Kindersztuba piątek, 20 czerwca 2008

Dziś jest najpiękniejszy dzień w roku. Dziś jest dzień Wolności. Dziś niczego nie muszę, a wszystko mogę. Wspaniały smak pierwszego dnia wakacji psuje mi, niestety, wspomnienie ostatniej w tym roku “uroczystości”.

Oto reportaż belfra z dwudziestoletnim stażem.

Najpierw przez dwa tygodnie marudziłam, że nie mam co na siebie włożyć tego dnia. Więc wyasygnowano w rodzinie kwotę, żeby matkę spacyfikować. Zakupiłam zgrabne wdzianko, wdziałam i tak wystrojona, radosna jak letni poranek, zatrzymałam swoją limuzynę w wersji sport (znaczy: lżejszą od standardu, czyli pordzewiałą) przed sławetnym liceum nr XII.

Przed sławetnym liceum stał tłum młodzieży, wdziany na biało - czarno. Ponieważ rok szkolny właśnie się skończył - nikt mnie nie rozpoznał, nawet pies z kulawą nogą. Nie niepokojona przez kogokolwiek, kto powiedziałaby mi “Dzień dobry”, przedarłam się przez ówże tłum młodzieży i stanęłam przed schodami, którymi zlewała się z piętra fala innej młodzieży, schodzącej do auli. Ktoś z fali mnie rozpoznał. Ktoś bąknął nieśmiałe powitanie, mimo że to przecież obciach. Niestety, we mnie obudził się belfer i gromkim głosem poleciłam powciągać koszule w spodnie, bo najwidoczniej młodzi ludzie nie dokończyli ubierania się. Garnitury, marynary, krawaty - i koszule wyłażące na wierzch trybem jakiejś mody modern! Nie zauważyłam specjalnego przejęcia się moimi uwagami, młodzi ludzie po prostu odwrócili się ode mnie, zakrywając koszule połami marynarek.

Powędrowałam smętnie do pokoju nauczycielskiego, w którym grono innych belfrów oczekiwało niecierpliwie godziny “0″, czyli rozpoczęcia zakończenia. (Lubimy rozpoczęcie zakończenia, nie znosimy zakończenia rozpoczęcia. Ale to za dwa miesiące. )

Po kwadransie stało się oczywiste, że nikt z młodzieży nie przyjdzie zaprosić grona pedagogicznego do auli. Poszliśmy więc sami, zapraszając się po drodze nawzajem. No bo jak to tak - bez zaproszenia…

Nastąpiło przemówienie pana dyrektora, który stwierdził, że nie ma za co dziękować nauczycielom, bo przecież młodzież podziękuje. Za to skupił się na wychwalaniu młodzieży, jej cnót i zalet oraz poziomu. Dodał, że nie wiadomo, czy to dla nas dobrze czy źle, bo musimy (?), z powodu tego poziomu, więcej pracować.

Zachęcona takim protokołem zasług młodzież też przemówiła, zresztą ciepło i zgrabnie. Do młodzieży, oczywiście. Że przyjaciół zostawia się na wakacje, że dobrze tu w szkole i w ogóle będą tęsknić i wrócą niedługo. A teraz pożegnamy naszych kochanych nauczycieli.

Proszę państwa, co ja wam będę mówić.

Wytrzymałam niegrzeczność młodzieży i brak oznak radości na mój widok na wstępie, no bo może za ciepło było.

Przetrzymałam koszulowe fraki. Ostatecznie do wytwornej elegancji trzeba dojrzeć.

Przetrzymałam jak zwykle beznadziejne przemówienia, bo sztuka retoryczna, ta chluba Sarmatów, jest już trupem, a trup gnije od czasów PRL-u co najmniej.

Ale jak przyszło do wręczania kwiatów, kiedy te smętne róże wciskano nad moją głową siedzącemu obok mnie mężczyźnie, kiedy ten biedny mężczyzna, w poczuciu niezręczności sytuacji upewniał się: To dla mnie?, kiedy wciśnięto mu siłą tę różę i wyciągnięto doń szlachetną rękę szanownego ucznia - nie wytrzymałam. Uciekłam stamtąd, proszę państwa, nie czekając na przydziałową różę.

Czyżby w sławetnym XII LO nastała era barbarzyństwa?

Komentarze [18] do “Kindersztuba”

  1. Eborn pisze:

    A ja nienawidzę, gdy muszę zachowywac się sztucznie. Kwestia “Dzień dobry” To inna sprawa, tutaj akurat Panią popieram (choc pewna nauczycielka nie wymieniając jej z nazwiska nakazała nam wstawac przy mówieniu jej dzień dobry, co spowodowało kuriozalną “meksykańską falę” na jej cześc gdy przechodziła korytarzem - a chyba nie o to chodzi).

    Co do reszty, po kolei: ja gdybym przyszedł bez marynarki czy kamizelki nawet, pewnie też miałbym koszulę na wierzchu, jeśli z marynarką i kamizelką to oczywiście koszula w spodniach, bo to wygląda żałośnie. Nienawidzę chodzic tak ubranym więc gdyby ktokolwiek skomentował w jakiś sposób mój wygląd, po prostu bym go zignorował - ja też wolałbym wyglądac w tej chwili inaczej.

    Zapraszanie do auli? To ja chyba też należę już do tej “barbarzyńskiej” ery. W życiu zawsze było tak że zaprasza gospodarz, organizator. Na ślub nikt nie zaprasza pary młodej. Na urodziny też nikt nie zaprasza jubilata. Ja nie zapraszam ludzi na imprezę kolegi (chyba że mnie o to poprosi). Przykładów można jeszcze wiele podac. W sytuacji jaką jest zakończenie roku szkolnego, uczniowie nie występują ani w roli organizatora, ani w roli gospodarza. Czemu więc mieliby zapraszac nauczycieli? Nie wiem kogo uznac za organizatora tej uroczystości. Mój typ to dyrekcja, to ona powinna zaprosic nauczycieli (jak i uczniów, ale oni nie przywiązują uwagi do takich spraw).

    Do przemawiania trzeba miec dryg. A w rzeczywistości jest tak, że taka “przemowa” powstaje w bólach i męczarniach. I wychodzi żenująco. Tyczy się to zarówno Pana Dyrektora (którego talent do przemawiania kilkakrotnie mieliśmy okazję poznac - do dziś żałuję, że nie wycięli tego fragmentu z filmu studniówkowego) jak i uczniów (pisane pewnie w przeddzień, i “byle było”). Powiem szczerze, wolałbym abyśmy wzięli świadectwa, poszli sobie do domu i tyle. Bo po to uczniowie przychodzą na zakończenie. Przemowy są dla uczniów nienaturalne i czasem lepiej jakby ich po prostu nie było (nie zgodzi się Pani?). Przez deski naszej sceny przewinęło się tyle osób, że nie raz musiałem się zapadac ze wstydu pod ziemię, myśląc, że wolałbym już siedziec na lekcji niż na to patrzec. Krótko - jestem liberałem. Jeśli uczniowie nie mają nic do powiedzenia, to niech nie mówią. Będzie uczciwiej i lepiej. Jeśli jakieś jednostki będą chciały podziękowac, to podziękują, najpewniej dopiero w trzeciej klasie.

    Z kwiatkami tak samo, wolałbym aby było to indywidualnie, personalnie. A jeśli kogoś nie stac na kwiatki, a mimo wszystko pragnie podziękowac, to najlepiej powiedziec o tym wprost. Nauczyciele też ludzie i myślę, że zrozumieją. Poza tym dobre, ciepłe słowa wytrzymają dłużej niż kwiaty. A gdy jest “zrzutka na kwiatki” a potem “to kto idzie do pani XXX?” wychodzi sztucznie i żenująco.

    Wszystko zależy od punktu widzenia, zgodzi się Pani, że rzeczy przez Panią opisane to tylko obyczaje, tradycja. A ona umiera. Tylko czy ktoś za nią zapłacze? I czy powinien? Czas pokaże.

    PS:
    Doliczyłem się przez te 20 lat przynajmniej 40 wystrzałowych kreacji (na studniówkę i zakończenie) - może zrobi sobie Pani jakieś portfolio :)

  2. Awicenna pisze:

    Gdzieś już to widziałem… może tu:

    Młódź wszeteczna: ci cnocie i wstydowi cenę
    Ustawili; przed tymi trudno człowiekiem być
    Dobrym; ci domy niszczą, ci państwa ubożą,
    A rzekę, że i gubią (Troja, poznasz potym!),

    a może tu:

    Niektórzy Metojkowie i służba składali zeznania nie mające nic wspólnego z hermami, ale odnoszące się do innych posągów rozbijanych dawniej dla żartów przez pijaną młodzież.

  3. strzel_ba pisze:

    Awicenno, najprościej wszystko zrzucić na to, że się starzeję, że marudzę:”Drzewiej to inaczej bywało!”
    Ale to nie tak.
    Bartku, czy nie widzisz, że “dzień dobry”, ukłon wobec starszej, szanowanej osoby i
    ubiór stosowny do okoliczności - to ta sama kategoria spraw? Sam zauważasz: jeśli marynara, to koszula w spodnie. Ja właśnie o tym mówię. O stosowności.
    A jeśli chodzi o osobę, która poleciła wam wstawać przy mówieniu mi ‘dzień dobry’, to z pewnością byłam to ja, trzy lata temu, w pierwszej klasie. Już nie pamiętasz tego. Ale zawsze to robię. W tym roku chyba odpuściłam, bo coraz bardziej anachronicznie się czuję. W konsekwencji - jestem świadkiem takiego obciachu, że ze wstydu uciekam z sali. Wstydzę się za innych, że tak robią, i za siebie, że w tym uczestniczę. I nic nie poradzę na to, że inni nie wiedzą, o co chodzi. Ta bezradność doprowadza mnie do rozpaczy. Na szczęście - wakacje się zaczynają, zdążę zapomnieć do września.
    Może by tak wprowadzić zajęcia z etykiety towarzyskiej? Czasami mam wrażenie, że młodzi ludzie nie wiedzą, co to znaczy. Zachowują sie wtedy jak neandertalczyk, który opycha się baranim udźcem, trzymanym w łapach, sos ścieka mu po palcach, po brodzie, a on nic sobie z tego nie robi, wyciera łapy w sukienkę sąsiadki i zadowolony mówi, że jest za nowoczesnością.

  4. gasparggg pisze:

    W telegraficznym skrócie:

    Ja jestem bardzo, bardzo wrażliwy na ‘dzień dobry’ i zwyczajnie wkurza mnie ignorancja i niewitanie się, co prowadzi czasem do tego, że to ja zachowuję się nieetykietalnie. Pewna dwunastkowa nauczycielka uporczywie nie odpowiadała na moje powitanie, nie tylko moje zresztą (żaliłem się Pani, może Pani pamięta?) i ów status wytrzymałem około półtora roku. Pewnego dnia wybuchłem. Nie uznaję szacunku “w jedną stronę”. Dobrze, Strzel_bo, że mam pewność, że my możemy się bez kompleksów i starych zaszłości witać na ulicy i nie będzie to znakiem sztucznej kurtuazji, nieprawdaż? :)

    Przemawiać trzeba umieć. Nastała moda na prezentacje i przemówienia, cholera. Wszyscy lgną do powerpointa (czy jak się to pisze) i trybuny. Oglądać to trudno, ale wzrok da się odwrócić. Ze słuchem - gorzej. Wciąż zadziwia mnie że ludzie marnie operujący słowem na siłę płodzą swe karykatury mów. A kiedy mają ze sobą karteczki - cóż za tupet! - to już rzuca mną o ściany.
    (powyższe jest uwagą ogólną, nie odnosi się do osoby p. dyr. XIILO, nie miałem okazji słuchać; może kiedyś stosowna się nadarzy).

    Co do pożegnania - cóż. Cieszę się, że wciąż bez oporów patrzę w lustro wspominając nasze rozstanie.

    Co do koszul na zewnątrz - może jestem zbyt luzacki, ale kompletnie nie rozumiem co kogo obchodzi jak noszę koszulę. No nie jestem w stanie tego objąć mym rozumem skromnym. Kiedy najdzie mnie ochota to założę ją na nogi, i co z tego? Będę przez to w czymś gorszy?

  5. gaspar pisze:

    (to oczywiście byłem ja. g za dużo razy mi się wcisnęło było przed wysłaniem posta).

  6. Awicenna pisze:

    Moda na mowy? Świetnie, ja słucham ile tylko mogę, oczywiście tych na ciekawe tematy (konferencje, wykłady, spotkania). Nie uważam, by kartka z planem, a nawet z tekstem, wypowiedzi była złym pomysłem, o ile nie czyta się z niej, a korzysta w celu strukturyzacji wypowiedzi i zachowania dyscypliny.

  7. strzel_ba pisze:

    W obliczu tego, co ostatnio obserwuję, kartka z mową wydaje mi się szczytem szacunku dla słuchaczy. :) Znaczy, że mówca przygotowywał się w domu, że przemyślał i, jak mówisz Awicenno, ma jakąś zamyśloną ’strukturę’ wypowiedzi.
    To taka uwaga ogólna, oczywiście :)

  8. Awicenna pisze:

    W temacie ogólnych uwag - Cieszcie się, którzy macie wakacje - ja mam jutro egzamin, co gorsza nieostatni. I osobiście mam już dość tego wszystkiego, z prawem morskim na czele. Do końca tygodnia zdążę mieć jeszcze dość prawodawstwa Konstytuanty, a do jankeskiego (tfu!) dnia niepodległości archeologii prawnej.

  9. strzel_ba pisze:

    Awicenna - biedaczek. Głaszczemy cię po głowie i bardzo współczujemy.
    A ja mam, w rzeczy samej, prawie wakacje. Jeszcze jakaś rada pedagogiczna, jakieś sprawozdania. Ale to mały pikuś przy “prawodawstwie Konstytuanty”.
    Trzymamy kciuk. Będzie dobrze, zobaczysz.

  10. gaspar pisze:

    Ja mam egzamin ostatni 8 lipca. Ale już się nie potrafię tą uczelnią należycie przejmować. Strzel_bo, potraktuj to jako potwierdzenie sygnalizowanej via mail decyzji. :)

  11. strzel_ba pisze:

    Ba! Ja chcę wiedzieć, co dalej!
    Sobie myślę, że ty też :)

  12. Awicenna pisze:

    Tak to jest jak się szepcze w towarzystwie, nastaje taka krępująca cisza :P

  13. strzel_ba pisze:

    Ale nam przygadałeś, Awicenno. No, ale masz rację. W ramach rehabilitacji - idę myśleć nad nową notką, ale na razie nie mogę się pozbierać, gdyż zalała mnie fala wakacyjnego lenistwa.
    A jak poszedł egzamin, wolno spytać? Czy też może lepiej nie wywoływać upiorów? :)

  14. Awicenna pisze:

    Zdany. Mogło być lepiej, mogło być gorzej - ot, przeciętnie. Bez rewelacji - ale tak to jest, jak się pisze wypracowanie nie dokładnie na zadany temat, a jedynie wokół tegoż oscylujące.

  15. strzel_ba pisze:

    Cha, cha , cha :( . To wcale nie jest śmieszne - powiedziała twoja pani od polskiego.

  16. Awicenna pisze:

    Istotnie. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej przekonuję się, że test i tak poszedł gorzej, a wypracowanie lepiej niż myślałem. Tak czy inaczej to już nieistotne. Szkoda szansy, ale trudno.

  17. Grzesiu pisze:

    Szukałem w sieci informacji o dobrych manierach, a znalazłem ten artykuł :) Przyznam, że dość zabawny :)

    Daję wielki + za opis tegoż rozpoczęcia zakończenia..

  18. strzel_ba pisze:

    Zawsze miło dostać plus, nawet jak się jest samemu belfrem. Witamy Grzesia i zapraszamy częściej do nas. :)

Zostaw komentarz