Desiderata piątek, 11 grudnia 2009

Pangloss zaś powiadał niekiedy do Kandyda:

— Wszystkie wydarzenia wiążą się z sobą na tym najlepszym z możebnych światów; ostatecznie, gdyby cię nie wykopano z zamku nogą za afekt do panny Kunegundy, gdybyś nie popadł w ręce Inkwizycji, nie zwędrował pieszo Ameryki, nie postradał wszystkich baranów z krainy Eldorado, nie jadłbyś teraz tutaj kandyzowanych cedratów i pistacji.

— Masz słuszność — odparł Kandyd — ale trzeba uprawiać nasz ogródek.

***

Największą mądrością człowieka jest czerpanie mądrości od mądrzejszych od siebie. Potrzebna jest do tego jedynie świadomość własnej małości w obliczu kosmosu wiedzy i ludzkiego doświadczenia oraz potrzeba doskonalenia. Bez tego nikt nigdy niczego nie zaczerpnął.

A ja jestem szczęściarą. Pracuję w zawodzie, w którym na co dzień wykładam mądrości różnych narodów, tłumaczę idee dzieł i przemyślenia podmiotu lirycznego. W tej wielkiej skarbnicy myśli ludzkiej, jaką jest literatura, znajdziemy receptę na każdą przypadłość duszy. Na miłość i zawód, na przygnębienie i melancholię, frustrację, desperację i na gniew bezbrzeżny jak morze. Na bezradność w starciu z głupotą świata, ze złem, z absurdem egzystencji wreszcie. Przepraszam, na to ostatnie nie ma recepty, ale świadomość tego też może być pociechą.

Wrócę. Albo pójdę dalej. Wygram, choćbym przegrała. Bo wierzę, że jest jakiś metafizyczny zbieg losów, bo jest jakaś karma człowieka, która stawia na jego drodze dobrych i złych ludzi, a jego samego na innych drodze. I każdy z tych ludzi jest w ostatecznym rozrachunku ważny, chociaż najważniejsi są ci, którym kiedykolwiek mogliśmy zaufać. I zawsze najważniejszą wartością dla mnie będzie drugi człowiek, jedyny powód istnienia, moja próba, jedyna miara wszechrzeczy. A miarą mojej wartości jest to, ilu mam tych bliskich, i ilu mam tych, którzy zaufali mnie.

I to właśnie od przyjaciół dostałam dobre słowa w ostatnich miesiącach. I także te oto słowa:

Ludzie są nierozsądni, nielogiczni, samolubni;
kochaj ich mimo wszystko.

Jeśli czynisz dobro, ludzie oskarżą cię o ukryte egoistyczne pobudki;
czyń dobro mimo wszystko.

Jeśli osiągniesz sukces, zyskasz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów;
osiągaj sukcesy mimo wszystko.

To, co dzisiaj zrobiłeś dobrze, jutro będzie zapomniane;
rób dobrze mimo wszystko.

Uczciwość i szczerość sprawiają, że będziesz słaby;
bądź uczciwy i szczery mimo wszystko.

To, co budujesz latami, może być zniszczone przez jedną noc;
buduj mimo wszystko.

Ludzie naprawdę potrzebują pomocy, ale będą cię atakować, jeśli im pomożesz;
pomagaj mimo wszystko.

Daj światu, co masz najlepszego, a dostaniesz od świata po głowie;
daj światu, co masz najlepszego

mimo wszystko.

***

Bo trzeba uprawiać swój ogródek.

***

Komentarze [67] do “Desiderata”

  1. Karol pisze:

    Bardzo się cieszę Pani profesor, że pomimo tego wszystkiego co się ostatnio dzieje, powstał jednak kolejny wpis. :) Chcę, żeby Pani wiedziała, że może tego nie pokazujemy, ale bardzo doceniamy to, co Pani dla nas robi. Mamy wielkie szczęście, że to akurat Pani się nam “trafiła”. Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wszystko. :)

  2. surfer pisze:

    no, no.
    cóż rzec, łezka w oku się kręci.
    mogę tylko cieszyć się z powstania kolenej notki, która choć pozornie wydawać by się mogła tak błacha to przynajmniej dla mnie jest ona symbolem. czymś co do ceniam i mam nadzieję na pozytywny rozwój wydarzeń.
    cheers.

    swoją drogą - znowu w nocy.
    “kiedy umysł śpi, budzą się upiory”.

  3. strzel_ba pisze:

    Witaj, Karolu. Niech będzie, że po nocy.
    Miałam dołożyć trawnikom przed szkołą i prezydenckiej zadymie, ale jakie ta zadyma ma znaczenie wobec tej pięknej muzyki?
    Są rzeczy ważne, fundamentalne, i są błahostki, które przeminą.
    A “trafiliśmy się” sobie wzajemnie, pamiętaj. Ja wam, a wy mnie. To musi mieć jakieś transcendentne znaczenie.

  4. strzel_ba pisze:

    @Surferze, moje upiory jedzą mi z ręki. Znamy się już tyle lat! :)

  5. surfer pisze:

    grunt to się ze sobą oswoić. moje jeszcze mnie przerażają. ale… całe życie przede mną ;)

    “(…)prezydenckiej zadymie”. też mam pewne wątpliwości co do tego, dzisiejszego już w zasadzie, wydarzenia. co do jasnej cholery robi tam msza na samiuśkim początku? czy jesteśmy państwem kościelnym, czy konstytucja precyzuje obowiązujące w naszym kraju wyznanie? nie wydaje mi się! czy ofiaru komunizmu byłby zadowolone z czczenia ich pamięci poprzez religiny obrządek? osobiście uważam, że co najmniej 30% z nich było ateistami.
    ale pewnie podobnie jak w sprawie obsmarowywania szkoły krzyżami pozostanę sam w swym niemym, jednoosobowym proteście,

  6. surfer pisze:

    ah. i jeszcze na dokładkę!
    czy właśnie to miałoby rzekomo być “błahostką” wobec “tak pięknej muzyki”?
    też cenię sobię muzykę, która nieraz ratowała mi życie, ale… muzyka kiedyś przestanie grać.
    a obudzić się możemy w Przenajświętszej Rzeczypospolitej?
    dlaczego? - wołam.
    bierzmy przykład z Niemców - opodadkujmy religię. ciekawe kto się przy wierze ostanie.
    “nobis, non nobis, Domine Sed nomini tuo da gloriam!” - gdzież uleciał sens tych pięknych słów?
    eh, “prawdziwych piratów już nie ma”. został nam tylko pot, krew i łzy.
    no, i woda święcona!

  7. strzel_ba pisze:

    Tu są dwie rożne rzeczy, Surferze. Jedna - to nadużywanie ceremoniału religijnego do uroczystości państwowych - i z tym się nie zgadzam, jako człowiek świecki. A druga, zupełnie inna, to nadawanie rangi jakimś wydarzeniom przez budowanie rytuału, uwznioślanie. W kulturze rytuał jest nieodzowny. Dzisiejsza uroczystość to hołd dla garstki jeszcze żyjących i tysięcy zmarłych ofiar systemu przemocy. Ci żyjący - to są starzy ludzie, zapewne wszyscy religijni. Oni mają prawo do swojego rytuału, swojego patosu.

  8. Awicenna pisze:

    Ja po wczorajszym dniu mam na co narzekać… bałagan i tyle.

    Osobiście wątpię by 30% polskich ofiar komunizmu było ateistami.
    Obezna konstytucja nie precyzuje pozycji KK, ale jeśli sięgniemy do rozsądniejszych ustaw…
    “Art.114. Wyznanie rzymsko-katolickie, będące religją przeważającej większości narodu, zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań.

    Kościół Rzymsko-Katolicki rządzi się własnemi prawami. Stosunek Państwa do Kościoła będzie określony na podstawie układu ze Stolicą Apostolską, który podlega ratyfikacji przez Sejm.”

    I tak powinno pozostać do dziś…
    Uważam, że msza święta jest odpowiednia choćby jako wyraz opozycji wobec prób ateizacji Polaków przez poprzedni system. Wyraz zwycięstwa krzyża nad sojuszem sierpa i młota ;)

    Przenajświętsza Rzeczpospolita może zbyt pompatycznie brzmi… ale tylko czekać jak znów będziemy “antemuralis”…
    KK powinien zaostrzyć kurs ideowy, moim zdaniem.
    Tylko osoba zupełnie ignorująca kulturę i zagrożenia dla Polski i Polaków we współczesnym świecie, zmanierowana doktryną poprawności politycznej i “Toleryzmu”, może negować ogromną rolę i brzemię jakie spoczywa dziś na barkach Kościoła. Atakowanie go jako instytucji i podważanie jego znaczenia to prosta droga ku przepaści.

    Aha - żeby było śmieszniej, nie mogę powiedzieć, bym był wierzący - raczej wątpiący.

  9. surfer pisze:

    ja dla odmiany nie mogę powiedzieć, bym był ateistą.
    jednakże pomimo mojego szczerego poszanowania dla wyznania samego w sobie to instytucja Kościoła ma w sobie zbyt wiele wad i uważam, że jest to twór ideologicznie martwy. swoją drogą - wiem o czym mówię. od 6 lat zrzeszony jestem w orgaznizacji bardzo silnie “uduchowionej”, która współpracę z kościołem nawiązuje na, doprawdy, każdym możliwym kroku. i po tych doświadczeniach, najpierw z poziomu biernego uczestnika a następnie jako współorganizatora służby nikt mi nie wciśnie już żadnych tanich bzdur o “szerzeniu dobra i Chrystusowej miłości” - na pewno nie w Polsce.
    nie jestem też radykalnym przeciwnikiem faktu, że msza podczas owej uroczystości ma miejsce(choć, nie powiem, że fakt ten z lekka mnie drażni), denerwuje mnie fakt, że jako uczeń MAM OBOWIĄZEK się tam stawić. mimo jasno zadeklarowanego nie-uczęszania na religię i faktu, że moje moralne zasady mocno się z tym kłócą. a więc - gdzie to “równouprawnienie”?

    jeszcze jedno, Awicenno.
    po pierwsze, primo, kościół nie odegrał decydującej roli w odzyskaniu przez Polskę wolności. to bzdura wszeteczna. nie było by Wojtyły, trafiłby się inny - nie koniecznie ksiądz. pociemiężyli by nas jeszcze ze sto lat to samo by się powstanie zorganizowało. polacy nie potrafią walczyć o swoje - wybór Jana Pawła II był ślepym przypadkiem, który po prostu pomógł nam znaleźć pretekst do działania. na fali tego wyniósł się Wałęsa. dlatego nie na miejscu jest taka hiperbolizacja roli kościoła podobnie jak kult Jana Pawła II, który sam w sobie nie był ani wielkim człowiekiem, ani jako papież jakoś wyjątkowo nie zabłysnął.
    to samo tyczy się czasów obecnych - jedynym brzemieniem, jakie kościół być może na swych ramionach dźwiga jest nadmiar splugawionej gotówki.
    rzekłem.

  10. surfer pisze:

    http://www.youtube.com/watch?v=DnQmTQQD-0w

    skecz wybitnego, amerykańskiego komika. i choć przedstawia on to wszystko w formie, która dopuszcza przymrużenie oka, to mimo wszystko sporo w tym prawdy. smutnej, bo smutnej, acz prawdy. polecam to sobie przemyśleć.

  11. strzel_ba pisze:

    Nie zgadzam się ani ze stanowiskiem Awicenny:
    “Tylko osoba zupełnie ignorująca kulturę i zagrożenia dla Polski i Polaków we współczesnym świecie, zmanierowana doktryną poprawności politycznej i “Toleryzmu”, może negować ogromną rolę i brzemię jakie spoczywa dziś na barkach Kościoła”,
    ani z dość, hm, aroganckim ujęciem Surfera:
    “kościół nie odegrał decydującej roli w odzyskaniu przez Polskę wolności. to bzdura wszeteczna. nie było by Wojtyły, trafiłby się inny - nie koniecznie ksiądz. pociemiężyli by nas jeszcze ze sto lat to samo by się powstanie zorganizowało”.

    Mają jednak obaj prawo do swoich poglądów, to jasne. Proszę tylko, aby dopuszczali poglądy innych, żeby nie przyznawali sobie praw do nieomylności, a innym - prawa do idiotyzmu.
    I w ogóle apeluję o niepodejmowanie tutaj tych kwestii. Możemy mówić o naszych życiowych “desiderata”?

  12. Awicenna pisze:

    Ależ ja nigdzie nie sugerowałem, że Kościół odegrał główną role w upadku komunizmu.

    Dzisiejsze wykulturowienie Europy - w duchu laickości i toleryzmu - jest moim zdaniem największym dla Polski i Europy zagrożeniem, któremu Kościół Katolicki winien się ideowo przeciwstawić.

    Nie zamierzam też twierdzić, ze jest to organizacja dobra, bezinteresowna, krystalicznie czysta. Nie jest. Ale odgrywała w kulturze tak wielką i ważną rolę, że dziś staje się jednym z bastionów, o które można oprzeć jakąkolwiek obronę naszego europejskiego dziedzictwa, które w zachodnich krajach ma się coraz gorzej.

    I tylko o to chodziło. A nazwisko Wojtyła w moim komentarzu nie padło.

  13. strzel_ba pisze:

    Awicenno: zacytowałam, żeby nie było wątpliwości, z czym się nie zgadzam. To są dwa skrajne stanowiska, dotyczące ogólnie roli Kościoła. Nigdzie nie wmawiam ci tego, o co mnie posądzasz, że wmawiam.

  14. Awicenna pisze:

    To nie było do Pani.

  15. Paweł pisze:

    Przepraszam strzel_ba ale nie potrafię nie odnieść się do słów surfera.
    A zresztą… szkoda czasu na ideologiczne przepychanki.
    @surfer
    Abstrahując od twoich poglądów, z którymi się w dużej mierze nie zgadzam, pragnę podkreślić, że gdyby to była inna strona uznałbym, że jest trollem. A tak uznaje, że jesteś młodym (?), zbuntowanym, inteligentnym człowiekiem, który w kontestowaniu powszechnie uznawanych i szanowanych prawd i autorytetów znalazł swój sposób na rozumienie świata.
    Całe szczęście to z wiekiem przechodzi. Inaczej ten świat stałby się hodowlą zmanipulowanych łatwymi hasłami człekokształtnych istot. Niestety zdarzają się przypadki niereformowalne.
    PS. Tak naprawdę to najbardziej chyba zdenerwował mnie ten nieprzyjmujący sprzeciwu styl.
    PS2. Z góry przepraszam jeżeli poczułeś się urażony, ale nie to było moim celem.

  16. surfer pisze:

    Hihi. :)
    Nie powiem, trochę mnie uniosło, bo za każdym razem gdy o tym słyszę to krew zaczyna mi krążyć w żyłach zdecydowanie za szybko. Generalnie wybaczcie, jeżeli mój ton został odebrany jako “nieprzyjmujący sprzeciwu”, tudzież “przyznawający sobie prawo do nieomylności”. Bardzo ciężko mi ująć jednoznacze stanowisko kościoła w tak krótkich słowach. Tak więc może kiedyś przy jakieś okazji uda mi się podjąc z wami dyskusję na bardziej korzystnych warunkach.
    Tymczasem, uszanujmy prośbę gospodarza :D

    moja dezyderata?
    miłość bym rzekł. nie wiem, czy to nie nazbyt podniosły.

  17. strzel_ba pisze:

    Peace and Love; zawsze. :)

  18. Awicenna pisze:

    Wiedzieć.

  19. strzel_ba pisze:

    Pierwszy stopień do piekła, Awicenno. Ciekawość poznawcza :)

  20. Awicenna pisze:

    Z tym piekłem mi się skojarzyło…

    „Pierwszy łyk ze szklanki nauk przyrodniczych zmieni Cię w ateistę, zaś na dnie szklanki czeka na Ciebie Bóg”. [Werner Heisenberg, 1901-1976, niemiecki fizyk, laureat Nagrody Nobla w 1932]

  21. surfer pisze:

    ładny cytat, Awicenno.
    moim zdaniem piekło jest wspaniałym miejscem (o ile istniej takowe w typowo chrześcijańskim postrzeganiu). i tak będę się tam smażył ;D

    “Peace & Love” - poczułem się znowu młody ; p

    ja osobiście tęsknię też do Anarchii, tej utopijnej.

  22. Awicenna pisze:

    Chyba w tej ludowej (a może Bułchakowowskiej?) wersji. Piekło chrześcijańskie jest z definicji miejscem wyrafinowanego nieraz cierpienia, nie koniecznie grilli, balów i ew. gotowania w smole. Św. Brendan miał spotkać podczas którejś z podróży Judasza, który dostawał raz na tydzień “przepustkę” z piekła… siedział na wystającej z Oceanu skale, chłostany przez wiatry i fale.

  23. sylwcka pisze:

    Odnośnie Pisma Świętego-to pisali tylko ludzie-jakkolwiek szanuję wiarę i ludzi wierzących w to, że Duch Święty natchnął twórców, to odnajduje się w PŚ wiele twierdzeń niespójnych z obecną nauką Kościoła jak i wiedzą o świecie, co wskazuje na istotny wpływ człowieka na to dzieło. Sami duchowni nauczają by postrzegać niektóre z nich jako metaforę, co wydaje się być oczywiste. Ważniejszym wydaje mi się, że sami zaznaczają, że odnosi się ono do czasów, w których zostało napisane i nie należy przyjmować ich bezrefleksyjnie, co więcej miał być to jasny przekaz dla ludzi ówczesnie żyjących i wyznających Boga. (Chyba, że spotkałam dziwnych duchownych…)
    Odnośnie desiderata-wolność/niezależność i rozwój. Nie potrafię zdecydować, co jest ważniejsze.

  24. surfer pisze:

    widzę, że wszyscy nie rozumiecie o co mi chodzi ;P
    wiarę i ludzi wierzących z warstwy świeckiej szanuję chociażby za samą wytwałość w niezmiennym stanowisku głębokiego zaufanie do ichniego Boga. oczywiścię daże ich też należnym respektem ze względu na tolerancję i dobre wychowanie.
    jednak przy klerze zaczynaja się problemy..
    ale jak rzekłem, zostawmy już to ;p

    odnoście Twej desideraty, sylwcko, ja osobiście obstawałbym przy wolności i niezależności, albowiem tak jak nieskrępowana swoboda ma jeszce prawo istnieć bez rozwoju, tak ów rozwój raczej nie. cóż to za poszerzanie horyzontów bez nieograniczonych możliwosci!? :D
    (na użytek Awicenny: “nieskrępowanej” - definiuję to w granicach zdrowego rozsądku, bez kolizji z prawem i obyczajnością - żeby potem ze mnie nie wyszedł nieokrzesany anarchista :) )

  25. strzel_ba pisze:

    No to jednak wychodzi jakieś “skrępowanie” tej wolności :).
    O tym już chyba kiedyś dyskutowaliśmy,ale możemy powtórzyć na użytek nowych gości. Obowiązki, które sobie sami nakładamy, nie krępują naszej wolności, są świadomą drogą powinności i słuszności, wolnym wyborem, odpowiedzialnością za coś, za kogoś i przed kimś.
    Życie bez tego - jest swawolą, jak mówi ks. Tischner

  26. Awicenna pisze:

    Zarówno rozwój może istnieć bez swobody jak swoboda bez rozwoju.
    Przykładem tego pierwszego choćby Sparta.

  27. surfer pisze:

    Sparta powiadasz?
    Nazywasz to rozwojem?

  28. Awicenna pisze:

    Jasne. Efektem rozwoju tej społeczności był choćby najlepszy ustrój całej Grecji - i to zdanie nie tylko moje, ale i współczesnych - Platona, Tukidydesa, Arystotelesa bodaj też. Do tego Tyrtaios i bardzo ciekawa kultura oparta niezwykle mocno na tradycji i kulcie prostoty.

    Mogą się komuś nie podobać te osiągnięcia, ale zjawiska samego rozwoju nie można zanegować.

  29. sylwcka pisze:

    Fizyczny i kształtujący hart ducha, zawsze to jakiś ;)
    Możliwość istnienia ich obu osobno chyba jest, ale cóż mi z bycia niezależną jeśli miałabym być taką samą lub coraz gorszą, głupszą i słabszą z upływem czasu? Nie twierdzę, że obecnie robię wszystko bym jutro była lepsza, ale to wynika z przeświadczenia, że w ten sposób nie oddawałabym należytego szacunku dniowi dzisiejszemu :)
    Odnośnie tej wolności:
    Nurtuje mnie od dłuższego czasu problem etyki, a to za przyczyną takowego kursu w toku studiów. Gdyby właśnie powstawała społeczność ludzka jako taka, czy śmielilibyście ustanawiać, co można, a czego nie można? Gdzie postawilibyście granice? I jeśli tak, to dlaczego akurat wyznaczone przez Was ramy powinny być uznawane przez wszystkich innych, mniej lub bardziej inteligentnych, w czasach Wam współczesnych albo przyszłych. Ważne jest to co ja myśle, że jest dobre, to co Wy myślicie, czy to co myśli większość?

  30. Awicenna pisze:

    Ważne jest to co jest dobre dla społeczności. Dla społeczności ważna jest zawsze stabilizacja społeczna i bezpieczeństwo. Co do środków jakimi te wartości należy zabezpieczyć - cóż, one muszą wynikać z kultury jaką dana grupa reprezentuje, nie mogą powstać w oderwaniu od niej - bez tej podstawy nie śmiem formułować szczegółowych reguł. Ludzie muszą być w stanie przewidzieć swoją sytuację w nieodległej przyszłości (na ile to możliwe oczywiście) - tylko wtedy ma sens np. praca w celu zapewnienia sobie i rodzinie dobrobytu.

    Zatem zasady musiałyby moim zdaniem szanować nienaruszalność fizyczną i majątkową każdej jednostki. Powinien też funkcjonować jasny system dziedziczenia.

    Tak na początek - reszta (ew. równość, zakres wolności) jest względna i zależy od wielu uwarunkowań.

  31. sylwcka pisze:

    A jeśli kultura i charakter takowej grupy jeszcze nie do końca sie wykształciły? Masz “w ciemno” ustanawiać, co należy, a czego nie należy robić, co jest dobre, co złe? Chodzi mi o szczegóły, np.: szacunek do starszych i traktowanie opinii dzieci w toku postępowania sądowego, urlop wychowawczy i emerytury, dyskryminację płciową i religijną, rządzić będą najzaradniejsi, czy najmądrzejsi, a może Ci z charyzmą i cechami przywódczymi, w ogóle to demokracja czy inny ustrój? Nie pytam o wszystkie te szczególy, zależy mi na różnicach między tym, co jest, a tym, co by mogło być.
    @strzel_ba
    Przepraszam, że tak wykorzystuję Pani blog, ale bardzo mnie to nurtuje.

  32. Awicenna pisze:

    To zależy - wchodzimy w zakres swego rodzaju inżynierii społecznej - tak jak bowiem świadomość społeczności kształtuje prawa i obyczaje, tak i prawa wpływają na tę świadomość.

    Rozważamy przy tym model zupełnie oderwany od rzeczywistości - takich grup nie ma.

    To co napisałem wcześniej wydaje mi się dość uniwersalnym zestawem imponderabiliów - słuszną i akceptowalną podstawą na której można budować dalej. Wszystko co więcej napiszę w jakiejś formie będzie odzwierciedlało moje przekonania i tworzyło obraz mojej Utopii. I to jest właśnie sedno problemu - wszelkie prawa narzucane z góry przez jednostkę obdarzoną na jakiejś zasadzie mocą sprawczą są ściśle uzależnione od jej poglądów.

    Czy można i należy mając taką możliwość zmieniać świat wedle własnych ideałów?

  33. strzel_ba pisze:

    Sylwcka, mój blog się do takich debat jak najbardziej nadaje. Mówimy o etyce, życiowej ideologii, moralnych podstawach społeczeństw - i to jest ciekawe.
    Przepraszam, że się nie udzielam na razie, choć kilka motywów chciałam skomentować, ale się nie wyrabiam na razie z robotą. Jeszcze dwa, trzy dni. Potem - najwyżej pozostanę “niewyrobiona” :) .

    Swoją drogą - znacie drugie takie intelektualne miejsce wśród blogów w sieci? :) :)
    Widzicie, jakich mam gości?!

  34. Kajor pisze:

    Trochę przerwę dywagacje:

    http://www.sweetbrokacik.pl/

    Postanowiłem się podzielić, żeby inni tez zaczęli się zastanawiać nad przyszłością kraju/świata…

  35. Paweł pisze:

    o KoOrTsChe!!! :(

  36. Awicenna pisze:

    Co, JeShTcHe NiE MiAłEś SffOjEgO KoNnTeTcHkA?

  37. strzel_ba pisze:

    Ooooo! Ojej. :(
    Swoją drogą - kapitalny przykład do moich lekcji o kiczu!

  38. Kacper pisze:

    “MaSh jAkIeŚ fFoNtY dO nAs ??? PiSh ŚmIaUo :P ” - zrozumienie, że w wyrazie “fFoNtY” nie chodzi o czcionki zajęło mi chwil kilka… ;)

    Kajor, myślisz, że takich przypadków jest dużo? A i “ciemnota” zawsze była… Chyba damy radę. Mimo wszystko. :)

  39. strzel_ba pisze:

    Ho, ho ho! Kacper się pojawił!:)

    Słuchajcie, chyba załatwiłam sobie komputer na amen. To znaczy na święta!
    Zaraz mi się zamknie. Nic nie mogę zrobić! Pełen paraliż. Pomocy! Otwieram, on mi daje minutę i zamyka, i restartuje. I do nowa :(

    Jak ja sprawdzę ostatnie prezentacje na wok? GG też nie chce się otwierać!Jestem odcięta od świata!
    Przecież nie używam telefonu :(

    Awaria czy wirus?

  40. Kajor pisze:

    Najprawdopodobniej robaczek - niejaki Sasser.

    http://komputery.katalogi.pl/Komp_wylacza_sie_po_1_minucie-t96750.html

    Tu są metody pozbycia się gadziny.

  41. strzel_ba pisze:

    Na razie zastosowałam metodę drastyczno-okultystyczną. Dwa razy reset na twardo i trzy razy splunąć przez lewe ramię. Póki co działa :).
    Ale dziękuję bardzo, Kajetan, link sobie skopiuję i jutro popatrzę, co się dzieje.
    Dochodzi trzecia. Wyrobiłam się z prezentacjami ostatniej klasy. Zostały mi tylko te spóźnialskie, które wypadły z czasu :(

  42. Maciek pisze:

    Rozwiazanie doraźne. Uruchom - > cmd.exe. W linii wpisac shutdow /a albo shutdown -a. (zdawalo mi sie ze w win XP bylo z myslnikiem)

  43. strzel_ba pisze:

    No ładnie, teraz nie mogę uruchomić Firefoxa! Kiedy klikam na ikonkę - “Brak skrótu” - odpowiada mi ta maszyna, którą miałam za najlepszego przyjaciela.
    IE działa, ale tu nie mam zapamiętanych żadnych haseł, a w głowie mam … no, różne inne rzeczy pamiętam, tylko nie hasła do paneli i kont. A kiedyś dziwiłam się Piotrowi :).
    Obawiam się, że to problem jednak poważniejszy. I że metoda okultystyczna nie wystarczy :(

  44. krik pisze:

    Tylko skąd brać siłę by ‘uprawiać swój ogródek’..?

  45. strzel_ba pisze:

    Witaj, Krik!
    Pytasz, skąd? Z wewnętrznego kręgu mocy. Ze świętego przekonania, że czynisz to, co należy. Bo nawet jeśli skutki naszych heroicznych czynów są nieoczywiste i nienatychmiastowe, to służą lepszemu jutru świata.
    A jeśli nie wierzysz w lepsze jutro świata - to należy “uprawiać swój ogródek” z przekonania, że nas, uprawiających - to uprawianie umacnia i uszlachetnia.
    Wybaczcie wszyscy banalny cytat, ale ja w niego święcie wierzę.

  46. Kacper pisze:

    Chciałem zapytać skąd ten defetyzm, ale uznałem, że to odrobinę głupie pytanie.

    Ja siłę do uprawiania swojego ogródka biorę z upraw. Gdy patrzę na nie i z dumą myślę “tak, to ja zrobiłem” od razu mam ochotę zakasać rękawy i iść za ciosem - zasiać coś nowego, wypielić chwasty ze starych upraw, albo chociaż je podlać.

    Jeśli twój ogródek nie daje ci takiej siły, to chyba powinieneś zmienić uprawy.
    Oczywiście bywa tak, że musimy się przemęczyć z niektórymi zadaniami i nie da się nic na to poradzić. Na przykład gdy dostałeś swój ogródek był pusty i jałowy. Musiałeś poświęcić kilkanaście lat na nawożenie i pierwsze uprawy. Jeśli go zaniedbasz - wyrosną chwasty, które mogą nawet przerosnąć twoje uprawy. Wtedy będziesz musiał poświęcić co najmniej kilka lat, żeby się ich pozbyć. O ile w ogóle ci się to uda.

    Więc dbaj o swój ogródek, bo on jest największym źródłem siły. I czerp z niego tę siłę.

    ;)

  47. strzel_ba pisze:

    Kiedy brakuje sił, aby iść od prąd, w kompletnej samotności, w poczuciu bycia dinozaurem, reliktem jakiegoś archaicznego idealizmu, wtedy - wracają tezy Kierkegaarda, Sartre’a i innych egzystencjalistów:
    Moja bezwzględna wiara w słuszność moich czynów konstytuuje mnie, wyznacza sens mojej egzystencji. Nie ma zasad ponad mną, poza moją racją istnienia. W moich wyborach jestem wolna. I samotna, OK, ale wolna do stanowienia o sobie, o własnej wartości. Będę tym, czym się uczynię. ‘Będę’ o tyle, o ile odróżnię się od bytu zewnętrznego, jakim jest świat i jego bylejakość.
    Tak czy siak, moja aktywność jest tylko “odsłanianiem wszechobecności nicości” (Sartre). Ale mnie tworzy, jakoś mnie określa.
    Ale, skoro wiemy już, że rzeczywistość jest absurdem, że nie ma w niej ani porządku, ani sensu, ani celowości, ani zasług, ani zapłaty za nie, ani dobra, ani zła - pozostaje mi “świadomie beznadziejna postawa buntu” (Camus).
    Opuszczenie rąk - byłoby przyznaniem, że nie istnieję. A na to nie mogę się zgodzić :)

  48. strzel_ba pisze:

    Wiem o tym od dawna. Co się zdarzyło, że zapomniałam na chwilę, pogrążyłam się w beznadziejności i rozpaczy? Och, mało i dużo zarazem

    Jakieś jedno prywatne porzucenie. Bolesne. Najważniejsze.
    Jakiś człowiek i jego władza nade mną. W obliczu prawa-bezprawia.
    Jakieś spojrzenie w lustro starości, świadomość przemijania.
    Tak się jakoś wszystko zbiegło…
    Wam - moim przyjaciołom tu - na blogu - jestem winna chociaż to enigmatyczne wyjaśnienie.
    Ale wracam. Może smutniejsza niż zwykle.Może wytrwalsza, pewniejsza swojej drogi. Mimo wszystko.

    PS: @Krik: Tym się różnią ludzie mocni od ludzi słabych: jedni mają wewnętrzną siłę, drudzy nie :). I to jest siła ‘znikąd’. ‘Siła’ bierze się z ‘mocy’, znaczy. Ciekawa jestem, co na to fizycy :)

  49. Kacper pisze:

    Jak rozumieć wewnętrzną siłę? Siłę “znikąd”? Czy jest to siła, którą mamy zawsze? Czy tylko wtedy, gdy głęboko wierzymy w słuszność naszych działań?

  50. strzel_ba pisze:

    Myślę, że to coś więcej. Co? Nie wiem. Elan vital?
    Można być pewnym swoich racji, a mimo to słabym, tchórzliwym. Nie ma w tym przygany. Ludzie są słabi. Ludzie są niepewni. Wszyscy się czegoś boją, przed czymś uciekają. Ale są też i tacy, którzy potrafią ten lęk pokonać.

    Kacper, stanąłeś kiedyś po jakiejś stronie sam jeden? Kiedy wszyscy mówili “tak” - powiedziałeś: “nie”? Człowiek ma miliony okazji, żeby się sprawdzić. Od dziecka. Większość - lubi być po stronie większości. Tak jest bezpieczniej.
    Ja ostatnio mam dobry trening :). Ciągle jestem w dramatycznej mniejszości.

  51. Awicenna pisze:

    By zacytować klasyka:

    “The Force is what gives a Jedi his power. It’s an energy field created by all living things. It surrounds us and penetrates us. It binds the galaxy together. ”

    ;)

  52. strzel_ba pisze:

    Taaa. Jeszcze mi świetlnych mieczy brakuje. Na razie latam ze strzelbą :)

  53. krik pisze:

    Dziękuję za notkę strzel_bo. i za komentarze. Twoje i innych gości. :)

  54. Awicenna pisze:

    A bycie w mniejszości ma zalety - ma się większą szansę na trafienie przeciwnika.

  55. czytelniczka pisze:

    Pani Profesor! Wszystkiego, co najlepsze w 2010! ;)
    I niezależnie od tego, co się dzieje jest mnóstwo ludzi, którzy są Pani życzliwi i będą wierzyć w Panią nawet jeśli będzie Pani wielbłądem, mróweczką czy czymkolwiek innym! :)

  56. strzel_ba pisze:

    Witaj, Bezimienna Czytelniczko! :), kolejna z nielicznych tu u nas dziewcząt. Dzięki za ciepłe słowa. Bezcenne.

    Ja również wszystkim moim gościom tutaj, a także wszystkim uczniom obecnym i byłym, którzy przecież zawsze pozostaną “moi”, życzę powodzenia i sukcesów w nadchodzącym roku. Żebyście podjęli się czegoś trudnego lub stworzyli coś wyjątkowego. Żebyście mogli być z siebie dumni. Każdy na swoją miarę albo ciut powyżej tej miary :) Człowiek może siebie przekraczać; i to jest w nim najpiękniejsze. Właśnie wtedy jest najbardziej człowiekiem.
    Szczęścia w tych projektach w nowym roku!

  57. Kajor pisze:

    Jeśli ten rok ma być taki jak jego pierwszy dzień, to będzie to męczący i trudny okres. ;)
    W każdym razie życzę wszystkim spełnienia przynajmniej części marzeń - może 2010 będzie szczęśliwy i dobry do realizacji planów.

    Tymczasem wracam orać swój ogródek…

  58. Awicenna pisze:

    Luty…

  59. Paweł pisze:

    Marzec…

  60. Agnieszka12lo pisze:

    Czytając rady maturalne ( tal, te za pięć dwunasta…) trafiłam na zakładkę belfer bloguje;)
    Naprawdę czytając odczułam pewne ukojenie. Wydaje mi się, że wszyscy nosimy w sobie pewien rodzaj buntu, czy frustracji. Rzeczywiście, niejednokrotnie “spalałam się” próbując walczyć w obronie prawdy. Na pewno emocje opadają z czasem, ale wydaje mi się, że cały czas zdobywamy jakieś doświadczenie, które pozwoli nam
    “kochać mimo wszystko”
    Powodów do buntu w obronie prawdy nie zabraknie nigdy, przecież już niedługo studia, praca, mąż (:p)… Wierzę, że taka wewnętrzna satysfakcja, którą osiągamy walcząc w słusznej sprawie(nawet jeżeli jest błaha), rodzi dobro a ono będzie zawsze w nas i wtedy, kiedy to my będziemy potrzebowali pomocnej dłoni, nie zostaniemy sami. Wiem, że jeszcze wiele trudnych sytuacji przede mną i na pewno w większości spraw zmienię swoje przekonania, ale mam tylko nadzieję, że nigdy nie zabraknie mi siły, by postępować w zgodzie z przekonaniami.

  61. strzel_ba pisze:

    Witaj na moim blogu, Agnieszko! Wybacz, że tak późno cię witam, ale ostatnio zaniedbuję blog, co wynika z ostatnich komentarzy. :)
    A tym komentarzom mówię: kocham was! I obiecuję, że się pozbieram. Jeszcze z miesiąc.
    To najgorszy rok pracy w mojej karierze zawodowej. Brak mi sił trochę, prawie nie sypiam, wstaję zmęczona, a tu finisz przed nami. Zobaczymy, jak ten finisz rozegrają maturzyści XII LO. Przypominam powiedzenie: koniec wieńczy dzieło. Wierzę w was.

  62. DaVi(d)nci pisze:

    @strzel_bo Przede wszystkim trzeba pamiętać o swoim zdrowiu. Żywię głęboką nadzieję, że pracoholizm nie doprowadzi do tego, co zadziało się kilka lat temu. A tymczasem trzymam kciuki za to, żeby wiara poczyniła cuda :)

  63. strzel_ba pisze:

    Witaj, Dave! Myślałam, że już o nas tu zapomniałeś :)
    Co słychać? Jak sesje (kolejne)?
    W moim wypadku to chyba nie pracoholizm - albo nie tylko to. Jakoś nie mogę się ogarnąć, wszystko przychodzi mi z ogromnym trudem.
    Ale się pozbieram, obiecuję. Po wakacjach :)

  64. kubaz3 pisze:

    Chcialem tylko zaznaczyc, ze ja rowniez nie zapomnialem i nadal czekam na kolejny objaw tworczej aktywnosci ;)
    Serdecznie pozdrawiam, jako byly lecz wciaz pamietajacy lekcje polskiego uczen :)

  65. Karol pisze:

    http://www.youtube.com/watch?v=CvC2GT66tik

    http://www.youtube.com/watch?v=4vJCb3jfR4U

  66. strzel_ba pisze:

    Kurczę, ostatnio robię się sentymentalna. Coraz częściej słucham muzyki, wspominam, rozklejam się :)

    Muzyka na smutki. Czemu nie? Muzyka, słowa piosenki, wspomnienie chwili.
    Dziękuję, Karolu, Kubo i wszyscy.

  67. julio na pisze:

    Już dwa razy jestem w sadze związków z mężem, zdradza mnie z inną kobietą, która chce się upewnić, że mój dom się zepsuje, a my nawet się rozwiedziemy i postanowił zostawić mnie innej kobiecie, Powiedziałem mojej przyjaciółce o rozwodzie w czwartek, a ona poleciła mi Dr.AJAYI, który uratował moje małżeństwo i sprowadził mojego męża. Ukląkł wczoraj i przeprosił za wszystko. Nigdy więcej nie idź do jury o rozwód. Cieszę się, że moja rodzina wróciła, a moje dzieci są szczęśliwe. Jeśli masz podobne problemy z relacjami. Skontaktuj się z wielkim rzucającym zaklęcia Dr AJaYI na jego e-mail: Drajayi1990@gmail.com lub WhatsApp: +2347084889470. Moja rodzina wróciła i chcę, aby każda para zrozumiała, że ​​rozwód nigdy nie jest rozwiązaniem.

Zostaw komentarz