Nieznośna ciężkość bytu sobota, 21 kwietnia 2007

Maturzyści przygotowują się do egzaminu ustnego z języka polskiego, który polega na prezentacji przygotowanej przez siebie wypowiedzi na określony temat. Nauczyciele przygotowują się do maratonu, który przeżyć można chyba tylko dzięki kondycji długodystansowca. Spójrzmy:

  • Od 4 maja rusza karuzela matur pisemnych. Codziennie jakiś inny przedmiot. I to nic nie szkodzi, że jestem polonistką… Mogę siedzieć w komisjach maturalnych dzień w dzień: na biologii, matematyce czy angielskim. O to właśnie chodzi, żeby nie było tam wtedy biologa, matematyka czy anglisty. Tak dla polepszenia obiektywizmu egzaminu.
  • Równolegle z maturami pisemnymi odbywać się będą ustne z polskiego i angielskiego. Wielogodzinne sesje odsłuchiwania i odpytywania, skutkujące przeciążeniami kręgosłupa i psychiki. Jak wytrzymać kilkanaście prezentacji dziennie o tym samym, np. o cierpieniu lub miłości? Kiedy oglądałam własne dzieci (tzn. te uczone przeze mnie), to jeszcze pomagała jakaś adrenalina: Jak zda Krzyś? Czy poradzi sobie Ola? Teraz będę świadkiem męczarni lub popisów „cudzych” dzieci, co raczej już tak nie angażuje. Ale podobno wszystkie dzieci są nasze.
  • Od połowy maja egzaminatorzy państwowi zaczynają sprawdzanie pisemnych matur w systemie „skoszarowania”. Oznacza to zgromadzenie egzaminatorów w jednym miejscu i czasie (soboty i niedziele) i sprawdzanie na akord (zapłata zależna od ilości sprawdzonych prac), pod presją czasu (musimy zdążyć, bo przecież trzeba wydrukować na czas świadectwa, potrzebne do rekrutacji na studia).
  • Poza tym normalnie trzeba przecież pracować, prowadzić lekcje, przygotowywać się do nich i sprawdzać jakieś zeszyty czy klasówki, bo maturzyści nie są jedynymi uczniami w szkole. Oznacza to mniej więcej cztery tygodnie pracy dzień w dzień, grubo ponad 8 godzin dziennie, bez weekendowej przerwy.
  • Czy ktoś ma sposób, żeby rozwiązać ten kierat? Zaznaczam, że uważam prezentacje za ważny rodzaj egzaminu i nie należę do zwolenników ich odwołania. Nie narzekam również na rodzaj pracy, którą należy po prostu wykonać i już. Zastanawiam się tylko, czy Państwowa Inspekcja Pracy, MEN i  tak zwany zwykły obywatel zdają sobie sprawę z obciążenia i stresu, w jakim pracują nauczyciele egzaminatorzy w tym majowym okresie; czy dyskusje na temat, czy należy nauczycielom zapłacić za egzaminowanie – nie zawstydzają tych, którzy je prowadzą. Oraz: co odpowiedzieliby owi „zwykli obywatele”, gdyby ktoś kazał im pracować w takim systemie.

    No to sobie ponarzekałam.

    Komentarze [2] do “Nieznośna ciężkość bytu”

    1. Moon pisze:

      Napewno ta praca nie jest bezcelowa, im wiecej sie ktos stara i serca wklada w to co robi, tym piekniejsze owoce swoich wysilkow zbiera potem.

    2. Delfina pisze:

      serdecznie współczuję nauczycielom i maturzystom, bo i jedni i drudzy dzięki takiej sytuacji ucierpią. Pamiętam, że jako jedna z ostatnich zdawałam maturę z angielskiego i miałam wrażenie, że komisja za chwilkę zaśnie, cała, tak na raz, dwa, trzy, zamykamy oczka i śpimy. Życzę powodzenia i zdrowia do tego wszystkiego.

    Zostaw komentarz