walentynki w świecie popkultury sobota, 14 lutego 2009

Dzisiejszy dzień jest dobrą okazją, żeby wrócić na stare śmieci, do blogu, na który ostatnio nie mam czasu.

Pomyślmy przez chwilę, jak spędzilibyśmy Dzień Zakochanych, gdyby to tylko od nas zależało. Komu i po co on jest potrzebny?

  • Czy jest to dzień dla nieśmiałych, którzy właśnie wtedy odważą się odkryć swoje uczucia przed obiektem swoich westchnień?
  • Czy jest to dzień, w którym nagle  wybucha w nas gejzer uczuć do kogoś, z kim od 10 lat jesteśmy w związku? Albo do kolegi z pracy, co siedzi przy biurku obok?
  • A może to dzień, kiedy po prostu odrabiamy zaległości w okazywaniu sobie serdeczności - i - za cenę czerwonej róży - mamy  z “tym” spokój na rok?

No przecież, że nie.  Wszyscy wiedzą, że nie. A jednak się kręci. Nowa świecka tradycja, kurde.

W mediach rozgrywa się karuzela debilizmu. Losujemy wycieczkę do Paryża dla pary, która się pokłóciła i pogodzi  na antenie przez 1 minutę! Trzeba zdążyć w 1 minutę. Jedna minuta na zalepienie ran!

Kitem chyba.

Przy korbce tej karuzeli stoi Pan Redaktor. Nowy świecki święty. Saint Redactor. Reaktor. Resektor.  Wielki Kosiarz Koronny. Od mózgu wycinania.

Żyjemy w epoce  dyktatu “rozumności”, generującego  - paradoksalnie - prostactwo. Następuje  więc wielki upadek ducha,  bo ludzie, w pogoni za kasą i karierą, zapomnieli o uczuciach.  O metafizyce. O imponderabiliach w końcu. Różowa kartka walentynkowa jako Ersatz  miłości.

A w Wielkiej Brytanii po raz pierwszy w dziejach nowożytnej Europy liczba wolnych związków przekroczyła liczbę sakramentalnych małżeństw. Ciekawe, dlaczego. Przecież potrzeba miłości nadal łączy ludzi w stadła. W stadle łatwiej borykać się nie tylko z fiskusem, ale i  z samotnością,  egzystencjalną pustką. Więc dlaczego ludzie uciekają od sakramentu? Dlaczego nowym wzorem obyczajowym staje się “singiel”, dawniej zwany starą panną lub starym kawalerem?  Czy za zmianą pojęć  kryje się zmiana mentalna? Czy zmiana mentalna poprzedza przemiany socjologiczne, wywołane procesami demograficznymi, ekonomicznymi, kulturowymi; czy  też następuje po nich?

I jak to się ma do medialnego Cyrku Walentego?

Jeny, jak słodko w telewizorze. “Budzić się i spać przy tobie do końca swoich dni”. “Nie umiem żyć bez ciebie, teraz dobrze to wiem” .

Idę zjeść kiszonego ogórka może.  A państwu polecam lekturę (czasem ponowną) moich ukochanych “Walentynek” Tadeusza Różewicza.   Tutaj tylko fragment poematu.

(…)cip cip cip dziewczynki
życzymy wszystkiego naj naj naj
wszystkim zakochanym
bo to dzisiaj ich święto
cip cip cip

szaleństwo w wielkich domach
towarowych
Amerykanie kupują Amerykankom
biżuterię bieliznę słodycze
wszystko w kształcie
czerwonego serduszka
epidemia „ejds” sprawiła
że obyczajem stało się
wręczanie zakochanym prezerwatyw
ozdobionych serduszkami
wisiorki w kształcie serduszka
bombonierki
21-letni chłopak (w kształcie serduszka?)
zamordował czteroletniego synka (…)

Komentarze [34] do “walentynki w świecie popkultury”

  1. Kacper pisze:

    Tak…
    21-letni chłopak (w kształcie serduszka?)
    zamordował czteroletniego synka (…)

    Walentynki i miłość! (były) 4 lata wcześniej.

    A Pani jak zawsze pochyla się nad upadkiem, balansowaniem ludzi (i chyba ludzkości) na krawędzi. Ludzkość od zawsze balansowała w ten sposób na krawędzi. Podobno to się nazywa postęp. Jak wiadomo postęp nie zawsze jest korzystny.
    Spadek liczby małżeństw? Brytyjczycy są wbrew pozorom narodem otwartym na nowe trendy i mody. W tym przypadku mamy do czynienia z takim właśnie trądem (bo może prowadzić do rozpadu społeczeństwa i charakteru jednostek). Podejrzewam, że ludzie po prostu tak jak zmieniają pracę, tak zmieniają partnerów. Im więcej tym lepiej. Po co więc, jeśli i tak się wie, że za czas jakiś trzeba będzie się rozstać, wstępować w związek małżeński?

  2. Kacper pisze:

    A walentynki, gdyby to tylko zależało ode mnie spędziłbym dokładnie tak, jak dzień dzisiejszy: wyspał się do południa, poszedł na zakupy by zapełnić lodówkę, przeczytał książkę, obejrzał film, sprawdził co w necie piszczy, poczytał książkę i poszedł spać. Nawet nie zauważyłem, że walentynki były.

  3. strzel_ba pisze:

    Hipopotam :)

  4. Lars Bergerson pisze:

    Ja walentynki spędziłem zdala od swojej lubej, gdyż rozdzieliła nas sesja :-).
    Dzień przed dostałem jednak smsa, w którym napisała, żebym absolutnie żadnych życzeń jej nie składał, bo kochać to mam ją przez cały rok, a od wszechobecnych w mediach i sklepach różowych serduszek to już jej się wymiotować chce. :)
    Ucieszyłem więc się, że mam mądrą dziewczynę (no i na szczęście, nie musiałem kupować, żadnych ajpodów i biżuterii od Dżordżo Bordżo Wypierdacze ;).

    A tak na poważnie to trochę mi szkoda tego co chciwość ludzka zrobiła z walentynkami. Czy idea dnia zakochanych nie jest miła? No jest, tylko że wyszło “jak zwykle”.

  5. kasper pisze:

    Telewizor można wyłączyć. Nawet powiedziałbym, że warto.

  6. strzel_ba pisze:

    Ja go nie oglądam. Tylko do mnie dociera z drugiego pokoju. Mogę się najwyżej zamurować. :)
    Ale oj tam! Mniej mnie denerwuje ta różowa słodycz, niż reklamy.

  7. strzel_ba pisze:

    Kasper??? Ten pierwszy??? Witaj u mnie po raz pierwszy!

  8. kasper pisze:

    Wypadałoby napisać coś mądrego, no ale z braku weny… Dobry wieczór.

  9. strzel_ba pisze:

    Co tutaj robisz? Moje pytanie jest chyba jeszcze głupsze … Więc raczej: skąd się tu wziąłeś? Hmmm, też niezbyt mądrze; więc może: Cieszę się, że cię widzę (?)! Przynajmniej szczerze, skoro nie może być mądrze :)

  10. strzel_ba pisze:

    @Lars Bergerson: Pozdrowienia dla “twojej lubej” :)
    @ Kacper: Widzisz, bo Dzień Zakochanych jest dla zakochanych. Widocznie wypadasz z kategorii odbiorców :)
    @Kasper: A jak ty spędzasz ten dzień? W ucieczkę od mediów nie uwierzę.

  11. kasper pisze:

    Cóz, po prostu spędzam. Jakoś od czasów liceum nie miałem nawet okazji włączyć się w obchody tegoż święta. A wczoraj udzielałem korepetycji z całek, poczytywałem historię USA Maldwyna A. Jonesa i nie spotkałem się z nie moją niewalentynką. Chyba nawet zgodnie z zasadami pisowni nie z (…).

    A od mediów uciekać nie trzeba, starczy się z nimi rozmijać. ;)

  12. gaspar pisze:

    hej hej, czy to możliwe że ktoś ma na imię tak jak ja?!

  13. Awicenna pisze:

    Absolutnie wykluczone.

    A może walentynki powinny być wolne od pracy?
    Osobiście mam do nich wysoce sceptyczny stosunek.

  14. strzel_ba pisze:

    @ Gaspar, kilka rzeczy was łączy. Właściwie to może nawet żeście się już spotkali :)
    @ Awicenno: zakładamy komitet społeczny i prowadzimy kampanię na rzecz “uwolnienia” walentynek od pracy?
    @ Kasper: Zauważ, że twoje zdanie nie zaprzecza zajściu takiego zdarzenia, że spotkałeś się ze swoją walentynką :)

  15. Awicenna pisze:

    Programowo niezrzeszonym.
    Larsie, przekaż pozdrowienia.

    Fajną książkę czytałem na egzamin. A w zasadzie skrót książki, na szczęście. O cywilizacjach - w dużej mierze o ich upadku. Daje do myślenia, choć ukończona ponad 50 lat temu, a pisana lat 20.

  16. strzel_ba pisze:

    Daj nam skrót skrótu zatem. Co o upadkach cywilizacji tam się mówi? Które upadły najbardziej spektakularnie? Które po upadku powstały silniejsze? O których słuch zaginął?
    I w ogóle - czy są zwiastuny upadku? Tzn czy są powtarzalne?

  17. Awicenna pisze:

    Ponoć są. I autor jest nieznośnie sugestywny w wykazywaniu tego, choć momentami przegina moim zdaniem.

    Trudno skrócić taki skrót do rozmiarów nieodstraszających.
    Zasadniczo cywilizacje z upadku się nie podnoszą, jedynie przekazuję ewentualnie część swego dorobku własnym pogrobowcom (wyjątek uczynił Autor dla Egiptu, wszystkich wymienił około 20). Kultura Zachodniochrześcijańska wyrosła zdaniem autora na gruzach helleńskiej, ta zaś na minojskiej, podobnie rzeczy miały się i gdzie indziej na świecie.

    Najkrócej rzecz ujmując - każda cywilizacja ma okres wzrostu - gdy z sukcesami odpowiada na kolejne wyzwania, załamanie - okres zaburzeń, fazę państwa uniwersalnego (np. Cesarstwo Rzymskie, imperium Azteków), wreszcie dezintegrację. Załamanie to upraszczając niepowodzenie odpowiedzi na kolejne wyzwanie, a w efekcie stopniowa utrata zdolności twórczych. Dawniej twórcze elity (obecna “mniejszość dominująca”, narzucająca większości nietwórcze już poglądy) degenerują w stronę proletariatu wewnętrznego, a państwo uniwersalne, niejako sztucznie podtrzymujące kulturę, słabnie i pada pod ciosami proletariatu zewnętrznego (przy czym słowo “proletariat” należy rozumieć dosłownie, nie socjalistycznie). Autor największe znaczenie w przekazywaniu dziedzictwa przypisywał Kościołowi i wielkim religiom, wobec których cywilizacje pełnić mają niejako rolę służebną.

    Społeczności korzystające z dóbr, ale nie dążące do rozwoju porównywał do Lotofagów.

    Zasadniczo to wymowa dzieła w kontekście dzisiejszego świata jest przykra - homogenizacja kultury, pokłosie rewolucji lat 60 i 70, zjawiska w polityce i sztuce - wszystko jakoś się w ten schemat wpisuje. Walentynki chyba też się wpisują w tę hm… pauperyzację duchowości. Pytanie brzmi czy jeszcze szukamy odpowiedzi na jakieś wyzwanie, czy już udzieliliśmy błędnej?

  18. Kacper pisze:

    Hipopotam? - przecież nie utyłem! :) Tak, zdecydowanie wypadam z kategorii odbiorców.

    “Czy jeszcze szukamy odpowiedzi na jakieś wyzwanie, czy już udzieliliśmy błędnej?” - a jakie wyzwanie?
    Uważam jednak, że już udzieliliśmy błędnej odpowiedzi. Kapitalizm - z punktu cywilizacyjnego nie jest, moim zdaniem, rozwiązaniem najlepszym. Prowadzi do zacierania się granic między klasami społecznymi i ułatwia przechodzenie z jednej grupy społecznej do drugiej. Nie ma społecznej spójności, postępuje dezintegracja społeczeństw i zmniejsza się poczucie przynależności narodowej. Ułatwiają to dodatkowo szybkie i tanie podróże międzynarodowe, praca i życie za granicą…
    Zauważam też pewne paradoksalne zachowanie: z jednej strony łatwo awansować społecznie, co powinno cieszyć ludzi, którzy nie urodzili się w bogatych rodzinach, a z drugiej strony czyż to nie głównie proletariat krzyczy, że jest źle?
    Co więcej nasza cywilizacja zdecydowanie już nie pełni roli służebnej wobec Kościoła.

    Jezus Maria! Toż żyjemy przecież w okresie upadku naszej cywilizacji! ;)

  19. Paweł pisze:

    Witam
    Mam jak zwykle parę uwag mniej lub bardziej istotnych.

    Primo – WALENTYNKI – ja juz zapomniałem. Oczywiście kupiłem moim Dziewczynom kwiatki (starsza ucieszyła sie zdecydowanie bardziej ;) ), ale mamy już 17 lutego a ja ciągle je kocham jak cholera. Nie warto chyba poświęcać tyle uwagi temu świętu bo to je tylko nobilituje.

    Secundo - @ Awicenna „Zasadniczo cywilizacje z upadku się nie podnoszą, jedynie przekazuję ewentualnie część swego dorobku własnym pogrobowcom (wyjątek uczynił Autor dla Egiptu, wszystkich wymienił około 20). Kultura Zachodniochrześcijańska wyrosła zdaniem autora na gruzach helleńskiej, ta zaś na minojskiej, podobnie rzeczy miały się i gdzie indziej na świecie.”

    A co jest w okresie między jedną cywilizacją/kulturą a drugą. Jakaś antycywilizacja/antykultura? Co jest złego w tym że „nasza” cywilizacja upada? Czy cywilizacja Zachodniochrześcijańska była (bo trzeba pisać w czasie przeszłym) gorsza od helleńskiej?
    Cieszmy się żyjemy w ciekawych czasach. :)

    Tertio - @Kacper „Kapitalizm - z punktu cywilizacyjnego nie jest, moim zdaniem, rozwiązaniem najlepszym. Prowadzi do zacierania się granic między klasami społecznymi i ułatwia przechodzenie z jednej grupy społecznej do drugiej.”
    To ciekawa teoria bo socjaliści twierdzą coś wręcz odwrotnego. Ale oni się zawsze mylą.

    „Nie ma społecznej spójności, postępuje dezintegracja społeczeństw i zmniejsza się poczucie przynależności narodowej. Ułatwiają to dodatkowo szybkie i tanie podróże międzynarodowe, praca i życie za granicą…”
    No tak tu masz rację, ale to raczej nie wina kapitalizmu tylko postępu technicznego. Poza tym czy to coś złego że człowiek potrafi się zidentyfikować nie tylko z małą grupą społeczną jak rodzina czy miłośnicy smalcu. Ale i większą. To naturalna kolej rzeczy. Najpierw człowiek należał do klanu rodzinnego, później do jakiegoś plemienia, itd. aż wreszcie może stwierdzić, że jest Europejczykiem. Tylko patrzeć jak będziemy krzyczeć: „To ja Ziemianin” i będziemy lać zielonych najeźdźców.
    Ale rozumie Cię. Można być i Ziemianinem, ale trzeba także być Polakiem lub Niemcem, a przede wszystkim Ojcem, Matką…. Człowiekiem.

    Pozdrawiam.

  20. strzel_ba pisze:

    Bożesz ty mój, jaka piękna lista archetypów ci się wyliczyła, Pawełku!
    Cywilizacja cywilizacją, upadek upadkiem, ale jednak kwiatki kupiłeś :)
    Bo się znasz na babach? :)

  21. Awicenna pisze:

    Dzisiejszy kapitalizm stracił swoją tradycyjną siłę napędową - klasę średnią - która nie ma już środków wystarczających do otwierania dużych czy średnich przedsiębiorstw produkcyjnych. Niemniej alternatywy dla wolnego rynku nie widzę.

    Rola służebna wobec religii, nie Kościoła. I to religii w kontekście myśli religijnej i jej rozwoju.

    Pawle, między jedną a drugą jest okres zaburzeń - w Europie można by go postrzegać powiedzmy między 31 XII 406 a 751 r. na przykład. Ja bym nie pisał jeszcze o cywilizacji zachodniej w czasie przeszłym, jeżeli nawet jesteśmy świadkami załamania, to daleka droga przed nami. Co do “lepszości” cywilizacji - autor splata koncepcję cykliczną z linearną - kolejne cywilizacje rodzą się i umierają, ale stale dokonuje się postęp - tak jak w samochodzie obroty kół popychają całość na przód.

    Ja bym nie był takim pesymistą.
    1) pozostałe cywilizacje ponoć są już po załamaniu i czeka je upadek (co przynajmniej w wypadku Rosji i Japonii się sprawdza).
    2) załamania naszej cywilizacji taki pewien nie jestem, natomiast Eurosojuz to chyba krok w złą stronę.
    3) Cywilizacja helleńska miała po załamaniu przetrwać jeszcze 800 lat z górą.

  22. Kacper pisze:

    @Paweł: to zależy z której strony patrzeć na kapitalizm. Socjaliści mogą sobie twierdzić, że kapitalizm ma zbawienny wpływ na społeczeństwo, ale zacieranie się granic między klasami i, jak napisał Awicenna, brak silnej klasy średniej prowadzą raczej do rozpadu społeczeństwa, niż jego silniejszej integracji. Poza tym grupy społeczne się dezintegrują i ludzie przestają się z nimi utożsamiać właśnie przez możliwość przemieszczania się między tymiż grupami. Nikt nie jest na stałe przywiązany do jednej i nie ma powodu by się buntować przeciw “tym na górze”. Wspólne “cierpienie” zdecydowanie zbliża ludzi.
    Jestem przeciwny dzieleniu zasług między kapitalizm, postęp techniczny itd. Jedno wynika z drugiego, a nawet jeśli nie, to pewne przemiany zachodziły jednocześnie i trudno określić, co jest zasługą czego. Przyjąłem, że bez kapitalizmu nie byłoby postępu technicznego, potrzeby a nawet możliwości podróżowania w poszukiwania pracy i wolności w rozumieniu tego słowa, jakie znamy teraz.

    @Awicenna: rola służebna wobec religii jest tak samo (nie) spełniana w naszej cywilizacji, jak wobec Kościoła. Nie stawiam znaku równości między religią a Kościołem. Nawet jeśli, to nasza cywilizacja jest bardziej Kościelna niż religijna.
    Czemu uważasz, że Eurosojuz to krok w złą stronę?

  23. Awicenna pisze:

    “jak napisał Awicenna, brak silnej klasy średniej prowadzą raczej do rozpadu społeczeństwa, niż jego silniejszej integracji.”

    A co ma piernik do wiatraka?
    Nie wiem po co tu mieszać jeszcze integralność społeczeństw. Społeczność zachodnia jest akurat dość mocno zintegrowana kulturowo obecnie, a poszczególne narody nadal świadome i strzegące własnej odrębności.

    Kapitalizm i postęp napędzały się wzajemnie, ale motorem “ludzkim” obydwu była ambitna klasa średnia.

    Religia jest ponad cywilizacją, a nieśmiało zauważę, że nasza cywilizacja przestała być religijna w XIX w.

    Eurosojuz -> państwo uniwersalne.

  24. Kacper pisze:

    “Każdy sobie rzepkę skrobie” - nie wiem jak to lepiej wyjaśnić.
    Moim zdaniem po prostu jedno od drugiego zależy w sposób pośredni, lub bezpośredni - ale zależy.

    Podtrzymuję swoje pytanie: czemu uważasz, że Eurosojuz to krok w złą stronę?

    Nasza cywilizacja przestała byćreligijna w XIX w. - w takim razie coś przeoczyłem. :)

  25. kasper pisze:

    Kasprze, umując rzecz króŧko, a treściwie: tak.

    Awicenno: Zapoznawanie się z tematyką tak obszerną przez skrót to chyba zaproszenie do nieporozumienia jest? Nie sądzisz? A skrót skrótu jest już tak osobliwy i nieścisły, że nie wiadomo nawet z czym dyskutować. Zbytnia mgławicowość tematu powoduje iż każdy widzi takie kontury poglądów do zwalczenia, jakie mu wyobraźnia sama podpowiada. Warto rozmawiać, ale nie pleść.

    Kacprze, gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie cywilizacja, a gdzie kapitalizm. Tematyczny Eintopf wcale nie smakuje dobrze!

  26. Awicenna pisze:

    Ze stwierdzeniem, ze pluralizm ułatwia postęp dyskutować nie zamierzam - i również dlatego Eurosojuz jest moim zdaniem złym rozwiązaniem. Ob. http://en.wikipedia.org/wiki/A_Study_of_History#Universal_State

    A co do religijności, to w połowie XIX w. zastąpiła ją stety-niestety nauka i kult postępu naukowego (pozytywizm, te sprawy). Chyba niestety.

    Kasprze, bój się Boga - skrót ma 800 stron… bez aneksów. Oryginał to 12 tomów po 650 do 800 stron każdy, wypełnione w dużej mierze przykładami, nigdy nie przetłumaczone na polski. Skrót został przygotowany przez jednego z czytelników oryginału, który przedstawił efekty pracy Autorowi i wspólnie dopracowali szczegóły przed wydaniem. Obecnie tenże skrót jest najpopularniejszą (cóż za zaskoczenie;) ) formą zapoznawania się z tym dziełem.

    Moim zdaniem kapitalizm jako wytwór cywilizacji zachodniej, jest jak najbardziej odpowiednim tematem do rozmowy w tym miejscu. Choć może nie pod wpisem walentynkowym ;)

  27. Awicenna pisze:

    Pfff… zamknąłem dyskusję. Już nie będę.

  28. strzel_ba pisze:

    Och, nie miej żalu, Awicenno. Ja powinnam włączyć się do dyskusji, zgrabnie podtrzymać, no ale nie mam czasu. Na nic ostatnio ie mam czasu :( W związku z tym trzepnęłam wszystko i poszłam na basen. Mam tyle roboty, że i tak się nie wyrobię. Znacie to?
    Faktem jest, że potrafimy wekslować na tematy polityczne z najniewinniejszego wątku :) I wszyscy maczamy w tym palce!

  29. Kacper pisze:

    Awicenna, też mi się czasem zdarza. :)

    Ja zawsze mówię “jak nie wiesz w co włożyć ręce - włóż je w kieszenie”. ;)

  30. Kacper pisze:

    Dyskusja umarła, a mi się coś przypomniało.

    Jakiś czas temu dostałem zaproszenie do znajomych na nk od radnego Johna Godsona ( http://nasza-klasa.pl/profile/19563138 ). Zignorowałem i zapomniałem, bo nie miałem czasu ani ochoty czytać jego profilu.
    Dziś poczytałem. Im dłużej czytałem, tym bardziej mi się gęba cieszyła. Myślę sobie: no wreszcie ktoś chce coś tu zrobić. W dodatku nie jest z Polski i jest czarny, a mimo wszystko czuje się Łodzianinem. Ale tak, czytam, czytam i pojawiła się kolejna myśl: no dobra, ja też mam piękną wizję, ale jakoś nie pcham się do polityki, bo wiem, jak trudno byłoby ją zrealizować.

    Nie zmienia to jednak faktu, że idea promowania się przez nk jest bardzo trafiona, pozwala na identyfikowanie się ludzi z politykiem i można w ten sposób dotrzeć do większego grona odbiorców. Człowiek ma pomysł na siebie i podoba mi się to.
    Mam tylko nadzieję, że nie dostanę niedługo zaproszenia do znajomych od J. Kaczyńskiego. Chociaż on konta w banku nie ma, więc na nk raczej też nie…

    Co sądzicie o tym polityku i o sposobie promocji?

    P.S. Wszystkiego kobiecego dla Pań. Znaczy najlepszego. :)

  31. Paweł pisze:

    Głosowałem na Niego w ostatnich wyborach samorządowych. Nie dostał się. Ale któryś z radnych PO zrezygnował albo z innych względów przestał być radnym (nie pamiętam) i On był następny na liście.
    W moim przekonaniu jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Nie osiągnął coś dzięki polityce tylko jest w polityce bo coś osiągnął. Człowiek z inicjatywą.

  32. Eborn pisze:

    hm… Być może za mało śpię ostatnio, ale byłbym przysiągł, że były nowsze wpisy… Mam dziwne przeczucie, że to zamierzony powrót do przeszłości, nie problemy natury technicznej oraz że chyba kryją się za tym raczej jakieś ponure powody niż chęć przypomnienia nam o “święcie zakochanych” (celowo ten cudzysłów)? Można prosić o jakieś wyjaśnienie czy ma pozostać tak enigmatycznie?

  33. strzel_ba pisze:

    Ostatnie dwa wpisy były jakieś takie prywatne. Nie zyskały przychylności. Pani od polskiego nie powinna być nikim prywatnie. Ma pisać tu o rzeczywistości szkolnej, czasem politycznie, czasem nie, ale nie prywatnie, broń Boże!
    Więc wyrzuciłam, żeby was nie denerwować. Nie drażnić. Musiałam się zdekoncentrować chyba, pisząc je. Wyjść z roli.
    Nie mogę pisać o tym, o czym chciałabym, nie umiem o tym, o czym nie chcę. Ot, wieczny dylemat publicystyki.
    Poza tym sypiam ostatnio od piątej do ósmej. Trochę mało, ale to tak jak ty, Bartku :)

  34. Paweł pisze:

    Denerwować?!
    Hmm. Brak komentarzy świadczy raczej o tym, że wpis nie tyle denerwował (jak mnie coś irytuje to daję temu wyraz) co onieśmielał :/, skłaniał do przemyślń… a jednocześnie “personifikował” Panią od polskiego ;)
    Ale czy to źle…. NIE!
    Gdyby wszystkie wpisy były takie to byłaby to raczej śmierć tego bloga… ale tak, nabiera on tylko tego szczególnego charakteru.

Zostaw komentarz