Śmierć kończy wszystko. Wszystkie plany, wszystkie zaczęte sprawy, wszystkie polemiki i  spory.

A “umiera się w byle jakim momencie życia”.

Nie ma śmierci ważnej i nieważnej. Każda jest końcem istnienia, końcem człowieczej szansy. Niektóre śmierci są tylko głośniejsze od innych.

Komentarze [13] do “Pamięć, trwanie, tożsamość. Koleje historii.”

  1. prezydent pisze:

    [*] się należy

    Dla ludzi, nieważne kim byli……

  2. Barbara pisze:

    Nie był to “mój” prezydent. Nie była “moja” ulubiona partia. I średnio interesuje mnie polityka. Dla mnie przede wszystkim zginęli ludzie. Pamiętam jak po pogrzebie mojej mamy wyszłam za bramy cmentarza i przeraziło mnie, że życie toczy się dalej. Ludzie szli roześmiani, jakaś młodzież biegła do autobusu, świeciło słońce…. W tym samolocie zginęło blisko 100-u ludzi, ale to jest kilkaset jak nie więcej dramatów ich najbliższych. Sama jestem córką, żoną, matką. Tam “jakaś” córka nie zadzwoniła do mamy, że już jest, że wróciła , “jakiś” tata nie przeczytał na dobranoc bajki, “jakiś” dziadek nie zabrał wnuków na obiecany film do kina a “jakiś” mąż nie wyniósł wieczorem śmieci . I już nigdy nic nie będzie takie samo.
    Polityka będzie się toczyła dalej, tak samo jak do tej pory. Bliscy zmarłych dziś są w szoku, kilka najbliższych dni wszyscy będą o nich pamietac, pomagac, ale potem zacznie się szare, zwykłe życie bez świateł jupiterów, bez zgiełku, bez tych wszystkich ludzi wokół…i dopiero wtedy zacznie się prawdziwy dramat. Dramat dnia codziennego, gdzie wszystko jest “zamiast”. I będą musieli z tym życ. Zawsze…..

  3. Paweł pisze:

    Teraz żałuję pochopnie wypowiedzianych słów. W sobotę dowiedziałem się, że to był także mój Prezydent, a wszystkie jego wady zniknęły jak ręką odjął. Jest mi smutno, bardzo smutno i przykro. I nie chodzi tu o śmierć kilkudziesięciu osób. W tsunami zginęło kilkaset tysięcy i nie zrobiło to na mnie takiego wrażenia. W sobotę poniosłem osobistą stratę, poczułem autentyczną pustkę i z letargu chlipania była wstanie wyciągnąć mnie tylko moja 2,5 letnia pocieszycielka. Smutek wynikał z tego, że ucierpiała moja Ojczyzna, bo żadna z poległych osób nie była darzona przeze mnie szczególną sympatią. Ba, więcej tam było negatywnych uczuć. Było, bo teraz ich poglądy polityczne nie mają dla mnie znaczenia, wydają mi się bohaterami, wierzę, że w ich działaniu zawsze najważniejsza była Polska.
    Niech spoczywają w pokoju.
    Ku chwale Ojczyzny.

  4. Bartek Steidel pisze:

    Szkoda istnień ludzkich. Tylko tyle i aż tyle.

    Nie będę powielał postu pani Barbary gdyż oddaje on to co chciałbym w tej kwestii wyrazić. Zwłaszcza że zrobiła to nie wypominając hipokryzji i sztucznego patosu Polakom, o które ja pewnie (niestety, bo to w sumie niepotrzebne teraz) bym się pokusił.

  5. Awicenna pisze:

    [*]

  6. Paweł pisze:

    @Bartek
    Co jest hipokryzją? To że Polacy płaczą? Czy to że stoją po 5 godzin w deszczu by przez parę sekund pochylić się nad ciałami I Pary RP?

  7. panna nikt pisze:

    Myślę że to nie hipokryzja. Często głęboko odczuwamy brak pewnych osób gdy już ich nie ma.

  8. sylwcka pisze:

    Hipokryzją jest opłakiwanie, tylko po to by inni to widzieli. Każdy może zmienić poglądy. Ale co by było gdyby jednak okazało się, że to nieprawda, że jednak wszyscy żyją? Nadal mieli by tylu zwolenników?
    Nie chcę oceniać, po prostu nie rozumiem.
    Odczuwanie to (niestety?) obce mi pojęcie. Akceptuję, że ludzie, dla których nie byli oni bliskimi, szczerze współczują, żałują i cierpią. Sama dość chłodno i sucho analizuję fakty. Zginęli istotni ludzie dla tego państwa. Nie chcę napisać, że pozostali ludzie tam przebywający nie są ważni. Po prostu uważam, że to dramat rodzin i znajomych, a nie całego kraju.

  9. strzel_ba pisze:

    Ja myślę, że Bartkowi chodziło po prostu o przesadę. My, Polacy, łatwo poddajemy się zbiorowej euforii, zbiorowemu fanatyzmowi, religijnym uniesieniom, zbiorowej melancholii…
    Nie ma w tych moich słowach przygany. Po prostu “uczuciowi” jesteśmy.Taki z nas romantyczny naród. Czasem jednak - zapominamy o umiarze, rozsądku, zapamiętujemy się tak w modlitwie, jak w nienawiści. Popadamy w patriotyczne i religijne transy, wzmacniamy wspólny zapał w zbiorowiskach, w tłumie. Ale może to dobrze? Może dzięki temu trwamy przez tyle lat rozbiorów i okupacji? Może tak musi być, abyśmy przeżyli i odczuli swoją narodową tożsamość?
    Kiedyś też mnie to złościło, jak Bartka. A dzisiaj (czytaj: na starość) - jakaś taka tolerancja dla naszej narodowej głupoty mi się załączyła.

    Być może kolejne śmierci: Jana Pawła II i teraz Prezydenckiej Pary i całej delegacji katyńskiej - pozwoliły mi właśnie na tę narodową tolerancję? Bo ja naprawdę w tych momentach byłam dumna z Polaków: że potrafią przeżywać, mają duszę, mają metafizyczne potrzeby, są zdolni do solidarnych odruchów, do wielkoduszności, altruizmu i ogólnie nie są hipopotamami.
    Dziś patrzy na nas cały świat. Tak strasznie chciałabym, abyśmy tego nie … nie zepsuli. Bo inni nam zazdroszczą - nie, nie tragedii, tylko właśnie tego poczucia wspólnoty narodowej, które na jedną krótką chwilę wyzwoliło w nas najszlachetniejsze instynkty.

    Ludzie zawsze będą potrzebowali wzniosłości.

  10. Paweł pisze:

    Ja chyba też już jestem stary Strzel_ba ;)

  11. Bartek Steidel pisze:

    @Paweł

    Naprawdę nie jest to czas na spory więc pozwolę sobie nie odpowiedzieć na Twoje (niezbyt trafne) pytania. Przede wszystkim obaj niepotrzebnie generalizujemy, ja wypominam hipokryzje Polakom (choć nie wszyscy jej ulegają rzecz jasna), Ty mówisz że Polacy płaczą i adorują zwłoki Pierwszej Pary (choć zapewniam Cię, że Ci ludzie są w mniejszości, choć media każą nam myśleć inaczej).
    Widzę, że głosy są podzielone, wystarczy mi że ktoś przynajmniej jest skłonny mnie zrozumieć, nie będę forsował swojego zdania. Widać wszyscy się starzejemy - ja jakoś łagodnieję :)

  12. strzel_ba pisze:

    Bartek ma trochę racji, mówiąc, że nie wszyscy rozpaczają. Ale sądzę, że ci, co mówią o żałobie - przeżywają smutek i refleksję ze śmiercią związaną - szczerze.
    Ostatnio byłam świadkiem utyskiwania na przedłużającą się żałobę, na zamknięte sklepy i ponurość telewizyjną.
    Katyń to tragedia narodowa - a więc powszechna, dla wszystkich Polaków równie istotna (obie tragedie), bez dwóch zdań, ale świadomość tego mają nie wszyscy.
    A media, jak to media, dostosowują się do sytuacji, chyba dość dzielnie. Zresztą, w kwestii programu tv ja nie jestem ekspertem, bo nie korzystam.

  13. Kacper pisze:

    Tradycyjną minutę ciszy traktuję jako coś obowiązkowego. Nawet, jeśli przez minutę mam stać w milczeniu by dać wyraz szacunku dla zmarłego polityka, którego szczerze nie lubiłem (jako polityka).
    W pewnym momencie poczułem się jak dziwak. W ostatnim tygodniu trzy razy zawyły syreny i trzy razy, gdy rozejrzałem się w tym czasie dookoła siebie zobaczyłem, że ludzie nic sobie z tego nie robią. Dzieci biegały, ludzie jeździli na rowerach, niektórzy pewnie narzekali, ze syreny nie pozwalają im rozmawiać.

    Nie wszyscy przeżywają i nie dla wszystkich jest to równie istotne. Narodowa tragedia, na jaką ten wypadek wykreowały media, jest jedynie tragedią niektórych. Większość nawet nie potrafi uszanować powagi wydarzenia.

Zostaw komentarz