Zdrada, mości panowie! środa, 18 kwietnia 2007

250963_lonely_heart.jpgTrzecie klasy na wylocie. Oceny wstawione, klasyfikacja zakończona. Ostatnie dni z klasą, z kolegami i nauczycielami. Czas pożegnań i przygotowań do najważniejszego egzaminu w dotychczasowej karierze: matury, dawniej zwanej egzaminem dojrzałości. Nauczyciele po nocy wypisują świadectwa, arkusze uczniów, uzupełniają dzienniki i statystyki. Zbierają fotografie na świadectwa, drobne opłaty i dziesiątki różnistych dokumentów uzupełniających. Egzaminatorzy wypisują protokoły maturalne, poloniści sprawdzają konspekty i bibliografie. Gorączka powtórek. Ulga i radość z zakończenia jakiegoś etapu w życiu. Strach przed egzaminem.

Nam, belfrom, wydaje się, że dobrze wiemy, co wy czujecie, drodzy maturzyści. Ale czy wy kiedykolwiek zastanawialiście się, co czuje wychowawca, który żegna klasę? Patrzymy nas was z miłością, bo wypięknieliście, wyrośliście, wydorośleliście. Sprawdza się także stara zasada, że dzieci sprawiające kłopoty kocha się najbardziej, bo z nimi wiążą człowieka niewidzialne nici potężnych zależności.
Nie wierzę, żeby taki rodzaj przywiązania był tylko moim udziałem. Może nauczyciele mężczyźni przeżywają to inaczej. My – baby – zawsze będziemy trochę matkować naszym wychowankom. Martwimy się o wasze egzaminy, chciałybyśmy wszystkiego dopilnować i być przy was, żebyście się mniej denerwowali -  albo co… Pewno to my denerwujemy się więcej. Przychodzimy więc w tym ostatnim tygodniu pełne niepokojącego wzruszenia, chcemy się pożegnać, dać sto dobrych rad i może jeszcze szaliczek…
No i właśnie. Czekają na nas puste ławki. Nasze rady i troskę możemy sobie w buty wsadzić, dla polepszenia statystyki wzrostu. Młodzież, dla której w ostatnim tygodniu chodziłyśmy na rzęsach, sprawdzając, dla wyciągnięcia oceny, sterty prac oddawanych pół roku po terminie, pozostaje w pieleszach domowych, oglądając teleranek albo co tam innego akurat leci.
Przeżywamy to co roku. I co roku boli tak samo. Jak zdrada.

Komentarze [6] do “Zdrada, mości panowie!”

  1. Vanellus pisze:

    W zasadzie nie wiem co napisać, a napisać po prostu muszę, bo mnie palce świeżbią. Pocieszyć? Zaprzeczyć? Poprzeć? Jak słowo daję od zawsze walczyłam z wagarami moich kolegów, zwłaszcza w takie dni przed zakończeniem roku lub przed długim weekendem. Ale zawsze mnie traktowano jak wariatkę, a moje argumenty jako bezsensowne. No to walka się skończyła.

    Teraz kończymy liceum. W zasadzie logicznym byłoby spędzenie tych ostatnich chwil z klasą, która niedługo przestanie istnieć. Ale gdzie tam, mili Państwo! Każdy ma w nosie coś takiego, interesują go tylko i wyłącznie jego cztery litery, jego matura, jego sprawy, jego życie. W szkole zostaje niewielka garstka zapaleńców (normalni czy do końca pomyleni?), na których głowie zostaje kupowanie kwiatków, ustalanie spraw związanych z zakończeniem roku, wysłuchiwanie uwag o niskiej frekwencji i to nieustanne pytanie “co ja tu w zasadzie robię?”. No nóż się w kieszeni otwiera.

    Ale do czego zmierzam. To już chyba taki urok naszych czasów, że wszechobecna znieczulica społeczna zakradła się do świadomości przyszłych elit intelektualnych kraju (czyt. maturzystów w XII LO). Dla nicha najważniejsi są oni sami, a koledzy, nauczyciele, szkoła przestają już byc w ogóle istotne. Wpadną 27 kwietnia odniorą świadectwa i tyle. Nic więcej ich już nie interesuje. Chyba nic się z tym fantem nie zrobi. Bo to jest taka juz ludzka mantalność. Choć jest to dramat mili Państwo. Dramat.

  2. zosia pisze:

    No właśnie, ile razy można przeżyć zdradę a ile razy wybaczać? Znowu wydaje się nam, że zbawiamy świat a my tylko spełniamy oczekiwania i nakręcamy się coraz bardziej… no cóz, trudno jest działać wbrew sobie i stłumić naturalny instynkt. Rozstania nigdy nie są łatwe, a jakość relacji weryfikują powroty, a niektórzy wracają … Tylko ta papierologia jest taka zabójcza - szczególnie, jeśli nie ma się duszy urzędnika!
    Pozdrawiam wszystkich wytrwałych, którym solidność i poczucie lojalności, lub choćby brak innego pomysłu na spędzenie przedpołudnia nie pozwala zostać w domu. Nauczycielom proponuję relaksacyjne oddychanie “na cztery”

  3. wojtulat pisze:

    “…Może nauczyciele mężczyźni przeżywają to inaczej. My – baby – zawsze będziemy trochę matkować naszym wychowankom…”

    Oooooo, wypraszam to sobie… ;-)

  4. Moon pisze:

    Nie wiem czy owi “mautrzysci” o ktorych tutaj mowa, maja na tyle swiadomosci by zdac sobie sprawe, ze konczy sie w ich zyciu pewien etap, a zaczyna nowy. Mysle, ze dopiero to do nich dotrze po calej wrzawie maturalnej, i wtedy zatesknia.

    Mnie sie wydaje, ze sa rzeczy o ktorych sie nie mowi, ale wie sie o nich napewno. Nie trzeba przeciez co chwila powtarzac ” kocham Cie” osobie, ktora i tak jest tego swiadoma.

  5. Eborn pisze:

    Z tym ostatnim polemizowalbym… Mowic “kocham cie” nie TRZEBA nigdy, to znaczy nie ma takiego obowiazku przeciez. Mowi sie to dla… hmm… uspokojenia, ukojenia serca drugiej osoby. A to warto robic niezaleznie od tego czy ta osoba wie o uczuciu czy nie, prawda?

  6. Awicenna pisze:

    XII-stka wciąga jak chodzenie po bagnach.

Zostaw komentarz