Podwiązka z frakiem czwartek, 20 stycznia 2011

Styczeń to w szkolnym kalendarzu sezon studniówkowy. Prasa łapie się tematu jak najwcześniej, “otwierając sezon” już przy pierwszym balu. Potem, sukcesywnie, pojawiają się różnego kalibru ptaki dziennikarskie, od kaczek począwszy, a na kiwi nielotach skończywszy.

Oczywiście, numerem jeden jest wystawność balu. Przerabialiśmy więc już doniesienia o horrendalnych cenach “od pary”, od sukni, od fraka, od makijażu i … No więc doszliśmy do ceny “od faceta”. Handel ciałem kwitnie podobno w sieci i zakrojony jest na wielką skalę.

Proszę Państwa! Dożyłam czasów, kiedy kobiety kupują facetów. Facet na razie jest blondynem, ma 185 cm,  i kosztuje zaledwie 50 zł. Na Allegro! Niedrogo, że tak powiem :)

Mniej zorientowani, czyli wszyscy ci, którzy jeszcze do studniówki nie dorośli, nie wiedzą zapewne, że chodzi o wynajęcie partnera na bal.

Prasa ekscytuje się tematem, jak gdyby zapomniała, że instytucja żigolaka istnieje od zarania dziejów; albo przynajmniej od zarania dansingów. Fordanser zarabia na balach w wysokich kręgach towarzyskich, kiedy grubemu bankierowi nie chce się potańczyć ze swoją żoną. Na fordanserów pozwalały sobie dotąd podstarzałe gwiazdy, aby nie iść samotnie na galę wręczania Oscarów. Partner do tańca, do towarzystwa, do podania płaszcza w szatni; męskie silne ramię, broniące od ścisku i natrętnych wielbicieli, o zawianych wielbicielach nie wspominając.

No dobrze, facet czasem się przydaje, przyznam. :)

Niemniej w kwestii studniówek istnieje więcej prawdziwych problemów. Prasa, dla zapełnienia szpalt, zajmuje się tylko czubkiem góry lodowej.

Co roku problem studniówkowy rozwija się tak samo: Co ja na siebie włożę? Z kim pójdę? Z kim będę siedzieć  przy stole? Co będę robić, jak nikt mnie nie poprosi do tańca? Tańczyć poloneza czy sobie darować? (Trzeba chodzić na jakieś próby, pewno to za trudne). Szukać tych czerwonych podwiązek i majtek czy nie? Po co  mi 6 godzin nagrania filmu ze studniówki, przecież wystarczyłoby pół godziny! Iść do fryzjera czy czesać się samemu/ sama? I w ogóle: ile to będzie wszystko razem kosztować?

Ten blog widział już dyskusje postudniówkowe. Tym razem postanowiłam napisać coś przed.

Zatem: samotnie czy z kimś?

Szukać partnera za wszelką cenę, umówić się na randkę z nielubianym sąsiadem, udawać zaangażowanie i wyciągnąć go na studniówkę? Ściągnąć kuzyna z Białegostoku? Jest w odpowiednim wieku i może nie ma dziewczyny? Umówić się z kompletnie nieznanym chłopakiem, którego polecała koleżanka? No a może to Allegro? Ostatecznie zobaczę przynajmniej zdjęcie…

Co ma zrobić wyemancypowana dziewczyna, żyjąca w społeczeństwie parytetowym, idąca na bal?

No właśnie. Przeszłość i teraźniejszość, elegancja i luz, tradycja i  nowoczesność: dwie różne rzeczywistości spiknęły się w tym studniówkowym balu i machają rozpaczliwie kończynami.  Z jednej strony wszyscy powtarzają, że to wielki bal, więc trzeba być eleganckim/-cką: suknia, fryzura i szpilki…

Z drugiej strony - będzie didżej i normalne, młodzieżowe mocne uderzenie. Jak z tymi koafiurami podrygiwać przy techno  czy hip hopie? Poza tym, kiedy będzie wolny taniec - to co - żeglować do stolika i siedzieć tam jak kołek? Smutno i niewyraźnie trochę.

Odpowiadam: Liczmy na klasę didżeja. Naprawdę, powinien obserwować parkiet i towarzystwo. Widziałam już i zespół muzyczny, który zamordował studniówkę natrętnym techno, i znakomitych puszczaczy płyt, którzy z wyczuciem balansowali między rockiem a standardami tanecznymi, tworząc fajny klimat. Ci z klasą - nie przesadzają z wolnymi tańcami,  szczególnie na początku, bo one nie służą rozkręceniu zabawy. A te cztery wolne kawałki przeznaczymy na poprawienie makijażu :) . I naprawdę nie ma obowiązku poddawać się presji posiadania partnera. Mając 18 lat - można go jeszcze nie posiadać. To normalne. Dla obu płci.

Czy dziewczynie wypada wyciągnąć do tańca kolegę?
Odp.: Tak, wypada, bo jesteśmy w zamkniętym gronie.  Może nie na samym początku, żeby się  panowie oswoili, bo jak wiemy, oni niespecjalnie przepadają za tańcem. A przynajmniej oni nie wiedzą, że przepadają :) . Poza tym - doradzam tworzenie “kółeczek” ; załapią się do nich wszyscy samotni, którzy chcieliby potańczyć, można się w nich rozkręcić, jest się razem, z całą klasą. Zawsze właśnie na studniówkach najgorzej wychodzą ci z partnerami - siedzą i bawią się osobno. A przecież studniówka - to bal szkolny, kiedy jesteśmy w towarzystwie swoich codziennych znajomych.

Co zrobić z materiałową serwetką?
Odp. Położyć na kolanach. Ochroni suknię przed poplamieniem. Nie dotyczy to oczywiście papierowych serwetek, które służą do wycierania ust. Nie widelców! Zakładamy, że sztućce są czyste i nie pucujemy ich  do połysku serwetkami :).

Co zrobić z torebką/ dokumentami/komórką?
Odp: Przede wszystkim nie kłaść na stole. Niestety, eleganckie lokale nie rozwiązują dobrze tego problemu. Modne krzesła z obłymi oparciami nie służą powieszeniu na nich torebki, co, zresztą, podobno też jest nieeleganckie. Powinny być wieszaczki pod stołami, ale nie ma.  Można położyć je za sobą na krześle, większe pakunki (torby z kosmetykami, aktówki, telefony) należy zostawić w szatni. Mądrzy panowie od savoir-vivre’u twierdzą, że panie mają trzymać torebkę na kolanach. Niech sami trzymają. Moja suknia zawsze się od tego gniecie. Na balu nie odbieramy telefonów. Wzywamy komórką taksówkę albo szofera - dopiero na koniec.

Tańczyć w marynarce i się spocić - czy bez?
Odp: Absolutnie w marynarce! Tańczyć tak, żeby się NIE spocić. Co jakiś czas chwila przerwy, ochłonąć i tyle. Sala jest odpowiednia, nie będzie zaduchu. Najgorszym rozwiązaniem jest zdjęcie marynarki i podwinięcie rękawów. (Przy stole możemy, na chwilę, rozpiąć guzik marynarki. Jeden guzik).

Proszę panów, rękawy w białych koszulach to my podwijamy, jak postanowiliśmy w niedzielę siano roztrząchać albo gnojówkę wywozić! Czyli nigdy. To zwyczaj proletariacki, brukowy, niegodny wielkiego balu i kropka. Pod krawatem, w marynarce, z klasą do końca. Albo idziemy sobie na łąkę i kładziemy się w stringach na kocyku. Odpowiedni strój do sytuacji.

Czy odprowadzać partnerkę do stolika?
Odp: To zależy, skąd partnerkę “wzięto”. Jeśli poproszono przy stole - odprowadzamy do stołu. Jeśli stała z kimś pod oknem - odprowadzamy pod to okno. Natomiast jeśli zakręciliśmy się koło siebie w kółeczku na parkiecie - można się skłonić, podziękować - i odejść. Oczywiście: do absolutnej elegancji należy zapytanie w takim momencie: ” Czy cię gdzieś odprowadzić?” - zostawiając jej wybór. W innym wypadku może się na tym parkiecie poczuć trochę porzucona.

Jak się nie spocić? I co zrobić, skoro jednak?
Odp: Damie nie wypada się spocić w ogóle! Ma ograniczyć szaleństwo tańca do ram akceptowanych przez jej organizm.  Posiedzieć. Poprawić makijaż.  Wciąż pachnieć jak kwiat tuberozy. Panowie:  polecam antyperspiranty, bo do tego je wynaleziono.  :) Poza tym: chusteczka do dłoni (w drogeriach są specjalne jednorazowe chusteczki podróżne, ale mogą mieć ostry koloński zapach), raz na jakiś czas umyć dłonie zimną wodą i dokładnie wytrzeć. Moment podania ręki do tańca: newralgiczny! Dłonie powinny być suche. Przypomnijmy, że ilość spożywanych płynów też wpływa na pocenie się. Może przez chwilę mniej tej coca-coli?

Czy robić zdjęcie z podwiązką?
Odp.:To zależy. Jeśli chcemy rozpocząć w ten sposób karierę okładkową w show-biznesie, to  sprawdźmy, kto fotografuje. Doradzam od razu zaczynać od Palyboya. Co się będziemy rozdrabniać! Właściwie można nie tylko z sukienką zadartą do pępka, ale od razu bez sukienki.To nie są prawdziwe damy.

Jeśli dostrzegliście ironię, to dobrze. Nie mogę znieść cielęcej naiwności młodzieży, która daje się nabijać w butelkę przez media, poszukujące jak najbardziej skandalicznych chwytów i tematów: dzień wagarowicza, czerwona podwiązka, czerwone majtki, pijany nauczyciel …  Co jeszcze wymyślą, żeby zwiększyć czytalność i oglądalność?

Mam nadzieję, że na pierwszej stronie poczytnej gazety łódzkiej nie zobaczę uczennic czy uczniów XII LO, demonstrujących całej galaktyce czerwone “niewymowne”. A że partner na balu będzie wynajęty? Byle był w smokingu! Jak już kupujemy, to eleganckiego! :)

***

Ciekawe linki dla panów. Należy zacząć odróżniać. :)

Garnitur, smoking, a może frak?

Garnitur, frak czy smoking?

Komentarze [39] do “Podwiązka z frakiem”

  1. Awicenna pisze:

    Z jednej strony zamknięte grono (doprawdy tak bardzo?) pozwala paniom prosić do tańca, z drugiej zaleca się zachowanie sztywnych konwenansów w niektórych kwestiach (odstawianie partnerki po tańcu tam, gdzie się ją o tenże poprosiło). Moim zdaniem te dwa podejścia się kłócą - albo rozluźniamy nieco formę i wyzwolone już w parytetowym świecie niewiasty po tańcu same decydują o swoim losie, albo wracamy do pięknych czasów Belle époque lub innego Ancien regime, gdy damy siedziały i pachniały pod czujnym okiem ojców czy braci, czekając aż wymarzony partner nareszcie je dostrzeże.

    Pocić się nie powinno, ale w sytuacjach studniówkowych jest to trudne do osiągnięcia. Raz, że bal do białego rana potrafi solidnie sprawdzić kondycję, dwa, że zarówno temperatura, jak i tempo muzyki puszczanej na parkiecie przeszkadza w tym dość skutecznie. No, chyba, ze umówiony DJ będzie puszczał tylko takie hiciory jak “Nad pięknym modrym Dunajem”, ale jakoś wątpię by tak się sprawy miały.

    Co do stroju panów, to o ile mi wiadomo mężczyzna nigdy nie powinien siedzieć w zapiętej marynarce, a stać w rozpiętej, przy czym w marynarkach zapinanych na trzy guziki zapinamy bądź jedynie środkowy, bądź środkowy i górny. W marynarce dwuguzikowej również dolny powinien pozostać rozpięty, tak samo - zawsze - dolny guzik kamizelki. Przy czym znów wracamy do kwestii jakiego typu jest to bal - czy nowoczesno-parytetowy ( ;) ), czy klasyczny.

    Oczywiście wszystko jest kwestią indywidualnych preferencji, ale mnie zawsze odpowiadała opcja klasyczna ;) Choć z drugiej strony swoją studniówkę spędziłem nad książką, zresztą ciekawą, konsekwentnie unikając kamer i parkietu, więc do końca normalny też nie jestem.

    P.S. Już pal sześć uczennice, ale ja również mam szczerą nadzieję nie zobaczyć żadnego ucznia XII LO prezentującego czerwoną bieliznę z okazji studniówki…

    Udanej zabawy!

  2. strzel_ba pisze:

    Co to znaczy “pal sześć uczennice”? Skoro o etykiecie mowa - wyrażenie co najmniej nieeleganckie :). Nie będę się czepiała parytetowej niepolityczności!…
    Natomiast panowie? Panowie bardzo chętnie teraz także prezentują spodnią czerwień! Tak paniom pozazdrościli pierwszych stron gazet :). Służę odpowiednim zdjęciem:
    http://www.kurierlubelski.pl/region/lublin/208414,konkurs-na-zdjecia-ze-studniowki-i-balu-gimnazjalnego,g,45,id,t,z,no.html?t=6
    To się nazywa “parcie na szkło”? Ciekawy frazeologizm i z przyszłością.
    A jeśli chodzi o ilość zapiętych/rozpiętych guzików: Awicenno, nie zapamiętają! Jak zaczną liczyć te guziki…
    Przepraszam, ta drobna złośliwość to po wynikach matur próbnych :)

  3. Awicenna pisze:

    Parytetowa polityczność ogranicza bardziej niż dawne konwenanse.
    A całe post scriptum winno być traktowane z przymrużeniem oka, stąd takie wyrażenie i taki ton.

    To niech zapamiętają, żeby rozpinać siadając, zapinać wstając. Ja się jeszcze zapominam.

  4. przypadkowy_przechodzień pisze:

    “Przepraszam, ta drobna złośliwość to po wynikach matur próbnych”

    a których? Chodzi Pani o wyniki z matematyki czy z polskiego ( te też nie były najlepsze) ? Mój komentarz : Jaka matura takie wyniki… Myślę,że nie została ona potraktowana poważnie ,bo jak może być w ten sposób traktowany nieprofesjonalnie przygotowany bubel , który tylko w założeniu miał przypominać maturę….Zresztą ,każdy chyba wie jak matura z Operonu wygląda…. Ja się cały czas zastanwiam po co ten cały cyrk z tymże wydawnictwem…Kto na tym zyskuje? Czyżby szkoła miała z tego tytułu jakieś profity - zauważam,że podejrzanie dużo podręczników w naszej szkole jest z Operonu –> polski,biologia,chemia,geografia,wos (że o testach matualnych z matematyki nie wspomnę… ) Sama nie wiem, co o tym myśleć… Z jednej strony nauczyciele zauważają liczne błędy w podręcznikach i maturach tegoż wydawnictwa,a z drugiej konsekwentnie nam je (tzn. to wydawnictwo ,a nie błędy) “wciskają”…
    a wracając do matury - my straciliśmy prawie 4 dni nauki, a wy, nauczyciele jeszcze więcej czasu na sprawdzanie tego czegoś (bo maturą tego nazwać nie można, jak już mówiłam)
    Może warto sięgnąć po matury innego , mniej popularnego wydawnictwa ,tak jak to zrobili np. w IV LO ? (bodajże Nowa Era ,ale głowy nie dam)

    Przeprzaszam,że tak poza glownym tematem ,ale musiałam to skomentować…

  5. strzel_ba pisze:

    Witaj, Przypadkowy (mniej lub bardziej) Przechodniu! :)
    Zostawmy jakość wydawnictwa i arkuszy. Skupmy się na jakości waszych wypocin :). Z polskiego - wyniki były średnie, nie takie tragiczne pod względem punktacji. Ja pamiętam już więcej “jedynek” na próbnej. Mnie chodzi o jakość tego, co ja musiałam czytać pod choinką. Takie to było mierne, takie schematyczne, uproszczone do granic błędu, albo w ogóle błędne (nieznajomość lektur = błędy rzeczowe)… Smutne to, że dzieciakom nie chce się niczego już robić dobrze, niczego czytać, poznawać, drążyć. Nie ma błyskotliwych prac, ciekawych refleksji.

    W przeczytanej przeze mnie puli 50 prac - może ze cztery rozsądne prace. To niewiele. Nie wiem, jak maturę oceniają matematycy, ale fizyka, w matematyczno-fizycznym liceum - dramat.
    Uważam to za brak klasy. Podwiązki wystające spod rozpiętego fraka :)

  6. przypadkowy_przechodzień pisze:

    “schematyczne” - a czy nie tego uczy nas szkoła (myślenia schematycznego i pod klucz), no i ta cała matura z kluczem? Od kiedy to w szkole ceni się indywidualizm?
    Przecież ciągle wbija nam się do głów,że na maturze nikogo nie obchodzi nasza opinia i nasze indywidualne przemyślenia…
    “Nie ma błyskotliwych prac, ciekawych refleksji.” - przecież ciekawe refleksje na maturze (niestety) nie są punktowane…no to po co “tracić parę” ? - być może takie było podejście maturzystów do tematu…Innym czynnikiem też jest czas ,jakim dysponuje maturzysta - proszę nie oczekiwać ,że w tak krótkim czasie uczeń wysmaruje wnikliwy, 6-7 stronicowy esej :)
    Zresztą poloniści nie powinni narzekać - dzięki temu prace są krótsze,więc jest mniej do czytania i sprawdzania… :D (a czyż nie o to chodzi)

    PS Tematy na maturze podstawowej zwykle nie rozpieszczają i nie ma za bardzo o czym snuć wielce uczonych wywodów ;)
    Chociaż ,wiem ,że humaniści “potrafią” - kiedyś czytałam interpretację wiersza o murzynku Bambo (Tuwima) w kontekście psychoanalizy Freuda - także mnie już nic nie ździwi ;)

  7. Awicenna pisze:

    Na pewno matura nie jest po to, by błyszczeć erudycją, a raczej by napisać pracę w określonych standardach. Czy to dobrze czy źle - to zależy od tego gdzie stawiamy poprzeczkę. Czy matura ma badać stopień opanowania pewnych konkretnych umiejętności, czy ma być bardziej generalnym wskaźnikiem rozwoju umysłowego. Ten dylemat dotyczy wszystkich przedmiotów (może poza językami obcymi i np. wiedzą o tańcu), jednak w największej mierze języka polskiego - bo pisany przez wszystkich daje największe pole do porównań.

    Za bycie oryginalnym można dostać walor. Albo dwa. A z klucza ile - 25 punktów?

    Podwiązka wystająca spod fraka kojarzy mi się wyłącznie pozytywnie, może dlatego, że generalnie nie lubię i nie rozważam naruszania zasady decorum i panów w podwiązkach, a pań we frakach.

  8. strzel_ba pisze:

    A mnie się to kojarzy z kabaretem. Przebieranki, farbowanki, Lisa Minelli i maskarada. Dziś w kwestii oświaty narodowej zapanowała podobna moda: wszyscy udają erudytów, każdy pretenduje do matury lub nawet tytułu magistra. A w rzeczywistości nie potrafi napisać jednej strony A4 o wybranym tekście literackim. Wy naprawdę (Wy - Przechodniu i Awicenno) nie wiecie, o czym ja mówię, o jakim bełkocie, o jakim poziomie nieporadności językowej. Naprawdę nie czepiam się szczegółów, ja czepiam się prymitywizmu.
    I nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że w krótkiej maturalnej pracy nie można (ani nie warto!) zamieścić intelektualnych refleksji. Intelektualna refleksja powinna być naturalna jak oddychanie. Natomiast zdanie “Już od najdawniejszych czasów człowiekowi towarzyszyła zbrodnia…” ach cóż za uroda i subtelność myśli jest w tym!!!
    Chodzi o to, że młodzi ludzie nie rozumieją, jak bardzo ich kompromituje bylejakość języka. Nie rozumieją, że TO WIDAĆ, tę ich pustkę wewnętrzną. Jak mnie bardzo przyciśniecie, to pokażę Wam kilka przykładów urody językowej. :)

  9. przypadkowy_przechodzień pisze:

    “Już od najdawniejszych czasów człowiekowi towarzyszyła zbrodnia…” - no fakt, najlepszy wstęp to to nie jest…. ale myślę,że pod presją stresu i czasu na maturze też nie będę mieć “lekkiego pióra”… Zresztą ważniejsze jest chyba zakończenie a nie wstęp - we wstępie każdy upycha byle co ,byleby jak najszybciej przejść do sedna sprawy czyli rozwinięcia :) Wynika to też z braku kreatywności (nieporadność językową dałabym na drugim miejscu) - ludzie nie mają po prostu kompletnie pomysłu o czym napisać we wstępie, stąd musi później Pani czytać takie kwiatki :D

  10. przypadkowy_przechodzień pisze:

    “Jak mnie bardzo przyciśniecie, to pokażę Wam kilka przykładów urody językowej.” - w takim razie bardzo proszę o te przykłady :)

  11. Awicenna pisze:

    Mnie z orderem podwiązki, przez panów noszonym pod lewym kolanem ;)

    Co do bełkotu - testy wcale nie sprawiają mniej radości przy sprawdzaniu. Można się dowiedzieć np., że Wanda Wasilewska była współpracowniczką Wałęsy i Kuronia.

  12. strzel_ba pisze:

    A nie była? :)

    Przecież to nie takie odległe ideologie: związki zawodowe robotników, ruch komunistyczny i zupki dla ubogich :). Młodzież pięknie kombinuje. A że fakty i szczegóły się nie zgadzają? Och, tym gorzej dla faktów. Młodzieży nie psuje to dobrego humoru.
    Rozumiesz, Awicenno? Teraz to obowiązkowy trend: co za różnica? To są szczegóły, niepotrzebny balast wiedzy teoretycznej.Teraz będziemy podbijać kosmos wyłącznie praktycznymi umiejętnościami, bo przecież tacy genialni (jako gatunek też, ale głównie jako młodzież) jesteśmy!
    Obawiam się, że jeśli ta tendencja w oświacie się utrzyma, to główną umiejętnością praktyczną pozostanie dla naszego dumnego gatunku - łapanie pcheł. W jaskini :(

  13. Awicenna pisze:

    “Gdy skrzydła światła przypną już do ramion, poniosą w kosmos genialne bestialstwo” ;)

    Jaskinia platońska, rzecz jasna? Nie lubię Platona.
    Praktyka kuleje bez teorii, zarówno w świecie techniki i nauk ścisłych, jak i - przede wszystkim - w kręgu nauk społecznych. A w dzisiejszym świecie przestaliśmy spierać się o imponderabilia. Swoboda napisał, że ostatnią wojną toczoną o takowe była II Amerykańska Wojna o Niepodległość. I niestety ideały przegrały.

  14. Kacper pisze:

    Dzień dobry.

    Chyba warto zadać sobie pytanie: jak się ma nasz piękny język polski do wszechogarniającej specjalizacji? Otóż ma się nijak. Wystarczy przeczytać kilka stron książek pisanych przez profesorów z Politechnik. Błąd na błędzie i jeszcze błędem pogania. Maturzyści w swoim lenistwie i natłoku innych, bardzo ważnych spraw, nie widzą sensu w wychylaniu się i robieniu czegoś ponad program. Rodzice aprobują -najważniejsze, to dostać się na politechnikę, a MEN obniża standardy, bo przecież to być tak nie może, żeby wielu nie zdało. Byłby bunt i afera.
    To w żaden sposób nie motywuje.

    W temacie erudycji przypomniała mi się dawna rozmowa z dawną koleżanką. Koleżanka publikowała (i chyba nadal publikuje) na swoim blogu “poezję” własnej roboty.
    - To, co ostatnio napisałaś jest trochę podobne do … (tu podaję tytuł i autora).
    - A nie znam.
    - Myślałem, że jak próbujesz tworzyć, to i czytasz - w międzyczasie znalazłem, pokazałem i mówię - przeczytaj sobie.
    - A nie, wiesz co, nie czytam innych autorów. Nie chcę się sugerować.

    Co tu się dziwić - to tylko podróby; erudytów, maturzystów, magistrów…

  15. strzel_ba pisze:

    “Nie chcę się sugerować” :) Świetne. Ale cóż, przykłady mamy “na górze”. Podobno Lech Wałęsa, zapytany o swoje lektury po wydaniu jakiejś autobiografii, miał odpowiedzieć: “Ja książek nie czytam, ja je pisuję!” :)
    Ale on miał zawsze talent do bon motów.
    Tę wypowiedź twojej koleżanki, Kacprze, dobrze sobie zapamiętam i zastosuję w “funkcji ironicznej”. Zabronię dzieciakom czytać lektury. Żeby się, broń Boże, nie sugerowały :)

  16. strzel_ba pisze:

    A może intelektualiści dzielą się na twórców i erudytów? Może istnieje kategoria genialnych ignorantów?

  17. Awicenna pisze:

    Co do dyskursu naukowego - niestety, jest tendencja do specjalizacji i zamykania się środowisk naukowych. Dziś biorąc do ręki pracę filozoficzną zrozumieć jest ją dużo trudniej w warstwie językowej niż w czasach Kanta czy Hegla. Do tego dochodzi konieczność doprecyzowania nomenklatury, a o to w przedmiotach społecznych trudno - przeto każdy autor, który we własnym mniemaniu jest autorytetem podaje własne definicje pojęć, zwykle różne od innych autorów, co czyni prace zagmatwaną i nieporównywalną z innymi.

    Generalnie to wszystko są efekty znacznego podniesienia się poprzeczki specjalizacji - kiedyś intelektualista mógł bez problemu świetnie znać się na bardzo szerokim spektrum dziedzin, dziś opanowanie więcej niż jednej jest sporym sukcesem. Wynika to z przyrostu wiedzy, jaki miał miejsce w ostatnich dwóch wiekach, ze wzrostu czytelnictwa, ale i pisarstwa naukowego i nie tylko.

    Powiedziałbym raczej, że w dobie specjalizacji tzw. inteligencja techniczna oddala się od inteligencji w tradycyjnym rozumieniu.

  18. strzel_ba pisze:

    A ja nie lubię tego rozróżnienia, od czasu manipulowania nim przez Kaczyńskiego. Służyło ono właśnie podzieleniu środowiska inteligenckiego, wyrażało głęboką pogardę dla “kałamarzy”, jakby prawnik nie był sam “kałamarzem”.
    Inteligencja techniczna to ludzie z wykształceniem ogólnokształcącym, którzy przeszli kurs Kafki, Orwella, Bułhakowa, Dostojewskiego, Conrada … Na Boga, czego im brakuje, żeby być “normalną” inteligencją? Odpowiadam: woli im brakuje. Woli do pogłębiania erudycji. Nie chodzą do teatru ani filharmonii, nie czytają…
    Tłumaczą, że oni są techniczni, konkretni, rzeczowi i praktyczni.
    No tak, lektury są takie niepraktyczne! …
    Po raz kolejny odsłuchuję sobie mój ulubiony monolog Adasia Miauczyńskiego z “Dnia świra”. No cóż, nas, kałamarzy, społeczeństwo ma za nic. :(

    Ja się pytam: Jak można projektować budynek muzeum, jeśli się samemu nie ma potrzeby tam zaglądać? Po co komu most, jeśli za nim nie stoi jakaś koncepcja człowieka, wizja bytu, hipoteza sensu istnienia?

  19. Kacper pisze:

    Ciekawe dlaczego dokładnie tak samo sobie zawsze wyobrażałem inteligencję techniczną. ;) Niestety, życie zweryfikowało mój pogląd.

    Moim skromnym zdaniem inteligencja techniczna oddala się od inteligencji w tradycyjnym rozumieniu, bo najzwyczajniej w świecie nie ma z nią nic wspólnego. Nie twierdzę, że na Politechnikach nie ma ludzi inteligentnych, ale to tylko niewielki procent.

    Czym niby jest ta “inteligencja techniczna”? Umiejętnością wyuczenia się czym jest austenit? Zapamiętaniem wzoru i jego zastosowania? Tak myślę, że by mówić o inteligencji potrzeba ciut więcej.

    “Generalnie to wszystko są efekty znacznego podniesienia się poprzeczki specjalizacji” - umówmy się, żaden techniczny nie ma mózgu przeładowanego tak, żeby raz na jakiś czas nie mógł przeczytać jakiejś książki. I podobnie żaden “humanista” nie jest tak humanistyczny, żeby nie mógł się nauczyć podstaw matematyki. Fakt, jako społeczeństwo wiemy coraz więcej. Nie znaczy to jednak, że przez to każdy z osobna musi się nauczyć tyle, że nie może już nic innego robić. Nie można wiedzieć wszystkiego o wszystkim, ale cokolwiek - powinno się.

    Poza tym “ja jestem humanistą - nie znam się na matematyce” znaczy mniej więcej to samo, co “jestem idiotą i nie mam nawet zamiaru próbować nauczyć się matematyki” (nie mówię tu o wyższej matematyce, ale o tej podstawowej, na poziomie matury). Tak samo to działa w drugą stronę. Ludzie nawet nie wiedzą, jak bardzo w ten sposób się ośmieszają…

    “Może istnieje kategoria genialnych ignorantów?” - podobno istnieje. Któż by nie chciał do niej należeć! :)

  20. strzel_ba pisze:

    Oczywiście, wszyscy by chcieli! :)
    Zauważcie, na marginesie, że w tym materialistycznym społeczeństwie istnieje jednak jakiś szacuneczek dla geniuszu, choćby niezbyt uświadamiany :)
    Możemy teraz zacząć dyskusję na temat tego, czym jest geniusz. Uwielbiam naszą asocjacyjność :)

    I zgadzam się z Kacprem w dwustu procentach na temat istoty inteligenckości. Inteligent to zatem człowiek, posiadający szeroką wiedzą ogólną z zakresu wiedzy o świecie i wiadomości przedmiotowych, zdolny do refleksji egzystencjalnej na podstawie lektur i dyskusji, uczestniczący twórczo w życiu duchowym narodu. Jego wykształcenie zawodowe nie ma nic do rzeczy. Może być księgowym, farmaceutą, lekarzem, informatykiem albo aktorem.
    Co nie?

  21. Awicenna pisze:

    Kacprze, jasne, że można się nauczyć podstaw. Pytanie gdzie się kończą podstawy i co jak się je zapomni. Nigdy nie umiałem całkować, a choć kiedyś znałem prawa trygonometryczne, dziś jakbyś kazał mi je wykorzystać w zadaniu musiałbym uczyć się ich na nowo.

    Kiedyś (ok. 200 lat temu) człowiek wykształcony znał mniej więcej 4-5 języków obcych, w tym dwa martwe, podstawy filozofii i był solidnie oczytany. Dziś, abstrahując od tego, że książki filozoficzne robią się coraz mniej zrozumiałe dla laików, obserwujemy efekty 200 lat wzrostu znaczenia nauk ścisłych. Przeciętny licealista powinien zatem znać układ okresowy pierwiastków (i to nie we współczesnej Goethemu czy Humboldtowi wersji Daltona z pierwszej połowy XIX w, ani nawet w wersji Mendelejewa), liczbę Avogarda, stałą Plancka, model atomu Bohra czy regułę nieoznaczoności Heisenberga (to wszystko przykłady dorobku dwóch stuleci). A może nie znać przy tym łaciny, o grece nie wspominając. Śmiem twierdzić, że przeciętny kowalski bardziej skorzystałby z Łaciny niż z niuansów budowy atomu na fizyce. Nie bez powodu przywołane powyżej słowo “idiota” wzięło się bodaj od “idiotes” - ludzi, którzy znali tylko jeden język.

    Też lubię asocjacyjność.

    Co to znaczy “uczestniczący twórczo w życiu duchowym narodu”? Dlaczego ma to być jakikolwiek wyznacznik?

    Aha, na koniec:
    “Po co komu most, jeśli za nim nie stoi jakaś koncepcja człowieka, wizja bytu, hipoteza sensu istnienia?”

    Tu akurat przyznam, że nie rozumiem. Most jest po to by przejść na drugą stronę - i jest to koncepcja starsza, bardziej pierwotna i podstawowa niż wszelkie koncepcje bytu ;)

  22. Kacper pisze:

    Sam fakt, że byłeś w stanie i chciałeś się tego wszystkiego nauczyć świadczy o tym, że jednak jesteś światłym człowiekiem. Tak myślę. ;)

    “Śmiem twierdzić, że przeciętny kowalski bardziej skorzystałby z Łaciny niż z niuansów budowy atomu na fizyce.” Musze się zgodzić.
    Więc zmiany w standardach edukacyjnych, choć zrozumiałe, to łatwo podważyć ich zasadność. Ot, taka moda na wiedzę techniczną. ;)

    Żeby się nie upierać przy wiedzy i nie zastanawiać co inteligent wiedzieć powinien, a co może pominąć: nie chodzi przypadkiem o to, żeby ludzie wykazywali zainteresowanie otaczającym ich światem, a nie tylko jedną dziedziną?

  23. strzel_ba pisze:

    Żeby nie być idiotą, sprawdziłam w mądrym źródle źródło słowa idiota :). Zresztą liczbę Avogarda też sprawdziłam. Nie pamiętam, czy ją znałam, na pewno dziś bym jej nie umiała użyć w zadaniu. Ale z chemii miewałam piątki na świadectwach.
    Gr. idiotes - ‘człowiek prywatny, niespecjalista, ignorant’; od: idios - ‘własny, swoisty’.

    Mnie też się wydaje, że nie chodzi o to, jaką wiedzę posiada ów inteligent, tylko o to, że świat go interesuje. Świat i ludzie. I mosty. :)

    Awicenno, nie chodziło mi o inżynierię ani technikę (budowanie) - ale o architekturę (projektowanie). Most w kształcie wiszącego ogrodu; albo most jako łuk tęczy. Albo most jak akwedukt starego Rzymu. Albo …
    Projekt jako wizja, propozycja artystyczna, idea wreszcie.
    Kacper, nadawałabym się na architekta? :)

  24. Awicenna pisze:

    Ale forma i kształt są wtórne - Most Świętego Anioła, Golden Gate czy deska przerzucona nad strumykiem są takim samym cieniem idei mostu na ścianie jaskini ;)

    Ale, ale - ja przecież nie lubię tego wichrzyciela :)

    Po łacinie pierwsze znaczenie idiota,-ae (co ciekawe w obu językach rodzaj żeński…) to już niewykształcony człowiek. Ciekawe.

  25. strzel_ba pisze:

    Do przedostatniego akapitu mojej notki dodałabym dzisiaj jeszcze: poloneza na Piotrkowskiej :). Jutro gazeta będzie z niepokojem liczyła zarobek na nakładzie. Przecież chociaż ci, co tańczyli, w tym śniegu i w tym deszczu, kupią… Mieć swoje zdjęcie na pierwszej stronie, to jest coś!
    Media. Wszechwładza XXI wieku. A przecież już nasz Patron w Weselu mówił ustami Stańczyka do dziennikarza: “Masz tu kaduceusz, chwyć! Rządź! Mąć nim wodę, mąć! (…) Mąć tę narodową kadź, serce truj, głowę trać!”

    Aaaale! Że On był genialny, to ja dawno wiem.

  26. Awicenna pisze:

    No szczególnie odkrywczy nie był ;) Media w każdym systemie demokratycznym zyskiwały znaczenie. Wyspiański nawiązywał - w “prywatno-towarzyskiej” formie - do liczącej ca. 2350 lat tradycji. Wszak znaczną część komedii Arystofanesa należy czytać z kluczem.

  27. strzel_ba pisze:

    Awicenno, zmiłuj się! Dzisiaj komedie Arystofanesa, i to jeszcze w szkole! :)

  28. Awicenna pisze:

    Nie no… po godzinach, gdzie tam w szkole o tym jak to “rozgorzała w całej Helladzie wojna o trzy kurwy” (Arystofanes, Acharnejczycy, 528-29, przeł. J. Ławińska-Tyszkowska). :D

    Choć od kiedy w naszej szkolnej bibliotece znalazłem “Żywoty Cezarów” Gajusza Swetoniusza Trankwillusa, mogę uwierzyć w każdą inną formę deprawacji młodzieży. ;)

  29. strzel_ba pisze:

    No i po studniówce. Trochę odespałam, ale nadal jestem zmęczona. Wydatek energetyczny mnie nieco nadszarpnął. Ale przynajmniej potańczyłam. Jeśli to nie jest niestosowne :)

  30. Awicenna pisze:

    To zależy jak się tańczy, chyba. Ja zawsze wierzyłem w hierarchię i unikałem mieszania się różnych jej stopni. Poza tym mam dużą świadomość swoich zdolności tanecznych, to też ułatwia decyzję.

  31. strzel_ba pisze:

    Taniec jest ekspresją, radością, zabawą! Mniejsza o formę. Taniec jest egoistyczny: tańczy się dla siebie, a nie dla innych.
    Zdaje się, że masz problemy z odblokowaniem emocji, Awicenno, bo odczytuję zgryźliwość w Twoim ostatnim poście. :)

    Ja tam tańczyłam jak wyzwolona Isadora Duncan: z rozwianym włosem, w białej greckiej powiewnej szacie, na bosaka.
    Jeśli wiesz, co chcę powiedzieć :)

  32. Awicenna pisze:

    Absolutnie nie wiem.
    A żeby emocje odblokować, to trzeba je mieć.

    “Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój. Resztę zaś życia przepędź jako
    człowiek, który z całej duszy zdał swe sprawy w ręce bogów, a z siebie nie czyni ani tyrana,
    ani sługi żadnego człowieka.”

  33. strzel_ba pisze:

    Stoik? Apatheja?
    Nieludzkie. I nieżyciowe takie.
    Ja zacytuję za moim Mistrzem:
    (…)
    więc lepiej Marku spokój zdejm
    i ponad ciemność podaj rękę
    niech drży gdy bije w zmysłów pięć
    jak w wątłą lirę ślepy wszechświat
    zdradzi nas wszechświat astronomia
    rachunek gwiazd i mądrość traw
    i twoja wielkość zbyt ogromna
    i mój bezradny Marku płacz

  34. Awicenna pisze:

    Dobrze jest znaleźć równowagę, modus vivendi wobec różnych podejść, bo różne szkoły odpowiadają potrzebom różnych sytuacji, a żadna nie zawiera uniwersalnej recepty na szczęście. Stoicyzm świetnie nadaje się do odbierania złych bodźców, acz tłumi też dobre. Jest bezpieczny.

    Zawsze uważałem, że słusznym, praktycznym i ludzkim jest przeniesione na grunt filozofii i ideałów w życiu codziennym podejście:

    “Wiem, że każdy przyzna, jakoby było najchwalebniejszą rzeczą, aby książę posiadał te z wymienionych powyżej cech, które uważa się za dobre. Gdy jednak ani ich mieć, ani w pełni posługiwać się nimi nie można, ponieważ nie pozwalają na to stosunki ludzkie, przeto książę musi być na tyle rozumny, aby umiał unikać hańby takich tylko wad, które by pozbawić go mogły panowania, a innych, które mu tym nie grożą, wystrzegać się o tyle, o ile jest to możliwe; lecz jeśli to nie jest możliwe, nie potrzebuje zbytnio niepokoić się nimi.”

    Innymi słowy - tam, gdzie można, należy postępować dobrze i cnotliwie, lub zgodnie z wybranym podejściem, jednak tam gdzie to niemożliwe nie należy na siłę podporządkowywać się tym kategoriom, mając na uwadze skutki dla siebie i innych.

  35. Awicenna pisze:

    A tego Herberta znam głównie jako Gintrowskiego (co mu służy).

  36. Awicenna pisze:

    Wszystkiego dobrego wagarowiczom w ich święto.

  37. Awicenna pisze:

    Maturzystom połamania piór!

  38. strzel_ba pisze:

    Połamania!
    Siedzę w domu i czekam nerwowo na jakieś wiadomości. Bo dziś jest piękny dzień: mam ustawowy zakaz zbliżania się do szkoły :).

  39. Awicenna pisze:

    O. Już myślałem, że nikt tu nie zagląda.

    Kiepsko bym dziś napisał maturę - pal sześć, że nie pamiętam za bardzo “Granicy”, ale językowe wyznaczniki spójności tekstu mnie rozłożyły.

Zostaw komentarz