Emerytowana torpeda piątek, 18 lipca 2008

Skoro się złożyło publiczne zobowiązania, to trzeba je realizować. Mija powoli pierwszy miesiąc wakacji, więc wybrałam się na jeden z łódzkich basenów, żeby zrewitalizować kondycję. Z przyjaciółką Anką.

Przygotowania do wyjścia zajęły mi dwa dni. No bo co ja na siebie włożę?

Kostium - da się przeżyć, jeszcze wchodzę. Klapki - udało się pożyczyć od córki, bo moje gdzieś wcięło. Czepek - rozszedł mi się w rękach, ale jako stara wyga, z przeszłością pływaczą, mam zawsze w domu rezerwowy. Tak jak rezerwowe dwa kilo makaronu i żelazny zapas konserw. Na wypadek wojny. Okularki też znalazłam, więc w drogę.

Basen przeżywał oblężenie Hunów, bo w mieście spędzają wakacje dzieciaki z półkolonii. Na szczęście dzieciarnia zajęła brodziki, tory pływackie były więc względnie puste. Bardziej tak względnie.

Spędziłam urocze dwie godziny w chlorowanej (ach, jak pięknie pachnie!) wodzie.

  • Zachłyśnięć tąże wodą - raz;
  • kilometrów przepłyniętych - dwa;
  • kuksańców w bok, w plecy i wszędzie - dwadzieścia pięć;
  • upomnień od ratownika - jedno. Ale za to bezcenne. No bo jakże wejść do wody, jeśli nie zakazanym skokiem ze słupka startowego? Żeby 25 metrów popisowym motylkiem? :)

Może ostatnie zdanie nie jest zbyt pedagogiczne, bo regulaminów, tak jak prawa, należy przestrzegać, ale cóż, przyznaję się: ten jeden zakaz łamię na publicznych basenach regularnie.

Trzeba albowiem skoczyć, ażeby móc nadać sobie rozpędu i poczuć dawną moc. I pruć fale jak torpeda. Trochę tylko emerytowana.

Komentarze [54] do “Emerytowana torpeda”

  1. Gaspar pisze:

    I pięknie że jest coś co daje taką radość. Prawda że właśnie dla tych paru chwil warto żyć? :)

    A ja się wybieram w przyszłym tygodniu na drobne kolejowe kółeczko - Poznań - Wrocław - Jelenia Góra - (najpiękniejszą znaną mi linią kolejową) Lwówek Śląski - Zebrzydowa - Legnica - Wrocław - Poznań. I takiego kopa jak ów słupek da mi wiatr, który poczuć można tylko wtedy gdy - stojąc na korytarzu przedziałowej dwójki 0 wystawi się głowę przy 120 km/h. Tak że zapycha, że trudno oddychać. A potem koniecznie trzeba odwrócić głowę dając rozkosznemu pędowi powietrza i bezwzględnie, zgodnie z wiatrem, splunąć - i rozkoszować się ucieczką z magiczną prędkością po drodze wyznaczanej dwoma wstęgami z najwyższej jakości stali. I potem trzeba, broń Boże nie układając uprzednio ani trochę filuternie potarganych włosów, wrócić do przedziału i - patrząc prosto w oczy - uśmiechnąć się jak można najszczerzej. Ot co.

  2. Gaspar pisze:

    ERRATA:
    powinno być:
    stojąc na korytarzu przedziałowej dwójki - wystawi się głowę przy 120 km/h. Tak że zapycha, że trudno oddychać. A potem koniecznie trzeba odwrócić głowę dając zmierzwić wszystko co ma się na głowie rozkosznemu pędowi powietrza

  3. strzel_ba pisze:

    Nie wystawiaj tej głowy za bardzo :) !
    A dlaczego robisz to kółeczko? Załatwiasz sprawy czy tak dla rozrywki podróżujesz?
    Ja też bym się gdzieś wybrała. nawet tylko przejechać się pociągiem, to już frajda. Wymyśl jakąś tanią trasę. Robimy wycieczkę kolejową :)

  4. Gaspar pisze:

    Na załatwianie spraw wielkopolskich mam poniedziałek i wtorek. Środa jest li tylko rozrywkowa - 16 godzin z PKP Przewozy Regionalne za nieco ponad 30 zł. Jadę przejechać się raz jeszcze z Jeleniej do Lwówka. To moja najukochańsza linia w kraju. Pochwaliłbym się zdjęciami - ale ja wolę jeździć pociągiem niż stać na zewnątrz i czekać aż przejedzie - więc nieswoje: http://transport.asi.pwr.wroc.pl/0.1A/tournee.php?p=278485 . Linia lwówecka to nie tylko piękne położenie w dolinie Bobru, ale także wielki kunszt robót inżynieryjnych. Na linii znajduje się najdłuższy w Polsce tunel, kilka malowniczych mostów, a jeden z przystanków zlokalizowany jest tuż nad brzegiem Jez. Pilchowickiego.

    I ja się jadę linią lwówecką podzielić. Pocieszyć nią wspólnie. :)

    Co do wyjazdu - tak, nawet taki przejazd może być fajny, zwłaszcza jeśli wybierze się coś atrakcyjnego widokowo. Nie wiem na ile mówiła Pani poważnie, ale ja z chęcią ;-)

  5. strzel_ba pisze:

    Jasne, że mówiłam poważnie. Jak wiesz, nigdzie nie wyjeżdżam. Z jednego powodu: jakaż to frajda jechać gdziekolwiek samotnie? Bo poza pociągami, widokami i podróżami - najważniejsi są przecież ludzie, z którymi podróżujemy i zwiedzamy. I przezywamy.

    Opracowujemy trasę, montujemy ekipę i w drogę! Wyjechać choćby na 24 godziny!

    Byle nie w trakcie finałów Ligi Światowej :) Nie chciałabym musieć wybierać między przyjemnościami.

  6. Kacper pisze:

    Spróbowałem wyobrazić sobie Panią skaczącą ze słupka startowego do basenu z moczącymi się w nim niedzielnymi pływakami i… coś mi nie wyszło. Jakże to tak, przez cały rok ganiać uczniów za tworzenie drugiej, konkurencyjnej kolejki w bufecie, a później w miejscu publicznym, jakim jest basen, łamać zakazy? Nie no, żartowałem. ;) Ale wyobrażanie sobie i tak mi nie wyszło. ;)

    Nigdy dużo nie podróżowałem koleją, więc nie miałem nawet okazji, by zapałać jakąś wielką miłością do poruszania się po torach. Z resztą wolę poruszać się czymś, na ruch czego mam jakikolwiek wpływ. Kolej do takich środków transportu nie należy. Uwielbiam jednak dla samej radości przemieszczania się podróżować. Zawsze gdy gdzieś jadę wszyscy moi towarzysze po dotarciu na miejsce budzą się, prostują kości, wzdychają, a ja najchętniej w ogóle bym się nie zatrzymywał.

    Chyba mój ulubiony cytat: “A większą mi rozkoszą podróż niż przybycie” - L. Staff.

  7. Gaspar pisze:

    @Kacper: Wiesz, ja moją miłość do kolei przekułem w czyny - właściwie przestałem jeździć na jakieś dziwaczne miłośnicze imprezy, fotografuję właściwie wyłącznie przy okazji - po prostu uczyniłem z niej mój podstawowy środek transportu. Jeżdżę pociągami średnio jakieś 800-1000 km tygodniowo (sic), po mieście - jeśli nie łażę pieszo - wrzucam się niemal wyłącznie w tramwaj, i tak dalej. W pociągach jadam, sypiam, w jakimś sensie mieszkam - w końcu czuję się w podróży jak u siebie w domu. A czasem po prostu wsiadam w pociąg dla czystej przyjemności przemieszczania się - nie odmawiam sobie spełnienia kaprysu zobaczenia tego i owego z okna wagonu. Przedziałowe pullmany drugiej klasy są dla mnie tak naturalne jak krzesło czy łóżko. A co do niemania wpływu - ja żywo nienawidzę jeździć samochodem, może dlatego że nie prowadzę i nigdy prowadzić nie będę, ale. Męczy mnie zamknięcie w małej klitce i maksymalna zależność od innych użytkowników drogi. Na torach wszystko jest jakby prostsze: mało miejsca na ludzki błąd, dużo - myślenia co zrobić w sytuacjach trudnych i awaryjnych. Także z mojej strony. Ale - kocham możliwość bycia obserwatorem w pełni. Uwielbiam po prostu usiąść na ćwiartce miękkiej kanapy czy dać się porwać pędowi wystawiając głowę przez okno starego wytworu PaFaWagu i po prostu patrzeć. Kocham przypadkowe spotkania, uwielbiam takie chwilowe przedziałowe znajomości, delikatne komitywy. Przeuwielbiam uśmiech znajomych konduktorek (a żeński mundur w pełnej spódnicowej wersji niezgorzej komponuje się z niejednymi nogami). Kocham to że tak naprawdę nigdy do końca niczego nie jestem pewien - mam manię jeżdżenia w nocy i sypiania, gdy jeżdżę po znanych sobie szlakach - nieraz przejechałem “swoją” stację, raz zdarzyło mi się wysiąść za wcześnie. Raz w środku nocy wysiadłem w polu. Ale dostarcza mi to dużo frajdy - bo przecież na kolei, u mnie, wszystko się zawsze kończy po mojemu.

    @Strzel_ba: w poniedziałek wybywam na tydzień, potem chwilowo nie mam szczegółowszych planów. Ma Pani jakieś propozycje? Zwłaszcza - tego co chciałaby Pani odwiedzić, zobaczyć. Na ile jechać, gdzie zrobić postoje i tak dalej. Ja chętnie, jak zawsze - ponoć jestem dobrym towarzyszem podróży pociągiem :)

  8. Awicenna pisze:

    Łe. Ja się nie mogę zebrać, zeby się ruszyć z domu zazwyczaj. Potrzebni są do tego dopiero odpowiedni ludzie - koleją jeździć nie lubię samotnie, ekipą choćby dwuosobową - jak najbardziej (w czwartek/piątek planujemy znów ze znajomym zadziwić niejednego zapewne konduktora, niestety powrót tydziń póóźniej kroi sie samotny).

    Ogólnie wakacje mi się nie podobają, rozpręża się człowiek i rozleniwia, książkę czytam, podoba mi się, ale skończyć jakoś nie mogę od początku wakacji, a marne 250 stron w roku akademickim puknąłbym pewnie w tydzień maks.

    Aha - no i podobno zdania za długie buduję. Ostatnio się dowiedziałem.

  9. strzel_ba pisze:

    @Kasper: na jeden dzień - możemy wybrać się kiedykolwiek i dokądkolwiek. Przecież sama przyjemność podróży się liczy. Jedzenie kanapek, Słuchanie stukotu kół. Opracuj jakąś taką trasę dookoła Łodzi. Zrobimy obwodnicę :). Och, po drodze możemy coś zobaczyć, na przykład: “śladami biesów regionalnych” :) Ale może być cokolwiek, naprawdę, na przykład śladami zielonego listka.
    Kto się z nami wybiera? Hejka, ludzie, przecież kilku was nas tu odwiedza.

    @Awicenna: wybierz się z nami. Pospieramy się na żywo :). Przestaniesz się nudzić.

    @Kacper: Wydajesz się chętnym na taką eskapadę. Zamień rower na pociąg, na chwilę!

    Pauliny ani Bartka nie zabieramy, bo są za daleko. Ale może jeszcze ktoś sie odezwie?

  10. strzel_ba pisze:

    Kacprze, a czego ty sobie nie mogłeś wyobrazić: mnie motylkiem czy mnie łamiącą przepisy? :)

  11. Awicenna pisze:

    Na żywo się nie spieram. Zresztą mam dość specyficzny gust jeśli chodzi o dobór znajomych i nie odczuwam na ten moment potrzeby powiększania obecnego ich grona.

    A w ogóle kto powiedział, że się nudzę? Marnuję czas na - pardon - pierdoły, ale się nie nudzę.

  12. Gaspar pisze:

    To dość bolesne że ludzie, którzy licznie i chętnie dyskutują w sieci, rzadko kiedy podejmują się polemiki na żywo. :(

  13. strzel_ba pisze:

    “Na ten moment odczuwam potrzebę ” powiedzenia Awicennie, że mógłby odmówić nieco grzeczniej.
    Przyjmij więc, że zaproszenie ciebie było jedynie figurą retoryczną.

  14. nihil novi pisze:

    Ja mam póki co napięty kalendarz - nie wiem, ile czasu mi zajmie podróż do korzeni mojej rodziny :). Ale na koniec sierpnia “się piszę”. Dziękuję za zaproszenie ;).
    Chwaliłam się za pomocą maila, ale wciąż nie wiem, czy do Pani Profesor moje chwalenie się doszło :).

  15. Gaspar pisze:

    A co by Pani powiedziała na przejazd sielskimi terenami Mazowsza ciągnącymi się od Kutna przez Płock aż po Sierpc, a potem powrót przez miasto słynące z astronomii i pierników? Spółka “Koleje Mazowieckie” funduje przejazd w takim oto wehikule - http://gtlodz.eu/i10104 - reaktywując zapomnianą linię po jedenastu (!) latach przerwy, i tak się na nią wybieram już pół roku. Akurat ładnie zapełniłoby dzień na pogawędkach o tym i owym.

  16. Gaspar pisze:

    a właściwie to nie wiem, bo w sumie średnio jest jak wrócić - no chyba że tą samą trasą, ale primo: nie ręczę że jest na tyle ciekawa - bo nie znam, secundo: parę godzin w takim potworku może być uciążliwa dla nie-tak-jak-ja-entuzjasty - choć, jakom żyw, nie jechałem tymże - a klimat spalinowych wagoników snujących się przez pola uwielbiam.

  17. s pisze:

    @Gaspar: mam takie pytanie, związane z koleją, tylko niestety mało wakacyjne. Oglądałem ostatnio krótki film - jakiś materiał z TVP - “egzekutorach”. W skrócie: prowadzący tabor stają się często katami, mniej lub bardziej świadomych tego, samobójców. Zaciekawiło mnie, jak to wygląda od strony prawnej, opieki psychologicznej itd?
    Bo przecież taki człowiek z jednej strony prowadzi pociąg z drugiej wie, że nic nie może zrobić tak naprawdę - przecież nie pojedzie jak ta winda, w bok. A ludzie rzucający się - w ten czy inny sposób - pod pociąg zabijają i siebie i motorniczego (czy jak ten człowiek się nazywa, mam zaćmienie; ostatni kontakt z koleją oprócz tramwajów w Łodzi, to metro w stolicy… a tak to tylko pociągi w Transport Tycoon:)

    Trochę mało wakacyjnie, ale tak ten temat kolei mi przypomniał.

    @strzel_ba: planów uczelnianych niestety chyba w sposób 100% mnie satysfakcjonujący zrealizować się nie da (chociaż jeszcze próbuję). Ale za to, przy odrobinie szczęścia, mam dobry “plan B” :) Chyba nawet lepszy od pierwotnej wersji, tylko, że jeszcze sam się muszę do niego przekonać.

    A w ogóle - powinienem się w końcu nauczyć pływać.

  18. Gaspar pisze:

    Trochę trudno mi napisać coś na ten temat - bo na kolei nie pracuję. Jednak większość maszynistów pozostających w czynnej służbie od kilku lat zetknęło się osobiście z tym problemem. Ja, nie jeżdżąc przecież tak dużo jak oni, też. Wiesz, jeśli prowadzisz coś o masie kilka tysięcy razy większej od masy człowieka - tak naprawdę nie możesz nic - tylko włączyć wszystkie hamulce i syreny by dać mu tę sekundę więcej na zastanowienie i… co więcej?

    Maszyniści są objęci potem opieką psychologiczną, ale wiem też, że mają często spore problemy okołosądowe. Kiedyś widziałem na ten temat reportaż, jeśli znajdę znów na jakiejś starej płycie to dam znać i się jakoś podzielę rozsądnie.

  19. s pisze:

    Właśnie o te sprawy około sądowe mi chodzi. Ten “mój” reportaż o którym pisałem to “Egzekutorzy” - pierwsza cześć: http://youtube.com/watch?v=od__FzLBfzk .

    Tak się zastanawiam, czy fakt, że nic nie można zrobić nie pomaga po fakcie (”przecież mogłem go zauważyć wcześniej i wyminąć”). Chociaż na pewno nie ucina to myślenia - przynajmniej u niektórych.

    Ostatnio mam serie wieczorów z różnymi “średnio optymistycznymi” programami… Wakacje.

  20. strzel_ba pisze:

    Ja myślę, że maszyniści powinni mieć jakiś porządny system wypierania jakiegokolwiek poczucia winy. Przecież samobójca jest za swój wybór (sposobu) odpowiedzialny sam. Natomiast przyczyny tego aktu samobójstwa - to już kwestia bardzo skomplikowana i poza naszą dyskusją.

    @nihili novi: Widziałam cię w gazecie na polonistyce, na razie. Lecę na pocztę, poczytać. (Gdzieś mi twój list musiał się pomiędzy tonami spamu zawieruszyć.) A gratuluję już teraz, bo rozumiem, że dostałaś się wszędzie. Moja szkoła :) - mawiam w takich wypadkach, nie bez dumy. Ale to zdanie żartobliwe, a duma - z was - zdrowa.

  21. Gaspar pisze:

    Nie umiem szerzej odpowiedzieć na to pytanie niestety. Nie mam w rodzinie maszynisty - ani nikogo bliskiego na tym stanowisku. Ale w temacie mogę polecić film fabularny “Człowiek na torze” (Polska, 1956) - Kino Polska, środa, 12:35 (powt. 22:25). :)

  22. s pisze:

    @strzel_ba - zgadza się, tylko zastanawiałem się, na ile tak każdy maszynista jest w stanie taki mechanizm “wytworzyć”, ale znowu nie doprowadzić do znieczulicy ogólnej.

    Dobra, koniec tematu.

  23. strzel_ba pisze:

    A w ogóle, to dobrze jest nauczyć się pływać :) . Tak w ogóle, dla siebie. Ale, rozumiem, że nie można umieć wszystkiego. Ja na przykład nie jeżdżę na rowerze. Niby ktoś mnie tam kiedyś uczył, ale nigdy nie miałam własnego roweru, na którym robiłabym wycieczki, ani nic… I nie gram na żadnym instrumencie.
    Paulina gra na ukulele i pięknie śpiewa.
    O, ale umiem robić na drutach, a co! I uszyję sobie cokolwiek, jeśli zechce mi się.

  24. Benny pisze:

    Smutne to ale raz w życiu zdarzyło mi się jechać pociągiem.
    Miło tak czasem powspominać te dwunastkowe czasy. I te wycieczki klasowe. Miało to swój niepowtarzalny klimat.

    pozdrawiam serdecznie

  25. s pisze:

    No z tym pływaniem to wiem, wypada umieć… Ale ja ogólnie taki “afizyczny” jestem. Musiałbym zmienić image :)

    Ok, jeździć na rowerze umiem. Nawet mi się udało raz dachować. Nie polecam. Jakoś te kilka(naście) lat temu człowiek nie myślał o konsekwencjach doraźnych napraw przedniego błotnika w czasie jazdy, i to jazdy z górki. W skrócie - uderzając nogą we wcześniej wspomnianą część roweru istnieje duża szansa trafienia w inną część zwaną kołem. Na szczęście skończyło się tylko na dofinansowaniu polskiej stomatologii - przy mojej posturze mogła skorzystać również branża kamieniarska;)

  26. strzel_ba pisze:

    Witaj, Benny, u nas chyba po raz pierwszy, prawda? Jak rozumiem - absolwent. Nieodmiennie cieszą mnie takie powroty.
    W ogóle - prześmiesznie - ten blog powstał dla moich uczniów. Żeby zechcieli pogadać na różne tematy, bo w szkole nie ma czasu albo odwagi…
    Ale moi uczniowie maja inne sprawy na głowie, niż zaglądać na blog. Za to absolwenci - nieoczekiwanie - chcą się jeszcze z Dwunastką i ze mną zadawać.
    I bardzo mi się to podoba. Pozdrawiam bardzo bardzo wszystkich absolwentów specjalnie.
    Innych pozdrowię innym razem. Jak się ujawnią :)
    @ Bartek - ale masz psychodeliczny humorek coś ostatnio. :) Daj spokój branży kamieniarskiej; aż mi ciarki przeszły po plecach.

  27. Benny pisze:

    @strzel_ba - ano nie da się ukryć że absolwent miło wspominający lekcje polskiego, na których zaczynałem w jednej z ostatnich ławek, a potem musiałem się przenieść do pierwszej co by sobie z polskim poradzić, nie ukrywam w tej kwestii nigdy nie byłem orłem niestety hyhyhy więc tym bardziej miło wracać do czasów dwunastkowych. Co do uczniów to zawsze tak jest że boją się rozmawiać z nauczycielem, sam się bałem, a potem jak już się ucieka to jakoś tak łatwiej. Tak samo na studiach, najpierw człowiek trzęsie się przed doktorami żeby potem z nimi na piwo chodzić ot co :)

  28. Paulina Sinaga pisze:

    Nikt mnie nie zabierze ale poprosze o zdjecia z wycieczki! Ja tez lubie jezdzic pociagami… tutaj w USA jeszcze nie mialam okazji ale kto wie, moze niedlugo…
    @strzel_ba- dziekuje za komplement :)

  29. s pisze:

    @ strzel_ba: chyba zawsze był taki specyficzny. Ale to dobrze - moim zdaniem:)

    @ Benny: niektórym taki strach mógłby pomóc - przypomniała mi się historia, gdy pewna dziewczynka z roku ode mnie zaadresowała wypowiedź “Panie magistrze…”. Niestety “trafiła” na profesora z długim stażem, który nie był zadowolony, że został zdegradowany:) Ale w tym przypadku to raczej nie tyle niedobór lęku co głupota wspomnianej niewiasty;)

  30. strzel_ba pisze:

    Wiecie co, najgłupszy sposób spędzania wakacji to sprzątanie. Niech mnie ktoś uratuje! Drugi dzień piorę i porządkuję ciuchy w szafach, buuu!

    Jak z tą wycieczką, Gaspar? Bierzemy aparaty, robimy fotoreportaż? Mnie jest wszystko jedno, gdzie. Ot, pętelka wokół Łodzi.

    Acha, Gaspar W Poznaniu. Zapomniałam.
    Ale ekipę nadal zbieramy.

  31. s pisze:

    @strzel_ba: Sprzątanie jest ok:) Szkoda, że moja rodzicielka - w sumie ogólnie rodzina - ma trochę inne podejście ode mnie. Więc dochodzi do sytuacji podobnych jak z tym zbieraniem kulek od długopisów (dobrze pamiętam?) tylko z różnymi innymi moim-zdaniem-niepotrzebnymi rzeczami.

    Chociaż ja jestem zboczony w drugą stronę - chyba bez problemów mógłbym mieszkać w hotelach, często się przenosić. Wystarczy laptop i karta kredytowa z odpowiednim limitem…

  32. strzel_ba pisze:

    Och, ty! Dobrze pamiętasz! :) Ja tym razem jestem niepocieszona, bo dopiero jedną torbę starych rzeczy wyrzuciłam. Mało!
    Phi, z kartą kredytową to każdy potrafi. :)

  33. Benny pisze:

    @ s - cóż nie wiem gdzie studiujesz ale u nas na PŁ mamy takiego doktora do którego raz mi się po profesorze pojechać i popatrzył na mnie i powiedział: No znowu mnie Pan obraża… hyhy mają oni poczucie humoru tutaj hehe

    @ strzel_ba - zawsze można jakieś piwo, zanim ekipa się zorganizuje, no ewentualnie jakiś soczek marchwiowy :D a ciapągiem to sam też bym się chętnie przejechał…

  34. s pisze:

    @ strzel_ba: To dobrze, że dobrze pamiętam - bałem się faux pas w postaci pomyłki mężów. No co do karty, tak jednak wygodniej.

    Swoją drogą przypomniał mi się pewien program Wojewódzkiego, gdzie gościem był pewien żyd, autor książki która miała premierę za czasów mojej kadencji w XII (były reklamy na kiosku). Pamiętam, że facet miał specyficzne poczucie humoru - wpadł na pomysł, chyba przy okazji kręcenia jakiegoś filmu (słabo to pamiętam), odwiedzenia żydowskiej restauracji, gdzieś u naszych amerykańskich sojuszników. W mundurze SS. Ale pamiętam też jego podejście do pieniędzy. Stwierdził, że nie specjalnie się nimi przejmuje, bo wie, że w każdym miejscu, zawsze, będzie w stanie zarobić. Czy coś podobnego, sens jest zachowany. Dobrze byłoby, gdyby każdy był w stanie to zrobić (przynajmniej ja bym chciał; bo taki ekonomiczny survival jest jednak ciekawszy niż zjadanie robaczków pokazywane na Discovery).

    @ Benny: ja studiuje, przynajmniej na razie, u “prywaciarzy”. Ale też nie lubią jak się ich źle tytułuje. Pamiętam też sytuację - gdzieś na początku - gdy ktoś zwrócił się do magistra od angielskiego per profesorze. Też się źle skończyło. Bawią mnie też podpisy w mailach, gdzie może być samo imię, inicjały, ale tytuł - obojętnie czy mgr czy dr - zawsze będzie. Bez sensu.

  35. s pisze:

    @ s: hmm… co drugie “też” zamienić na “również” :) też mi ten trzeci akapit wyszedł ;)

  36. sylwcka pisze:

    wycieczka sie juz odbyla?

  37. strzel_ba pisze:

    Skądże! Gaspar zniknął. Chyba go ten Poznań wciągnął. Albo wystraszył się wycieczki ze mną. Ja mu się zresztą nie dziwię :)
    A ty, Sylwcka, już po wojażach wakacyjnych?

    (Uwaga, uwaga, rysuje mi się szansa na wyjazd nad morze :) ! Za tydzień, na kilka dni. To jest jakieś epokowe wydarzenie! Na pewno nie wyjdzie.)

  38. strzel_ba pisze:

    Idzie ktoś dzisiaj oglądać sztuczne ognie?

  39. nero pisze:

    ja bylem, ja bylem! i na shaggym rowniez:) poza chmara pijanych ludzi nie widzialem niestety zbyt wiele, bo poszedlem bez okularow:)
    mimo wszystko koncert byl niezly, a pokaz ogni naprawde imponujacy (powiedzialbym ze lepszy niz wiele sylwestrowych pokazow)! byla Pani?:> pozdrawiam, jako przyszly student prawa;) (udalo sie, udalo!)

  40. strzel_ba pisze:

    Widziałam! Co ty myślisz! To znaczy twoje nazwisko w gazecie widziałam wśród przyjętych. Ale tylko uniwersytet drukuje się w gazecie :( . A większość “naszych” to politechnicy. Ale wszyscy się dostaną, na pewno. No ale prawa - gratuluję. To nie byle co!
    Teraz polubisz historię średniowiecza, dodam słodko :)
    Na koncercie nie byłam. Bo jak tak samej z domu po nocy wyjść? No bałam się po prostu. Mogłeś dać znać, że idziesz :)
    Ogni zazdroszczę. Uwielbiam sztuczne ognie. Jak niebo spada na głowę. Jak świetlisty pył unosi się i lśni na czarnym niebie. Wygasili trochę latarń, żeby lepiej było je widać? Były palmy albo smoki? Była muzyka do nich? Opowiadaj wrażenia!

  41. Gaspar pisze:

    gaspar jest. Zwarty i gotowy, i pomyślał że może zamiast pętelek pojechać gdzieś wakacyjnie dalekobieżnie? Gdziekolwiek, nad morze, jeziora, w moje góry? Ale tak no, daleko. Na dzień, wieczorem wrócić. Bo pętla wokół Łodzi wiąże się z podmiejskimi składami przywołującymi chyba raczej skojarzenia z powrotem z pracy.

  42. nero pisze:

    :)
    jesli chodzi o ognie to byly bombowe, a sekwencje byly w duzym stopniu “pod muzyke” co potegowalo efekt:) faktycznie organizatorzy sie postarali, a caly pokaz trwal ok 15 min!!
    nie dalem znac ze ide bo samemu dowiedzialem sie…na 20 min przed wystepem shaggyego:> to byl niezwykle spontaniczny wypad:) chyba takie zrywy sa najlepsze i najbardziej kojarza mi sie z wakacjami…;)

  43. sylwcka pisze:

    Wakacje pod znakiem języka obcego minęły. Teraz pozostały spontaniczne wypady niewiadomo gdzie, niewiadomo z kim i niewiadomo na jak długo. Właśnie się dowiedziałam, że w piątek wyjeżdżam nad morze, tzn. kolega mnie poinformował, żeby spakowac kostium kąpielowy, szczoteczkę i ogórki (specjalność mojej mamy ;)) i w piatek ruszamy. Jeszcze nie wiem kiedy powrót.
    Co do koncertu, to nie słyszałam dobrych opinii. Nie dość, że Shaggy się spóźnił, ludzie go wygwizdali, a w trakcie powtarzali za nim (chyba nieświadomi tego), że są nieudacznikami, nie buduje w mojej wyobraźni pozytywnego obrazu.
    Gdzie Pani jedzie? Może się spotkamy przypadkiem na plaży? ;)
    Prawa też gratuluję :)

  44. strzel_ba pisze:

    Będę najpierw w Koszalinie, czyli nad morzem w Mielnie, potem w Sopot (jak się kiedyś snobistycznie mówiło, nie odmieniając, żeby wartość kurortu podkreślić. :) ).
    Postanowiłyśmy z przyjaciółką Gdańsk odwiedzić i zwiedzić. Zobaczymy, co poza Memlingiem i jarmarkiem dominikańskim uda się złowić. Będzie akurat festiwal szekspirowski. Może jakiś spektakl? Możecie sobie wyobrazić, jak się cieszę na ten wyjazd, kilkudniowy zaledwie, ale jak długo oczekiwany!
    Jak mi się tam spodoba, to nie wracam we wrześniu do szkoły :)

  45. sylwcka pisze:

    Dokładnie:] I autostopem przemieszczać się z jednego miejsca w drugie, zapakować śpiwór i liczyć na dobre i gościnne przecież, serce Polaków. Musi się udać.
    Jarmark Dominikański przypada też na ten okres, więc jeśli lubi Pani tłum, straganiarzy i mnóstwo bubli w jednym miejscu to Stare Miasto będzie idealne. Nie wiem jak Pani, ale ja szukając relaksu (na ogół) stronię od takich miejsc. Od rana, zanim rynek zostanie rozstawiony można tam znaleźć trochę oddechu, potem już tylko zaduch.
    I tak życzę miłego, wyczekanego wypoczynku.

  46. Benny pisze:

    jakaż by to strata dla XII była…

    (i potym tekście wszyscy diabetycy w promieniu 10 km padli :D)

  47. strzel_ba pisze:

    Nie rozumiem?
    Co mają wspólnego diabetycy z Dwunastką?

  48. Gaspar pisze:

    a ja się pochwalę że kupiłem dziś pierwsze wydanie “Całej jaskrawości” Steda (w “Twórczości” rzecz jasna) za 3 zł :D

  49. Benny pisze:

    @ strzel_ba: no cóż tak przycukrowałem, że by padli :)

  50. strzel_ba pisze:

    Acha! teraz rozumiem. Ja to odczytałam raczej jako ironię, a nie cukrowanie, więc nie zrozumiałam dowcipu :) .

    Słuchajcie, naprawdę jutro wyjeżdżam! To jest wydarzenie epokowe! Trzymajcie kciuki, żeby nie wybuchła żadna trzecia światowa, żeby żaden meteor nie przydzwonił, żeby nie wprowadzono stanu wojennego … no i w ogóle.
    Na razie mam prognozę na deszcz w Koszalinie i sinice w Sopocie. Bosko. Ale nic mi nie przeszkadza. Jadę.

  51. Gaspar pisze:

    Się zatem rozmijamy, bo ja dziś wieczorem wybywam na południe. Słowacja, Czechy, a dalej się zobaczy. Mamy ambicje na Bałkany, zobaczymy jak z gotówką, czasem, możliwością dotarcia, siłami. Trzymajcie kciuki za powodzenie wyprawy! ;)

  52. Benny pisze:

    i nastała wszechogarniająca cisza…

  53. strzel_ba pisze:

    No dobrze. Już się poprawiam. :) Wróciłam jednak. I dodaję nowy wpis.

  54. Gaspar pisze:

    i ja wróciłem, Bałkany zamieniły się w Słowację i Roztocze Środkowe, ale było warto! Niemniej zaraz wybywam na nowo :)

Zostaw komentarz