Schyłkowa epoka druku niedziela, 14 grudnia 2008

Blog się kurzy… Zajrzałam, a tu pajęczyny po kątach i stronka-chatka szkolnej czarownicy mchem zarosła.
W obliczu wielu szkolnych zawodów skrzydełka mi jakoś ostatnio opadły, pomimo tego, że przecież mówiłam, że nigdy przenigdy nie poddam się.

Trupi jakiś ciąg wieje od północy. Mróz warzy liście drzew i moje serce też zamarza (prawie jak „Kordian”, a jakże). Puste są też serca dzieciaków, brak elementarnej wrażliwości na słowo, na prawdę, na piękno… Boże, co to za archaiczne pojęcia? Skąd ja je wytrzasnęłam?

A przecież zawsze od dzieciaków właśnie brałam życiową energię, optymizm i wolę zmieniania świata. Przeszło mnie czy dzieciakom? Czy to się nazywa wypaleniem zawodowym?

O Matko Przenajświętsza! – Toż to zgroza i choroba jakaś „tfu! na psa urok!”. Ja i wypalenie zawodowe? „Jo mam taki gorąc w sobie”(„Czterej pancerni…”) – proszę! znowu jakiś cytat mi się przyplątał.

Skoro nie ja się zmieniłam, to dzieciaki. „Jeśli nie pan, to ja!” („Rejs”)

No nie! Czy ja już w ogóle nie umiem funkcjonować bez cytatów ze świata kultury? Wszystko jest tekstem (John Barth). Świat jest biblioteką. Ludzie porozumiewają się za pomocą linków. Dzieci stały się pendrive’ami, które wierzą, że w dowolnym momencie napełnią się potrzebną wiedzą. Na przemiał tony woluminów – wpisujemy wiedzę w system cyfrowy. Budujemy bazy danych. Żeby lepiej ściągać? Zapożyczać i cytować. Słowa własnego brak. Koło cywilizacyjne się zamyka - wracamy do jaskiń?

Znajdujemy się w schyłkowej epoce, chociaż na początku tysiąclecia. Schyłkowa epoka druku… (Michael Joyce)

***

Tym bardziej zaskoczyło mnie następujące wydarzenie. Jadę sobie Kopcińskiego, jak zwykle za szybko, a tu nagle jakieś lustro ze znakiem drogowym mówi do mnie słowem objawionym: ZWOLNIJ! Na czerwono mówi! Nie jakieś tam przekreślone kółko czy wyżęty trójkącik, ale SŁOWO!

Z kompletnego zaskoczenia zdjęłam nogę z gazu. I wtedy… Wiecie co się stało? Otóż znak drogowy powiedział do mnie, tym razem na zielono: DZIĘKUJĘ!

No moi państwo! Owszem, byłam zmęczona, wracałam po siedmiu lekcjach nieco nieprzytomna, zdążyłam dopiero co poustawiać na parapecie anioły, a poza tym spałam tylko 3 godziny, co ostatnio zdarza mi się nader często, ale żeby takie zwidy mieć w biały dzień? Następnego dnia pojechałam tą samą trasą, żeby sprawdzić.

Znak drogowy (radar! wpadłam na to za piątym razem) stoi i gada do mnie. A ja – codziennie już tamtędy wracam. Ze wzruszeniem wciskam gaz do dechy na wiadukcie, żeby zwolnić w kluczowym momencie i ujrzeć, jak czerwone Zwolnij! zamienia się na zielone Dziękuję!

Humanizacja ruchu drogowego? Ruch kołowy jako miejsce azylu dla słowa? Albo ostatni przystanek przed szpitalem wariatów – dla pani od polskiego, potrzebnej wszystkim jak piąte koło u wozu (sic!), czekającej na rozwój potrzeb duchowych i miłości do literatury u swoich uczniów.

Zostaje mi zaprzyjaźnić się ze znakiem drogowym.

Komentarze [68] do “Schyłkowa epoka druku”

  1. Awicenna pisze:

    Napiszę komentarz, napiszę jak tylko zdam egzamin jutro… Teraz muszę się zająć niecnymi knowaniami pewnego eunucha.

  2. strzel_ba pisze:

    Trzymam kciuki. Zawsze wszystkim pomagało :)

  3. Lars Bergerson pisze:

    Z własnych spostrzeżeń oraz czytając tak pesymistyczne wypowiedzi Nauczyciela (przez duże N) dochodzę do wniosku, że świętą racja miała moja pani od matematyki w gimnazjum mówiąc “coraz to młodsze roczniki są coraz głupsze”.
    Moim zdaniem dzieje się tak ze względu na świat w jakim przychodzi żyć nieukształtowanym młodym umysłom. Coraz więcej reklam, coraz więcej wokół “shoppingów”, “clubbingów” etc. Co w konsekwencji skutkuje nagromadzeniem pop-kulturowego śmiecia w naszych czaszkach. I będzie gorzej, chyba, że przyjdzie jakaś wojna, czy inna klęska, po której kolejne roczniki będą żyć ambicjami i marzeniami o poprawie losu nas wszystkich (pamiętając minioną tragedię).

  4. janek pisze:

    Nie zgadzam się z Tobą Lars Bergerson. Każde starsze pokolenie mówi, że młodzi są niewychowani i głupi. Potem młodzi robią się starzy i ci też mówią tak samo, historia zatacza koło. Jeżeli naprawdę by tak było jak mówi starsze pokolenie, to bylibyśmy teraz na poziomie intelektualnym neandertalczyków. Głównym problemem nie jest rosnąca głupota, tylko obojętność na krzywdę drugiego człowieka, jak również na piękno w różnych formach. Jest cel, którym są studia ścisłe i nic innego nie interesuje. Czemu nie czytasz książek? Bo nic mi nie dadzą w przyszłości. Czemu nie chodzisz do kina? Bo to za dużo czasu, wolę obejrzeć coś w telewizji. Współczesny świat wymaga od nas jak najwcześniejszej specjalizacji, która nas niesamowicie ogranicza i zmusza do obojętności. Ostatnio rodzice mi powiedzieli, że powinienem przełożyć swoje “miłości” na wakacje. Spytałem ich czy słyszą co mi mówią. Czuję się ograniczony. A za swoją obojętność bije się w pierś i staram się ją zmniejszyć.

  5. Awicenna pisze:

    Tjaaa… Motyw stary jak świat.

    Obojętność bierze się z ilości informacji. Co nas na dobrą sprawę obchodzi tsunami w Azji? Niewiele. Ale słysząc o tysiącach ofiar “uodparniamy się” na np. wypadki samochodowe niejako na własnym podwórku.

    Jeżeli czujesz się Janku ograniczony, to albo idź na politechnikę znajdując czas na szeroko pojęte hobby, albo idź na studia humanistyczne… i miej nadzieję, że zarobisz po nich dość, by wyżyć i co jakiś czas pojawić się w kinie/teatrze/gdziekolwiek. Niestety, “inżynierowie dusz” nie są w cenie. Inna rzecz, że namnożyło się dość absurdalnych kierunków “humanistycznych” w stylu politologii i stosunków międzynarodowych - po co? Dla kogo? Jaką wiedzę mają absolwenci?

    Najważniejsze to zdawać sobie z tego wszystkiego sprawę.

  6. strzel_ba pisze:

    “Głównym problemem nie jest rosnąca głupota, tylko obojętność na krzywdę drugiego człowieka, jak również na piękno w różnych formach.”
    Dopóki młodzi ludzie mówią coś takiego, to nie jest jeszcze źle. Witam cię, Janku, pierwszy raz na tym blogu. Nie możesz spać? :)
    Pojawiłeś się po nocy jak duch, żeby mi powiedzieć coś tak mądrego! Więc zawstydziłam się. I nie dlatego, że przyznać muszę rację Awicennie i tobie, że tylko starzy się starzeją i ciągle marudzą, i narzekają na młodych. Przez rok chyba tak dramatycznie się nie postarzałam :) Wstyd mi, że przez chwilę zwątpiłam. We wrażliwość, w dobro i ufność - w te cechy młodych ludzi, które mam rozwijać. Na przekór światu.
    Wiecie, kiedy szukałam jakiegoś obrazka do zilustrowania wywodu, znalazłam “Rejs” oczywiście (konkurs i odgłosy paszczą). Już wtedy wiedziałam, że moje utyskiwania na świat, który zmierza ku gorszemu, są głupie :). Świat zawsze zmierzał ku gorszemu. I jakoś mu idzie. Ale i Lars Bergerson ma trochę racji. Dzisiejszy świat jest taką konkurencją dla szkoły, że jeśli szkoła się nie zmieni, to zostanie z niej kupka popiołu.
    Muszę tylko coś z tymi dzieciakami wymyślić. Żeby im się chciało.
    W jednej z klas maturalnych ani jedna osoba nie wzięła biletu do teatru. Za to w drugiej - poszła połowa klasy. I na tym trzeba się oprzeć.
    W ogóle, to co my tu robimy po nocy?
    Awicenno, musisz się chyba przespać przed egzaminem, co? Sio!

  7. Awicenna pisze:

    Sex horas dormire sat est senique iuvenique.

  8. Tylda pisze:

    Jeśli to Panią pocieszy to są ludzie w tym liceum wrażliwi na piękno. Ja np. lubię czytać choć lektur nie czytam właściwie w ogóle, ale dlaczego? Bo wartościowe książki powinno się czytać z uwagą, spokojnie i ze zrozumieniem a teraz przed maturą liczy się ilość zrobionych zadań z matematyki i ilość zrobionych rysunków [wybieram się na architekturę] co zabiera sporo czasu. Z chęcią bym poczytała, popisała eseje na ciekawy temat. Jednakże teraz trudno jest powiedzieć rodzicom, że robię coś dodatkowego na język polski a nie kolejne zadanie, choćby nie wiadomo jak nudne. I zgodzę się z Jankiem - też czuje się ograniczona, bo często robię nie to co bym chciała zrobić, lecz to, co muszę a mam już tego po dziurki w nosie. Ferie proszę!

    Ps. Doba powinna mieć 35 godzin :( choćby, żeby się wyspać.

  9. strzel_ba pisze:

    Ja mam argument dla twoich Rodziców, Tyldo! Powiedz im, że każdy architekt to przecież artysta, nie tylko rzemieślnik, inżynier. Że musi mieć otwartą, humanistyczną duszę, erudycję - żeby tworzyć. Musi rozumieć tendencje artystyczne w różnych dziedzinach sztuk: filmie, plastyce, muzyce, teatrze, żeby dokonać ich syntezy. A architektura ze wszystkich sztuk jest najbliżej człowieka. Ma wyrażać jego duszę i jego potrzeby duchowe, ma ucieleśniać piękno użyteczne! No. Tak im powiedz.
    Jeśli architekt będzie tylko rozwiązywał zadania z matematyki, zostanie najwyżej kreślarzem, nie twórcą!
    Co roku mówię to “moim architektom”. Ci, którzy w to uwierzyli, skończyli liceum z piątką z polskiego i piątką lub szóstką z matematyki (albo 100%). Byłam z nich dumna na maturze. Dostali się z czołowych miejsc na listach rekrutacyjnych i jakoś czytanie lektur (nie tylko obowiązkowych) w ogóle im w tym nie przeszkodziło. A teraz są najlepsi z najlepszych.
    Albo zmienili kierunek :))))
    Pozdrawiam przy okazji tej dyskusji wszystkich “moich architektów”: przeszłych, teraźniejszych i przyszłych.

  10. Kacper pisze:

    @janek: “powinienem przełożyć swoje “miłości” na wakacje” - sporo ludzi żyje teraz głównie obowiązkami, pracą, etc. Żyć szczęśliwie pewnie będą po śmierci, albo na emeryturze - między jedną wizytą u lekarza, a drugą. Ot - taka tendencja do odkładania na później…
    Nie uważacie, że wynikać to może z faktu, iż człowiek gdy dotrze do pewnego etapu w życiu ma tyle obowiązków, że praktycznie zapomina co to są przyjemności? Wychodzą później z tego takie kwiatki, że dzieciom się wydaje, że wszystko co daje przyjemność jest be i fe, a wszystkie pożyteczne rzeczy są nieprzyjemne. W okolicach podstawówki tak właśnie mi się wydawało. No i to całe odkładanie na później.
    Nigdy też nie mogłem zrozumieć dlaczego gdy byłem w podstawówce wszyscy uważali, że nie lubię chodzić do szkoły. “No bo jak można lubić chodzenie do szkoły”…

    Moim zdaniem powinno się mimo wszystko przekonywać ludzi, że przyjemności są równie ważne co praca i nie można pracować od rana do nocy. Może wtedy zniknęłoby to wyrachowanie: “to mi nie będzie do niczego potrzebne”.
    Coś tak mi chyba nie na temat wyszło.

    P.S. Moja mama stwierdziła dziś, że powinni usunąć ten znak, bo rozprasza kierowców. :)

  11. strzel_ba pisze:

    Ja ciekawa jestem, czy tam jest radar. W obliczu nowych stawek mandatów za przekroczenie prędkości - zapłacę ładną sumkę :)

  12. strzel_ba pisze:

    Wyrażam krytykę wobec mojej przedmówczyni. Kto to słyszał takie niepedagogiczne rzeczy mówić publicznie!

    PS. Kacper, pozdrowienia dla Mamy :)

  13. Kacper pisze:

    Chciałem zauważyć, że Pani psor raczyła wyrazić krytykę wobec samej siebie… :)
    Radaru nie ma:
    1) W świetle nowych przepisów przed każdym punktem pomiaru i rejestracji prędkości musi być znak informujący o tym. Podobno.
    2) Nie dostałem jeszcze stamtąd żadnego mandatu. :)
    Powinien tam być fotoradar zamiast tego urządzenia propagandowego - sporo ludzi straciło już życie na tym przejściu.

    Dziękuję, przekażę. :)

  14. Lars Bergerson pisze:

    “Co roku mówię to “moim architektom”. Ci, którzy w to uwierzyli, skończyli liceum z piątką z polskiego i piątką lub szóstką z matematyki (albo 100%).”

    Ja jestem żywym przykładem :). Tyle, że nie architekta, a fizyka co miał 5 z polskiego, 96% z matury (fizyka) i miał czas na książki, czy czytanie poezji :)

    Kiedyś też twierdziłem, że przez szkołę nie mam czasu czytać, ale jak podliczyłem czas spędzony w ciągu tygodnia przy nowej grze na konsolę (20 godzin!) to dowiedziałem się jak bardzo siebie okłamuję. Wziąłem się wtedy za siebie i przeczytałem w pół roku dwa razy tyle książek ile w całym dotychczasowym życiu.

  15. strzel_ba pisze:

    @ Lars Bergerson
    Powiedz, Lars Bergerson, (miłość) co ty teraz masz z tych lektur? Czy to ci jakoś zawadza w życiu? Czy czujesz się gorszy od swoich kolegów z roku? (luzik)
    @Kacper
    Ale ten trick działa! Ja hamuję przecież. Żywy, gadający znak jest lepszy od wizerunku policjanta. I chyba tańszy, bo nie trzeba mu będzie płacić wcześniejszej emerytury :)

  16. Lars Bergerson pisze:

    Nie potrafię sformułować na piśmie co mi czytanie daje. Mógłbym o tym dłuuuuugo mówić, ale napisać w skrócie nie potrafię :)
    Nie czuję się gorszy od moich kolegów. Ponadto im ( w większości) pasja czytania też nie jest obca.

  17. strzel_ba pisze:

    O, to masz, na szczęście, towarzystwo kulturalnych fizyków :).

  18. Paweł pisze:

    Nareszcie Strzel_ba jakiś wpis bo już myślałem, że wyjechałaś do Irlandii :( Tak bez pożegnania ;(

    A nawiązując do Twojego wpisu i wpisów Szanownych Komentatorów chciałbym przedstawić parę swoich spostrzeżeń.

    Primo. @ Lars Bergerson. Nie widzę nic złego w spędzeniu nad nową grą 20 godzin tygodniowo. Tyle to ja spędzam nad starym wysłużonym FM08. A i tak mam czas poczytać Marczewskiego, Daviesa czy podjąć próbę przebrnięcia przez Odojewskiego. Wszystko jest kwestią chęci, motywacji i organizacji. A gry komputerowe to znak czasu. Niektóre są pasjonujące jak dobra powieść.
    A ponadto:
    „Z własnych spostrzeżeń oraz czytając tak pesymistyczne wypowiedzi Nauczyciela (przez duże N) dochodzę do wniosku, że świętą racja miała moja pani od matematyki w gimnazjum mówiąc “coraz to młodsze roczniki są coraz głupsze”.
    To przykre, że miałeś taką panią (przez małe p) od matematyki. Postawiona przez nią teza jest absurdalna i nie do obrony, a jej genezy warto by chyba szukać z braku zrozumienia współczesnego świata, który pewnie odpłyną jej niepostrzeżenie gdy ona pochylała się nad wzorami sprzed 2500 lat.

    Secundo. @Tylda. „Jednakże teraz trudno jest powiedzieć rodzicom, że robię coś dodatkowego na język polski a nie kolejne zadanie, choćby nie wiadomo jak nudne. I zgodzę się z Jankiem - też czuje się ograniczona, bo często robię nie to co bym chciała zrobić, lecz to, co muszę a mam już tego po dziurki w nosie.”
    To przykre co napisałaś. Nie wiem już kto wybiera się na tą architekturę Ty czy twoi rodzice. Nie chcesz robić zadań i rysunków to nie rób. Tylko nie pisz, że masz tego dosyć. Każdy powinien żyć w zgodzie ze swoją naturą. Jak ktoś jest leniem to jest i nic już się z tym nie zrobi. Jak ktoś jest pracusiem to jest i pewnie, ku wielkiemu zdziwieniu tego pierwszego, jest mu z tym dobrze.
    Świat i tak Was młodych jeszcze wiele razy zaskoczy, a wasze wybory okażą się z perspektywy czasu dziwaczne. Nie warto myśleć na 50 lat do przodu jeżeli nie zamierza się zostać Prezydentem albo Papierzem. Ja w liceum miałem aspiracje polityczne, na studiach zacząłem je realizować, a teraz się dziwię, że bawiłem się w to gówno. Przepraszam. Świat się zmienia, Wy się zmieniacie. Nie szalejcie, przyszłości się nie da wykreować. Na pewno Was zaskoczy. Róbcie to co kochacie i na co macie ochotę. Pamiętajcie tylko zawsze o drugim człowieku. O jego pragnieniach i miłościach.

    Tertio @Strzel_ba. Ty nigdy nie zwątpisz w młodych. Ty jesteś dla nich stworzona. Każdy z nas tu próbujących na piśmie wyrazić swoje myśli ma szczęście że Cie zna. Nie wazelinuje – bo i po co. Te słowa przychodzą mi z dużą łatwością bo minęło 14 lat od kiedy pewien pierwszoklasista przy okazji wstępnego sprawdzania wiedzy napisał „Stary człowiek i może” (nie regulować monitorów;) ) a ty i tak sprawiłaś, że nie myli „Wesela” ze „Ślubem”. Młodzież chyba co do zasady jest krnąbrna i leniwa. Jak dziś pamiętam zieloną szkołę w Załęczu Wilkim (chyba tak to miejsce się nazywało) gdzie planowana była (chyba tylko przez Ciebie ;)) antyczna uczta grecka czy rzymska w ramach języka polskiego. Mieliśmy przygotować w domu stroje i co? I nic… Każdy miał tylko prześcieradło z łóżka. A jednak później było coraz lepiej.
    Znaki drogowe nigdy nie rozbawią Cię błędem ortograficznym. ;)

  19. Kacper pisze:

    @Paweł - chciałem coś podobnego napisać do Tyldy, ale Ty to zrobiłeś lepiej. Chyba mogę się podać za jednego z tych “architektów”. Tyle, że ani z matury z polskiego nie miałem super wyników, ani z fizyki, ani z matematyki… no nieważne. Rysowanie mnie w każdym razie bardzo rozczarowało i na architekturę nawet nie doszedłem. Później miałem epizod z Wydziałem Mechanicznym a teraz jestem na Marketingu. Dobrze mi tam, ale też nie zamykam się i nie uważam, że bycie “kierownikiem wyższego szczebla” jest czymś stworzonym dla mnie i niczego innego robił nie będę. Gdy to komuś powiem zawsze mnie pyta: “to po co to studiujesz?” - odpowiedź jakże prosta: bo mnie to interesuje.
    Po drodze musiałem przeprowadzić batalię z rodzicami i przetłumaczyć im, że nie będę ani architektem, ani inżynierem mechanikiem, ani też inżynierem mechanikiem i marketingowcem w jednym.
    Uważam, że studia powinny przede wszystkim rozwijać i zaspokajać potrzebę samodoskonalenia.
    Według mnie warto być otwartym i elastycznym.

    Myślę, że to zwątpienie Pani psor, to takie było przekorne. Na coś w końcu trzeba czasem marudzić, nie? :)

    A mi się przypomniało, jak dzięki temu, że zostałem kilka razy na j. polskim doceniony przestałem bać się wypowiadać. Pisemnie i ustnie. W ogóle paradoksalnie dwunastka najbardziej rozwinęła mnie pod względem “humanistycznym”.

    Paweł, tak z ciekawości: co Cię najbardziej fascynowało, a co cię najbardziej rozczarowało w polityce?

  20. Awicenna pisze:

    Hm. Nic mi na maturze nie poszło tak źle jak polski, poza jedną rzeczą, ale tamto to akurat nic dziwnego - niewiele znam osób, które w moim roczniku dobrze napisały tę maturę.

    Niestety, otwartości ani elastyczności żadna szkoła mnie nie nauczyła - jak większość ludzi mało twórczych mam naturę raczej dogmatyczną, a przy tym trzymam się raz obranej drogi.

    Próbka polityki w dniu już wczorajszym mi wystarczy - dziękuję.

    Pawle, co myślisz o Daviesie (masz na myśli Normana, jak mniemam?)? Ja ostatnio poczytuję ks. prof. Michała Hellera - polecam.

    A życie to w ogóle ciężkie jest. I takie niezrozumiałe.

  21. Lars Bergerson pisze:

    @Paweł
    Zgadzam się z Tobą w 100% co do gier. Sam często rozpoczynam weekend od nocy piątkowo-sobotniej z padem w dłoni. Nie uważam, że gry nie mogą być pasjonujące i głębokie (płakałem jak dziecko przy zakończeniu MGS3 ;) ). Chodziło mi tylko o to, że jeżeli potrafię w tygodniu nabić 20 godzin grania, to znaczy, że mam na tyle wolnego czasu aby także czytać.

    Co do mojej pani od matematyki to się jednak nie zgodzę.
    Jej zdanie można oczywiście podporządkować po tzw. “generation gap” (modne słowo ;), ale wydaje mi się, że nie chodzi o różnice pokoleń. Ona powiedziała to po powrocie z Bułgarii, gdzie miała styczność z tamtejszą młodzieżą. W tamtym kraju podobno dzieciaki mają znacznie większe ambicje, szacunek do tradycji autorytetów etc. niż u nas. Polska staje się coraz szybciej krajem w stylu zachodnim, gdzie konsumpcjonizm ma coraz większy wpływ na młode pokolenia. Konsekwencją tego jest ogłupianie młodych pokoleń, które nie znają innych celów niż kasa, kariera, czy sobotnie zakupy w galerii. Im pokolenie młodsze tym bardziej przesiąknięte konsumpcjonizmem i pop-kulturą.

  22. strzel_ba pisze:

    Zgodziłabym się z Larsem. Jeśli chodzi o potencjał intelektualny - no to przecież niewiele się dotąd zmieniło. Do Dwunastki przychodzą najlepsi z najlepszych. Tyle tylko, że, jak mówi Lars, to są dzieciaki innego chowu, mające inne wzorce, inne normy. Dla nich wyznacznikiem jakiegokolwiek awansu jest kasa, kasa i jeszcze raz kasa. Trudno im się dziwić: podlegają praniu mózgów 24 godziny na dobę (obyczajowość, media, reklamy, filmy, moda). Ich rodzice (moje pokolenie albo ciut młodsi) zachłyśnięci możliwością poprawienia statusu rodziny, naprawdę ciężko tyrają na okrągło. Więcej pracy - znaczy więcej pieniędzy, nowy laptop, nowy samochód, Austria i narty. Cały czas jest to jeszcze kompensacja tych czasów, kiedy nie było na samochód, wyjazd za granicę był poza zasięgiem, a komputerów nawet jeszcze nie wynaleziono :) . Świat oferuje młodym tyle możliwości! Jednocześnie - tyle wymaga! Żeby się przyjąć do pracy: cztery języki, dyspozycyjność, prawo jazdy i patent nawigatora promów kosmicznych. Młodzi mają jeden tylko jedyny problem: problem wyboru. Rodzi to postawę koszmarnego lenistwa. Nie potrafiąc wybrać, nie robią nic.

    Moja frustracja, Kacper, bierze się właśnie z tego zderzenia ze ścianą. Trykam łbem w ludzkie lenistwo. I trochę się poobijałam, no.

    Ja chcę jakiejś pracowitej klasy, która miałaby jakieś szóstki, chciała się uczyć, zrobiłaby jakiś konkurs albo wystawiła sztukę…!
    Pamiętasz Pawle, ile jedynek z matmy było w waszej klasie? Były jakiekolwiek w ogóle? Czy to ja mitologizuję przeszłość, mówiąc, że kiedyś jedynka była obciachem i trzeba się nią było przejmować? Może ja już wszystko zapomniałam? Owszem, były “kłopoty” z chemią, dość specyficzne, ale jedynek chyba nie było, co?

  23. Awicenna pisze:

    A tak a propos tytułu - Na zgubny wpływ pisma pomstował już Platon, na swoje szczęście nie znał druku ;)

  24. Paweł pisze:

    @ Lars
    Nie chciałem generalizować zachowań twojej pani od matematyki. Chodzi mi tylko o to, że każde pokolenie ma jest analogiczne do poprzedniego. Są wykolejeńcy i są młodzi zrównoważeni ambitni ludzie. Nie ma co rozpaczać nad dzisiejszą młodzieżą. Z perspektywy lat moje zachowania wydają mi się idiotyczne. Ale wtedy… Uuuuu… Było zajefajnie.

    @Strzel_ba
    Jak to? To teraz jedynak nie jest obciachem. A czym - powodem do dumy? Nie rozumie. Może trzeba jednego gówniarza z drugim zatrzymać na rok, to się zastanowi czy to obciach czy nie?

    @Kacper
    Polityka. Co mnie fascynowało? Hm.. Możliwość zmiany świata na lepsze (czytaj - żądza władzy:).Co mnie najbardziej rozczarowało? Kompromisy. Polityka to jeden wielki zgniły kompromis. Dlatego rządy są jakie są. Gdyby kiedyś Rodacy chcieli łaskawie pozwolić mi rządzić, to musieli by zgodzić się na dyktaturę. Inna forma nie ma sensu.

  25. moatilliatta pisze:

    Lenistwo, a co za tym idzie obojętność (brak czasu) na czytanie, kino, teatr i inne rozrywki z wyższej półki… wydaje mi się najprościej mówiąc, że im więcej zaplanujemy sobie do zrobienia, tym szybciej i efektywniej tego dokonamy. Zabrzmiało jakbym na myśli miała jedynie szkołę… i tu mój niesamowity przypadek- lektura leży gdzieś w zasięgu ręki, chemia leży (mało zadane), biologia leży (oj jakie to łatwe), no i muzyka w tle, na to zawsze znajdzie się czas. Podsumowując- leń do kwadratu. Najgorsze co można zrobić to założyć, że ‘nie mam czasu na nic’. Tak, zamknijmy się do matury w swoich makulaturowych muszelkach, gdzie będzie czarny długopisik, kalkulator i karta wzorów. Hurra! Zdam na 100%. Na pewno? Już dawno nauczyłam się, że nie powinno się rezygnować z pójścia na koncert (bo klasówka z matmy), czy poczytania książki dla siebie (bo Strzel_ba kazała Ferdydurke czytać). A rodzice? Chcą dla nas dobrze, jakkolwiek by tego nie okazywali. I tu nasza rola- zapracować sobie na zaufanie i dać im do zrozumienia, że to MY zdajemy maturę, a oni mają siedzieć za biurkami, i pracować żeby kupować nam tony orzechów(i główka pracuje!).
    Mamy czas. Mamy mnóstwo czasu. Tylko brak nam umiejętności jego organizacji. Ale mogę się mylić.
    Pozdrawiam (:

  26. Lars Bergerson pisze:

    @moatilliatta
    Dziwnie to wszystko opisałaś, że właściwie nie wiem co chcesz przekazać :P
    Z jednej strony mówisz, że na wszystko jest czas, a z drugiej, że jednak dokonujesz wyboru (koncert/klasówka) tak jakby tego czasu nie było na obie czynności.

    “Zabrzmiało jakbym na myśli miała jedynie szkołę… i tu mój niesamowity przypadek- lektura leży gdzieś w zasięgu ręki, chemia leży (mało zadane), biologia leży (oj jakie to łatwe), no i muzyka w tle, na to zawsze znajdzie się czas. Podsumowując- leń do kwadratu.”
    Tego fragmentu kompletnie nie potrafię rozszyfrować. Leży w sensie, zostawione samemu sobie, czy w sensie, że za chwilę za to chwycisz i zajmie to mało czasu?

    “Lenistwo, a co za tym idzie obojętność (brak czasu)” Lenistwo to chyba nie jest brak czasu.

  27. moatilliatta pisze:

    w zasadzie to próbowałam się odwołać do wszystkiego na raz, więc może dlatego wyszedł taki misz-masz. No i zmęczenie.
    Mówię, że na wszystko jest czas żeby udowodnić, że właśnie nie musimy wybierać między koncertem a klasówką itd.
    A ten mój niesamowity przypadek to przypadek połowy klas maturalnych ;) Książki leżą zostawione same sobie, bo odkładam to wszystko ‘na później’ co jest oczywiście złym podejściem.
    A brak czasu miał wiązać się z obojętnością, bo tak najłatwiej usprawiedliwić, że nie mamy czasu na kino, teatr, książki itp.
    skomplikowany tok myślenia, wiem.

  28. Panna Nikt pisze:

    @ Strzel_ba: I poczułam się niefajnie… nie lubię uogólnień! Czy to, że jestem z ‘młodego pokolenia’ musi oznaczać, że ze mnie łasy na kasę nierób? Są tacy ludzie, zgadzam się i wcale nie jest ich mało, ale nie istnieje jeden, jedyny typ ‘młodego człowieka’. Poza tym fakt, że nie mam szóstek z polskiego nie musi oznaczać że nie doceniam wartości literatury, że nie jestem wrażliwa na piękno sztuki. Czym innym się interesuję, w czym innym jestem dobra, z czego się w sumie cieszę, bo praca niepowiązana bezpośrednio z pasją sprawi, że moje życie będzie miało wiele ciekawych odcieni :) Niestety, najczęściej zwracamy uwagę na to co jest złe i niepoprawne, a to co pozytywne ginie gdzieś w drodze do mózgu, przyjmowane jako stan naturalny i oczywisty. Zresztą sama tak robię. Niestety.

    Myślę że nasz problem to nie problem wyboru. My mamy raczej kłopot z odwagą. Boimy się ruszyć, wsiąść życie w swoje ręce. W modzie jest narzekanie ‘wszystko jest do d.. ‘ i nic nierobienie. Użalamy się nad sobą, płaczemy że życie przechodzi obok nas, ale nie wstajemy by coś zmienić. Żyjemy w dziwnych czasach. Szarych, pustych, skomercjalizowanych, wciskających kicz. A ja dzień w dzień co raz mniej rozumiem ludzi. Ehh… chyba zaczęłam narzekać? :/

  29. strzel_ba pisze:

    Ojej, nie nadążam za tokiem wpisów, ale to dlatego, że próbowałam wyrobić się z klasówkami pewnej trzeciej klasy przed świętami :) . No i się nie wyrobiłam, zostało mi jeszcze 9. Kilka sprawdzę do jutra, ale czy wszystkie? :(
    Wiem, wiem, usprawiedliwiam się. Ale nauczyciel to też człowiek, choćbyście myśleli że potwór. Ulega przede wszystkim ZNUŻENIU! Cała klasa wybrała jeden temat wypracowania, no bo drugi był z poezji, znaczy może ciut trudniejszy, ale przede wszystkim wymagający symbolicznego myślenia. A to - no właśnie - inny stopień sprawności. To tak przy okazji tematu wpisu. Po drugim streszczaniu “Granicy” ogarnia mnie zniechęcenie. Po piątym - złość. Przy dziesiątym mam ochotę kogoś zabić. Do dwudziestego ledwo dotarłam, zasypiając nad każdą pracą, a tu jeszcze dziesięć! (No przesadzam oczywiście, parę piątek postawiłam :) )

    Niech mnie ktoś uratuje! Ja chcę iść na wcześniejszą emeryturę! :)

    Ale zanim to uczynię, zwracam się do:

    @ Tylda i Moatilliatta - witam was serdecznie u nas po raz pierwszy! Cieszę się z waszej obecności :) . I dokładnie wiem, co miała na myśli Moatilliatta: to był wyraz autoironii, dystansu do samej siebie. Bo młodzi ludzie nie są głupi, oni poddają siebie refleksji. I wiedzą dobrze, że coś jest nie tak. I podlegają frustracji właśnie dlatego, że zderzają w głowie dwa systemy wartości: wewnętrzny i zewnętrzny. Szczęściarz Paweł - już sobie wszytko poukładał. :) Pozostaje mieć nadzieję, że wszystkim się uda, czego wam u progu Nowego Roku życzę.
    @Panna Nikt: uogólnienia mają to do siebie, że są niesprawiedliwe i upraszczające. Ale czy to jest sprawiedliwe, że ja cię już nie uczę :( ? Widocznie musiało się jakoś wyrównać. Ilość energii zgromadzona w jednym miejscu zagrażała rzeczywistości…
    A w kwestii dyskusji: brak odwagi to właśnie niezdolność do wyboru, Panno Nikt, tak to widzę.

  30. Chrzuszczyk pisze:

    Janku. W życiu trzeba znaleźć czas na obowiązki i przyjemności.
    Moim zdaniem zachowanie równowagi pomiędzy nimi jest podstawą dobrego stanu psychicznego.
    Nie zgadzam się z waszą opinią że świat dokądkolwiek zmierza. On po prostu jest. Ani dobry, ani zły.

    “Każdy z nas tu próbujących na piśmie wyrazić swoje myśli ma szczęście że Cie zna” z przyjemnością podpisuję się pod tym zdaniem.
    Mimo to jak stwierdziła Panna Nikt oceny nie są wyznacznikiem wrażliwości młodzieży. Nie są żadnym wyznacznikiem.
    Pani Profesor dobrze wie, że ocen najlepszych to ja nie miałem. Jednak potrafię pogodzić to co ścisłe i konieczne z książką, albo teatrem TVP1. Uczy Pani w szkole matematycznej, to może być jakiś powód braku humanistycznej pasji wśród uczniów. Sądzę jednak, że wzbudzenie wśród umysłów ścisłych zainteresowania kulturą szerzej pojętą niż mass-media, jest czymś znacznie bardziej znaczącym.
    Bo co to za sztuka z humanisty wydobyć emocje.

    Życzę świąt niekomercyjnych, a rodzinnych i relaksacyjnych, ferii pozwalających wypocząć i zdrowia na te mrozy.

  31. strzel_ba pisze:

    A dzisiaj widziałam łzy w oczach przy składaniu życzeń. Łzy moich różnych wisusów, dużych, średnich i małych. A jak zobaczyłam sianko pod obrusem, to nie wytrzymałam i sama ryknęłam… Wzięłam to sianko do domu.

    Masz rację, Krzyś, oczywiście że masz rację. I co do oceny kondycji świata, i co do tych emocji.
    Tylko wy czasem nie wiecie, ile mnie ta robota kosztuje. Musiałam się trochę poskarżyć. Ale już mi lepiej. Od czego się ma przyjaciół, prawda?

  32. Awicenna pisze:

    Nie mam pojęcia.

  33. strzel_ba pisze:

    To było pytanie retoryczne, Awicenno, złośliwcze :) Co ja bym bez tej twojej ironii zrobiła! Jesteś nieodzowny, wiesz? :)

  34. Kacper pisze:

    @Panna Nikt: muszę się z Tobą (niestety ;) ) znów zgodzić: boimy się ruszyć i wziąć życie w swoje ręce. Odwagi nigdzie nie uczą… :)

    Oceny a wyznacznik czegokolwiek - czytałem dziś wywiad z prof. Pietrasińskim którego temat pasuje mniej więcej do ogólnych rozważań tu przez nas prowadzonych, ale ja o szkole chciałem. Otóż poryszył on temat sensu istnienia szkoły: czy szkoła powinna uczyć wiedzy, czy myślenia. Postawił również tezę, że stopniowo rola szkoły będzie się ograniczać jedynie do dostarczania pewnej porcji wiedzy, a resztę następne pokolenia będą zdobywały poprzez różne ogólnodostępne źródła informacji: Internet, książki, nawet telewizję. Co o tym sądzicie?
    Według mnie jest tak już od jakiegoś czasu, bo przecież w szkole ocenia się w większości przypadków wiedzę a nie myślenie i dobre stopnie wcale nie oznaczają, że ktoś sobie da rade w życiu, że osiągnie sukces taki, jaki osiągnąć by chciał, ani też nie świadczą o człowieku i jego rozwoju jako takim. Szkoła dostarcza pewnej porcji wiedzy, a to jak ją wykorzystamy i czy w ogóle zależy tylko od nas.

  35. strzel_ba pisze:

    Nie trzeba być profesorem, żeby takie wnioski wysnuć. Widać to od dawna, że szkoła musi zmienić swój kształt, swoją funkcję, swoje zadania. Na to mądre głowy ministerialne odpowiadają: “Szkoła ma postępować o krok za ogólnymi przemianami, zawsze była i będzie trochę konserwatywna.”
    No i co tu zrobić? “Na górze” - nie ma wizji, pomysłu na zmiany. Albo są ważne interesy przemysłowców i bankowców. Pozostaje szarpać się “na dole”: w starych murach, ze starymi, odrapanymi pracowniami, w ławeczkach, często przyciasnych dla dwumetrowych dryblasów. Pupa, pupcia. Po drodze załatwia się takie “pilne” sprawy, jak zmiana podręczników, pilnuje się interesów wydawców, a ja się pytam, gdzie jest dobro uczniów? Dlaczego nie można stworzyć, tak ja sobie sama próbuję, internetowego kompendium wiedzy dla licealisty? Niech na tej podstawie teraz poszukuje, rozbudowuje, wzbogaca swoją wiedzę! Ale w ministerstwach nadal tkwią jeszcze w epoce druku. (Dobrze, że nie w epoce pary i elektryczności). Przełomu cywilizacyjnego nikt nie dostrzega.
    Natomiast jeśli myślisz, Kacprze, że młody człowiek jest istotą zdolną do poszukiwań, to chyba zapomniałeś już swoje lata szkolne. Zaczęłam tę notkę od narzekania na lenistwo młodych ludzi. W dobie rozwoju myśli, szybkiej jak błyskawica - młodzi Polacy leżą i śpią. I balują. Bo przecież zdążą ściągnąć tuż przed terminem! A tymczasem znowu nam świat ucieka, a taką mamy szansę! Wjechał na tor safety car i wyrównuje się cały wyścig. Możemy wszyscy razem, równo wystartować, bo przełom, bo nowe technologie, nowa myśl! I co? Dobranoc, Polaku. Śpij smacznie. Kaczmarski miał rację, niestety. Polak to embrion narodziarski.

  36. strzel_ba pisze:

    Jejku, nie chciałam przed świętami marudzić. Sprowokowałeś mnie Kacprze, tą wzmianką o profesorze. Co z tego, że mądrzy ludzie mówią? Dlaczego nikt nie słucha?

  37. Awicenna pisze:

    To może słowo przeciw obecnej wersji “postępu”:
    http://www.rp.pl/artykul/9157,235811_Prawdziwy_koniec_historii_.html

    Wolałbym już przejść z epoki druku do epoki pary i elektryczności…
    Internet i nowoczesne technologie to w dużej mierze większe zagrożenie niż szansa - co z tego, ze zaistnieje takie czy inne kompendium, jak nikt nie będzie go potrzebował, ani nie będzie wiedział czego szukać?

    Ryba psuje się od głowy.

  38. Panna Nikt pisze:

    @ strzel_ba: Moim zdaniem brak odwagi niekoniecznie musi oznaczać niezdolność do wyboru. Wybór, jako sam proces podejmowania decyzji, nie wymaga od człowieka odwagi. Dopiero działania zgodne z nim wymagają od nas przezwyciężenia własnych lęków. Decyzja pociąga za sobą liczne pytania. Wybrałam i co dalej. Jak do tego dążyć i czy tak naprawdę warto. Jakie będą tego konsekwencje. Wydaje mi się, że to realizowanie postanowień i zmierzenie się z ich konsekwencjami wymaga odwagi, a jej brak powoduje to nasze ‘nicnierobienie’.

    @ Kacper: Nie uczą, ale coś na nią wpływa, czyż nie?

    Co do roli szkoły…
    W szkole uczą tego, co w teorii powinno być bazą dla naszego dalszego samorozwoju. Teoria rozmija się z praktyką jak zawsze. Tak mało jest nauczycieli z pasją, osób, którym chciałoby się zainteresować młodych ludzi ich przedmiotem, że wyjątki te chyba giną w morzu schematów. Poza tym dziś na głowę szkoły zrzucono również inne zadanie: wychowywanie dzieci, czy tam młodzieży. Dorośli nie mają czasu (wszyscy gdzieś się spieszą), by usiąść, porozmawiać, by przekazać jakieś wartości, jakieś zasady, cokolwiek! Rolę szanowanego ojca miała przejąć szkoła, a przejęły media. Bo pieniądze i władza. Bo im tak wygodnie.

  39. Kacper pisze:

    Safety car? Przecież Polak mądry po szkodzie. Wszyscy się zorientują jak już cała reszta świata dawno się odkuje z kryzysu.
    A “na górze” to mają o wiele ważniejsze problemy. Na przykład swojego czasu monitoring w szkołach, mundurki, znęcanie się nad nauczycielami - bo przecież każdy licealista w przerwie dla rozrywki lubi poznęcać się nad nauczycielem, nagrać to telefonem i wrzucić później na YouTube, amezja… znaczy amnestia, oraz ogólnie zmiany, o których pięknie będzie się mówiło przed kamerami, ale nie trzeba nad nimi dużo myśleć.
    Brak głębokich i konstruktywnych reform szkół jest też poniekąd spowodowany przez media, które lubią robić z igły widły i tak jednostkowy przypadek znęcania się uczniów nad nauczycielem (ja nie mówię, że to jest akceptowalne itd., ale tą sprawą powinna się zająć szkoła, lokalna policja, prokuratura, czy kto tam jeszcze a nie ministerstwo) został rozdmuchany tak, że nagle wszystkim moherowym beretom oraz ludziom, którzy swoją edukację szkolną skończyli czas jakiś temu, zaczęło się wydawać, że tak robią wszyscy we wszystkich szkołach. Tak, jak wielu ludziom się wydaje, że w szkole to tylko narkotyki, seks i przemoc oraz fala. W związku z tym trzeba założyć kamery nawet w toalecie.
    Pamiętam swoje lata szkolne, i rozumiem, że może się nie chcieć. Świat jest przecież taki kolorowy…
    Ludzie mają to do siebie, że nie słuchają. “To nic, że on nie słyszy - i tak przestał słuchać wcześniej, niż przestał słyszeć”.
    Awicenno, z twojej wypowiedzi wywnioskowałem, że uważasz, że przez Internet i “nowe technologie” są same w sobie zagrożeniem i za ich sprawą nikt nie będzie ich potrzebował i nie będzie wiedział czego szukać.
    Tu ciekawa hipoteza tegoż samego profesora. Stwierdził on, że “żyjemy w okresie przejściowym od epoki zdominowanej przez wiedzę użytkową i konsumpcjonizm do renesansu głębokich umysłów”. Teza dokładnie przeciwstawna do Twojej, Awicenno i jak na mój gust cokolwiek optymistyczna… Żeby coś takiego wymyślić chyba trzeba być profesorem, albo mieć chociaż magistra, bo sam bym na to nigdy nie wpadł.
    Panno Nikt - na odwagę wpływa bardzo wiele czynników: od uwarunkowań genetycznych do sposoby wychowania i otoczenia w jakim rozwija się dziecko.
    Moja mama swojego czasu ciągle mi wytykała, że jestem niewychowany, że nie umiem się zachować, że to i tamto… Któregoś razu chwilę się zastanowiłem i stwierdziłem “przecież to Ty mnie wychowywałaś…” W tym momencie zapadła cisza.
    Rodzice potrzebują po prostu czasem takiego kozła ofiarnego w postaci szkoły. Gdy nie radzą sobie z dziećmi przynajmniej mają na kogo zrzucić winę. Gdy tylko poszedłem do szkoły mama zaraz zaczęła mi wytykać wszystkie przejawy złego zachowania z komentarzem, że na pewno w szkole się tego nauczyłem. Każdy musi jakoś swoją nieudolność usprawiedliwić przed samym sobą.

  40. Kacper pisze:

    Koniec historii w 1 klasie LO?! No… yyy… tak. A mi się nadal nie podoba podział 6 + 3 + 3…

  41. Awicenna pisze:

    Ginie ciekawość, Kacprze. I to jest największy problem. Ludzie są coraz bardziej ukierunkowani na zysk i pragmatyzm. Nie po raz pierwszy, rzecz jasna.
    Renesans umysłów? Piękne hasło, ale niestety nie podzielam tej wizji. A może: Nie wątpię, że pojawią się w kulturze europejskiej postaci i umysły wybitne (bo czyż XX w. takich nie miał? A Heidegger, Schrodinger, Einstein, Hawking? A Kołakowski, Tatarkiewicz, Heller?), pytanie jakie będą miały oddziaływanie na masy, bo to niestety o masy chodzi. Spodziewam się raczej Dionizego Pseudoaeropagity i Hypatii z Aleksandrii niż jońskich filozofów przyrody - ostatnich wybitnych przedstawicieli ginącej kultury, a nie kogoś nadającego nowy impuls. Chyba, że coś się stanie, co zdecydowanie zmieni mentalność Europy (na USA w kontekście kultury nie liczę). Na przykład więcej arabskich terrorystów - i powrót do łask Huntingtona.

    Renesans w przeciągu wieku może stać się udziałem Islamu. Może.

    A jak ten profesor widzi owo intelektualne odrodzenie?

  42. Paweł pisze:

    Refleksja po świętach :)
    Masy, masy, masy a może nawet hołota. I ich rządy, czyli demokracja. Tu szukałbym winowajców obecnej sytuacji.
    Nie można przecież twierdzić, że politycy są winni złego wychowania młodzieży. Działają przecież w ramach ustroju politycznego zwanego demokracją parlamentarną i muszą podporządkować się masom. Muszą im się podobać i spełniać ich oczekiwania. Muszą być jak one. To dlatego pewien profesor na wysokim stanowisku zachowuje się jak lumpek. Masy żądają masy dostają. I chcą więcej, więcej, więcej. Bo im się należy. Nauczyciele niestety też. A Arystoteles ostrzegał: „Demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, gdyż są to rządy hien nad osłem”.
    Nie można też twierdzić, że media są winne złego wychowania młodzieży. Media, w tym także publiczne (no może za wyjątkiem PR), działają w ramach „wolnego” rynku i muszą być nastawione na zysk i tym samym podporządkować się gustom mas. Poza tym odbiorcy są wolni i mogą oglądać to na co mają ochotę. A zatem mamy sex, prochy i rzeź. Autorytetem jest Doda i ta druga z różowym kucykiem. I nie powinniśmy się temu dziwić.
    Więc kto jest temu winien. My sami sobie zgotowaliśmy ten los. Poczuliśmy wolność i nam się w d… poprzewracało. Przykro to mówić ale taka prawda. Nasze społeczeństwo jest jak nastolatek, który po raz pierwszy sam wyjechał na wakacje. Hulaj dusza piekła nie ma. Musimy się solidnie zakrztusić tą wolnością by zauważyć, że się staczamy. Jak alkoholik, który póki sam nie dorośnie do decyzji to nie wyjdzie z nałogu. Wiem mam dopiero 29 lat i nie zaznałem czasów uciśnienia, ale może dlatego patrzę mniej emocjonalnie.
    Albo pozostaniemy w nałogu jak cała cywilizacja zachodnioeuropejska. Pogrążone w marazmie i konsumpcjonizmie, flirtujące z komunizmem, politycznie poprawne demokracje. Bez duszy, wypierające się własnej historii, nijakie.
    @Awicenna. Masz rację, sam fakt istnienia wybitnych umysłów niczego nie zmieni. Te wybitne umysły muszą stać sie autorytetami. A na to jest mała szansa z uwagi na medialność naszego świata o czym wspomniałem powyżej. Ale nie oszukujmy się. To my czytamy Arystotelesa, de Tocqevilla’a czy innych mędrców. Im współczesne masy miały ich pewnie w takim samym poważaniu jak obecne Tatarkiewicza czy Kołakowskiego? Nie ma co liczyć, że Te Wybitne Jednostki zmienią świat. Świat zmieniają ludzie czynu a nie myśliciele. I dlatego wskazałbym raczej na Amerykę a nie Europę. Bill Gates ma przecież większy wpływ na masy niż Howking czy Heidegger.

  43. strzel_ba pisze:

    Wiesz, Pawełku, że twoje refleksje poświąteczne są bardzo niebezpieczne? Bo zbyt dużo w nich racji, to po pierwsze. Bo są zapalne, to po drugie.
    Oczywiście, że demokracja jest durna. Jest głównie demagogicznym sposobem manipulowania ludźmi. To w niej jest złe. Bo gdybyśmy postawili na prawdziwą powszechną oświatę, na uświadomienie polityczne, obywatelskie, prawne (o higienie nie zapominając :) ) - to masy nie musiałyby wydawać głupich opinii w kwestiach przyszłości, ekonomii czy rozdziału pieniądza publicznego. Tyle tylko, że demokracji na świecie nie ma. Jest jej iluzja. Chyba zgodzicie się z tym.
    Dlaczego jednak refleksje o głupocie demokracji są groźne? Bo padają tutaj na młody, podatny grunt. Jeśli nie rządy jednostki (bo zagrożenie tyranią, autorytaryzmem), jeśli nie demokracja (bo rządy głupiej większości) - to co? - Otóż zostaje tylko anarchia.

    A my, Polacy, mamy do anarchii dziedziczne skłonności. Więc z krytyką demokracji u nas trzeba uważać.
    Ja sama z wiekiem coraz bardziej mam ochotę strzelać. I to nie tylko w ramach metafory. :(

  44. Paweł pisze:

    Anarchia? A może to najlepsze rozwiązanie.
    W ramach alternatywnych prpozycji polecam:
    http://www.mises.pl/511/tomasz-gabis-uporzadkowana-anarchia/

  45. Kacper pisze:

    “Prawdziwą powszechną oświatę, na uświadomienie polityczne, obywatelskie, prawne (o higienie nie zapominając :) )” - przecież oświata jest prawdziwa i powszechna, politycznie może się każdy uświadamiać - a jak wiadomo nikt nie chce się uczyć tego, czego uczą w szkole, więc nie tędy droga. Uświadomienie prawne - ja się już samego tego sformułowania boję. Jak by to miało działać? Lekcje z podstaw prawa w szkole? Obowiązkowe czytanie kodeksu cywilnego na godzinach wychowawczych? Nie mam pojęcia jak by to mogło wyglądać. Gdy się szkoliłem na kierowcę wziąłem kilka razy do rąk kodeks drogowy. Napotkałem tam tylko odsyłacze w które nie można było kliknąć - “zgodnie z rozporządzeniem […] z dnia XX znowelizowanym w dniu YY wraz ze wszystkimi późniejszymi nowelizacjami” (a do tych nowelizacji nowelizacje…) i stwierdziłem, że nie więcej nie będę czytał rozporządzeń sam. Naprawdę wolę zapytać kogoś, kto się na tym zna. Podobnie z resztą jest z przyszłością, ekonomią, rozdziałem pieniądza publicznego. Od tego wszystkiego są specjaliści, a wiedza z tych dziedzin jest tak ogromna, że trudno wymagać od magistrów, by byli zawsze na bieżąco. Nie mówiąc już o etatowych operatorach łopat.

    Tak, demokracji nie ma - jest manipulacja. Wszystkie kampanie wyborcze, a teraz nawet normalna praca rządu to głównie zabiegi marketingowe. Co z tego, że ktoś może mieć wspaniały, możliwy do realizacji program, jeśli ma kiepski spot reklamowy, nie umie ładnie mówić, nie rzuca pięknych haseł? Taka sama sprzedaż, jak każda inna. Trzeba trafić do klientów i ten, który wyda na to więcej pieniędzy i zatrudni lepszych specjalistów od marketingu i PR ten ma większe szanse na wygranie wyborów. Tyle. Z resztą podobnie jest również na rynku dóbr. Najwięcej zarabiają wielkie koncerny, które przeznaczają na reklamę spory odsetek dochodów. Mimo, że wcale ich produkty nie są najlepsze. Mnóstwo jest jednak niszowych firm, które oferują o wiele tańsze i lepsze dobra - nie potrzebują tyle pieniędzy na reklamę.
    Niestety jest to jedyna droga do wypromowania czegokolwiek. Przynajmniej nie słyszałem o lepszej.
    Czym z reszta był komunizm, jeśli nie jedną wielką kampanią marketingową? Później ludzie się już na to uodpornili i mieli czas by poznać rzeczywistość. Teraz jednak w Rosji wielu mówi pochlebnie o komuniźmie. Ale to temat rzeka jest…

  46. Awicenna pisze:

    Pawle, ta utopijna wersja anarchii jest nierealna i niedopracowana moim zdaniem - np. jak każda anarchia nie zakłada mechanizmu ochrony słabszych przed silniejszymi.

  47. Paweł pisze:

    @Awicenna
    A widziałeś kiedyś realną utopie? To oczywiście pytanie retoryczne.

  48. Awicenna pisze:

    Widzieć nie widziałem, ale znam - New Lanark.

  49. Paweł pisze:

    A teraz na poważnie. Nie uważnie czytałeś. Już na pierwszej stronie opracowania twoje wątpliwości zostają rozwiane:
    “(…)wymiar sprawieliw UA sprywatyzowany, bezpieczeństwo zapewniają prywatne policje, prywatne firmy ochroniarskie, oddziały najemników, grupy obrony cywilnej, lokalne ochotnicze milicje, patrole sąsiedzkie, wigilanci, prywatne armie na usługach towarzystw ubezpieczeniowych itp. Fundament UA stanowią: własność prywatna (poczynając od własności ciała i umysłu) , wolne umowy i wolne wymiany.”

    Poza tym ten artykuł jest tylko krótką prezentacją pewnej idei, a nie jej omówieniem.
    Co do twojego zarzutu, iż anarchia nie zakłada mechanizmu ochrony słabszych przed silniejszymi to wynika to z przyjętego założenia, że człowiek z natury jest dobry.

    I jeszcze gwoli wyjaśnienia. Z anarchistami łączy mnie tylko umiłowanie wolności. Poza tym jestem raczej antydemokratą, zwolennikiem raczej silnego państwa niż jego braku. Zwolennikiem arystokracji (”rządów najlepszych”), bo kto inny ma rządzić jak nie najlepsi.

  50. Awicenna pisze:

    Twoje poglądy już nieco ogarniam, dzieki wypowiedziom na Blogu głównie.

    Jak wyobrażasz sobie wolnorynkową konkurencję prywatnych armii? Wszak to tworzy mechanizm - kto ma największą siłę zbrojną, ten jest nietykalny.

    A Człowiek jest z natury zły, lub okaże się taki przy pierwszej okazji. Od czasów Macchiavellego nic się chyba w tym względzie nie zmieniło.

  51. Paweł pisze:

    Zgadzam się z Tobą, iż człowiek jest z natury zły i egoistyczny. Dlatego nie wierzę, że anarchizm może gdzieś na świecie się udać. Ale idea pobudzająca do myślenia.

  52. strzel_ba pisze:

    Khm, khm. Jako istota z natury zła upraszam szanownych dyskutantów o powrót do tematu, czyli do rozważań o schyłkowości kultury opartej na słowie. Bo że kultura oparta na pięści ma się dobrze i wcale nie zamierza się schylać, to wszyscy wiemy :)

    A w odniesieniu do waszych refleksji o człowieku: czy zauważyliście, że negujecie jeden z fundamentów wiary? Że człowiek, dziecko Boże, ma naturę podobną boskiej, więc dobrą :) Jak się żyje w przekonaniu, że I’m bad? Lepiej? Czy wiara w dobro i szlachetność człowieka jest naiwnością? Czy Nietzsche miał rację, mówiąc o moralności chrześcijańskiej jako o narzędziu ucisku silnych, wyjątkowych przez słabych, pospolitych?
    Czy postawy takie, jak ludzka solidarność, jedność narodowa, heroizm w obronie ludzi lub wartości - to czcze mrzonki? Nigdy ich nie było? Stworzyła je literatura?
    Ja nie zgodzę się z utożsamieniem zła i egoizmu. Egoizm bywa ukształtowany przez wychowanie, specyficzne warunki bytowe albo jest przejawem instynktu samozachowawczego. Zło - to bezinteresowna chęć niszczenia wszystkiego, w tym konkurencyjnego życia.

  53. strzel_ba pisze:

    A jeśli chodzi o “wolnorynkową konkurencję prywatnych armii” - to przecież mamy to od zawsze. Nazywa się to wojną. Chyba nie próbujecie nikomu wmówić, że armie utrzymywane są z budżetu państwa. No, przepraszam, z wyjątkiem polskiej, oczywiście :)

  54. Paweł pisze:

    @Strzel_ba
    To nie jest zachwianie wiary chrześcijańskiej. To jest jej istota. Gdyby człowiek z natury był dobry to nie istniał by grzech, nie było by potrzeby zbawienia. Chrystus na darmo rodził by sie co roku. Bo i po co skoro jest tak świetnie na ziemi. Ludzie przesiąknięci są altruizmem i dobrocią.
    Bóg zesłał na ziemie Syna bo ludzie byli i są źli. By dać im przykład jak należy postępować.
    (Założyłem, że piszemy o Bogu chrześcijańskim).

    Poza tym dyskutujemy o ideach i trzeba przyjąć jakieś założenia. Założenie, że człowiek jest zły jest bezpieczniejsze. I, niestety, chyba bliższe prawdy.

    W praktyce wiadomo, że ludzie są różni i różnie oceniani. Jeden jest zły, a drugi tylko za złego uznawany. I kto ma prawo to oceniać? Nie o to chodzi.

  55. strzel_ba pisze:

    Ciekawa jestem właśnie waszej definicji zła. To fascynujący temat. :)

  56. Romantyczna Małża pisze:

    O, jak miło po długiej nieobecności na tej stronie natrafić na jeden z moich ulubionych tematów. :) Tak bardzo ulubionych, że nie mogłam się powstrzymać wtrąceniem swoich trzech eurocentów.
    Nie przemawia do mnie opinia, że „człowiek jest z natury zły i egoistyczny”, chociaż oczywiście „założenie, że człowiek jest zły jest bezpieczniejsze” (przepraszam, Pawle, za tak niecne wykorzystanie Twoich słów). Gdybyśmy tak wszyscy byli źli i kropka, to czy już dawno nie powyrzynalibyśmy się do szczętu, zostawiając innym gatunkom wszelakich żyjątek planetę oraz święty spokój, bo tych najgorszych bestii wreszcie nie ma? No dobrze, może „odrobię” przesadzam, ale jak już popadać w skrajność, to na całego. ;)
    Nie podoba mi się twierdzenie, że ludzie są źli. Moim skromnym zdaniem wszyscy ludzie są zdolni do zła (od razu brzmi inaczej), tak samo, jak wszyscy są zdolni do dobra. Przecież chyba każdy, kto wyrósł z wczesnego dzieciństwa, zrobił w życiu i coś dobrego i złego? Mądrzę się okropnie, wiem o tym, ale tak trudno jest mi się powstrzymać. :(
    Ja po prostu nie zgadzam się na przypinanie nikomu (a już tym bardziej wszystkim) wywieszki z napisem „zły z natury”. Uważam, że nie powinno się mówić o złu jako o jakimś potencjale, „skoro ktoś może wyrządzić zło, to jest zły”. Dla mnie liczą się czyny, to, czy ktoś rzeczywiście zrobił coś złego i to nie czyny pojedyncze, ale całokształt, bo każdy z nas krzywdzi i każdy pomaga. Za złego uznam człowieka dopiero wtedy, gdy to, co dobrego robi, nie zrekompensuje tego, co robi złego.
    Niestety nie mam „swojej” definicji zła, bo zanim nad nią się zastanowiłam, przeczytałam definicję kogoś innego. Za bardzo przypadła mi o gustu, żeby produkować coś całkiem nowego, najwyżej trochę zmodyfikować. Więc podzielam opinię, że zło to krzywdzenie (albo próba krzywdzenia) innych ludzi, siebie albo czegokolwiek pozaludzkiego z obrębu świata (głupio to brzmi, więc podam przykłady: niszczenie środowiska, znęcanie się nad zwierzętami itd.). Nie zgadzam się ze zdaniem, że „Zło - to bezinteresowna chęć niszczenia wszystkiego, w tym konkurencyjnego życia”. Nawet trochę mnie zaskoczyło. Zło nie musi być bezinteresowne (napad z kradzieżą, zranienie kogoś złym słowem dla poprawy własnego poczucia wartości). Zdaje mi się, że bezinteresowne zło to tylko to wynikające z ideologii („zabiję ciebie i cały twój naród, bo tak będzie lepiej dla ludzkości”), a przecież jest tak dużo innych powodów do czynienia zła. Nawet postępowanie według ideologii nie jest do końca bezinteresowne, bo zaspokaja wiele potrzeb psychicznych człowieka (potrzebę grupowej akceptacji, bezpieczeństwa, skuteczności).
    Wracając do sedna: owszem, jestem zdolna do zła, od czasu do czasu krzywdzę, inni też tak robią, ale nie jest to dla mnie wystarczający argument, aby postrzegać siebie i innych tylko i wyłącznie na czarno. W takich momentach odpowiada mi szarość, lub śliczne biało-czarne łaty… :)

  57. strzel_ba pisze:

    Hmmm. “Nie ma złych ludzi, są tylko bardzo skrzywdzeni”. Pamiętasz, Romantyczna Małżo? To słowa Jeszui Ha-Nocri z “Mistrza i Małgorzaty”. Jeśli pójdziesz tym tropem, zgodzisz się ze mną. To niezwykle łagodne podejście do człowieka, to jakże ewangeliczna agape, wszechmiłość do człowieka, tłumacząca jego wszystkie złe uczynki - krzywdą otrzymaną od świata. Co ja na to poradzę, że ja takie książki czytam. I jeszcze mi sie podobają.
    Jeśli ktoś czyni zło w odwecie za zło, to nie jest po prostu zły, tak myślę. Jest determinowany.
    Każdy z nas jest zdolny do zła, tak jak i do dobra; masz rację. Głęboko wierzę, że człowiek ma jednak chociaż odrobinę wyboru, że nie tylko podlega determinacji. Na to ma świadomość, żeby te determinizmy uzmysłowić sobie, odkryć i przezwyciężyć.

  58. Romantyczna Małża pisze:

    Ale czy nie na tym polega cały problem, że te determinizmy bardzo trudno odkryć? Nie kształujemy siebie w stu procentach, jesteśmy tworami kultury, wychowania, tradycji, religii i całej reszty. Zanim zaczniemy świadomie wyrabiać własne poglądy, dostajemy od otoczenia w prezencie cały pakiet ukształtowanych poglądów. Myślę, że dlatego tak trudno unikać zła, że niełatwo weryfikuje się te poglądy, które zostały nam wpojone jako naturalne, powszechnie obowiązujące (dwa zupełnie różne, skrajne przykłady: w nazistowskich Niemczech naturalne było gardzenie Żydami, we współczesnych polskich szkołach naturalne jest ściąganie i odpisywanie - kto tak nie robi jest “frajerem”, prawda?). Nie dało mi się wymyslić mądrzejszych przykładów, bo po prostu również jestem zanużona w sytuacji, która mnie otacza, i system, który mnie ukształtował, trudno mi oceniać obiektywnie. Obawiam się, że możemy mieć tylko trochę tego wyboru i tylko wtedy, kiedy w porę zauważymy, że sytuacja wymaga wyboru. A wtedy musimy jeszcze chcieć (mieć siłę) nie pójść na łatwiznę, bo zło bardzo lubi ukrywać się za mikroskopijnymi ustępstwami (albo coraz większymi…) (”dzisiaj nie skasuję biletu, bo po co; może sobie ściągnę ten film z inernetu?, wszyscy tak robią; po co mam zgłaszać gzieś ten znaleziony profel; a dlaczego wypisywać wszystko w zeznaniu podatkowym?; a może jak uczknę odrobineczkę pieniędzy mojej firmy, to nikt nie zauważy?”).
    “Jeśli ktoś czyni zło w odwecie za zło, to nie jest po prostu zły, tak myślę. Jest determinowany.” Jeżeli ktoś jest determinowany, to można go zrozumieć, wyjaśnić sobie i innym, drogę która go do tego doprowadziła (zło za zło), a nawet mu współczuć, ale moim zdaniem to za mało, żeby go usprawiedliwić. Wyjaśnia - to nie znaczy usprawiedliwia. Mimo wszystko, zawsze jesteśmy odpowiedzialni za swoje zło.

  59. strzel_ba pisze:

    Zgoda - co do odpowiedzialności i co do nieusprawiedliwiania. Determinizmy wyjaśniają, ale nie usprawiedliwiają. Ale to właśnie dlatego, że człowiek zwykle ma wybór. I doskonale zdaje sobie sprawę z różnicy między kategoriami dobra i zła. Gdybym nie była agnostyczką (co jest sprawą łaski wiary lub jej braku), przyjęłabym istnienie sumienia za niepodważalny dowód istnienia Boga i boskiej natury człowieka. Ponieważ jednak jestem tej powyższej łaski pozbawiona - przyjmuję sumienie człowieka za funkcję świadomości. Wyższa świadomość - głośniejsze sumienie :)

    No i niech mi ktoś teraz podskoczy w kwestii ściągania :) :) :)

  60. Romantyczna Małża pisze:

    “człowiek (…) I doskonale zdaje sobie sprawę z różnicy między kategoriami dobra i zła”. Dla mnie brzmi to zbyt optymistycznie. :) Więc proszę mi powiedzieć, co jest dobre w takiej sytuacji: ojciec niezamierzenie doprowadził do śmierci mordercy. Czy należy oskarżyć ojca o morderstwo przed sądem? (Pytanie dodatkowe: skąd wzięłam ten pomysł. :) ) I czy aby na pewno którekolwiek rozwiązanie jest jednoznacznie dobre? Tego rodzaju skrajnych przypadków, w których nie ma (moim zdaniem) idealnych rozwiązań, można mnożyć w nieskończoność (uratować jedną bliską osobę czy dziesięć obcych? Albo: przyjaciel powierza coś w wielkim sekrecie, ale utrzymanie tego w tajemnicy być może - ale niekoniecznie - komuś zaszkodzi: co zrobić?), ale mnie bardziej interesują inne sytuacje. Bo czasami granica między dobrem a złem (albo: neutralnym a złym) jaet tak cienka, że wymyka się uwadze i/lub ocenie. Na przykład: Ktoś (kogo należy podejrzewać o dobre intencje i wysoki poziom moralny) regularnie przekracza ograniczenie prędkości, mimo że równie regularnie jest informownay o tym fakcie (i to pisemnie) :). Proszę mi nie mieć tego za złe. Każdy z nas “nagina” swoje sumienie w wielu błahych sytuacjach (drobne kłamstewko, plotkowanie, przejście na czerwonym światle, jakaś niekoniecznie kupiona w sklepie płyta z filmem/muzyką) - a przecież dobrze wiemy, że to nie jest “dobre”. Nauczyliśmy się w takich drobnostkach nie zastanawiać się nad kategoriami dobra i zła (no przecież przejdę tę ulicę na czerwonym w kilka sekund i po sprawie). Ale obawiam się, że w poważniejszych sytuacjach - nagłych, nowych, stesujących - zbyt łatwo postąpić podobnie, nie zastanowić się (czy powinienem posłuchać grupy/przełożonego?), a potem szybciutko usprawidliwić się i wymazać z pamięci.
    Przypominam ten nieszczęsny eksperyment Milgrama - co jest złego w malutkim ukaraniu ucznia, żeby było mu łatwiej się uczyć? Przecież egzaminator wie, do czego mnie namawia…
    A poza tym większość ludzi ma dobre intencje i uważa się za prawych. Więc skąd tyle zła, skoro wszyscy są dobrzy? Czyżby czasami nie potrafili ocenić siebie i swoich wyborów obiektywnie?

  61. strzel_ba pisze:

    Powtórzę: człowiek doskonale zdaje sobie sprawę z różnicy między dobrem a złem. Tylko żyje w obłudzie, w zakłamaniu. I to jest złe, oczywiście.

    Szkoda, że jestem jedynie “podejrzewana o dobre intencje i wysoki pozom moralny” :)
    Ale, żeby te “podejrzenia” uzasadnić, odpowiem, jedynie we własnej sprawie: nigdy nie wybielałam własnego postępowania. Ja WIEM, że przekraczanie prędkości jest złe. I staram się, naprawdę :). A na temat “cienkości” granicy moralnej rozmawialiśmy przy “Granicy” Nałkowskiej i uważam temat za “opracowany” ;) . Nie mogę inaczej - muszę powtórzyć to samo: nawet najdrobniejsze ustępstwo, oszukiwanie samego siebie, wybielanie przed osądem własnym - jest niemoralnością, prowadzącą do dalszych, poważniejszych odstępstw.
    Nie krzywdzić drugiego człowieka: czy to takie trudne? Nie okłamywać, nie oceniać, nie oskarżać, nie wymuszać, nie stawiać w ekstremalnej sytuacji, nie dokonywać na nim gwałtu. Za to - pomagać mu być człowiekiem. Wspierać.
    W ludziach jest mnóstwo dobra, Małżo. Przecież wiesz to. Inaczej nie nazywałabyś samej siebie Romantyczną, prawda? :)

  62. Romantyczna Małża pisze:

    Dobrze, dobrze - prawda. Wierzę, że w ludziach jest mnóstwo dobra, ale mnóstwo zła również. I że nie da się tego rozdzielić. Ponieważ - ekhm - dobro i zło walczy w człowieku (brzmi znajomo? ;) ). A z pierwszym zdaniem Przedmówczyni i tak się nie zgodzę, jestem romantyczką, ale nie optymistką.
    “Nie krzywdzić drugiego człowieka: czy to takie trudne?” Owszem, uważam, że to bardzo trudne. Bo skrzywdzić można, zadawając chociażby najmniejszy ból. A ból tak łatwo zadać nawet jednym, mimochodem rzuconym słowem… Odrobinę zranić, nieznacznie obniżyć poziom samopoczucia, delikatnie potrząsnąć poczuciem własnej wartości, odkruszyć chociażby odłamek od kruchego fundamentu nadziei. I najłatwiej skrzywdzić najbliższych ludzi. Nie wierzę, że odkąd tylko dorosłam do odpowiedzialności za własne czyny, znalazłby się przynajmniej jeden dzień, w którym nikogo nie skrzywdziłam.

  63. Kacper pisze:

    Miała być dłuższa wypowiedź, ale będzie krótko. Małżo: ważne jest też społeczne przyzwolenie na łamanie pewnych norm, oraz tzw. efekt owczego pędu. Czyż nie czujesz się głupio, gdy wszyscy przechodzą na czerwonym a ty jako jedyna czekasz na zielone? Ja czuję się koszmarnie głupio, ale nauczony nieprzyjemnym doświadczeniem czekam. Czy nie czujesz się głupio, gdy jako jedyna jedziesz 50km/h a wszyscy obok pędzą 100? Poza tym w tych dwóch przypadkach często również nie można jednoznacznie określić co jest większym złem. Lepiej spóźnić się na spotkanie, czy nie przekroczyć dozwolonej prędkości?

    Nie sądzicie, że to, czy człowiek jest dobry, czy zły to kwestia głównie wychowania?

    Małżo, czy nazwałabyś odmawianie sobie przyjemności krzywdzeniem siebie? Bo jeśli tak, to według twojej definicji zła (”krzywdzenie siebie”) wszyscy chrześcijanie są źli.

  64. Paweł pisze:

    @Strzel_ba
    Zastrzeliłaś mnie! Przekroczenie prędkości jest złem? Bądźmy rozsądni. A wpłata podatku po terminie to zło? No na litość boską to dewaluacja znaczenia jakie posiada w sobie słowo ZŁO. Używanie określenia ZŁO do takich błahostek nie mających nic wspólnego z moralnością powoduje, iż przestaje ono cokolwiek znaczyć.
    To był fatalny przykład. Przecież przepisy prawa tworzą ludzie tak samo ułomni jak my. Dlaczego jak jeden z drugim wymyśli, że 90 km/h to dobra, bezpieczna prędkość to 91 km/h już jest złem.
    Albo czerwone światło. A jak sygnalizacja się popsuje i będzie cały czas czerwone to co? Mam wybierać mniejsze zło? Ratunku!!! Jestem złym człowiekiem. Mea culpa. ;)

    Zło… to cholernie relatywne pojęcie. Czy poświęcenie mniejszego dobra w imię wyższego dobra jest złem? Czy może tylko mniejszym złem? Czy zło można w ogóle stopniować? O, a ty Heniu jesteś tak średnio zły, za to Mariola – ta to jest bardzo zła.

    Nie potrafię wypowiedzieć się czym jest zło. Zabijając muchę która mi łazi po kanapce nie czuję, że robie coś złego. Za to buddysta by pewnie nigdy tego nie zrobił. Kto ma racje? Zgadzam się z Kacprem, kultura, społeczeństwo w którym się wychowujemy kształtuje nasze widzenie zła. Albo się mu oddamy albo spojrzymy na ten problem z innej perspektywy. Dobre przykłady to instytucje aborcji i eutanazji. Tylko nie rozmijacie proszę tych tematów ;) bo i tak nie dojdziemy do konsensusu.

    Masz rację strzel_ba pisząc o stosunku do drugiego człowieka. Nie da się z tym polemizować co do istoty. Ale jest to trudne na co wskazuje Małża. Czasem nie zdajemy sobie sprawy, że kogoś krzywdzimy. Ale wiadomo, człowiek powinien dążyć do doskonałości.
    Jednak widze pewną sprzeczność w części tej wypowiedzi. Piszesz „nie oceniajmy”. To znaczy co. Mam przymknąć, zamknąć oczy. Nie widzieć zła. Czy może powiedzieć nic się nie stało. Jeżeli juz wiem czym jest zło to powinienem innym wskazać ścieżkę oświecenia. Czy pozwalanie na błądzenie bliźniemu nie będzie złem? No właśnie czy na pewno „nie oceniajmy”?
    A może jednak „oceniajmy”. Wskazujmy, to jest złe. Tłumaczmy. Co jest złego w powiedzeniu: „jesteś zły” jeżeli faktycznie tak myślimy? Czy postąpienie inaczej nie będzie oszukiwaniem siebie i tego złego. Czy skupienie sie tylko na sobie, bo do tego sprowadza się teza „nie oceniajmy” nie jest złem z punktu widzenia cywilizacji czy społeczeństwa? Bo jeżeli Ty jedna masz rację to czy nie wskazując innym swoich wartości nie skażesz ich na upadek.

    Hmmm… Nie odpowiem na powyższe pytania bo nie wiem jaka jest prawda? Bo czy pytanie o zło nie jest przypadkiem pytaniem o prawdę? Jak z przykładem zabicia muchy. Jest to zło czy nie jest? Która odpowiedź jest prawdziwa, a może prawdziwsza? ;) Co jest prawdą? To jeszcze trudniejsze pytanie.

    @Kacper
    „Małżo, czy nazwałabyś odmawianie sobie przyjemności krzywdzeniem siebie? Bo jeśli tak, to według twojej definicji zła (”krzywdzenie siebie”) wszyscy chrześcijanie są źli.”

    Nie rozumie. Od kiedy to chrześcijaństwo zabrania przyjemności?

  65. strzel_ba pisze:

    Przyjemność krzywdzenia siebie wygląda mi na masochistyczną ascezę, ale niech się Kacper z tego tłumaczy.
    Ja tylko odpowiem, że za każdym razem, zabijając muchę, czuję się winna. Komara - już nie. :)

    Oczywiście, że pojęcie dobra zła uwarunkowane jest kulturowo. Tak odpowie agnostyk, to również moje zdanie. Człowiek wierzący odniesie definicje dobra i zła do dogmatów swojej religii. W tym sensie - mogą być różnice w pojmowaniu zła pomiędzy kulturami, religiami. Na swój własny użytek - wykorzystuję tę definicję z krzywdą bliźniego. Oczywiście, że krzywda wyrządzona bez złej intencji nie obciąża winowajcy tak samo, jak uczyniona z premedytacją. Ale jednak człowiek powinien znać skutki swoich działań.
    Spójrzmy na przykład: pewna nauczycielka rozwijała w swoich uczniach refleksyjność, wrażliwość, zachęcała do “lektur zbójeckich”, skazujących na myślenie i erudycję. Było to powodem wielu życiowych wyborów jej uczniów. Niektórzy szli na filozofię, polonistykę, kierunki artystyczne. I potem w życiu mieli pod górkę, bo zostawali nauczycielami lub malarzami albo poetami. Przymierali głodem.
    Pytanie: Czy to, co zrobiła im ta nauczycielka, jest złem czy też dobrem? Chciała dobrze, poświęcając im godziny na dyskusje i przygotowania do olimpiad działała w swoim rozumieniu szlachetnie i słusznie. Ale wyszło dla nich niekorzystnie. Czy to ona ponosi za to odpowiedzialność?
    Ja ostatnio coraz częściej waham się tu nad odpowiedzią negatywną. Powinna, w swojej mądrości, wiedzieć, że sprzedaje towar, który przysparza kłopotów klientowi, czyż nie? Chyba, że jest naiwna i głupia, wtedy - jest czysta: nie wie, co czyni, nieboga.
    No i znowu wychodzi na to, że głupcy mają w życiu lepiej. Nawet do odpowiedzialności za własne czyny ich nie można zmusić.

    PS: Pawle, mówiąc “nie oceniajmy” - miałam na myśli: nie potępiajmy, nie uważajmy się za powołanych do poprawiania, moralizowania. Człowiek ma prawo do własnych błędów, do własnych wyborów i głupot w życiu. Można radzić, jeśli motywuje nas troska czy miłość. Nigdy - krytykować tylko dla wyrażenia potępienia, nagany, dla wyrokowania - ty jesteś zły.
    Jestem egzystencjalistką, chociaz dziś to już podobno niemodne. Nie wierzę w istnienie jakiejś idei zła czy dobra na planie metafizycznym. To ludzie tworzą te wartości i idee. “Człowiek jest samotną wyspą”. I “jest tylko tym, czym się uczyni.”
    Zapraszam do lektury Sartre’a albo Camusa. :)

  66. Kacper pisze:

    Oj nie chodziło mi o masochistyczną ascezę, a o zwykłe odmawianie sobie przyjemności w imię czegoś. Ale chyba jednak zbyt radykalnie uprościłem. Weźmy za przykład tradycję postną i niejedzenie mięsa. W pewnym sensie jest to bezmyślne odmawianie sobie przyjemności, co można podciągnąć pod krzywdzenie samego siebie.

  67. strzel_ba pisze:

    Zaraz tam bezmyślne! Akurat dzisiaj na wiedzy o kulturze mówiłam o komplementarności postu i karnawału. (Jestem na bieżąco z rzeczywistością! Chociaż w jednej dziedzinie :) ).
    Post jest ważnym czasem w różnych kulturach, nie tylko chrześcijańskiej. Polecam zakładkę z woku :) Dla kogo ja to robię, do diabła?
    http://polskiwdwunastce.edu.pl/wiedza-o-kulturze/59/czas-w-kulturze

  68. Kacper pisze:

    Ależ post niech sobie będzie. Tylko z głową! To chyba miał być czas walczenia ze słabościami, a nie czas dobroci dla zwierząt hodowlanych…

    A zakładki… - już tam pędzę. :)

Zostaw komentarz