Powyżej zera poniedziałek, 4 maja 2009

Pamiętam… tak, tak, zacznę sentymentalnie. Pamiętam swoją maturę z polskiego. Pisałam temat dotyczący bohatera romantycznego, no bo cóż by innego :) Trzeba było napisać wszystko, co się na ten temat wiedziało, oraz jeszcze trochę, przez pięć godzin. Siedzenie w jednym miejscu przez pięć godzin to już jest wyzwanie, a tu jeszcze niemały wysiłek intelektualny. Ech, to były czasy! Czegoś wtedy od maturzystów oczekiwano,  matura (choć jestem świadoma, że zawsze istniały mity wyolbrzymiające ją) była jakimś ważnym progiem intelektualnym i emocjonalnym.

A dzisiaj bywa z tym progiem różnie.

Na moich lekcjach wok-u w tegorocznej 1c stwierdziliśmy zgodnie, że świat zmierza do pampersów, ulegając kompletnej infantylizacji. Potwierdzeniem tej tezy jest cyrk okołomaturalny.

Wstęp

Zaaferowana (sztucznie dość) pani redaktor zagaduje wchodzących na salę maturzystów:

- A macie jakieś maskotki? Nie? Proszę państwa! - tu oburzona pani redaktor zwraca się do kamery - Maturzystom nie wolno wnieść na salę ŻADNYCH maskotek! Również nie mogą wnieść ŻADNEJ kanapki ani NIC do picia!

Zanim pani redaktor powoła Polskę przed Trybunał Praw Człowieka i Obywatela ja skromnie zauważę, że matura trwa coś około 3 godzin. Światowa Organizacja Zdrowia nie stwierdziła dotąd ŻADNEGO zgonu z powodu powstrzymania się od jedzenia czy picia w wyżej określonym  czasokresie.  A jeśli chodzi o maskotki… Hmm, tego, ekhm. Pani redaktor zapewne nie jest świadoma, że młodzi ludzie, piszący maturę, posiadają już prawa obywatelskie, mogą wybierać prezydenta, zawierać związki małżeńskie i legalnie kupować alkohol. Że spędzają noce “na mieście” już od pewnego czasu i nikt po nich nie przyjeżdża w środku nocy pod klub czy studio dyskotekowe. Czy oni tam chodzą też z maskotkami? To byłby pewien powód do obaw. O ich zdrowie psychiczne.

Na razie martwię się o własne (podczas sprawdzania), bo najwyraźniej, podobnego zdania o niedorozwoju młodzieży są ci wybierający tematy maturalne.

Rozwinięcie

Na maturze polecono maturzystom scharakteryzować chłopa Bylicę na podstawie załączonego fragmentu. Nie było  co tu myśleć o odwołaniu się do całości dzieła Reymonta Chłopi, bo tenże bohater poczesnego miejsca w nim nie zajmuje. Zatem, kto zadał sobie trud przeczytania obowiązkowego tomu I Jesień, albo - co gorsza- całości - może do siebie odnieść zakończenie Ferdydurke: Koniec i bomba, a kto czytał ten trąba! Czy to zemsta demaskatora głupoty szkolnej - zza grobu?! Na dokładkę do maturalnego poczucia rzeczywistości proponuję przeczytać zaledwie pierwsze zdanie fragmentu. Ktoś długo szukał, żeby znaleźć. A młodzież miała zapewne ubaw, prawda, Maćku? I to nic nie szkodzi, że archaizmy, i że stylizacja - to sama uroda języka. Na szczęście, jak sądzę,  zaledwie może z 5% maturzystów  wybierze ten temat. Reszta rzuci się na…

Drugi temat odnosił się do Pana Tadeusza. Pan Tadeusz to dzieło przeze mnie ukochane, naprawdę. I moim uczniom staram się tę miłość opowiedzieć, objaśnić, przekazać. Nie wiem, z jakim skutkiem działam, ale zawsze lubię pracę nad tym poematem: sentymentalnym, owszem, ale pełnym dowcipu, przymrużenia oka, gry z romantycznymi konwencjami, na których się sam Mickiewicz przecież wychował lub sam je tworzył. Natomiast temat maturalny pomylił chyba poziomy: charakterystyka porównawcza Zosi i Telimeny to sztandarowy przykład klasówki z gimnazjum! Więc po co były te trzy lata? Po co powrót do tego dzieła w drugiej klasie?

Ja wiem, charakteryzowanie postaci to wspaniała umiejętność, bo stanowi klucz do zrozumienia motywacji postaci, jej poglądów, życiowych rozterek i wyborów. Nie o samą charakterystykę mi idzie.

Otóż idzie mi o Zosię i Telimenę. Ja to albowiem będę musiała sprawdzać, moi mili.  Ile ciekawiej wypadłaby analiza romansu Telimeny z Tadeuszem :) . Rywalizacja Hrabiego z Tadeuszem o kobietę. Nawet sam portret psychologiczny Telimeny byłby wyzwaniem.

A tak - to już widzę “głębię” interpretacji: Zosia jako bohaterka narodowa, ofiarna, mężna, romantyczna, potężna siłą ducha i uwielbienia dla ojczyzny.  I Telimena - jako kobieta zła, zepsuta, zmieniająca mężów jak rękawiczki i do tego a fe! - kosmopolitka, nie kochająca ojczyzny swojej, Polski. Może być, że jeszcze nie kochająca Warszawy, stolicy swego kraju umiłowanej.

WRRR!

No ale czego można się spodziewać po maturzystach, mówiących rzeczy następujące:

“Pana Tadeusza nie przeczytałem”

Zakończenie
Zawsze uważałam, że trzeba wam stawiać poprzeczkę wysoko, bo wtedy wyżej sięgacie, więc więcej zdobędziecie.
Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy
.
Przepraszam, tak mi się jakoś skojarzyło. :) Ale taki minimalizm charakteryzował zawsze starych. A tutaj - proszę, młodzi ludzie stwierdzają:
- 30 % mi wystarczy.
- Nie przeczytałem w życiu żadnej lektury. Poza Karolcią.
Młodzi ludzie mówią to prosto z mostu, z pewnym, że się tak wyrażę, poczuciem dumy z siebie!
Wy, młodzi - chcecie  być orłami czy kurami? Co?
Nie mogę zatem ścierpieć matury, która zmieni się niedługo w egzamin przedgimnazjalny. Przynajmniej, jeśli chodzi o rozumienie literatury. Nawet ta na poziomie podstawowym powinna mieć jakiś poziom. Powyżej zera.
PS:
Między nami mówiąc, uważam, że tegoroczny poziom rozszerzony powinien być poziomem podstawowym. Śliczne teksty: mądre, proste, oczywiste. I każdy z serca i z rozumu coś by tam wysnuł. Jeśli ma serce i rozum. A przecież maturę powinni dostawać właśnie tacy, czyż nie?

Komentarze [35] do “Powyżej zera”

  1. chora512 pisze:

    Tegoroczna matura to porażka. Po co ja się w ogóle na tym polskim uczyłam. Nawet nie było odwołań do całości utworu. Żadnej pracy twórczej ucznia - sztywny klucz odpowiedzi i to tylko do konkretnych frag. PORAŻKA :(

  2. Awicenna pisze:

    Nareszcie.
    Ponoć ktoś napisał maturę podstawową niestandardowo - udowadniając, iż Telimena to fajniejsza od Zosi była, tak w ogóle…
    A co do wypowiedzi “procentowych” - mają trochę racji. Bynajmniej nie dlatego, że za nisko mierzą, ale dlatego, że jeśli ktoś poza polskim i obcym zdaje np. matury z matematyki, fizyki i chemii (a nie daj Boże jeszcze więcej), to nie należy się dziwić jasnemu określeniu priorytetów. Ot, współczesna edukacja - do niej należy przyszłość, stety/niestety.

  3. strzel_ba pisze:

    Właśnie nie! Właśnie tak nie mów, błagam cię, dziecko! Przepraszam cię za taką maturę, choć to nie moja wina. Ale zaklinam, nie uważaj, że czytanie i nauka to czas stracony. Kto czyta literaturę, ten żyje wielokrotnie. Jest bogatszy, patrzy na sprawy głębiej i widzi szerzej.
    Jest w tym wszystkim jeden zgryz. Zachęcam was do lektur, do duchowego bogacenia się, do pracy nad sobą, a przecież wiem, że to droga do cierpienia. Już mądry stary Kohelet tak mówił: “Kto przysparza mądrości, ten przysparza cierpienia”. Ale czy to powód, dla którego chcielibyśmy być głupcami?

    Wyobrażasz sobie, że mogłabyś zaistnieć w TV jako taki pewny siebie głupek, chwalący się niewiedzą?
    Zawsze powtarzałam: głupota sama się skompromituje. Ci młodzi ludzie muszą się tego jeszcze dowiedzieć.
    I jeszcze jedno, cokolwiek byście nie mówili na ten temat, ja wiem swoje: bez nauki polskiego - nie ma rozwoju w jakiejkolwiek dziedzinie. Wszyscy moi wybitni uczniowie, olimpijczycy i finaliści konkursów: chemicznych, fizycznych czy matematycznych, albo historycznych, mieli u mnie piątkę z polskiego. W najgorszym wypadku (dysleksji i kłopotów z pisaniem) - mocną czwórkę
    Bo na polskim uczy się człowiek mówienia. A mowa jest funkcją myślenia. Fundamentem rozwoju. Logiczne? Logiczne.

    Więc - drogie dziecko - przyda ci się ten polski. Przyda się, mówię, i tak będzie, zobaczysz. Ja to wiem. Bo przecież Wiedźmą jestem.

  4. strzel_ba pisze:

    Moja wypowiedź oczywiście do chorej 512, nie do Awicenny. Dopiero go czytam.

  5. strzel_ba pisze:

    @Awicenna: Oczywiście , że Telimena była fajniejsza od Zosi :) Myślę, że biła ją na głowę erudycją i seksapilem, była świadomą swojej kobiecości, zmysłową istotą.Trochę samotną, trochę zdesperowaną, damą z wielkomiejskiego gwaru, zakopaną na prowincji z braku środków do życia. Ale próbującą jakoś wyjść z tej opresji. Na miarę skromnych sił i środków kobiety początku XIX wieku.
    A Zosia była dzieckiem jeszcze. Uroczym, świeżym jak poranek, ale dzieckiem.
    Tylko co wy o tym wiecie :) Za młodzi jesteście, żeby rozumieć te niuanse. Dla was Telimena to stara baba.
    Co do procentów się już tyle razy wypowiadałam, że mi głupio się powtarzać, ale powtórzę: minimalizm oznacza prymitywizm i brak ambicji. Można nie dążyć do maksa na poziomie rozszerzonym, ale czytać lektury - chyba jednak trzeba. Żeby nie być barbarzyńcą. Barbażynicom.

  6. Awicenna pisze:

    Non barba facit philosophum.
    Nie matura a chęć szczera zrobi z Ciebie oficera - warto byś o tym pamiętał, gdybyś czasem nie zdał.
    (swoją drogą kiedyś było inaczej - byle jaki oficer był gość - chyba nawet któryś Kossak sportretował się w mundurze ppor. rezerwy)

    Tak mi się to jakoś luźno skojarzyło.

    Pytanie czy układający klucz też tak widzą Telimenę.
    Cóż, odnosiłem się głównie do wypowiedzi dziewczyny w czarnym, która o nieczytaniu lektur nie mówiła.

  7. Paweł pisze:

    A ja swoje!
    To kolejny powód by maturę zlikwidować…. Toć ona demoralizuje młodzież. Będzie to swojego rodzaju naturalny upadek tego egzaminu. Przecież nic nie musi trwać wiecznie. Skoro matura nie ma już tego prestiżu jak w dwudziestoleciu, jest egzaminem który trzeba odbębnić (i to w opinii zarówno uczniów jak i MinEdu) to na litość boską szkoda pieniędzy!!!

  8. Delfina pisze:

    Mam w tym roku korepetycje przygotowujące jednego chłopca do matury ustnej z angielskiego. Matury na poziomie podstawowym. Przyszedł do mnie w zeszłym miesiącu z pytaniem czy podejmę się zajęć z nim mając świadomość, że on naprawdę niczego nie umie. Podjęłam się, bo to syn przyjaciółki mojej mamy i podjęłam się, bo w trudnej sytuacji finansowej byłam i jestem i zarabiać muszę (zwłaszcza że robię coś, co lubię - ucząc innych).
    Na pierwszych zajęciach okazało się, że chłopak nie umie niczego (tak jak mówił, myślałam że troche przesadza…). Brak znajomości jakichkolwiek czasów, podstawowych czasowników, słówek, zwrotów, konstrukcji…Załamałam się i wzięłam do pracy. Czasy (w sumie uznałam, że wystarczy mu ich 5) zrozumiał w godzinę, słówka zapamiętuje po jednokrotnym ich użyciu, błyskawicznie zrozumiał w jaki sposób prowadzić negocjacje.. i tak dalej.
    Jest naprawdę zdolny i inteligentny.

    Do czego dążę - na początku prawie skreśliłam tego chłopaka myśląc, że trafił mi się następny oporny na wiedzę leń. A tu jednak nie - jego celem jest dostać się na Akademię Muzyczną, do tego jest z wielodzietnej rodziny i decydując się na naukę w szkole muzycznej, ciągłe dojazdy do Łodzi - zdecydował jednocześnie o tym, że sam się musi utrzymać (z czym świetnie sobie radzi grając na weselach i pracując fizycznie). W związku z tym wszystkim jego frekwencja w szkole ocierała się o brak klasyfikacji, przedmioty zaliczał na “byle zdać” - bo zajmowało go coś innego, realizacja innego celu. I właśnie - marzeniem chłopaka jest dostać się na wspomnianą AM, a żeby się tam dostać potrzebuje matury - inaczej zamiast dobrym, wykształconym muzykiem będzie takim sobie zwykłym grajkiem z wesel z podłódzkich mieścin. I myślę, że takim jak on ta banalna do granic możliwości podstawowa matura się przyda…

    Swojego zdania o maturze nie zmienię - uważam obecną formę matury za prowokującą do lenistwa i nadużyć, nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem, które zmobilizuje się (całe) do ciężkiej pracy bez bata nad sobą. Oczywiście - jakbym miała zdawać dziś ustną z polskiego to byłabym cała radosna, że ktoś mi pozwala zrobić coś w czym się świetnie odnajduję, czyli pracować nad samodzielnie ułożonym tematem (nie rozumiem wybierania tematu z listy jeśli ma się możliwość napisania o czymś, czym się interesuje) i zaprezentować to (mrrr, prezentacje :) ). Ale ja to ja - nie każdy musi lubić pisanie, siedzenie w książkach, prezentowanie. A jak ktoś nie lubi -to się go formą nowej matury nie zmusi: od kilku lat, odkąd udzielam korepetycji, odbieram w marcu/kwietniu telefony od maturzystów, którzy się obudzili, że prezentacji brak, terminy się kończą i - nawet nie pytają o to, czy im pomogę- pytanie jest jaka jest cena całej prezentacji :/ To tyle jeśli chodzi o ustną, pisemną podstawową z tego co wszyscy widzieliśmy może napisać pierwszy lepszy człowiek, który na salę wszedłby,ot tak, z ulicy. Byle miałby więcej niż 12 lat.

    Ach, z ciekawostek, mój brat (przyszłoroczny maturzysta) dał swojej polonistce propozycję tematu, słowo w słowo go nie przytoczę, ale ogólnie chodziło o porównanie personifikacji śmierci w utworach T. Pratchetta z personifikacją śmierci w utworach z innych epok. Temat został odrzucony z sugestią, żeby jednak wybrał coś z listy… Już widzę z jaką radością i entuzjazmem bierze się za przygotowywanie prezentacji w przyszłym roku.

    serdecznie pozdrawiam i wracam do pisania pracy..ale magisterskiej :)

  9. Delfina pisze:

    ach, takie małe post scriptum: moim zdaniem człowiek rozumny, odchamiony, rozwijający się - czyta. I żadna matura - prosta czy trudna - tego nie zmieni. To tak z pozdrowieniami dla wszystkich, których ucieszył fakt, że do tegorocznej matury nie trzeba było mieć przeczytanych żadnych lektur.

  10. Delfina pisze:

    muszę jeszcze coś wkleić, cytat z wypowiedzi mojego kolegi na innym forum:

    “Jezyk polski to nie jest przedmiot o literaturze czy poprawnosci slownikowej, to przedmiot, ktory ma zmuszac do zadawania sobie waznych pytan. Jak myslicie, po co te wszystkie epoki, to omawianie najwazniejszych pradow myslowych, to uczenie recepcji kontekstow? Tu nie chodzi o to, zeby nagle wszyscy szli na filologie i inne kierunki humanistyczne, tu chodzi o to, by zdac sobie sprawe, ze prawdziwym celem nauczania polskiego jest rozwoj czlowieka, a jezyk, ktorym sie poslugujemy, jest naszym probierzem rzeczywistosci. Niewazne, czy chcesz byc lekarzem, dziennikarzem czy logistykiem w duzej firmie - do wszystkich tych rzeczy musisz posiadac kwalifikacje nieco wieksze, anizeli tylko techniczne. Techniki to i malpe mozna nauczyc, tu chodzi o cos wiecej.

    Matura 5 lat temu byla gwarancja, ze abiturient przez 5 godzin mysli, jak rozwiazac szerszy problem, jak zrozumiec jego istote, jak odpowiadali na to pytanie wielcy humanisci i wreszcie jaka on na to pytanie ma odpowiedz. Oczywiscie, ludzie z lekkim piorem mieli wieksze szanse, ale liczyla sie przede wszystkim tresc. Nawet jak miales swietny styl, to nie zdawales, jesli praca nie zdradzala oznak refleksji. A teraz? Tresc podana na tacy i temat, ktory mozna zrealizowac w notatce z 45-minutowej lekcji, ew. w krotkiej rozprawce? Wolne zarty.”

    I ja się z nim zgadzam. Z drugiej strony dostrzegam problem osób takich, jak mój uczeń. Jest jakieś jedno mądre wyjście z całej sytuacji?

  11. anonim pisze:

    wazne sa jednostki wybitne, ktore mysla, a ogolnie to swiat konsumpcyjny produkuje tylko to za co dostaje kase, matura widocznie jest przeszkoda, (nie tylko polski schodzi na psy, z matmy wyjeto 1/3 programu) tasmowa produkcja.

  12. anonim pisze:

    Nie moge sie doczekac obowiazkowej matury z matmy, to bedzie tragedia. Musza ja zaprojektowac doslownie dla malp, w innym przypadku ile osob nie zda? Badzmy szczerzy. Mature z polskiego zdalbym bez 3 lat nauki (a jestem slaby). Nalezy byc humanista, tylko takim renesansowym, wszechstronnym.

  13. Awicenna pisze:

    “nie jesteśmy jeszcze społeczeństwem, które zmobilizuje się (całe) do ciężkiej pracy bez bata nad sobą.”

    I dobrze. Lenistwo napędza świat!

    A co do innych kwestii - sorry, ale po prostu nie wyszliśmy jeszcze z socjalistycznego nastawienia na ilość i urawniłowkę. “Nie może być tak, że nie zda 15%, bo to będzie źle wyglądało w statystykach”…

  14. strzel_ba pisze:

    @ Delfino: mądrego masz kolegę. Pozdrów go ode mnie. To samo ja próbuję, może nieudolnie, tłumaczyć moim uczniom.
    I dokładnie wiedziałabym, który z nich zrobił pracę samodzielnie, a który nie, gdybym miała szansę ich usłyszeć. Jednak - nie usłyszę. Ani nie będę mogła być dumna, ani zawstydzona nimi. Ot, przyszli, poszli…

    @ Pawle, jak tak dalej pójdzie, to ja też będę za. Ale za dużo instytucji z tego żyje.
    A tu jeszcze czytam, że ocenianie matury ma się zmienić. Nie ma co, ja się nie nudzę w robocie. A czasem chciałabym chwilę się ponudzić :(
    @Anonimie, zdziwiłbyś się, gdybyś wiedział, jaka dla wielu trudna jest obowiązkowa matura z polskiego. Z ojczystego. I ty myślisz, że ci, co po polsku pisać nie potrafią, bo im bełkot wychodzi, to maturę z matmy napiszą? Taaa, już widzę. Więc zgodzę się z tobą co do przewidywań poziomu tej matury z matmy. Bo tak właśnie określam poziom egzaminu z polskiego. Pamięta ktoś, jak ja to ujmuję? :)

  15. anonim pisze:

    dla kapusty?

  16. sylwcka pisze:

    Dla średnio rozgarniętego szympansa?:] Dzisiaj to słyszałam, ale Ci którzy nie mieli z Panią zajęć, chyba nie zrozumieli, o co Pani dokładnie chodziło. Ale to przecież ich strata. Trzeba było się zapisać do innej klasy:P
    A co do matury, to wydaje mi się, że obniżenie poziomu można zauważyć obserwując stosunek uczniów do niej. Niegdyś stres ogarniał wszystkich, od uczniów po woźną. A dziś? Właściwie dotyczy on tego, by trzymać się regulaminu, bo egzaminu i tak trudno jest nie zdać…
    strzelb@
    W końcu coś nowego!

  17. sylwcka pisze:

    @strzelb_ba* (nie wiem skąd ta @ na końcu:])

  18. sylwcka pisze:

    i znowu…
    @strzel_ba :]

  19. strzel_ba pisze:

    Tak. Mawiam, że maturę zda średnio rozgarnięty szympans :).
    Po czym niektórzy nie zdają i mi głupio. Za nich.

  20. Lars Bergerson pisze:

    “stresowałam się ale wzięłam proszki i przeszło” :)

    Ja trochę rozumiem tych maturzystów mówiących “polski byle zdać, bo nie jest punktowany na moim kierunku”. Sam nawet miałem podobne myślenie, bo straszliwie bałem się, że nic mi z tej matury nie wyjdzie, że nigdzie się nie dostanę etc. Nie byłem w stanie stawiać sobie ambitnych celów, ponieważ moja psychika nie zniosła by już więcej presji. Wiem, że to dziwnie to brzmi ale ja jestem takim właśnie zestresowanym, strachliwym człowiekiem, który boi się porażki na tyle, że nie chce na wiele liczyć.
    Mimo to nigdy ale to nigdy nie przyznałbym się do “mienia gdzieś matury z polskiego”, bo byłoby mi najzwyczajniej w świecie wstyd.

  21. Awicenna pisze:

    Taaa… zestresowany ale chyba oczytany;]

    Bez przesady z tą presją. Faktem jest, że odpuszczenie matury z polskiego jako celu samego w sobie pozwala relatywnie “na luzie” wejść w matury. To ma swoje zalety. A poza tym dla 80% dwunastkowiczów jeżeli chodzi o nabijanie procentów ta matura jest nieistotna. Gorzej jak ktoś z pozostałych 20% prezentuje takie podejście - vide młody człowiek z filmiku, który lektur nie czytał, jest z siebie dumny i czeka na maturę… z historii. Życzę mu wiele szczęścia, na ewentualnych studiach mu się przyda.

  22. Szymon K pisze:

    Zobaczyłem dziś arkusz matury podstawowej z języka polskiego.
    Skojarzył mi się z moim egzaminem do liceum, który zdawałem po 8-ej klasie.
    Taką maturę zdałbym chyba po szkole podstawowej, i to na nieco więcej niż 30%…
    Właśnie, to po cóż liceum.

    Gdyby celem Pani Barbary było tylko przygotowanie do matury to nie musiałaby nic robić. Nic.
    A celem wielu pań od polskiego jest właśnie przerabianie uczniów na poziom maturalny.
    Na szczęście Pani Basia (tak pozwolę sobie napisać, najwyżej zostanę zastrzelony) ma szczytne cele.

    Później “uczniowie 30%” pójdą na polonistykę (bo któż normalny tam idzie) i zostaną nowymi paniami od polskiego. Dalej będzie 30% z 30%, czyli 9…

    Świat stanął na zrębie… ?
    Gdzież tam, wszystko ok. Wyluzuj Szymon, czego chcesz.
    Przecież wszystko tłumaczy wiceminister edukacji, prof. Zbigniew Marciniak,
    a profesor to mądry człowiek.

    “Traktowanie matury jak ciasnej bramki, przez którą na studia przecisną się tylko wybrańcy, byłoby niedemokratyczne. Media walcząc o oglądalność czy sprzedaż, też dostosowują swój przekaz do mniej wymagających odbiorców. Ale dzięki temu wiemy, że nadal wysoki odsetek osób pozostaje odbiorcą ważnych społecznie treści. Ze studiowaniem musi być podobnie, dostosujmy ofertę studiów dla zróżnicowanych kandydatów, najważniejsze jest przecież, by jak najwyższy odsetek osób się kształcił.”

    Nie ważne jak, ważne ile.
    100% obywateli będzie miało wykształcenie wyższe ! Hurra !
    Tylko będzie to znaczyło dokładnie tyle, że nikt nie będzie miał żadnego wykształcenia (chyba, że będzie durny i posłucha Strzeleckiej).

    Po czym wiceminister dodaje:
    “Bo to zawsze korzystne dla całego społeczeństwa. ”
    Przekonujący argument: “bo to”.

    “Dzisiejsza matura jest egzaminem wstępnym na studia, to jej podstawowa
    funkcja.”
    Tylko tutaj tkwi sprzeczność. Skoro matura jest egzaminem na studia to powinna pełnić funkcję sita. Ale wg pana wiceministra nie powinna pełnić takiej funkcji, gdyż jest to niedemokratyczne.

    “To studia, uczelnie powinny się dostosować do zróżnicowanej młodzieży, potrzebujemy dziś studiów dwóch, a może i trzech prędkości - tak, by program dla siebie znaleźli zarówno najzdolniejsi, jak i ci, którzy na pierwszym roku będą potrzebować kursów wyrównawczych.”

    O nie! Ratunku! Kursy wyrównawcze istnieją od jakiegoś czasu, niedługo trzeba będzie wprowadzić rok wyrównawczy, albo dwa. Student, który dostaje się na politechnikę ma problemy z mnożeniem (przepraszam, z czytaniem i pisaniem też), a co dopiero, jeśli wspomnieć o pochodnej czy całce.
    To droga wprost do jaskiń..

    Są różne uczelnie higieniczno-ekumeniczne itp. Każdy może sobie znaleźć miejsce, uczelnie państwowe powinny trzymać poziom. I już.

    Inaczej będziemy krajem trzeciej prędkości.
    I zamiast orła w koronie będzie kura w słomie.

    Wywiad z ministrem jest tutaj:
    http://polskatimes.pl/opinie/wywiady/113016,nowa-matura-nie-bedzie-taka-trudna,id,t.html

  23. Lars Bergerson pisze:

    @“Traktowanie matury jak ciasnej bramki, przez którą na studia przecisną się tylko wybrańcy, byłoby niedemokratyczne. Media walcząc o oglądalność czy sprzedaż, też dostosowują swój przekaz do mniej wymagających odbiorców. Ale dzięki temu wiemy, że nadal wysoki odsetek osób pozostaje odbiorcą ważnych społecznie treści. Ze studiowaniem musi być podobnie, dostosujmy ofertę studiów dla zróżnicowanych kandydatów, najważniejsze jest przecież, by jak najwyższy odsetek osób się kształcił.”

    Matura nie “przesiewa” ludzi to prawda… aczkolwiek czy to rzeczywiście źle? Mam za moim kierunku ludzi, którzy maturę napisali naprawdę marnie, a teraz pracują jak mrówki i sobie radzą lepiej od olimpijczyków, którzy olewają sprawę.

  24. Binio pisze:

    Muszę przyznać, że wywiady z tego rocznymi maturzystami cokolwiek mną wstrząsnęły. “Bohaterowie” filmu chwalący się tym, że radzą sobie z maturą bez czytania lektur, śmierć frajerom którzy czytali.
    Zmieniło się sporo przez ostatnie pięć lat. Za moich nie tak odległych jeszcze czasów nie czytanie lektur choć dość częste nie było powodem do dumy.

    Zawsze wydawało mi się, że zdana matura jest nie tylko bramą na studia, ale przede wszystkim potwierdzeniem średniego wykształcenia.
    Nie każdy musi je mieć, nie każdy potrzebuje, ale jeśli ktoś chce to jednak powinien wykazać się odpowiednią, wcale nie minimalną wiedzą. I to wiedzą a nie umiejętnościami: analizowania tekstu, czy tworzenia prezentacji w Power Poincie.

    PS: Wiem, że mój komentarz jest cokolwiek wyrwany z kontekstu, ale ten blog wydał mi się najlepszym miejscem na podzielenie się moimi przemyśleniami na temat obecnej matury.

  25. Biegun pisze:

    “Myślę, że biła ją na głowę erudycją i seksapilem, była świadomą swojej kobiecości, zmysłową istotą.Trochę samotną, trochę zdesperowaną, damą z wielkomiejskiego gwaru, zakopaną na prowincji z braku środków do życia. Ale próbującą jakoś wyjść z tej opresji. Na miarę skromnych sił i środków kobiety początku XIX wieku.
    A Zosia była dzieckiem jeszcze. Uroczym, świeżym jak poranek, ale dzieckiem.”

    ja tez to tak widzę, tak to napisałem….mam dziwne wrażenie że nie trafiłem w klucz ;)

  26. strzel_ba pisze:

    Ojej, chyba za dobrze was wyedukowałam :) Nie dajecie szans nawet ministrowi i znajdujecie mu błędy logiczne wywodu:)!
    To się źle skończy. Żadna władza tego nie lubi (łojejku, ale mam zabawę).
    O szansach i studiach już kiedyś dyskutowaliśmy. Jasne, to zawsze dobrze, gdy ludzie młodzi przez dłuższy czas szlifują swój intelekt, znaczy studiują niby. Pod warunkiem, że szlifują i studiują, a nie piją w akademikach i obijają sie od sesji do sesji.
    Jestem za:
    1. egzaminem maturalnym rozumianym jako podsumowanie edukacji ogólnej (pol + mat + jęz obcy na poziomie podstawowym + wybrany przedmiot - na poziomie wyższym)
    2. szerokim dostępem do studiów wyższych (mogą być dwustopniowe)
    3. systemem stypendiów motywacyjnych dla najlepszych studentów
    4. kondensacją godzin na zajęcia, tak by dać możliwość jakiejś pracy w 2 dni dla tych studentów
    5. eliminacją ze studiów najsłabszych (tych niezaliczających sesji, kolokwiów itd) lub wprowadzeniem wtedy dla nich opłaty za studia.

    Jeśli zrezygnujemy z pkt 1. - nikt już nie będzie się w ogóle uczył. Sami wiecie: bez kija - czyli jedynki, egzaminu etc. - nikt nie myśli poważnie o niektórych przedmiotach.
    A tak a propos - ostatnio dowiedziałam się, że polski to nieważny przedmiot, i łatwy, dlatego mogę pracować swobodnie na 6. i 7. godzinie lekcyjnej. I tak już będzie. No.
    Ale to przecież i tak nie ma znaczenia dla zdawalności tej banalnej matury. Właściwie - powinnam wyluzować.

    Ale czy to wtedy jeszcze będę ja? :) Wyluzowana strzel_ba? Hmmm, ksywkę by trza zmienić. Wymyślcie mi nową.

  27. strzel_ba pisze:

    Och, witam nowych gości na naszym blogu!
    @ Binio: od tego jest to miejsce. Każdą opinię przyjmujemy z należną jej uwagą. A gadamy, bo człowiek czasem musi :)
    @ Biegun : A szlag z kluczem. I tak zdasz :) Weź pod uwagę, że egzaminatorki mogą być w wieku tej Telimenki i zarobisz za taką przenikliwa interpretację jakieś walory specjalne. Spod serca. Egzaminatorki :)

    A serio mówiąc: ja jeszcze wierzę w mądrość układających modele. One są naprawdę szerokie, wierzcie mi, bo wiem co mówię. Nie słuchacie chyba prasy z jej skandalizującymi komentarzami. Żaden z dziennikarzy chyba nigdy takiego modelu na oczy nie widział, w odróżnieniu od uczniów, bo nauczyciele czasem im pokazują je, żeby zrozumieli, co i jak.

  28. strzel_ba pisze:

    Szymon, dziękuję za link, nie mogłam znaleźć :)

  29. Kacper pisze:

    Przypomniał mi się cytat z basha:

    Ćwiczenia na jakiejś politechnice:
    student: Panie doktorze, czy ta praca domowa jest obowiązkowa?
    prowadzący: Nie, nie jest obowiązkowa. Posiadanie wykształcenia wyższego również nie jest obowiązkowe.

    Tak samo powinno być z maturą (powiedział ten mądry, który ma to już za sobą). Prawda jest taka, że ani w liceum, ani w studiach nie ma nic elitarnego. Teraz każdy studiuje i każdy chodzi do liceum. Taka moda. Jak każdy, to wiadomo - trzeba dostosować poziom do przeciętnego każdego.

    Nikt też przecież nie mówił, ze minister musi znać się na tym, czemu ministruje. Nikt też nie mówił, że minister musi znać się na zarządzaniu. A szkoda, bo może wiedziałby wtedy, że warto chociaż posłuchać tych niższych od siebie rangą. Mógłby poznać zdanie tych, których jego decyzje najbardziej interesują.

    strzel_ba na ministra!
    Nie no, żartowałem…

  30. Paweł pisze:

    Strzel_ba jak samopoczucie po maturach ustnych :)? To nie miała być prowokacja ;)

  31. strzel_ba pisze:

    Właśnie się dowiedziałam, że w przyszłym roku brakuje dla mnie godzin w XII LO i że trzeba zrobić porządek z tą sytuacją, żeby w elitarnym liceum uczył ktoś taki jak ja - bez kwalifikacji.

    Zrobiło się ponuro. Proszę uważać na słowa, bo wszystko, co powiecie, może być wykorzystane przeciwko wam. Albo - mnie.

  32. Paweł pisze:

    Za rp.pl z 2 czerwca 2009 r.

    MATURA Z KONFORMIZMU I BYLEJAKOŚCI

    Najprostsza matura sprawia najmniej problemów. Abiturienci zadowoleni, bo wszystko poszło lekko. Nauczyciele – bo potwierdzili swoje umiejętności pedagogiczne. I wreszcie politycy, bo nikt im głowy nie zawraca pytaniami, co się z edukacją dzieje. Dla polityka bowiem najlepsza edukacja jest czymś niewidocznym. Bez protestujących nauczycieli i niedouczonych młodzieńców.

    Cel jest tuż-tuż, jak się wydaje, pedagogiczna nirwana nadciąga. Wszelako to pozór. Nawet, jeśli wymyślimy maturę najprostszą, to ona i tak za kilka lat okaże się zbyt trudna. Wszystko zacznie się wtedy od nowa. Poziom edukacji bowiem, zamiast iść w górę, podąża konsekwentnie drogą w dół. Może więc oszczędźmy sobie trudu i maturę zlikwidujmy.

    DWA ZAŁOŻENIA

    Aby zrozumieć cały proces, należy przyjrzeć się początkom. System oświaty po 1989 r. opiera się na dwóch założeniach. Zgodnie z pierwszym, edukacja jest narzędziem wyrównywania szans. To hasło pasuje wprawdzie do epoki minionej, w obecnej znalazło jednak swoje pełne rozwinięcie. Na wyrównywanie szans powołują się m.in. zwolennicy obniżenia wieku szkolnego, argumentując, że wczesne rozpoczęcie edukacji pozwala dzieciom z gorszych środowisk zrównać się poziomem z tymi, którym dane było się urodzić w inteligenckich domach.

    Szkoła, zgodnie z tym założeniem, spełnia funkcję socjalną, a stara bajka o kaganku oświaty zostaje podana w nowej szacie. Miesza się w niej język lewicowej utopii z językiem ekonomicznej efektywności. W tym paradygmacie mieści się bowiem przekonanie, że egalitaryzacja systemu edukacji przynosi wymierne korzyści ekonomiczne, a społeczeństwo lepiej wykształcone szybciej wspina się po drabinie dobrobytu.

    W tym paradygmacie mieści się także najnowsze rozumienie roli matury. Z wąskiego przejścia, świadectwa wejścia do grona tej części społeczeństwa, która może nazywać się inteligencją, matura stała się spowszedniałym rytuałem. Świadomie wyznaczono jej bowiem cel, aby objęła jak największą liczbę populacji. Konsekwentnie przy tym marginalizowano szkolnictwo zawodowe jako gorsze.

    Odbiło się to jednak na poziomie matury. Czy dziś, jak przed wojną, abiturienci byliby zdolni do napisania obszernego eseju na temat poglądów panujących na salonach paryskich w XVII w.? Czy wiedza wyniesiona ze szkoły średniej pozwala na czytanie Arystotelesa w oryginale?

    Do tego egalitarnego założenia dołożono jeszcze drugie. Postępy uczniów mają być mierzone za pomocą egzaminów zewnętrznych. A zatem oddziela się proces uczenia od jego weryfikacji. Założenie z pozoru słuszne i rzadko podawane w wątpliwość. Jego konsekwencją jest natomiast standaryzacja egzaminów, która w konsekwencji prowadzi także do standaryzacji samego procesu kształcenia.

    To założenie wydaje się także dobrze współgrać z hasłem egalitaryzacji szkolnictwa. Te same standardy dla wszystkich i ta sama wartość matury.

    Jest wszelako jeszcze trzecie założenie, które przyświeca współczesnej pedagogice, a mianowicie emancypacja jednostki. Wszelako zarówno egalitaryzacja szkolnictwa, jak i jego standaryzacja, tej emancypacji nie służą. Dawna szkoła i dawny model wychowania często są przedstawiane przez współczesnych pedagogów jako przejawy totalitarnego rozumienia społeczeństwa. Warto sobie jednak zadać pytanie, czy przypadkiem nowoczesna szkoła nie jest bardziej totalitarna i mniej sprzyjająca rozwojowi indywidualności niż szkoła dawna?

    PIMKO ŻOŁNIERZEM WOLNOŚCI

    Wprawdzie nowoczesna szkoła nie karci uczniów, nie wali ich linijką, a już tym bardziej nie wmawia wielkości Słowackiego, ale i bez tego bije rekordy w kształceniu społecznego konformizmu, braku oryginalności i bylejakości. Stary poczciwy Pimko jest przy niej prawdziwym żołnierzem wolności.

    Szkoła, która wszystkich traktuje równo, za wiele nie wymaga, za to wiele moralizuje – a więc szkoła współczesna, kończona symboliczną maturą, nie jest w stanie już wykształcić indywidualnego charakteru ucznia.

    Pamiętajmy, że Gombrowicz to absolwent szkoły klasycznej. I chociaż szczerze jej nie znosił, to jednak bez niej nie byłby Gombrowiczem. Czy wśród współczesnych maturzystów znajdzie się kolejny Gombrowicz – oto jest pytanie.

    A może lepiej dać sobie z tą komedią spokój?

    Autor jest filozofem, tłumaczem, byłym doradcą ministra edukacji, członkiem zespołu “Teologii Politycznej”

  33. Paweł pisze:

    Hi, hi :|
    Autorem jest Matusz Matyszkowicz.

  34. strzel_ba pisze:

    Ja tam jestem za, a nawet przeciw :)

    We don’t need no education.
    We don’t need no thought control.
    No dark sarcasm in the classroom.
    Teacher, leave those kids alone.
    Hey, Teacher, leave those kids alone!
    All in all it’s just another brick in the wall.
    All in all you’re just another brick in the wall.

  35. Kacper pisze:

    Zawsze zastanawiałem się jak zinterpretować podwójne zaprzeczenia w tym tekście. “We don’t need no education” - czyli jednak potrzebujemy? Może takie podkreślenie, że nie potrzebujemy ŻADNEJ edukacji (kalka z polskiego), czy może taka prezentacja tego, co będzie się działo, gdy nikt nie będzie musiał się uczyć - spowszednieją błędy?

Zostaw komentarz