Nowe czwartek, 1 stycznia 2009

Zanim strzelą korki od prawie szampanów, zanim szaleństwo lambady ogarnie ciała na parkietach, ja trochę pomarudzę. Tradycyjnie.

Wszystkie szanujące się gazety codzienne i niecodzienne publikują podsumowania ubiegłego roku, statystyki i zwycięzców rankingów, Człowieków Roku, Buble i Majstersztyki, Extraklasy i te pe. Spojrzałam wstecz na mijający rok (to coś nowego, zwykle patrzę naprzód ) i ogarnęła mnie zaduma. Zaduma dotyczy oświaty, oczywiście.

Wydarzeniem mijającego roku będzie zapewne nowe rozporządzenie MEN w sprawie nowej podstawy programowej w całym systemie oświaty. Właśnie na święta się ukazało (zamieszczam w Dokumentach). Trąbić będą anieli na wszystkich forach oraz we wszystkich gazetach, albo odwrotnie, że wielka reforma ci nastaje od nowa. Odnowa. I zaczną znowu od sześciolatków. Na podstawę programową nikt nie zwróci uwagi, no bo kto by się na tym specjalistycznym bełkocie wyznawał! (Ja, ja!) Może o lekturach co ambitniejsi dziennikarze podyskutują. Założę się jednak, że nie zauważą, że Fausta wyrzuciła reforma. To, co zaczął Wielki Roman, dokończyła Minister Hall. Koniec z Goethem, koniec ze “zbójeckimi książkami”. Ale to nieważne, ostatecznie. Ważne jest nowe podejście do nauki - nie jako do obowiązku szkolnego, ale jako do najważniejszej funkcji rozwojowej młodego człowieka.

Kiedy wchodziłam w swoje zawodowe życie, rozpoczynała się debata nad nowym kształtem oświaty. Przekonywano, że nacisk należy położyć na kompetencje, nie na wiedzę, odejść od encyklopedyzmu i szczególików historycznoliterackich na rzecz dyskusji, lektur, żywego opiniowania i w ogóle reagowania ucznia na słowo pisane, nie nudzić - lecz aktywizować młodzież w procesie poszukiwania wiedzy. Że należy pozwolić wybierać uczniom przedmioty w cyklu kształcenia, ich zakres i poziom. A potem przyszła proza życia, czyli trudne lata zmian ustrojowych. Reformę i oświatę diabli wzięli. Została tylko pseudoreforma.

Całe swoje zawodowe życie czułam się nauczycielem zreformowanym. Reforma - to było moje myślenie o uczeniu literatury. Kazać wybierać, skłaniać do autorefleksji, podnosić poprzeczkę, określać swoje wybory i gusty… (Czy pamiętacie, jak zawsze denerwowałam się, kiedy zaczynaliście odpowiedź od “Pisarz X urodził się 24 grudnia …”? Albo jak podawałam trzy wersje tematu lekcji?) Minęło kilkanaście ładnych lat i cóż to? Znowu reforma. Ale teraz naprawdę mamy uczyć po nowemu. Czy możemy mieć nadzieję, że tym razem nie zabraknie na tę reformę pieniędzy? Że pobożne życzenia reformatorów sprzed lat nie zostaną pożarte po raz kolejny przez kryzys gospodarczy, który jak czarna chmura zaczyna rozciągać sie nad krajem? Po dwudziestu latach mówienia o reformie zaczynamy ją może wdrażać? Naprawdę? Pozwolimy uczniowi WYBIERAĆ? Zmienimy kanon przedmiotów i świętych lektur?

Przytoczę, żeby lżej na sercu przed Nowym Rokiem się zrobiło, zdania z rozporządzenia, nawiązujące do nazywanych tak kiedyś kompetencji kluczowych. Tego mamy uczyć:

“Do najważniejszych umiejętności zdobywanych przez ucznia w trakcie kształcenia ogólnego na III i IV etapie edukacyjnym należą:

1. czytanie – umiejętność rozumienia, wykorzystywania i refleksyjnego przetwarzania tekstów, w tym tekstów kultury, prowadząca do osiągnięcia własnych celów, rozwoju osobowego oraz aktywnego uczestnictwa w życiu społeczeństwa;

2. myślenie matematyczne – umiejętność wykorzystania narzędzi matematyki w życiu codziennym oraz formułowania sądów opartych na rozumowaniu matematycznym;

3. myślenie naukowe – umiejętność wykorzystania wiedzy o charakterze naukowym do identyfikowania i rozwiązywania problemów, a takŜe formułowania wniosków opartych na obserwacjach empirycznych dotyczących przyrody i społeczeństwa;

4. umiejętność komunikowania się w języku ojczystym i w językach obcych, zarówno w mowie, jak i w piśmie;

5. umiejętność sprawnego posługiwania się nowoczesnymi technologiami informacyjnokomunikacyjnymi;

6. umiejętność wyszukiwania, selekcjonowania i krytycznej analizy informacji;

7. umiejętność rozpoznawania własnych potrzeb edukacyjnych oraz uczenia się;

8. umiejętność pracy zespołowej.”

Przestańmy w końcu koncentrować się na sześciolatkach. Że za małe do szkoły. Że rączka nierozwinięta i możliwości percepcyjne też nie. Apeluję do wszystkich rodziców, teraźniejszych i przyszłych, żeby dali spokój. Wasze dzieciaki chodzą zapewne teraz do przedszkola, a zanim dojdą do szkoły średniej, świat zmieni się tak bardzo, że nie potraficie sobie tego wyobrazić. Jeśli nie zrobimy jakiegoś odważnego kroku w oświacie, to za rok, dwa, zostaną w szkole (starzy) nauczyciele i ławki. Młodzież wyjedzie do Irlandii, Anglii, Hiszpanii lub gdziekolwiek - uczyć się, studiować i pracować. Żeby jakoś żyć. Bo u nas - można się na razie tylko lenić i nudzić. I, ewentualnie, dla dekadenckiej rozrywki - pić.

Ta ostatnia uwaga tak niechcący nie pasuje tematycznie do Nowego Roku. Akurat dzisiaj w nocy wyskokowy kieliszek jest naturalny i dozwolony, bo to czas karnawału, jakże ważny w kulturze. Zamknijmy stare. Uczcijmy. Strąćmy kilka kropli wina dla starych bogów. Zamknijmy stary rozdział bez żalu. I zacznijmy, o bogowie, coś nowego.

Czego Państwu i sobie na Nowy Rok życzę.

PS: Pisałam przed północą. Zegar na blogu kłamie.

Komentarze [48] do “Nowe”

  1. Awicenna pisze:

    No proszę, zaproszenie do libacji.

    Encyklopedyzm nie był zły, chyba nawet lepszy niż te abstrakcyjne przecież nieco kategorie “kompetencji”.

  2. strzel_ba pisze:

    Z przykrością cię zawiadamiam, Awicenno, że należysz raczej do zeszłej epoki :)
    Dzisiejsza młodzież, he, he, jest innego zdania.

    Natomiast kompetencje są bardzo konkretne. Co abstrakcyjnego jest w umiejętności jazdy na rowerze lub w patencie zwanym prawem jazdy? Jeśli umiesz prowadzić, to wsiadasz do jakiegokolwiek samochodu i jedziesz, o ile ma kierownicę, 4 koła i 4-5 biegów. Jeśli będzie miał co innego, to zapewne nie będzie samochodem :)

  3. Awicenna pisze:

    Ja zawsze należałem do zeszłej epoki.

    No dobra, przykład z samochodem jest dość bolesny.

  4. strzel_ba pisze:

    Co jest? Zdawałeś prawko? Tylko mi się tu nie przejmuj. Wpisane w koszta - powtarzanie egzaminu w waszym wieku. Przypuszczam, że są jakieś “wyższe” reguły w tej kwestii. Ostrzejsze wymagania albo co.

  5. Awicenna pisze:

    Zdawałem kilka razy, lata temu (ostatni raz jeszcze przed maturą). Bez efektu.

  6. strzel_ba pisze:

    No mówię. Po studiach spróbujesz - i zaliczysz od razu.
    Może i dobrze? Co się smarkacze będą brykami rozbijali :)

  7. Awicenna pisze:

    Zobaczymy. Był taki rysunek Mleczki w naszym podręczniku chyba, jak to posiadanie samochodu wpływa na filozoficzne spojrzenie na życie. Trzeba mieć po co jeździć.

    A swoją drogą, coś nie ma ruchu w interesie.
    A kompetencje (albo “ogólne cele nauczania”) są denne całkiem często. Jak można np. wykształcić u ucznia wrażliwość na piękno? De gustibus non disputantum est.

  8. strzel_ba pisze:

    Albo my zwekslowaliśmy na prywatne tory, albo temat niezbyt interesujący. Kogo dzisiaj obchodzi oświata? W obliczu strzelających korków szampana nic się nie liczy. Zresztą, kto tu zagląda? Kilkoro przyjaciół, którzy albo jeszcze nie mają dzieci, albo mają za małe dzieci, żeby kwestia szkolnictwa ich obchodziła. A moich uczniów, jak już udowodniłam, nic nie obchodzi.
    W ten sposób wracamy do zeszłej notki.

  9. Kacper pisze:

    Ja się tak zastanawiam: co mają na celu te wszystkie reformy oświaty? Na pewno mają uzyskać rozgłos medialny i zawsze im się to udaje. Są jednym z elementów kampanii wyborczej. Tak poza tym, to co?
    Albo może do tego się po prostu zabierają nieodpowiedni ludzie i przez ich podejście, może nazbyt osobiste, a może zbyt zdystansowane, za każdym razem ministerstwo opuszcza straszny gniot.

    Swoją drogą hasła piękne, ale czy uda się to wszystko zrealizować?

  10. Awicenna pisze:

    Za tymi hasłami nic nie idzie. A może inaczej - im więcej kompetencji, tym mniej treści. Pod poprzednią notką podałem link do ciekawego artykułu. Niestety, ale cięcie treści na rzecz “kompetencji” tworzy analfabetów. Co z tego, że będzie taki jeden z drugim umiał przeczytać dajmy na to pieśń o Rolandzie, skoro nie będzie znał kontekstu? Co komu po “Dziadach”, jeśli nie będzie potrafił wymienić zaborców? A “Wesele” bez wiedzy kim był np. Szela?

    Niestety, tnąc treści - lektury, historię, etc. pozbawiamy uczniów pewnej bazy punktów odniesień. Pozbawimy znajomości realiów - jak w tym dowcipie “Jak Słowianie rozpalali ogień? Uderzali krzemieniem o krzemień, a pod spód podkładali stare gazety”.

  11. strzel_ba pisze:

    Według kompetencji “rozumienia tekstów kultury (…) i przetwarzania ich dla potrzeb własnego rozwoju” - nie wystarczy znać treść, wypada rozumieć również kontekst. Nie ma kompetencji bez pewnej bazy wiedzy teoretycznej, Awicenno, co do tego wszyscy teoretycy reformy się zgadzają. Spór budzą tylko rozmiary tego obszaru wiedzy. Ile tekstów z epoki średniowiecza wystarcza jako “kontekst epoki”? Ile dat? Ile faktów historycznych i zjawisk kulturowych?
    Twoją uwagę zamieniłabym na inną: Czy współczesny człowiek powinien znać “Pieśń o Rolandzie” i do czego jest mu ona potrzebna?

  12. gaspar pisze:

    ech, chciałoby się podyskutować głęboko o lekturach i o systemie…

    ale nie przez internet. W tym medium moje wypowiedzi wydają się często zbyt radykalne - kiedy nie da się rozmawiać na żywo - takie przekształcenia są chyba nieuniknione. A szkoda - bo temat istotny i ważny.

    PS. Kropli wina nie strąciłem. I to jest dla mnie naturalne! Uch, jak ja nie lubię uogólnień! ;)

  13. gaspar pisze:

    ale od jednej uwagi się nie mogę powstrzymać.

    > Czy współczesny człowiek powinien znać “Pieśń o Rolandzie”
    > i do czego jest mu ona potrzebna?

    Tego czy jest mu potrzebna nie chciałbym rozstrzygać. Ale prawdę mówiąc mam nieco dość odgórnego narzucania powinności. Nie za dużo tego? może każdy mógłby otrzymać swoje święte prawo do ustalania co powinien, a czego nie, czytać?

  14. Kacper pisze:

    Współczesny człowiek powinien znać to, co jest mu potrzebne. Jeśli więc taki człowiek uzna, że “Pieśń o Rolandzie” nie jest mu do niczego potrzebna, to nie powinien jej znać. Jeśli jednak kiedyś uzna, że jest mu do czegoś potrzebna (bo na przykład odczuje taką potrzebę), to wtedy sobie ją pozna.
    Prawda jest taka, że jeśli uważamy, że coś jest niepotrzebne, to i tak szybko o tym zapominamy… Często mówię “nie wiem, ale pamiętam, że powinienem to wiedzieć” (czyt. uczyłem się, lub uczono mnie o tym).

  15. Kacper pisze:

    “Jest mu do czegoś potrzebna, bo odczuje taką potrzebę”… To taki wielki skrót od zaspokojenia ciekawości, lub potrzeby samodoskonalenia. Kuślawy nieco.

  16. strzel_ba pisze:

    Wiecie co, wasze uwagi zaprzeczają waszemu wiekowi. Tak mógłby powiedzieć przedszkolak, nic nie ujmując przedszkolakom. Kasprze i Kacprze. Skąd ktoś, kto nie przeczytał “Pieśni o Rolandzie”, może wyrokować o jej przydatności w jego rozwoju, na Boga żywego? No zlitujcie się! Przychodzi infantylny, za to zarozumiały młody człowiek do liceum, stwierdza, że on już wie wszystko o literaturze i nie będzie czytał takich “Dziadów”, bo i po co!Tak? Tak ma być?

    Ależ moi drodzy, przecież tak właśnie jest. Nie zauważyliście tego? Bolączką współczesnej młodzieży jest kompletna ignorancja. Pycha, megalomania i patrzenie z góry na starych. Przekonanie o własnej dojrzałości i geniuszu. A ja, jak widzę taką pychę, to mam ochotę przekłuć balonik tej pychy jak nie wiem co.
    I po raz kolejny, Kasprze, mówię, żebyś mi tu nie wyskakiwał ze swoim przykładem, bo ty nie byłeś, hmm, typowy, żeby nie powiedzieć “normalny” :) Czytałeś nie tylko w ogóle cokolwiek, ale nawet sporo. Chociaż mógłbyś dodać nieco lektur erudycyjnych, z tego kanonu klasyki, zamiast się na kanony obrażać.

    Dzisiejsza młodzież zatrzymała się na Sposobie na Alcybiadesa i Harrym Potterze.
    Właściwie dobrze, że nie na Muminkach. :(

  17. gaspar pisze:

    “Muminki” są cudownym studium psychologicznym i w dużej mierze odpowiadają za moje rozumienie świata! :)

    A, zna Pani mój czytelniczy gust trochę - coś mogłaby mi Pani polecić z tego kanonu? takiego żebym teraz przeczytał, abstrahując od szkoły. Bo na półce się piętrzy, jak zwykle, wyłącznie wiek dwudziesty…

  18. Kacper pisze:

    Nie czytałem ani Sposobu na Alcybiadesa, ani Harrego Pottera. Muminków też z resztą nie. :)

    Nie spodziewałem się, by moja wypowiedź wywołała ochy i achy, raczej myślałem, że reakcja będzie taka, jak była.
    Patrząc jednak na tę kwestię ze strony uczniów do takiego wniosku doszedłem. Teraz narzuca się im czytanie lektur, mówi, że muszą i zdecydowanie jako ludzie wykształceni powinni, a oni i tak tego nie robią. Może warto spróbować w drugą stronę? Jeśli uczeń ma i tak nie przeczytać, to może zamiast kazać - zaproponować? Powiedzieć, że warto, żeby to przeczytał, bo to, to, to i tamto. Zainteresować? Na pewno znaleźliby się tacy, których do przeczytania można odpowiednio zmotywować.
    Jeśli mimo wszystko nie przeczyta, to przynajmniej będzie czuł się lepiej i może nie obrazi się na nauczyciela.
    To raczej niewykonalne. I dyscyplina by na tym ucierpiała. Już widzę, jak by się to skończyło. ;)

  19. Awicenna pisze:

    Sposób na Alcybiadesa rządzi.
    Harry Potter kiepski, ale diabelnie dobrze napisany i tłumaczony (casus Dana Browna).
    Gasparze, Twojego gustu nie znam, ale mogę polecić Henryka V ;)

    Ja mam inaczej - jest sporo książek, które gdzieś tam mam zaznaczone etykietką “przeczytać” - coś z Szekspira, Arystofanesa (O! Przeczytaj sobie Gasparze “Acharnejczyków”, albo “Rycerzy”. Nie tracą na aktualności), “Salammbo” Flauberta… ogólnie wpada mi jakiś taki pomysł raz na jakiś czas.

    Odrobina pychy nie jest zła, choć akurat w wieku licealnym ma się jej nadmiar chyba. Coś mi się wydaje, ze jakiś jankes powiedział “Kiedy miałem 17 lat, nie mogłem uwierzyć jak głupi jest mój ojciec. Kiedy miałem 21 nie mogłem wyjść z podziwu ile się nauczył przez ostatnie 4 lata”.

    Kacprze, ile % uczniów XII LO mogąc zrezygnować z “Dziadów”, “Chłopów”, “Lalki” itp. nie zrobiłoby tego?

  20. Kacper pisze:

    Awicenno, podejrzewam, że dokładnie tyle samo, ile zrezygnowało nie mogąc tego zrobić. ;) No, może + 5-6%. Tak sobie strzelam.

    Nie da się ukryć, że do wszystkiego trzeba dojrzeć.

  21. Paweł pisze:

    Ja do Sienkiewicza ciągle nie mogę dojrzeć ;) A tak, dzięki obowiązkowemu kannowi, prawie przeczytałem “Krzyżaków”.

  22. Paweł pisze:

    Przyjrzałem się nowemu spisowi lektur i… okazuje się, że można przejść przez liceum w zakresie podstawowym nie czytając Słowackiego. Ciekawe :| Chyba, że źle odczytuję tabelki.

  23. Polonistka pisze:

    Studiuję teraz polonistykę i niestety muszę przyznać rację autorce bloga.. (moja Siostra jest absolwentką XII, stąd moja znajomość tej strony:P ) niejednokrotnie profesorowie narzekają na poziom wiedzy wśród studentów.. Wciąż z rozrzewnieniem wspominają stare dobre czasy, kiedy to można było więcej wymagać od nas.. Dzisiejszy student jeśli nie będzie miał wszystkiego podanego na tacy, nie zrobi nic.. Poleci na łatwiznę. Z pisaniem jest jeszcze gorzej. Na edytorstwie poprawiamy autenczyczne teksty studentów i naprawdę to się w głowie nie mieści, co można wymyśleć. Żeby zilustrować mój wywód, przytoczę wypowiedź pewnej “studentki”: ‘A za tydzień będziemy omawiać “Fausta” Goethe’a!’ Te słowa chyba mówią same za siebie.

  24. Polonistka pisze:

    autentyczne* :D

  25. strzel_ba pisze:

    :)
    No mówię, że schyłek słowa!
    Witaj, Polonistko! Cieszę się z nowego gościa, poszerzającego grono naszych dyskutantów. A co Gość sądzi o reformie? Czy studenci polonistyki są zreformowani? Czy mają jakąś wizję przyszłości, czy chcą iść pracować do szkoły?
    Przecież wszelkie reformy powinno się zaczynać stąd: od kształcenia tych, którzy pójdą kształcić.
    Z moich znajomości w środowisku raczej wynika, że wszyscy idą na polonistykę z zamiarem “pracy twórczej”. Że niby wszyscy poetami są, broń Boże zostawać w szkole… No, ale Goethe’a czytać będą :).
    Praca w szkole to zatem kwestia braku wyboru, braku środków do życia, braku możliwości?

  26. Polonistka pisze:

    Niestety im mniejszy poziom studentów, tym mniejszy poziom na uczelni. Tak to już bywa, że uczelnie muszą niestety dostosowywać się do realiów.. :/ miałam nadzieję, że chociaż na studiach reforma mnie wreszcie nie obejmie, ale jakże się pomyliłam:D Z tym zamiarem to prawda:) jest jakiś % osób, które idą na polonistykę z powołania:) i ci faktycznie się wyróżniają na tych studiach. Ale reszta to raczej ludzie, którzy nie wiedzieli, czego się spodziewać po tych studiach. Pierwszy rok zawsze rozczarowuje i jedną i drugą grupę:) jest masa roboty, więc nie ma szans na “pracę twórczą”, jak to pięknie ująłeś:D dopiero następne lata dają więcej swobody. Praca w szkole natomiast to chyba pójście linią najmniejszego oporu.. Większość wyobraża sobie ten zawód jako ciepłą posadkę. Współczuję im na praktykach w gimnazjum:D nie no dobra, bo wyjdzie, że generalizuję i wszyscy studenci są spisani na straty:) a zdarzają się przecież i wybitni (i zostają na uczelni:D ). Sama zresztą też orłem nie jestem, więc nie będę innych oceniać. Każdy orze jak może:P

  27. Paweł pisze:

    @Strzel_ba
    “Czy studenci polonistyki są zreformowani?”
    (Pytanie nie do mnie ale nie potrafiłem się powstrzymać.)
    Nie wiem czy są, ale na pewno się starają.
    Wczoraj w PR Trójka wysłuchałem reportażu jak to grupa studentów polonistyki UŁ postanowiła zreformować zasady pisowni języka polskiego. Ich inicjatywa ma na celu likwidacje rozróżnienia „Ó” i „U”. To bardzo ciekawa propozycja ;) Dzieckiem KROWY będzie KRUWKA. Hi hi.

    PS. Nawet mnie się to nie podoba.

  28. strzel_ba pisze:

    Warto było dożyć tej chwili. Mówię o twoim komentarzu, Pawełku, nie o reformie ortografii. Studenci nie są oryginalni w tym względzie. Zapatrzyli się zapewne na manifesty futurystyczne :)

  29. Kacper pisze:

    Jeremy Clarkson w którymś ze swoich felietonów pisał o trochę innym aspekcie słowa pisanego - mianowicie o skrótach. W angielskim można z każdego słowa zrobić skrót i jest to dość łatwe do zrozumienia. Co więcej ludzie często tego używają w normalnej komunikacji internetowo-komórkowej. Ale czy jst to brdźj cztlne? Na pewno nie. Wcle tż mi się nie pisze szbćj. Fakt, więcej słów można zmieścić w jednym SMSie.

    Jak dla mnie równie karkołomny pomysł, co kruwka.

  30. Polonistka pisze:

    No ja tylko mam cichą nadzieję, że inne inicjatywy tychże studentów są troszeczkę, naprawdę troszeczkę, ja nie wymagam zbyt wiele - mądrzejsze;D pozdrawiam wszystkich!

  31. Paweł pisze:

    WARTO ROZMAWIAĆ dzisiaj 23.00 TVP 2
    Temat:Reformy MEN - koniec polskiego inteligenta?

    Warto oglądać?

  32. Kacper pisze:

    Jak obejrzycie, to powiedzcie czy warto było, bo ja muszę pisać pracę na zaliczenie semestru… Jak by na to nie patrzeć miałem w końcu cały semestr. ;)

  33. strzel_ba pisze:

    No i co? Miało być ambitnie, a wyszło jak zwykle. Czyli przesuwamy obowiązek szkolny dla sześciolatków do 2012 roku. Za tym pójdzie reszta powstrzymań, zaniechań i zaniedbań. Znowu się obudzimy sto lat za Europą, z ręką w nocniku.
    Dlaczego nie ma odważnych, którzy zaryzykują własne stołki - dla przyszłości szkoły, Polski, młodych i starych Polaków?
    :(

  34. Awicenna pisze:

    Bo wybiera się ich co 4 lata, a nie co 40.

  35. Kacper pisze:

    Swoją drogą szkoda, że tak często wybiera się ekipę rządzącą. 4 lata to zdecydowanie za mało na przeprowadzenie jakiegoś ambitnego planu reform - jakichkolwiek. W związku z czym każda ekipa chce tylko przetrwać do następnej elekcji, zrobić jak najlepsze wrażenie, zarobić i się nie narobić.

    By przeprowadzić jakiekolwiek większe reformy musiałby się pojawić ktoś, kto by na takowe miał pomysł, ogromne poparcie społeczne i przede wszystkim chciałby je przeprowadzić.

  36. Awicenna pisze:

    I nie chciał się a) nachapać, b) przypodobać publice.

    Albo liczymy na taki cud, albo rozluźniamy związki rząd - parlament (system prezydencki i kadencja 7 lat jak za II RP?), albo idziemy w stronę systemu parlamentarnego amerykańskiego (co 2 lata wymiana 1/3 składu - więc zmiany są płynniejsze), albo wprowadźmy monarchię/arystokrację, gdzie ministrowie z mianowania odpowiadać będą przed monarchą bądź dość stałym Senatem ;)…

    A w ogóle to domagam się JOW-ów.

  37. gaspar pisze:

    uczciwość i odwaga nie zależy od długości piastowania funkcji. To cechy charakteru i sumienia.

  38. Awicenna pisze:

    Ależ oczywiście, że zależy - ludzie są egoistyczni i przedkładają partykularne interesy ponad dobro ogółu! W przynajmniej 90%. Dlatego im bardziej związani są z państwem i im bardziej dobrobyt państwa przekłada się na ich zyski, tym lepiej pracują na jego rzecz. Im dłuższa kadencja i stabilniejsza pozycja, tym mniej kradną, bo po co, skoro są ustawieni na dłuższy czas?

  39. Kacper pisze:

    Gdyby byli też ustawieni na dłuższy czas nie musieliby się tak przejmować sondażami i mogliby zająć się pracą. Ja widzę same plusy.

    Wydaje mi się też, że uczciwość i odwaga jako takie nijak się mają do polityki. Według mnie założenie, że wszyscy politycy są nieuczciwi jest błędne. To, że zdarzają się przypadki nadużyć nie oznacza wcale, że tak robią wszyscy. Bardzo popularnym z kolei nadużyciem jest wyciąganie legitymacji poselskiej przy każdej okazji i w ten sposób uchylanie się od odpowiedzialności.
    Immunitet powinien należeć się, powiedzmy, tylko ministrom i posłom zaangażowanym w prace jakiś komisji etc. Brak szeregowego posła utrudnia pracę sejmu podobnie jak brak szeregowego pracownika korporacji.

  40. Awicenna pisze:

    Wszystkim studentom życzę udanej sesji.
    (tak, żeby zagaić)

  41. strzel_ba pisze:

    Ja jestem na etapie praktyk. Też czas zajmują. :)

    Obiecuję jutro coś wymyślić. Chciałam napisać o studniówce, ale nie mam żadnych zdjęć, mimo obietnic.
    No i maluję P2. To historyczna chwila. Pracownia malowana po 20 latach…
    Nie mogę się zdecydować na kolor ożywiający beże na ścianach. Tyle lat był bordo albo czerwony, jak kto woli. Może teraz śliwkowy? Amarant? Europejski niebieski? Może wściekły, alternatywny :) pomarańcz?
    Jutro, obiecuję.

  42. Kacper pisze:

    …różowy? ( taka nieśmiała propozycja ;) )

    Kwestia gustu i upodobań, ale polecam kolory pastelowe i fabrycznie “wyblakłe”. Mnie osobiście wszystkie intensywne barwy na ścianach drażnią.
    Z resztą i tak już prawie na pewno po ptakach.

    A. Przepraszam, że się nie odzywam w ogóle mimo, że obiecałem, ale jakoś tak jak nic wartego opowiedzenia się nie dzieje, to się nie dzieje, a jak się cokolwiek zacznie dziać, to nawet człowiek nie ma czasu zastanowić się jak mu na chrzcie dali.

  43. strzel_ba pisze:

    Owszem, remont skończony. Pracownia jest super!
    Ja się nadal nie wyrabiam. Na dodatek stronka szwankuje i nie mogę nic dodawać. :( Matury próbne leżą. Powiedzcie mi coś, żebym się za nie wzięła. No nie mogę, nie lubię, nie lubię!

    PS: Kacper, gdybym zrobiła różowy, to dzieciaki by chyba mnie zabiły. Zresztą, nie ma gwarancji, że teraz tego nie zrobią. Kolor jest… optymistyczny :)

  44. Awicenna pisze:

    To już tak zostanie?

  45. sylwcka pisze:

    Optymistczne są tylko detale, proszę nie oszukiwać. Byłam w piątek w szkole i pokryjomu zerknęłam przez dziurkę od klucza;) Ja jestem miłośniczką intensywnych barw, w innych zasypiam. Ale kofeinowe barwy, tym bardziej, w tak ładnym odcieniu i z takim towarzystwem, na pewno by pozytywnie na mnie wpływały.

  46. sylwcka pisze:

    “po kryjomu” oczywiście :]

  47. strzel_ba pisze:

    @Awicenna: Że co, Awicenno? Że przestanę pisać? Nie, tylko muszę się pozbierać. Trochę się nie wyrabiam, mówiłam, trochę mi motywacja odeszła, trochę mam osobistych całkiem problemów, trochę się pogubiłam w świecie. Już sama nie wiem, czego chcę, co mam robić, co krytykować, z czego się śmiać. Więc zamiast felietonów piszę wiersze i paraboliczne opowiadanka. Ale tego nie chcecie czytać, bo osobiste, nie ma nad czym dyskutować.
    Chyba, że pytasz o coś innego :)
    @ Sylwcka: W piątek jeszcze były ferie. Wpuścili cię? :) Chcesz powiedzieć, że kolor ścian za spokojny? No wiesz, gdyby ściany były takie jak doniczki i zasłonka, to mogłabym skończyć z koszem na głowie :)))

  48. sylwcka pisze:

    Ja bym właśnie tak zrobiła. A właściwie to zrobiłam;) Spokojny, ale ładny odcień. To chyba jeden z niewielu spokojnych kolorów, który ma w sobie coś takiego, że sama bym się skusiła.
    Wpuścili, bo miałam sprawę do załatwienia w sekretariacie. Tzn. zobaczymy się w maju.
    Skoro nazbyt osobiste to nie ma co nalegać, ale jeśli stworzy Pani “coś” mniej prywatnego, to proszę się chwalić.

Zostaw komentarz