Matura z koniczynką niedziela, 8 maja 2011

Jakoś trzeba się ogarnąć i skomentować tegoroczną maturę z polskiego. Ostatnio wszyscy wszystko komentują, a ja się ociągam.

Otóż ociągam się, bo świat przestał istnieć. Nie zauważyli Państwo? Jak to nie? Nic już nie istnieje NAPRAWDĘ. Wszystko istnieje dopiero wtedy, gdy ma profil na Facebooku.

Zatem, pod poniższą notką, powinnam również zamieścić hasełko:

Jeśli spodobała się Wam moja notka, odwiedźcie mój profil na Facebooku.

I banerek do klikania. I kilka reklamek, żeby pieniądzorki zarabiać. Na Facebooku.

Świat oszalał.

  • Radio ma swój profil na F.
  • Audycje telewizyjne
  • Gazety
  • Celebryci, dawniej zwani gwiazdorami
  • Politycy, wychodzący szerokim frontem do wyborców (cóż za kretyński frazeologizm!)
  • Prezydent. Nadal z  wąsami.
  • Wszyscy, którzy byli na Naszej-klasie, teraz pokasowali konta, zdradzili znajomych i przenieśli się na portal jeszcze głupszy.

Facebook stał się formatem umysłowym. Młodzi ludzie komunikują się hasłami: Lubię to! Kupują farmy i ofiarowują sobie świnki. Zapisują się do towarzystw adoracyjnych. Chodzi o to, żeby być w jak największej ilości. Towarzystwa adoracyjne są głupie, ale służą zapewne szerokiej identyfikacji. Każdy chce gdzieś należeć, a przecież do jakiejś  partii dzisiaj zapisać się to obciach.

Facebookomania ma swoje dwa oblicza: naiwności i cynizmu. Naiwniacy myślą, że  będąc na tym portalu (gdzie są wszyscy), trzymają rękę  na pulsie towarzyskich wydarzeń, wiedzą co i gdzie się święci. Cynicy - najzwyczajniej kręcą swoje interesy, wykorzystując owczy pęd naiwniaków. No ale tak chyba było zawsze i może nie ma co marudzić?To tak w kwestii życia wirtualnego

Jeśli drażni mnie portal F., to może powinnam być na T., G.L.  albo na jeszcze innym? Cóż złego jest w bywaniu w świecie?

Ano w bywaniu - nic. W iluzji bywania - wszystko.

Życzę Państwu spotkania jakiegoś człowieka. Niedługo będziemy zachowywać się jak Robinson na bezludnej wyspie: płakać ze szczęścia na widok śladu ludzkiej stopy…

 

A przechodząc do kwestii matury z polskiego: koniczynka oznacza szczęście po prostu. Którego Wam życzę.

Z zupełnie nieznanych mi bliżej przyczyn autorzy arkusza maturalnego odwrócili trend upraszczania matury: tegoroczna była raczej trudna. Moi wychowankowie nie zauważyli tego, może na szczęście, i byli po maturze bardzo radośni.  Jak tutaj stoję (siedzę), dam sobie głowę uciąć, że nie doczytali tematów do końca, nie zauważyli przy analizie wierszy polecenia: Wykorzystaj właściwe konteksty, albo że radośnie będą streszczać streszczenie Granicy .

A ja to (zapewne cała Polska napisała tak samo) będę musiała sprawdzać :(

Zainteresowanych informuję, że zamieściłam własną analizę porównawczą maturalnych wierszy, w tabeli, skrótowo, żeby się można było łatwiej rozeznać. kolorami zaznaczyłam obszary, odpowiadające tematowi. Modelu jeszcze nie widziałam, więc praca jest z głowy, czyli z niczego :)

Natomiast do analizy Granicy nikt mnie nie zmusi.  Jakie konsekwencje wynikają z zestawienia odmiennych spojrzeń na romans panicza ze służącą?

Takie, że nikt tego nie czyta. Wszyscy za to  są na Facebooku.

A ja wolę demotywatory.pl

Komentarze [25] do “Matura z koniczynką”

  1. Awicenna pisze:

    http://kwejk.pl/obrazek/70335/wska%C5%BAniki,sp%C3%B3jno%C5%9Bci,teksu.html ;)

    A facebook przydaje się do kontaktów międzymiastowych, ale przede wszystkim międzynarodowych.

  2. strzel_ba pisze:

    I dlatego młodzi Polacy piszą sobie komentarze po angielsku. Żeby kontakty międzynarodowe podtrzymać!

  3. Awicenna pisze:

    A wszyscy piszą po angielsku?

    Między Polakami obserwuję użycie angielskiego tylko w formie bon mot’ów, na tej zasadzie co makaronizmy imć Zagłoby. Czasem zdanie w obcym języku pozwala w kilku słowach oddać istotę rzeczy i zawsze korzystało się z takich możliwości. Można przecież mówić “nietakt” zamiast “faux pas” itp. No, ale najwyraźniej francuski to język, z którego można korzystać, zaś angielski jest dla hołoty ;)

    Osobną kwestią jest żargon internetowy, który wkrada się do języka polskiego jako prostszy i krótszy i wprowadza coraz to nowe słowa i skróty (user/juzer zamist użytkownika, IMHO zamiast “moim skromnym zdaniem”… ostatnio zaskoczyło mnie IIRC - “jeśli dobrze pamiętam”), ale z tym się chyba nie wygra. Na szczęście polski jest tak wspaniale giętkim językiem, że może wchłonąć i zasymilować każdy niemal wyraz lub wyrażenie. Dzięki temu kiedyś wszedł do naszego języka rzeczownik “wihajster” (wspaniały źródłosłów, moim zdaniem), dziś wchodzi czasownik “wyguglać”.

    Żeby zakończyć w zgodzie z tonem wypowiedzi:
    C’est la vie.

  4. strzel_ba pisze:

    Uwielbiam ‘wihajster’ i ‘wyguglać’. Jeszcze fajny jest ‘dynks’. Są pomysłowe i zabawne.
    Nie mówimy o zapożyczeniach, bo to osobny temat. Ja mówię o pełnych wpisać w angielskim brzmieniu. Ot, taki snobizmik.
    Chodzi mi o stosowanie pełnego języka obcego (i wszystko jedno jakiego). Makaronizmy barokowe były równie głupie, ale udowadniały erudycję takiego Sarmaty.
    Czy młodzian, który w opisie na gg wpisuje sobie tekst angielski (a nie bon mot) - ale ma problem z uzyskaniem 250 słów na maturze z polskiego - będzie obrońcą polskości?

  5. Awicenna pisze:

    Hm. Spośród znanych mi osób niektórzy rzeczywiście używają na “tablicy” czy też “ścianie” angielskiego, ale są to na ogół osoby, o których wiem, ze mają żywe kontakty z zagranicą i podejrzewam, ze tym jest to spowodowane.

  6. Awicenna pisze:

    A na marginesie - cisza. Wszyscy się uczą. ;)

  7. strzel_ba pisze:

    Ja dzisiaj skończyłam matury! Pisemne i ustne. Uff!
    Ale dzieciaki jeszcze startują :). Zresztą, niespecjalnie spodziewam się, żeby się odezwali. Raczej są szczęśliwi, że mają mnie z głowy. Ostatnio im trochę trułam …

  8. Awicenna pisze:

    Ech… Miałem robić indeks, ale chyba się nie uda. A i inne prace w polu.

  9. Awicenna pisze:

    Tak na marginesie - czytał ktoś Pieśń Lodu i Ognia G.R.R. Martina?

  10. strzel_ba pisze:

    Awicenno, zostałeś, zdaje się, Ostatnim Dyskutantem Bloga. Nie wiem, czy to zaszczytny tytuł, ale chyba wszyscy wymarli. Albo są na Facebooku :).

    Oglądałam “Grę o tron” z zapartym tchem. Serial - cudo. Tylko jakim prawem skończył się, kiedy historia zaczęła nabierać tempa???
    “Pieśni Lodu i Ognia” nie czytałam, niestety. Książka ta nie przyszła do mnie. Może teraz będą jakieś wznowienia druku? No bo serial nakręci koniunkturę.
    Ale był zrobiony wyśmienicie, uważam. Ciekawe postaci, dynamiczna narracja, doskonałe zdjęcia, fantastycznie zrobione światy (miasta, miejsca, kultury) - świetni aktorzy.
    Moim ulubieńcem jest karzeł - cynik. Połączenie Casanovy ze Stańczykiem :)

    A może film mi się tak podobał, bo ostatnio nic w ogóle nie oglądałam? No bo przecież wyrzuciłam telewizor.

  11. .Awicenna pisze:

    Też zacząłem od serialu. Ale koło 3-4 odcinka już byłem do przodu z lekturą i przestał być tak atrakcyjny. Karzeł oczywiście też jest moim ulubieńcem, choć ostatnio doceniam też Littlefingera - lorda Petyra Baelish. Po czterech tomach nie mogę doczekać się dalszego ciągu.

    Podejrzewam, że serial (pierwszy sezon) kończy się mniej więcej tam, gdzie pierwszy tom. Książki chyba jeszcze lepsze. Co do aktorów - zabawni są Amerykanie, którzy irytują się, że Sean Bean umiera…

    Ostatnich gryzą psy, podobno. Czyli moim nemesis byłby Sandor Clegane…

  12. strzel_ba pisze:

    Ja też się zirytowałam, bo wyszło na to, że godność i honor tracą głowę. Nie lubię takiego przesłania. Nadmiernie realistyczne. (Nie wiem, czy ja i Amerykanie mamy takie same wytłumaczenie naszej irytacji :)).
    Jednak w sposobie gry Seana Beana było tyle dramatyzmu, że tragedia wisiała w powietrzu. Świetna, wzniosła postać, zagrana dzięki charyzmie a nie na tonach patosu, nie do zapomnienia.
    A Sandor Clegane jest niepokojąco podobny do Szczurzej Śmierci (Bułhakow)- :)
    Nie ma złych ludzi. Są tylko bardzo skrzywdzeni.

  13. .Awicenna pisze:

    Moim zdaniem ten realizm i świetnie zarysowane, niejednoznaczne postaci to główny atut tego cyklu. Ned Stark był chyba jedynym bohaterem bez skazy (jeśli wierzyć teoriom fanów na temat prawdziwego pochodzenia Jona Snow). Reszta knuje, morduje, mści się, kocha i zdradza. Życie. :)

  14. strzel_ba pisze:

    No cóż, przeczytałam 6 i pół tomu, tyle ile można znaleźć w sieci. Po 1 tomie byłam zaintrygowana, po drugim uważałam autora za geniusza, po trzecim przestałam sypiać i musiałam natychmiast zacząć czwarty, a po czwartym… stwierdziłam, że autor zapadł na ciężką chorobę znaną od wieków, a nazywaną gorączką złota. Plecie, co mu ślina przyniesie na język, mnoży epizody i wątki, głównie dotyczące używania kobiet (bo to przysparza czytelników najbardziej), ale niczego nie dopowiada. Historia, która nie ma finału, nie niesie żadnego sensu, zamiast tego zaczyna męczyć.

  15. .Awicenna pisze:

    Fakt, rozbicie IV tomu na dwa (IV i V) to już przesada chyba (nb. angielską wersję V tomu widziałem dziś w empiku). Co do przesłania itp. wypowiem się jak odsapnę i przemyślę co i jak.

  16. Szymon pisze:

    Pomarudzę, niczym stary dziadek nie do końca rozumiejący współczesną rzeczywistość, choć to dopiero 7 lat po maturze.

    Facebook (czytaj: fejs) podporządkował sobie nawet czynność robienia zdjęć. Wiele osób w moim otoczeniu używa aparatu po to tylko, aby mieć “fajną fotkę na fejsa”. Bowiem bez fajnej fotki na “fejsie” jest się zwykłym nudziarzem. Na dźwięk słowa “fejs” przechodzą mnie zresztą ciarki, nie wiem zupełnie dlaczego.

    Kiedyś główną motywacją robienia zdjęć była chęć utrwalenia jakiejś chwili, aby przechować ją sobie w prywatnym albumie, i ewentualnie pokazać przyjaciołom przy okazji ich wizyty. A teraz od razu na “fejsa”, a niech no wszyscy zobaczą jakie ma się super odlotowe gacie.

    Cóż, sam mam profil na Facebooku, zamieściłem tam dwa swoje zdjęcia, żeby potencjalni oglądacze wiedzieli, że ja to ja, ale dalszego popędu do zamieszczania zdjęć nie mam. Widocznie jestem jakiś dziwny.

    Niedawno system poinformował mnie, że przez tydzień nie odwiedziłem Facebooka. Za dwa tygodnie zapyta pewnie, czy przypadkiem nie umarłem, skoro przez tyle czasu tam nie zajrzałem.

    Pozdrawiam gorąco

  17. Awicenna pisze:

    Koleżanka wrzuciła na fejsa:

    http://www.youtube.com/watch?v=a69RpEBJFAY&feature=player_embedded

  18. strzel_ba pisze:

    Tak sobie myślę, że strasznie łatwo jest dziś być oryginalnym. Wystarczy nie mieć profilu “na fejsie” (nawiasem mówiąc, obrzydliwe to słowo).

  19. Patos pisze:

    1 września, a rok szkolny wciaż nie otwarty. Ale może jeszcze powinienem poczekać. Swoją drogą ciekawe, że myślenie o początku szkoły zaprowadziło mnie na tego bloga. Pozdrowienia z obczyzny!

  20. strzel_ba pisze:

    Zaraz się poprawię :)!

  21. Kajor pisze:

    Cały czas nie ma nic na rozpoczęcie roku szkolnego. Czyżby nowe roczniki były nudne? :)

    Co do Facebooka - z pełną świadomością i z własnej (prawie nieprzymuszonej) woli założyłem tam konto +/- rok po moich znajomych. Jako, że nigdy nie ciągnęło mnie do jakichkolwiek portali społecznościowych, traktuje go tylko jako dodatek (np przypomina o urodzinach - dziewczyny lubią jak się o nich pamięta :P), jednak wielu moich znajomych spędza na w.w. portalu większość czasu, gdy surfują po sieci. Facebook uzależnia - to pewne. A jako że uzależnia, korzystający z niego ludzie MUSZĄ wejść na niego przynajmniej codziennie (skądinąd znane prawie wszystkim “300+ nowych powiadomień”). Genialna idea czy wykorzystywanie ludzi? Według mnie jedno i drugie - społeczeństwo korzysta, bo lubi. Jednak ogromna większość nie wie, że kod Facebooka pobiera z naszych komputerów informacje o tym, jakie strony odwiedziliśmy i co może nas interesować. Na dodatek wszystkie opublikowane na Facebooku informacje stają się własnością portalu, nawet po wykasowaniu konta. Sam twórca, niejaki pan Zuckerberg (nazwisko sugeruje, że ma jakieś korzenie w narodzie lubiącym dobry “Geszeft”) dorobił się kilkunastu (kilkudziesięciu?) miliardów dolarów (wystarczy te kilka reklam? szczerze wątpię). Myślę, że skutecznie ochładzają one (miliardy, nie reklamy) jego dylematy moralne, czy na pewno postępuje słusznie (i całkowicie legalnie).
    Może 5. listopada hakerzy spełnią swoje zapowiedzi o rozbiciu kodu i zniszczeniu danych serwerów FB?

    Pozdrawiam i życzę miłej nocki. Kajetan.

    PS: http://e.asset.soup.io/asset/1893/1406_43e1.jpeg

  22. strzel_ba pisze:

    :)
    Uśmiech jest do obrazka, oczywiście. Uśmiech na moim fejsie.
    Na szczęście - dowcip narodowy* nie gaśnie :)

    _______________
    * cytat z Wesela: Dziennikarz żali się Stańczykowi, że “dowcip narodowy gaśnie”. ‘Dowcip’ ma tam zapewne inne znaczenie, ale oj tam!

  23. Radek pisze:

    Od dodania ostatniego komentarza minęło co prawda kilka miesięcy, ale chyba nic się nie stanie jeśli odgrzeję trochę ten temat, a właściwie pierwszą jego część. Facebook jest rzeczywiście tworem typowo komercyjnym i nie ma co się w nim doszukiwać wielkich wartości i idei przyświecających jego twórcom. Idea jest jedna - pieniądze i to olbrzymie. Ale skoro już jest i nikt tego nie zmieni, to warto chyba zwrócić uwagę na jego plusy dodatnie, które niewątpliwie ma. Zauważyłem, że za pomocą Facebooka (’fibi’, ‘fejsa’ czy ‘efbeka’ - w autobusach słyszy się różne głupoty) o wiele łatwiej jest zorganizować jakieś spotkanie większą grupą np. do pubu, na kręgle, basen, na rower itp. W wirtualnym świecie łatwiej jest zmobilizować większą grupę osób trafiając również do tych mniej śmiałych i otwartych na realne kontakty jednostek. Sam nierzadko jestem inicjatorem takich spotkań i wychodzą ona całkiem zgrabnie :) Ponadto, dzięki Facebookowi łatwiej jest mi utrzymywać kontakty ze znajomymi z trochę wcześniejszych lat (np. z gimnazjum), z którymi nie widuję się na co dzień a którzy chętnie przyjadą np. na weekendowego grilla do mnie na działkę. Na Facebooku łatwiej dzielić się swoimi pasjami. Przykład? Jako obsesyjny entuzjasta muzyki bardzo często zaglądam na profile osób o podobnych zainteresowaniach i niejednokrotnie już odkryłem jakiś nowy zespół, nowego gitarzystę, nowy styl muzyczny, którego prawdopodobnie nie odkryłbym tak szybko bez podobnych mediów. Sam też zamieszczam raz na jakiś czas coś co według mnie zasługuje na uwagę i wiem, że znajomi też z tego korzystają. W przypadku muzyki istnieją akurat lepsze rozwiązania niż Facebook, ale ludzie mają przecież przeróżne pasje i zainteresowania. Dodatkowo Facebook kolosalnie upraszcza wymianę informacji. Sam często korzystam z profilu, do którego dostęp mają tylko studenci mojego roku na studiach. Można znaleźć tam mnóstwo materiałów z zajęć, odnośników do wartościowych stron tematycznych, informacji o bieżących wydarzeniach na uczelni itd.

    Według mnie dopóki Facebook służy ludziom jako medium ułatwiające komunikację między sobą i nie zastępuje realnych kontaktów (hmmm… czy to zdanie jest “oklepane”? :P ) tak jak w moim przypadku, nie widzę w nim żadnych złych stron. Nie liczę, rzecz jasna, mniej widocznych kwestii dotyczących “istnienia” w obecnym Internecie jak na przykład bezpieczeństwo danych osobowych. Oczywiście są osoby zaczynające dzień od zalogowania się na konto, a wylogowujące się dopiero przed pójściem spać, ale nie da się stworzyć idealnego świata.

    PS. Myślę, że większym zagrożeniem dla ludzkości (niż Facebook) są komunikatory internetowe :) Sam używam Skypa i telefonu preferując jednocześnie rozmowy głosowe i widzę jak czasem trudno jest przekonać kogoś, żeby też przeszedł na takie rozwiązanie :) (Tak, tak… mam też gadu-gadu, ale to dlatego, że nie mogę odciąć się przecież od tych nie lubiących mówić, prawda? :P )

  24. Radek pisze:

    Może jeszcze jedno zdanie w kontekście tej wypowiedzi:
    “Czy młodzian, który w opisie na gg wpisuje sobie tekst angielski (a nie bon mot) - ale ma problem z uzyskaniem 250 słów na maturze z polskiego - będzie obrońcą polskości?”

    Niestety, Internet zewsząd otacza nas językiem angielskim - taka moda. Ile to razy po dodaniu komentarza na stronie widzimy napis typu “Thank you. Your comment has been approved.” :D

  25. strzel_ba pisze:

    Wpadłam w pułapkę konfliktu interesów, dlatego nie zamieszczam nowych notek :). Oczywiście sprawa ACTA jest dla mnie bardzo ważna. W tej sprawie “jestem za a nawet przeciw”. Tak oto po raz kolejny potwierdza się geniusz językowy Lecha W.
    Wpis Radka jest obroną “fejsa”, jak sądzę. W każdej sprawie można powiedzieć: Nie chcesz - nie korzystaj. Albo: Korzystaj rozsądnie.
    Ale to nie takie proste.
    Ja chciałabym zapytać, czy prezydent nie może mieć własnej domeny i strony internetowej? Czy musi otwierać profil na F.? Czy twój kierunek, Radku, nie ma studenckiego serwera i tam - forum studenckiego? Musicie się umawiać w grupie na F.?
    W notce zauważasz coś, co właśnie jest powodem mojego niepokoju w ostatnich dniach. To nowe zjawisko socjologiczne jest tyle samo fascynujące, jak i niebezpieczne. Internet pozwala na przeprowadzenie błyskawicznej mobilizacji i rozpierduchy. W jakiejkolwiek kwestii. Zanim emocje opadną i rozsądek zadziała. Obawiam się, że może to być droga do bezmyślnego wylania dziecka z kąpielą, niestety. Zorientujemy się po fakcie.

Zostaw komentarz