą cały swój autorytet w moich oczach.

    Co do Polski to nie wierzyłem w nich od początku, nie spodziewałem się po nich sukcesów. Dlatego nie wywiesiłem flagi ani nie rozpaczałem specjalnie po porażce z Niemcami. Ot, mecz. Zauważyłem, że po każdym meczu polscy kibice, w szczególności internauci (przepraszam za uogólnienie, mówię o większości) szukają kozła ofiarnego- a to “zdrajca” Podolski, a to sędzia. Ale nasi przecież też wychodzą na boisko chyba, nie tylko przeciwnicy czy sędzia. I osobiście wolałem gdy internauci po meczach wpadali w zachwyty nad Smolarkiem (też niesłusznie, bo grała cała drużyna), niż wyżywali się na Podolskim czy jakimś Angliku.

    I teraz moja prywatna opinia: miał prawo podyktowac rzut karny, co sprawia, że jest “kryty”. Uważam jednak, że to był jego prezent dla gospodarzy.

  6. strzel_ba pisze:

    W całej tej historii zabawnym akordem dla mnie były rozpaczliwe dywagacje po przegranej z Niemcami: “Czy teraz nasi podniosą się po porażce? Czy staną do walki z Austrią?”
    W sporcie, kto się nie podnosi, ten jest znokautowany. Nie ma, że boli.

  7. gaspar pisze:

    Strzel_bo - a mogę językowo na chwilę?
    “W sporcie, kto się nie podnosi” - skąd tu przecinek? Bo nie rozumiem. (co nie znaczy że wskazuję błąd, pytam po prostu - bo szybkie przeglądnięcie mózgu w kierunku przestankowania nie dało odpowiedzi ;) ).

  8. strzel_ba pisze:

    To zdanie jest odpowiednikiem zdania o szyku innym: ‘W sporcie ten, (kto się nie podnosi), jest znokautowany’. Fraza ‘kto się nie podnosi’ jest zdaniem składowym podrzędnym podmiotowym zdania złożonego podrzędnie. Zasady interpunkcji nakazują zdania składowe oddzielać od zdania głównego przecinkiem.
    Szyk w języku polskim jest dość dowolny, choć ma pewne zasady. Odstępstwa od tego tradycyjnego szyku są czasem dowodem osobistego stylu autora (np. charakterystyczny szyk Gombrowicza), czasem podkreśleniem intencji mówiącego, czasem po prostu błędem.

  9. gaspar pisze:

    Tak, rozumiem. Muszę to jeszcze przetrawić i porozkładać. :)

  10. Paweł pisze:

    Jestem wściekły!
    Rozumie Strzel_ba, że kpisz. Może i masz rację. Nie każdy musi kochać piłkę nożną. A mecz z Austrią to nie finał. Ale tu naprawdę nie chodzi o sprzedaż gadżetów, a na pewno nie przede wszystkim o to.
    Sam wyciągnąłem flagę z przed dwóch lat, bo magazynier w Tesco postanowił zbić interes żądając piątak za wyciągnięcie zgrzewki piwa z zaplecza ;) Wyciągnąłem tą flagę bo wierzyłem, że możemy wygrać z Niemcami oraz z następnymi rywalami i zdobyć Mistrzostwo Europy. Po dwóch meczach dalej w to wierzę choć może to nie wystarczyć. Żeby nie było wątpliwości – od początku nie postawił bym na to złamanego grosza, jestem racjonalistą (niezbyt bogatym). Podobnie jak ja wierzy w to kilkanaście milionów rodaków. Chcemy w ten irracjonalny sposób wspomóc reprezentację. Wierzymy w cud. A cuda w sporcie się zdarzają – patrz Grecja 4 lata temu.
    Niesamowite jest także to co prezentują sobą polscy kibice tam w Austrii. Jest ich tyle, (pomimo limitów) że skandowanie: „Polacy gracie u siebie” jest jak najbardziej na miejscu. I Strzel_ba zapewniam Cię, że nie ma tam „karków” z bejsbolami. To nawiązanie było w moim przekonaniu niepotrzebne, nie na miejscu, niesprawiedliwe, kłamliwe, napastliwe :(
    Co do karnego w 91 minucie to nie byłoby tyle rabanu gdyby przeciwnikiem nie był gospodarz – powszechnie wiadomo, że sędziowie sprzyjają gospodarzom (patrz Korea Południowa 6 lat temu). Nie wiem czy rzut karny podyktowany był słusznie czy nie, ale jestem oburzony, bo 90% specjalistów ma tu wątpliwości. A podyktowanie go nie było zgodne z duchem rywalizacji. To tak jakby po zakończeniu sprintu w pływaniu powtórzyć wyścig bo ostatni zawodnik popełnił falstart. Chore.
    Natomiast w zakresie beznadziejnych okładek „gazet” to nie rozumie zdziwienia. Przecież dotyczy to tytułów, które zawsze sięgały bruku.

    DO BOJU POLSKA!

  11. Awicenna pisze:

    Zgadzam się, ze polscy kibice są fenomenalni - prawie jak holenderscy, ale ci drudzy są radośniejsi - no i na każdym meczu mają orkiestrę ;)

  12. strzel_ba pisze:

    Następnego dnia po napisaniu notki dowiedziałam się o anonsach w internecie, grożących angielskiemu sędziemu śmiercią. Czy to nie jest chore?
    Pawełku, ja sama jestem namiętną “kibicką”. Dokładnie tak samo jak ty w piłkarzy ja wierzę do końca w naszych siatkarzy. Wściekałam się, jak nasza reprezentacja przegrała z kelnerami z Egiptu w siatkę. Ale obiektywnie musiałam stwierdzić, że nasi grali beznadziejnie po prostu. A wiem, że potrafią być świetni.

    Czy nasi piłkarze są choćby dobrzy? Chcę o to zapytać, bo ja nie oglądałam meczu. Wystarczył mi nasłuch z drugiego pokoju oraz to, co wykrzykiwał mój mąż :)

  13. Awicenna pisze:

    Na ME nie ma słabych drużyn - to bardziej wymagający turniej niż MŚ. Awansując do niego ograliśmy Portugalię (4 drużyna świata) a na nim zmierzyliśmy się w pierwszym meczu z Niemcami (bodaj 3 na MŚ, 5 miejsce w rankingu FIFA). Gramy zdecydowanie lepiej niż wcześniej, z głową i pomysłem - to, czego niestety brak, to napastnik. Moim zdaniem Smolarek nie zawsze się nadaje - z Austrią lepszy był moim zdaniem Saganowski. Niemniej nie ma teraz w naszej kadrze napastnika-gwiazdy na miarę nawet nie Szarmacha czy Laty, ale choćby Juskowiaka.

    A propos naszych tzw. siatkarzy, czy oni czasem nie przegrali jakiś czas temu z Estonią? O porażce z Belgią na ME nie wspominając (choć to dziwne mistrzostwa były, dalej nie rozumiem jak tak pięknie grający Rosjanie mogli ulec Hiszpanom)?

  14. Kacper pisze:

    Powiedzmy, że w ME nie ma słabych drużyn. Są jednak lepsze i gorsze. Niestety nasza reprezentacja należy do tych drugich i nijak nie da się tego ukryć. Choćby grała trzy razy lepiej, niż na ostatnich MŚ, to i tak gra bardzo słabo. Nie wiem, jak to się stało, że ograliśmy Portugalię, ale najwidoczniej atmosfera turnieju, w którym naprawdę można coś wygrać przerasta Polaków. Przegraliśmy 2:0 z Niemcami, którzy prezentują formę o wiele gorszą od tej sprzed dwóch lat (świadczy o tym choćby ich przegrana z Chorwacją, która jest chyba raczej uznawana za drużynę gorszą od Niemców).

    Niech Polacy jeszcze potrenują, może znajdzie się jakiś napastnik, o którego braku mówisz i wtedy będziemy mogli coś pokazać. A teraz dobrze, że ogólnokrajowa histeria już się kończy.

    Warto by było więc zachować trochę realizmu. Oczywiście, kibicujmy, miejmy to poczucie wspólnoty, patrzmy wszyscy w jednym kierunku, ale zachowajmy realizm! Przecież oni i tak nie mieli szans wyjść z grupy, a nawet jeśli by im się to udało, to odpadli by w pierwszym meczu po fazie grupowej. Decyzja sędziego - fakt, niesprawiedliwa - ale i tak nie przewraca sytuacji do góry nogami.

    Polacy mają poza tym ciekawe skłonności do krzyczenia o niesprawiedliwości tylko wtedy, gdy jest im to na rękę. Każdy przecież wie, że nasz jeden gol zawdzięczamy sędziemu, który nie odgwizdał spalonego… Dlaczego wtedy nikt nie krzyczał, że sędzia jest be i fe?
    Ludzie się chyba za bardzo w kibicowanie angażują i nie potrafią zachować dystansu. Jeszcze irytujące flagi na naszej-klasie jestem w stanie przeżyć, ale beznadziejnie głupie zdjęcia nieszczęsnego sędziego z równie głupimi, niecenzuralnym komentarzami sprawiają, że mi wstyd za moich rodaków. Jak w buszu… jak w buszu.

  15. Awicenna pisze:

    Ejże - w piłce nie ma pojęcia “nie ma szans”. Inaczej Grecy nie mogliby być wciąż aktualnymi mistrzami. Niemcy są moim zdaniem w formie lepszej niż przed dwoma laty - Polska grała lepiej (głównie z przodu), a mimo to zdołali z nią wygrać dużo spokojniej. Jak to sie stało, że ograliśmy Portugalię? Prosto - strzeliliśmy więcej goli, byliśmy tego dnia lepsi. Przypomnę, ze na wyjeździe był remis 2:2, że również na wyjeździe pokonaliśmy Belgów… To nie przypadki. Chorwaci zaś mogą być czarnym koniem, jak przed 10 laty. Bycie nawet gorszą drużyną z 16 tej klasy (nie pamiętam ile łapie się w pierwszej 20 FIFA - chyba koło 12 co najmniej) to nie ujma - przypominam, ze już awans jest pierwszym takim sukcesem.

    Co do słabości drużyn - Włosi i Francuzi (czyli Mistrz i Wicemistrz świata) mają po dwóch meczach dorobek gorszy od nas - i na ten moment nikłe szanse na wyjście z grupy. Oczywiście grali z innymi drużynami, ale to świadczy zarówno o klasie WSZYSTKICH zespołów na Euro, jak i o specyficznych prawach rządzących turniejami - czy jesteś pewien, że mecze tak by się potoczyły, gdyby Krzynówek strzelił szybko gola Niemcom?

    Tak czy inaczej, dla mnie akapit o realizmie i odpadaniu jest sprzeczny z duchem i ideą sportowej rywalizacji.

    P.S. We flagi ani zdjęcia się nie bawię, choć niektóre fotomontaże z sędzią w roli głównej są świetne.

  16. sylwcka pisze:

    A mnie się ta narodowa histeria podoba. NIe popieram obelg w stronę sędziego, ale to, że ludzie, którzy na ogół nie mają żadnego związku z piłką (np.: moja mama) na czas MŚ lub ME oglądają i przeżywają każdą porażkę i sukces reprezentacji. Nie dotyczy to tylko piłki nożnej, choć w moim domu jest ona najbardziej celebrowana (oprócz mamy;)). Wspólnota jaka się tworzy na te, niestety zwykle tylko trzykrotne 90 minut, w wykonaniu naszej reprezentacji jest niepowtarzalna i mnie cieszy.
    Co do brukowców i niektórych dziennikarzy, to wszystko zostało powiedziane.
    A kije… Ja na wyposażeniu go nie mam, a wynika z tego, że powinnam. Nie generalizujmy, bo Pani do Bladaczki również ma się nijak…

  17. strzel_ba pisze:

    Ależ ja powiedziałam, że sama namiętnie kibicuję. I mam starą stylonową flagę, którą, siedząc przed telewizorem, zakładam sobie na szyję jak szalik. (Na czas żałoby po śmierci JP II kupiliśmy nową i tamta jest do zawieszania na domu, a stara - do kibicowania).
    Mnie chodziło właśnie o nasze narodowe cechy, jakimi są nieobiektywizm, mania prześladowcza oraz popadanie w skrajności.
    Ponieważ Leo dostał różne narodowe odznaczenia (Matko Boska!), to nie wypada teraz krzyczeć “Leo musi odejść!” Ale już o Lozano to krzyczano, kiedy nasi wrócili z ME bez medalu, mimo że, moim zdaniem, ten Argentyńczyk zrobił dla polskiego narodowego sportu więcej niż Leo. Wprowadził po prostu zasady zawodowstwa i perfekcjonizmu. Czasami popełnia błędy, ale przyświeca mu jakaś obiektywna zasada profesjonalizmu. Pewnie i Beenhakker tak chciałby pracować, ale wciąż jeszcze nie może, potykając się o “narodowość”, o rangę tego sportu, jakim jest futbol w Polsce.
    Beenhakkerowi też czasami puszczają nerwy. Ma dość naszych działaczy, dziennikarzy i kibiców, naszej narodowej mentalności. W radiu słyszałam taką anegdotę: Dziennikarka pyta Beenhakkera o różnicę w jego pracy i życiu na Trynidadzie i w Polsce. Leo odpowiada: “Na Trynidadzie rano budziła mnie muzyczka….” (tu: jakiś tytuł, którego nie pamiętam). “W Polsce - budzi mnie ból głowy”.

  18. Delfina pisze:

    http://www.pobandzie.pl/Pobandzie/1,86193,5313849,Kogo_winic_w_poniedzialek_.html

    Życzę wszystkim miłego oglądania meczu dzisiaj.

  19. strzel_ba pisze:

    Ja pozostanę na nasłuchu (Od jakiegoś czasu mam pilne interesy w Wyzimie Handlowej). Składajcie sprawozdanie, jak było. (Gaspar, pamiętasz jak sprawdzaliśmy, czy mówi się ‘zdawać sprawozdanie’ czy ’składać sprawozdanie’? Głowy nie dam, czy to z tobą sprawdzaliśmy, ale świadomość błędu została :) )

    Ale kciuki - trzymamy, to jasne.

  20. gaspar pisze:

    Oczywiście że ze mną! :D

    A mnie odbiło na starość i oglądałem mecz w ‘miasteczku kibica’ pod Spodkiem, wydarłem mordę za wszystkie czasy. Ale kulturalnie, no! :)

  21. Eborn pisze:

    No właśnie to jest dla mnie fenomen psychologiczny. Nie lubię piłki nożnej, nie oglądam meczów, ale sporadycznie mam ochotę, ba, wewnętrzny obowiązek usiąśc z piwem w ręku i obejrzec taki pojedynek. I mam z tego frajdę. Nie, nie z meczu czy z picia piwa tylko z faktu robienia czegoś tak… polskiego? męskiego? solidarnego i jednoczącego? Sam nie wiem, ja jestem wyznawcą teorii, że w każdym z nas tkwią pierwotne instynkty (którymi się kierujemy w mniejszym lub większym stopniu) i może to właśnie one budzą się w takich sytuacjach.

    Ale swoją drogą mam po dzisiejszym meczu pełen szacunek do polskich piłkarzy. Poprzez swoją grę bardzo honorowo wzięli całą odpowiedzialnośc za żałosny występ na Euro na siebie :)

  22. Eborn pisze:

    Moja wypowiedź jest oczywiście w nawiązaniu do wypowiedzi Gaspara, którego nie podejrzewałbym o tak aktywny udział w kibicowaniu oraz (jak wnioskuję) czerpanie z tego przyjemności :)

  23. strzel_ba pisze:

    Ty, Bartku, przebywasz chyba teraz na jakiejś innej półkuli, bo wpisy twoje pojawiają się w środku nocy.
    Bezsenność czy przemęczenie? :) Co u ciebie?

    A refleksja o jednoczącym przeżyciu ciekawa. Ale czy jest ono dostępne, kiedy się kibicuje w fotelu, czy też jednak tak naprawdę budzi się pod wpływem oddziaływania tłumu?

  24. gaspar pisze:

    A widzisz. Zmieniam się, sam bym siebie nie podejrzewał. Jest to pierwsza sportowa impreza, którą się naprawdę emocjonuję (w sumie nadal), ale to ja wiem co sprawia że tak się dzieje i jeszcze tego do końca nie rozumiem ;)

    Cóż, ja nie czuję obowiązku picia piwa - nie praktykuję (^^), ale naprawdę zadowolony jestem z tego, że przeżyłem taką imprezę. I wiem że nie była to ostatnia taka okazja. “Mazurek Dąbrowskiego”, którego - nawiasem - nie lubię, wzrusza mnie gdy wykonuje się go w, nie wiem, gdzieś tysiącosobowym tłumie. Pierwszy raz ocierałem łzy przy “Mazurku”, zazwyczaj udaje mi się to wyłącznie przy innych pieśniach patriotycznych, z moją ukochaną “Rotą” na czele. Po raz pierwszy dałem się porwać takim emocjom, po prostu popłynąłem wraz z otaczającą mnie gromadą. Wywrzeszczałem słowo “Polska!” chyba tyle razy ile zazwyczaj wypowiadam go rocznie. Wyklaskałem się, wygwizdałem, wytupałem i wyskakałem za wszystkie czasy. Wrzeszczałem wszystko, Ślązacy kibicowali w sposób dla mnie zaskakująco kulturalny, jestem żywo dumny z tego, że tak się da. W zasadzie wulgaryzmy padły raz w całym meczu (nie licząc wyrwanego w emocjach, ale też z rzadka) w jednym okrzyku, który uznałem za celnie dowcipny. I w sumie pozytywny.
    I wzruszyłem się gdy znów całą gromadą wyliśmy po meczu, że nic się nie stało i że jesteśmy z Polską na dobre i złe. I było to dobre, naprawdę. Bardzo pozytywny przekaz.
    Na następne mecze też będę łaził oglądać stadnie. Nie wiem jak na wszystkie dalsze eurowe, bujam się między miastami i udaję, że mam sesję, ale na pewno na następne polskie - tyle, że pewnie już gdzie indziej (choć skądinąd wiem, że tam też nie będę się musiał wstydzić bycia tamże).

  25. strzel_ba pisze:

    Psychologia to nazywa potrzebą współuczestnictwa, potrzebą przynależności :)
    Człowiek to, ostatecznie, stworzenie stadne.

  26. Awicenna pisze:

    Ja miałem przyjemność oglądać mecz w towarzystwie absolwentów pewnego elitarnego liceum - mimo, że geografowie doping ich był mocno łaciński chwilami. Mam się wstydzić?

    Muszę przyznać, że “stworzenie” to dość dobre słowo - choć znaczeniowo chyba bliżej byłoby “żyjątko”.

    Mazurka lubię z urzędu, piwa na ogół nie pijam - ostatnie wypiłem dla przyzwoitości, bo będąc w kraju z niego słynącym nie wypadało odmówić (a dzięki ograniczeniu się do tego jednego mogłem przywieźć sobie inne dobra materialne).

  27. gaspar pisze:

    Na pierwsze pytanie odpowiedz sobie sam. :)

  28. Eborn pisze:

    Myślę że jedno z drugim w moim przypadku. Jestem tanią siłą roboczą w Irlandii, a tu jest godzina wcześniej niż w Polsce, ale tak czy inaczej samotność strasznie mi doskwiera więc sobie siedzę na komputerze po nocy i staram się otrzymywać kontakt z bliskimi. Inna sprawa że pracę mam w godzinach powiedzmy 13-21, doliczając godzinne dojazdy, mój “tryb życia” sam się “wdrożył” (pamiętam co Pani mówiła o cudzysłowie; żeby unikać go jak ognia bo świadczy o ubóstwie językowym, ale jest już po trzeciej w nocy, i nie mam siły pomyśleć…).

  29. Eborn pisze:

    *utrzymywać; mam nadzieję, że to była tylko moja nieuwaga…

  30. strzel_ba pisze:

    Zrób coś, żeby być fachową siłą roboczą. Jak się dawać wykorzystywać, to za duże pieniądze.
    Ta zasada dotyczy oczywiście zagranicy. Ja się daję wykorzystywać za małe pieniądze, ale za to z pobudek patriotycznych :)

  31. Dercia pisze:

    Ha! W końcu mój komputer zrozumiał polecenie ‘zostaw komentarz’. W ramach podsumowania chciałabym tylko powiedzieć, że niestety Polacy grali w tym roku znowu jedynie 3 mecze - mecz otwarcia, mecz o wszystko i mecz o honor… Możemy być odrobinę naiwni z domieszka patriotyzmu i zakładać, że za 2 lub 4 lata będzie inaczej…. Ja póki co zgadzam się z Awicenna - całym sercem jestem za Holandią i trzymam za nich kciuki =)

  32. strzel_ba pisze:

    Witam cię serdecznie u nas, Dercia! Ogłoś zwycięstwo kobiety nad komputerem! :)
    Co prawda nasi już nie grają w piłkę, ale zaczną niedługo w siatkę. Dzisiaj właśnie Złotka (podobno drugi skład) przegrały z Kubankami w WGP. Polska telewizja oczywiście nie transmitowała “ze względów organizacyjnych”. Ciekawe, co też to mogło znaczyć. Śledzenie meczu w sieci, czyli oglądanie tabelki z wyskakującym wynikiem, np 8 : 1 dla Kubanek, jest mocno denerwujące.

Zostaw komentarz