Nie pozwalam! czwartek, 28 sierpnia 2008

Dzisiaj nie będzie żartobliwie. Dzisiaj nie będzie felietonowo i lekko. Dziś będzie o filarach.

Filary, jak wiadomo, to takie podpory konstrukcyjne, bez których budowla może się zawalić. Potwierdzą to zapewne absolwenci architekci. W budynkach bywają ściany nośne, filary, wsporniki, belki główne i inne takie ustrojstwa, których istnienie jest gwarancją ładu w mikrokosmosie, zwieńczonym jakimś dachem. Być może nowoczesne technologie pozwalają na wyrzucenie filarów?

Notka nie jest o architekturze. Notka jest o języku. Przynajmniej na pierwsze danie.

W dzisiejszej łódzkiej gazecie codziennej na pierwszej stronie pojawił się tytuł:

Czy Dell odda łódzką firmę chińczykom?

(…) “Sunday Times podał, że Dell rozważa sprzedanie łódzkiej fabryki tajwańskiej firmie Foxconn. (…)

Nie mówcie mi, drodzy moi, że korektor zaspał. Albo że niedouczony. No way. Tu chodzi o dowcip językowy, zamknięty w małej literze. Bo wcale nie o Chińczyków.

Nie dyskutuję tu o tym, czy tajwańska firma, o którą chodzi w notce, ewentualny nabywca fabryki Della, zatrudnia Tajwańczyków czy Chińczyków, bo na samym Tajwanie do dziś kwestia odrębności od Chin nie jest sprawą jasną ani zamkniętą, a ja nie zamierzam politykować. Chodzi tu o to, że na pierwszej stronie poczytnej gazety czyjś poroniony geniusz umieścił neologizm semantyczny. Ten ‘chińczyk’ oznacza bowiem jakiegokolwiek skośnookiego mieszkańca Azji, powiedzmy to wyraźnie: ‘żółtka’ po prostu. Ale przecież wszyscy wiedzą, że ‘żółtek’ to słowo obraźliwe, gdyż nacechowane pogardą. I tego nikt nie odważy się zastosować, w obawie przed skandalem międzynarodowym. A ‘chińczyk’ - jakże niewinnie to brzmi! Natomiast w gruncie rzeczy chodzi o to samo: o pogardę.

Nie ma świata bez szacunku do drugiego człowieka, tak jak nie ma domu bez dachu, wspartego na jakichś podporach. Bez tego szacunku są za to wojny, eksterminacje i szowinizmy, czystki etniczne i doktrynerskie ideologie rasy panów.

Więc: protestuję! Krzyczę głośno w obronie poszanowania drugiego człowieka, jakiejkolwiek nie byłby rasy, narodowości czy wyznania. W imię poszanowania jakiejkolwiek odmienności. Przeciwko chamstwu, narodowej pysze, tchnącej nacjonalnym kretynizmem, zaflancowanej na ksenofobii. I przeciw wykorzystywaniu językowych gierek wobec ludzi, którzy ich, być może, nie rozumieją tak oczywiście, tak od razu, jak ja (pani od polskiego).

Proszę Was, którzy tu zaglądacie, o podpisywanie się pod moim protestem lub w ogóle o wypowiadanie w tej sprawie. Mam zamiar wysłać jak najszybciej ten list/wpis do odpowiedniej gazety. Wierzę, że nie jestem sama w tym oburzeniu. Nie musimy godzić się na prymitywizm rzeczywistości. Nie wolno nam nic nie robić. Może protest to nie jest wielka rzecz, ale zawsze coś. I zawsze zależy od skali.

PS: To był “Dziennik Łódzki“.

Komentarze [41] do “Nie pozwalam!”

  1. Gaspar pisze:

    Łódź jest miastem, które chlubi się swoją wielokulturowością. Ku mej nieskończonej radości - mimo wielu lat represji, mimo okrutności wojny, wbrew wszelkim oczekiwaniom - żyję w mieście, które nadal jest tyglem kultur. To tutaj mieszają się wyznania na Starym Cmentarzu. To tutaj wciąż żywa jest wiara prawosławna - i to nie tylko w odchodzącym już pokoleniu pamiętających przedwojnie, ale i dzięki rzeszy przybyłych tu studentów zza wschodniej granicy. Właśnie w mieście nad Łódką wiele dzieje się w ramach żydowskiej gminy. Ale przecież Łódź stała się domem nie tylko dla przedstawicieli “czterech kultur” - ale nadal jest tyglem żywym dzięki nowym wpływom - jest znanym i uznanym, zwłaszcza jeśli idzie o uczelnie artystyczne, ośrodkiem akademickim, a coraz częściej także biznesowym i kulturalnym.

    Łódź to miasto o głębokiej tradycji tolerancji i poszanowania odrębności. Dziś często zapominamy, że lata największego rozkwitu miasta przypadają na czasy, gdy potencjał technologiczny i finansowy wnosiła ludność żydowska i niemiecka, administracyjny - rosyjska. Łatwo jest zagubić w zakamarkach pamięci że przed wojną ledwie nieco ponad połowę łodzian stanowili Polacy. Łatwo zatrzymać się na pozornej jednorodności - trudniej czerpać z przeszłości to co tak ważne dziś: otwartość.

    Jestem łodzianinem - z urodzenia i z wyboru. Zawdzięczam Łodzi wiele - między innymi właśnie świadomość różnorodności, wszechobecnego pluralizmu przejawiającego się w łódzkim krajobrazie, architekturze, języku, regionalnych kulinariach, sztuce… Słowem - na każdym wykonanym w Łodzi kroku. Różnorodności, która buduje, która powoduje, że właśnie Łódź jest miastem niepowtarzalnym. Pluralizmu, który pozwala postrzegać rzeczywistość szerzej, dzięki któremu nie udałoby się tak wiele - zarówno dawniej, jak i dziś. Dlatego właśnie głośno i stanowczo protestuję przeciwko używaniu określeń dotyczących grup etnicznych uchodzących za nacechowane negatywnie. Sprzeciwiam się wszelkim uprzedzeniom i wstydzę się, że jedna z najpoczytniejszych łódzkich gazet - świadomie czy nieświadomie - podsyca je użyciem kolokwialnego “chińczyk” w odniesieniu do ludności azjatyckiej, na pierwszej stronie - tej śmiało prezentowanej na witrynach kiosków - zwłaszcza.

    Nie lubię wydawać wyroków. Chcę wierzyć, że to fatalna pomyłka edytorska - liczę jednak na jednoznaczny sygnał ze strony Redakcji zawierający wyjaśnienie użycia niefortunnego słowa.

    Załączam wyrazy szacunku,
    Kasper Fiszer, student
    http://gaspar.prv.pl , gaspar@fotografia.com.pl

  2. strzel_ba pisze:

    Chcesz powiedzieć Gasparze, że wierzysz w pomyłkę? Taką fundamentalną pomyłkę? A ja robię z igły widły?
    Porozmawiajmy zatem o profesjonalizmie. Dlaczego pracę korektora wykonuje dyslektyk?

  3. Gaspar pisze:

    Ja nie jestem specjalistą od wydawania wyroków. Zawsze zakładam brak złej woli drugiej strony - jeśli nie mam ostatecznych dowodów, takich, które uznam za niepodważalne.

    A co do robienia z igły wideł* - gdybym tak uważał - nie pisałbym takiej kobylastej odpowiedzi. To nie na miejscu, niezależnie od przyczyn - i wymaga wyraźnej reakcji czytelników, oraz - w mojej opinii - równie wyraźnych przeprosin czy wyjaśnień ze strony DŁ.

    * - pierwotnie napisałem “widłów” i bardzo mnie to rozbawiło ;)

  4. bs pisze:

    Ja się zastanawiam tylko, czy to nie jest efekt dość nieudolnego, bądź niepełnego, tłumaczenia połączonego z faktem, że chodzi o “naszego - Łódzkiego - Della”.

    Firma Foxconn ma tajwańskie korzenie, jednakże większość (jak nie cała; nie mam siły teraz szukać informacji) produkcji ma miejsce w Chinach. Chyba się zgodzicie, że w przypadku zakupu łódzkiej fabryki import siły roboczej z Chin jest możliwy? Pomijam już, że zakup może być dokonany przez jednostkę produkcyjną zarejestrowaną w Chinach (co przecież nie wyklucza działania pod tajwańska marką/firmą), co już kompletnie usprawiedliwia tytuł artykułu.

    W Łodzi Dell w 99% rozumiany jest jako “miejsca pracy”. Nie czytałem, ale zakładam, że wspomniany artykuł nie ma na celu przedstawienia sytuacji finansowej obu spółek, o możliwościach jakie nowa fabryka przyniesie tej firmie OEM/ODM ale właśnie o tym, że “nasze” miejsca pracy mogą zostać oddane mieszkańcom Chin, czyli tytułowym chińczykom.

    Żeby nie było, zgadzam się, że założenie “chińczyk = mieszkaniec Azji = żółtek = itd” jest nieodpowiednie. Ale w tym przypadku mam wrażenie, że to bardziej nieudolne tłumaczenie i działanie końcówki sezonu ogórkowego niż celowe okazywanie pogardy.

    PS: jeśli coś jest zamieszane, jutro napiszę sprostowanie, teraz już śpię niestety:(

  5. Gaspar pisze:

    Hm, tak. Tak możnaby to potraktować gdyby napisano Chińczyk.

  6. bs pisze:

    Wiem, to małe “c” nie wygląda dobrze. Ale i tak uważam, że to “literówka”, bez żadnych podtekstów.

    Przejrzałem artykuł na stronie gazety i rzucił mi się taki tekst:

    “Dziś nikt się nie pochwali, że Łódź zostanie miastem Infosysa i Foxconna.”

    Nie wiem może fakt, że pracuje w jednej firmie a wiem sporo o drugiej sprawia, że nie widzę nic złego w tym, że np jest Foxconn a nie Dell. Foxconn produkuje np iPhone’y, wszystkie 3 konsole z obecnej generacji (PLAYSTATION3, xbox360, Wii), sprzęt dla HP i… Della. Sprzedaż centrum Philipsa też była nieunikniona - po prostu Philips się tym nie zajmuje. Stworzył produkt w postaci centrum finansowo-księgowego i sprzedał go firmie która się tym zajmuje. Dzięki temu centrum ma szanse rozwoju, a Philips zarobił pieniądze. I nie musi przejmować się czymś (utrzymywać), co nie należy do jego “core business”.

    Czy na prawdę ma znaczenie jakie logo wisi na budynku? Dell wcale nie jest bardziej prestiżowy niż Foxconn. Czy ktoś się chwalił w ogóle, że Łódź jest miastem Della? Przecież Dell to taki komputerowy Volkswagen - komputer dla ludu. Cały ten hype z wchodzeniem do Łodzi światowych koncernów, przejęciami itp to polityka i kasa. Rząd ma reklamę, inwestorzy lepsze warunki. Taniej budują, sprzedają z większym zyskiem. Proste. A gazety mają o czym pisać:)

  7. strzel_ba pisze:

    No właśnie. Ortografia nazw narodowości to chyba filar ortografii w ogóle.
    Ale, ale: zajrzałam do elektronicznej wersji gazety i wiecie co: tam tego tytułu już nie ma! I nie chodzi mi o to, że teraz jest już wersja jutrzejsza w sieci. Bo sprawdzałam kilka razy i znalazłam jeszcze wersję dzisiejszą, tzn. tą z dzisiejszej gazety. I podany przeze mnie tytuł brzmiał: “Dell ucieknie z Łodzi?”
    http://polskatimes.pl/dzienniklodzki/stronaglowna/39991,dell-ucieknie-z-lodzi,id,t.html

    Że co, że jak w sieci, to do innego odbiorcy, więc tytuł wypada zmienić? Tym bardziej to cynicznie wygląda.

  8. bs pisze:

    Cytowany przez Panią nagłówek, artykuł, dostępny jest w formie:

    http://polskatimes.pl/okladki/4,wydanie.html

    PS: w tym drugim artykule już są duzi Chińczycy :)

  9. strzel_ba pisze:

    Mój komentarz był oczywiście do wcześniejszej wypowiedzi bs. A teraz mogę tylko powiedzieć, że przecież to kompletnie nie chodzi o to, co kto komu sprzedaje czy nie sprzedaje. I wybacz, nie wierzę w literówkę w tytule walniętym wielką czcionką. http://polskatimes.pl/okladki/4,wydanie.html

  10. strzel_ba pisze:

    Zdaje się, że pracujemy równolegle :)

  11. bs pisze:

    A ja, na serio!, jestem gotów uwierzyć, że to “literówka”. A że wynikająca z ignorancji i niewiedzy to inna sprawa.

    Chociaż nie można nie zauważyć, że Chiny z uwagi na inną kulturę, ustrój i fakt, że są coraz bogatszym krajem nie będą cieszyć się sympatią. Nie dość, że żółci to jeszcze mają więcej od nas… Jak w skeczu KMN byli “Żydzi, Niemcy i pedały” tak teraz jeszcze Chińczycy zostaną obarczeni odpowiedzialnością za całe zło. Ciekawe, czy wtedy zmienimy amerykańskich przyjaciół na wersję orientalną

    PS: mam nadzieje, że zostanę odebrany zgodnie z moimi zamiarami…

  12. Kacper pisze:

    Nie czytałem komentarzy, zaraz to zrobię.
    Wprawdzie na “chińczyków” z małej litery nie zwróciłem uwagi w pierwszej chwili, ale na samych Chińczyków zwróciłem uwagę. Co to w ogóle za maniera językowa, bo inaczej chyba tego się nazywać nie powinno, żeby międzynarodowe transakcje sprowadzać do problemu narodowościowego?! Czyli jeśli fabrykę Della postanowiłaby kupić firma z siedzibą we Francji dajmy na to, ale zatrudniająca specjalistów z całego świata, to nagłówek powinien brzmieć “Czy Dell sprzeda fabrykę Francuzom?”?!?!?! Polaczkowatość, polaczkowatość. Generalizowanie, uogólnianie i upraszczanie. Nie cierpię tego. To tak samo jak z Żydem. Powiedz na kogoś “Żyd”, to się obrazi… Nie cierpię tego i zawsze mnie to bulwersuje. Co za różnica skąd ktoś jest, w co wierzy i jakie ma przekonania? Nawet, gdyby w nagłówku było napisane “Chińczycy” to i tak uważam ten nagłówek za skandal.

    A mała litera w “chińczykach” to już w ogóle jakaś farsa.

  13. Kacper pisze:

    Niechże po prostu transakcje biznesowe będą transakcjami biznesowymi - między dwoma firmami, a transakcje narodowe, czy nie wiem jak to nazwać - transakcjami między dwoma państwami. Też nie obywatelami, a państwami. Podmiotami, a nie ludźmi. Bo przepraszam bardzo, czy jeśli w Polsce powstanie tarcza antyrakietowa, to Polacy podpiszą umowę z Amerykanami? Poniekąd tak, ale tylko najważniejsi ludzie w państwie, a nie wszyscy. Więc raczej chyba powinno się powiedzieć “głowy państw”.
    Czepiam się zupełnie innego tematu.
    Podejrzewam, że przeciętnemu czytelnikowi “Dziennika Łódzkiego” jest wszystko jedno, czy to wielka, czy mała litera, a i redaktorzy musieli sprowadzić ten “problem” do odpowiedniego poziomu. Oraz zrobić z tego sensację. Bo cóż to za sensacja, że zmienia się właściciel fabryki?…

  14. strzel_ba pisze:

    No więc cztery osoby, ze mną licząc, obchodzi ten jakiś problem. Jestem pod wrażeniem :( .

  15. sylwcka pisze:

    Nie wszyscy odwiedzają systematycznie.
    Podpisuję się. Wszystko, co miałam do powiedzenia zostało napisane.

  16. Awicenna pisze:

    E. Literówka.
    Nota bene, ostatnio czytałem książkę, której korektor bardzo lubił przecinki. Za bardzo. Może będę częściej niż dotąd miał okazję poznawać pracę korektora od drugiej strony. Na razie wiem, że to nie takie łatwe.

    Nie całkiem rozumiem zdanie Kacpra - nazwy narodowości nie są obraźliwe. Jeśli koncern Orlen kupi coś a granicą, to nie widzę nic niestosownego w napisaniu “Polacy kupili XXXXXXXX”. Fakt, że niektóre nazwy narodowości kojarzą się negatywnie - ale raczej Szwaby, a nie Niemcy, raczej Ruscy a nie Rosjanie.

    A propos, wielką literą piszemy nazwy narodowości i formacji kulturowych, nieprawdaż?

    A w ogóle inwestorów z Republiki Chińskiej powitałbym raczej ciepło. Bardziej kojarzą mi się z cywilizacją niż ich koledzy ze zbuntowanej prowincji.

  17. strzel_ba pisze:

    Przeraziłam się po twojej uwadze, Awicenno, bo nawet do głowy mi nie wpadło sprawdzić pisowni słowa, którego w życiu bym nie użyła, słowa obrzydliwego i niskiego. Na szczęście Słownik ortograficzny PWN stwierdza, co następuje:

    “UWAGA: W wypadku deprecjonujących, lekceważących lub żartobliwych nazw członków narodowości typu kitajec, jugol poleca się pisownię małą literą, choć rozpowszechniony zwyczaj pozwala pisać je wielką, zwłaszcza gdy jest to uzasadnione etymologicznie: angol, jugol, kitajec, niemiaszek, pepik a. pepiczek, rusek, żydek. Podobnie, tzn. małymi literami, należy zapisywać rzeczowniki biały, czarny, żółty, czerwony, które potocznie oznaczają kolor skóry i odnoszą się do ludzi poszczególnych ras. Analogicznie piszemy wyraz negr, będący pejoratywnym określeniem człowieka rasy czarnej.”
    http://so.pwn.pl/zasady.php?id=629384

  18. Kacper pisze:

    Awicenno, a ja uważam, że sensownie byłoby napisać w taki wypadku “polski koncern - Orlen”, albo “Polski Koncern Naftowy Orlen” i tak dalej. Aktualnie duże koncerny coraz mniej mają wspólnego z narodowościami jako takimi, a w takim przypadku wszystko zależy od umiejscowienia głównej siedziby.

    Nie mówię nic o obraźliwości nazw narodowości, a o sensie ich stosowania.

  19. Awicenna pisze:

    Hm. Ja mam problemy raczej z innymi słowami o “nieco” innych różnicach znaczeniowych. O ile pamiętam powinno się pisać “wikingowie” mając na myśli konkretną zbiorowość, zaś “Wikingowie” gdy mówimy o całej formacji kulturowej (choć swoją drogą na Bałtyku nie było Wikingów a bodajże Chąśnicy). Acz upierał się nie będę bo i to rozgraniczenie ciężko czasem przeprowadzić.

  20. strzel_ba pisze:

    Ciężko to ma Syzyf!

  21. Eborn pisze:

    Jak dla mnie to też literówka. I nie przyszłoby mi do głowy żeby tak daleko się doszukiwać jakiś powiązań z pogardą do innej nacji.
    Ja już nawet nie chcę się denerwować przeglądając gazety albo oglądając telewizję (ostatnio w Faktach widziałem “mieszkańców Zawoji”). Pisałem już o tym kiedyś, mam bardzo niskie mniemanie o dziennikarzach, napisałbym nawet że są oni w moich oczach nikim, oczywiście z wyjątkami. Pomijam tu w ogóle aspekt moralny, misję którą mają do wykonania, bo ta sfera mediów już dawno została wypchnięta przez pieniądz. Mam na myśli fakt, że błędy to mogę ewentualnie popełniać ja, po studiach technicznych. Im po prostu nie wolno. To tak jakbym ja był inżynierem a nie umiał dodawać.
    Niestety, moją opinię na temat dziennikarzy pogarsza jeszcze to, że patrząc na moich znajomych (z chlubnymi wyjątkami prawdziwych pasjonatów) humanistami nazywają się Ci, którzy nie dają sobie rady z matematyką, fizyką czy chemią. I później taki tłuk (przepraszam za kolokwializm) zostaje edytorem. Dokąd w ten sposób zajdziemy?

  22. strzel_ba pisze:

    Do jaskiń, Bartku, do jaskiń. Albo na oślą łączkę.

    Cóż, trudno. Wyniki apelu są mierne: 3 dla świętego oburzenia, 2 dla literówki i wzruszenia ramion.
    Ja uważam, że nawet literówka jest skandalem, bo, kontynuując twoją myśl, Bartku, edytor to zawód, który polega na wyłapywaniu właśnie literówek. I ktoś za swoją pracę powinien odpowiadać. I są jeszcze literówki ważne i mniej ważne. Ta była bardzo ważna, jak próbowałam udowodnić.

  23. Kacper pisze:

    Ostatnio czytałem Newsweeka bodajże i w którymś tekście pojawił się wyraz zupełnie niezrozumiały. Z literówką - taką oczywistą, rzucającą się w oczy, np t zamiast w. Nikt tego nie poprawił. Zauważam, że coraz mniej wagi przywiązuje się do tego typu “szczegółów”. W telewizji nie raz i nie dwa widziałem i słyszałem jak “narrator” opowiada o jednym, a na ekranie wyświetlają się informacje dotyczące czegoś zupełnie innego.
    Przecież każdy pracuje teraz na komputerze i każdy robi literówki i tego typu błędy… Pod tym względem komputery to przekleństwo - ludzie przyzwyczajają się do błędów i zaczynają je uważać za oczywiste.
    Swoją drogą jeszcze nie widziałem ŻADNEGO w stu procentach poprawnie zredagowanego pisma urzędowego. Przecinki po spacji, bez wyjustowania i tak dalej. Powinny być organizowane kursy obsługi Worda dla urzędników!

    W książkach z resztą też widywałem literówki.

    Czytałem z resztą jakiś czas temu zupełnie normalną książkę, która po otwarciu okazywała się być… książką dla kobiet! Otóż wszystkie zwroty do czytelnika były zwrotami w formie żeńskiej. Zawsze mi się wydawało, że w języku Polskim używa się w takich przypadkach formy męskiej. Widocznie jeśli książkę napisały dwie kobiety i kobieta ją przetłumaczyła, reguła ta nie może być zastosowana…

  24. Awicenna pisze:

    Nie wiem, czy ktoś tu zajrzy, ale…
    http://grono.net/forum/post/show/185578972/

  25. Kacper pisze:

    Hahahahahahaha…! Gdyby kiedykolwiek przyszło mi do głowy sprzedać moją prezentację maturalną (100% - nie da się uzyskać ucząc się na pamięć czyjejś prezentacji), to na pewno pół roku myślenia i 3 albo 4 dni pracy nad prezentacją samą w sobie wyceniłbym na trochę więcej, niż 120zł.

  26. Awicenna pisze:

    Ale jak dyskretnie, nie? Można to było reklamować na forum szkolnym na NK. :|

  27. strzel_ba pisze:

    Na szczęście nie jestem tam zarejestrowana i nie mam zamiaru wchodzić. Załamałabym się, widząc, że to ktoś z “naszych” :(

    A konkretnie o czym ta wiadomość? albo ta prezentacja?

  28. Awicenna pisze:

    “Sprzedam wysoko ocenione prezentacje maturalne.
    Temat jednej z nich to “Omów zjawisko interpretacji literatury śpiewem”. Prezentacja zawiera kilka stron notatek w formie wykładu (wystarczy nauczyć się na pamięć, i powiedzieć przed komisją), nagraną płytę CD z fragmentami utworów, bibliografię, oraz nieużywany podręcznik do muzyki (wartość 39 zł), żeby lepiej wgłębić się w temat. Kontakt ze mną przez numer gadu gadu 6362555, lub pod adresem e-mail enzonapoli@wp.pl . Istnieje możliwość umówienia się ze mną na mieście w weekend, żeby obejrzeć prezentację. Cena jaka mnie interesuje to 120 zł.”

  29. strzel_ba pisze:

    Nie nasz. Przynajmniej ten temat. Nie wiem, co z pośrednikiem.
    Paser maturalny. Nowy termin z półświatka.

  30. Kacper pisze:

    A taki handel prezentacjami to legalny jest, czy raczej nie?

  31. strzel_ba pisze:

    No co ty, Kacper! To udział w oszustwie przecież. Tak jak sprzedawanie prac magisterskich czy w ogóle dyplomowych. Ale może Awicenna nam przytoczy jakiś stosowny paragraf? Albo Paweł.

  32. bs pisze:

    Jeśli chodzi o wykorzystanie to podobno 272 KK - chociaż to nie moja branża, przynajmniej na razie;) Ale to już chyba byłaby przesadna dywersyfikacja…

    PS: są nawet “firmy” się obrotem tego typu materiałów zajmujące. Skupują pracę od absolwentów by odsprzedać je potem zainteresowanym kandydatom (tak, jedna praca jest sprzedawana wiele razy) do kolejnych literek na wizytówce. No ok, w przypadku matur literek nie będzie;) Ja podziwiam “odwagę” - czyt. głupotę - osób które tak postępują. Przecież mgra można stracić z tego co wiem. A i tak się trzeba bronić itp itd. No ale ja się nie znam…

  33. strzel_ba pisze:

    Nie wymagajmy od głupoty myślenia. To byłaby przesada.

  34. bs pisze:

    Ja ostatnio cierpię na jakiś przerost optymizmu (?). Nie wiem miłość, dosypują mi coś do jedzenia, albo już kompletnie nie tak z głową:)

    A z ciekawości się spytam, bo mnie to ominęło niestety, czy prace maturalne przechodzą przez jakiś program typu Plagiat czy inny system sprawdzający czy dana praca nie jest prezentowana jednocześnie w 5 sąsiednich szkołach?

  35. strzel_ba pisze:

    Skądże. Jedyny program jest zainstalowany w głowach nauczycieli. I jeśli ja w trzech kolejnych prezentacjach na dany temat mam identyczny, kretyński wybór lektur oraz słyszę identyczne sformułowania interpretacyjne, to mi się zapala czerwona lampka z napisem Destrakszyn, czyli…. zapalnik od bomby atomowej. Kiedyś nacisnę.

    Zastanawiam się tylko, dlaczego nie dyskutujemy o zasadniczym temacie ostatniej notki. Jak to się nazywa? :)
    jakoś nie mogę się zebrać do napisania nowej. Straciłam zapał i wiarę w to, co robię. :(

  36. bs pisze:

    No to miło ktoś to wymyślił…

    Miałem się nawet spytać co z listem do redakcji, ale byłem łaskaw zapomnieć (to już ten wiek:)

    Z tym “nazywaniem się” to chodziło o off-topic? Chyba, że nie podchwyciłem myśli do końca.

    Ja powinienem stracić trochę zapał, bo to się źle skończy. Za to nowa notka by nie zaszkodziła;)

  37. Kacper pisze:

    Tak też myślałem, że to legalne być nie może.

    Skoro więc handlarze prac maturalnych tak się ogłaszają bezpardonowo, to jakim problemem jest namierzenie uczniów kupujących te prace? Wystarczyłoby, gdyby ktoś zakupił jedną taką pracę i przekazał nauczycielom. Tak, wiem, to kosztuje i tak dalej. Inaczej się chyba tego jednak nie da zwalczyć.

  38. bs pisze:

    Lepszym rozwiązaniem byłby system do którego wprowadzana byłaby każda praca a następnie porównywana z wcześniej zarejestrowanymi. Wątpię by ktoś - no oprócz osób piszących to na zlecenie - sprzedawał dziewiczą pracę. Raczej po prostu jest to sposób dorobienia na wakacje. Taki ogólnopolski system byłby o tyle dobry, że można by uniknąć “powtórek” nie tylko w ramach jednego miasta a całego kraju - a przecież w obecnych czasach to sprzedaż pracy na drugi koniec Polski nie jest problemem.

  39. Kacper pisze:

    Ale taki system kosztuje. I ktoś musiałby te prace do niego wprowadzać. Węszę ogromne koszty. Poza tym istnieje podobno coś takiego z pracami magisterskimi i o ile wiem nie działa za dobrze.

  40. strzel_ba pisze:

    Oj, dzieci, dzieci. Przecież mówię wam od lat, że sprawa zaczyna się gdzie indziej. Należy wychować uczciwe społeczeństwo, ambitne, nieleniwe. Owszem, system nadzoru nie zaszkodzi, ale nie rozwiąże sprawy. Wzorce pracy, rzetelności, szacunku dla wiedzy trzeba wdrażać. A my - głównie wdrażamy chaos i nadwyżkę wymagań. Wtedy - uzyskujemy jedyny efekt: uginanie się, uchylanie od pracy, lekceważenie szkoły. No bo jak szanować szkołę, skoro wiedza i wykształcenie nie zapewniają w naszym kraju sukcesu, pozycji, dobrobytu?
    No właśnie. Ale to zupełnie już odrębny temat.

  41. Kacper pisze:

    Ambitne społeczeństwo to my już od dawna mamy. Każdy chce być piękny, bogaty i mieć wykształcenie. Właśnie z tego przerostu ambicji oraz niedostosowania ambicji do własnej pracowitości i możliwości intelektualnych (przecież nie od dziś wiadomo, że są ludzie mniej i bardziej inteligentni) biorą się problemy z chociażby cudzymi pracami maturalnymi. Poza tym w społeczeństwie panoszy się przeświadczenie “ja to umiem i zrobiłbym to - gdyby tylko mi się chciało; ale mi się nie chce”. Jeśli taki maturzysta jest przekonany, że przygotowałby się do egzaminu ustnego śpiewająco sam, tylko mu się nie chce, to kupuje sobie gotową prezentację. Bo “przecież i tak nikt się nie dowie”.

    Chyba naprawdę jeszcze przez kilka pokoleń w świadomości Polaków będzie zakorzenione czysto poprzedniosystemowe przekonanie “czy się stoi czy się leży to wypłata się należy”.

    “Należy wychować uczciwe społeczeństwo, ambitne, nieleniwe” - nie da się zrobić, jeśli kolejne roczniki dzieci będą otoczone przez takich właśnie ludzi.

    “Wiedza i wykształcenie nie zapewniają w naszym kraju sukcesu, pozycji, dobrobytu” - no niestety. Ostatnio z bólem doszedłem do tego wniosku. Ale to zupełnie inna historia i opowiem ją innym razem. A szkołę trzeba szanować jeśli nie chce się być kapustą.

Zostaw komentarz