Matura z polskiego wtorek, 1 maja 2007

Całe eony temu, za górami, za lasami, matura była najważniejszym życiowym egzaminem, sprawdzianem sprawności intelektualnej i przynależności do pewnej określonej warstwy społecznej. Człowiek z maturą to był ktoś! Dziś młodzież z formułą testów spotyka się od podstawówki, sama matura nie jest egzaminem ostatnim ani jakoś nieodwołalnym. Można poprawiać co roku jej wynik, studiować za granicą bez zdania wszystkich obowiązkowych przedmiotów, uczyć się na platformie  e-learningowej… Matko! Tyle możliwości. Kto jeszcze przejmuje się maturą? Ano oczywiście my – nauczyciele. No i rodzice, czasem bardziej od swych pociech. Szkoda, że dzieciaki coraz mniej.
Jestem egzaminatorem nowej matury. Odbierając odpowiedni patent, przyjęłam obowiązek lojalności wobec kierunków reformy i komisji egzaminacyjnych, które nowy kształt matury wdrażają. Szkoląc innych nauczycieli, zauważam jednak niechęć, a nawet wrogość do nowej formy. Rozmawiając z dzieciakami, natykam się na obiegowe sądy, że matura ogranicza, że trzeba pisać pod klucz odpowiedzi, że to nie ma nic wspólnego z rozwojem osobowości etc. Z nauczycielami polemiki podejmuję się tylko wtedy, gdy muszę. Z dzieciakami zawsze – bo warto. Chcę, aby rozumiały sens tego egzaminu i miały w sobie pozytywną motywację.
Zapytam was, dlaczego przed egzaminem z matematyki nie piszczycie, że odtwórczy jest, abstrakcyjny i ogólnie odległy od życia? Dlaczego całki i logarytmy (brrr) mogą liczyć na waszą akceptację, a Wesele i Dziady już nie? Według mnie od literatury ekscytować może bardziej najwyżej rachunek prawdopodobieństwa :).
matura.jpgKilka moich uwag:

  1. Egzamin nie jest formą ekspresji młodych twórców, tylko próbą porównania nabytej wiedzy i umiejętności – u wszystkich absolwentów liceów w całej Polsce.
  2. Literatura narodowa współtworzy duchowość młodego człowieka; wiedza o niej jest zatem ważną dyscypliną nauki.

  3. Egzamin powinien być sprawdzianem obiektywnym i porównywalnym.

  4. Sprawność wypowiadania się w języku ojczystym sygnalizuje przynależność do grupy ludzi, którzy mogą tworzyć później komunikaty w tym języku, a nie pracować np. na budowie. (Tam wystarczy umiejętność machania kielnią. Jeśli mówimy o inżynierze na budowie, to on też musi umieć posługiwać się słowem.)
  5. Matura jest pierwszym egzaminem, który zamyka jakiś etap życia młodego człowieka i jemu samemu przyda się podsumowanie tego etapu, aby dostał informację na temat swoich umiejętności i talentów u progu dorosłości.

Przesiadując w sieci, czytam różne wypowiedzi młodych ludzi na temat ich (nie)przygotowania do tego egzaminu i jest mi strasznie wstyd. Za szkołę, za nauczycieli, za dzieciaki, za Polskę, która szczyci się podobno takimi wartościami narodowymi, jak honor i prawda. Im kto głupszy, tym głośniej drze się na forach, że nie trza sie uczyć, tylko se ściągów nawkładać w czerwone majtki i jakoś to będzie. Albo słynny tekst po egzaminie: A kto to, k*……..,  była ta Kordiana?

Ludzie, co robita? Dokąd lecita? Gdzie zajdzieta?

  • Jestem za elitarnym egzaminem. Niech zdają tylko ci, którzy chcą się uczyć.
  • Nie zmuszajmy na siłę do posiadania średniego wykształcenia. Nie forsujmy miernoty.
  • Nie pozwalajmy na nieuczciwość. Od ściągania na egzaminie zaczynają się wielkie przekręty i afery gospodarcze.
  • Uczmy odpowiedzialności za siebie i swój rozwój, dajmy szansę rozwoju.

Proste. Ale niepolityczne.

Komentarze [3] do “Matura z polskiego”

  1. gaspar pisze:

    Ależ oczywiście że psioczę przed egzaminem z matmy że jest nieżyciowy! Oczywiście że tak!

    A co do polskiego - ja psioczę tylko, że szacowni układacze testów nie zauważyli trzech rzeczy:
    1) nie da się porównywać stanu wiedzy,
    2) jeśli już musimy - to pisanie nietwórczej analizy tekstu na pewno porównuje ją w bardzo małym zakresie,
    3) Polska należy, oprócz kręgu kultury antycznej łacińskiej, do kręgu słowiańszczyzny.

  2. radek pisze:

    Dzień dobry.
    Muszę przyznać, że powyższa notatka jest bardzo bliska moim poglądom, zwłaszcza na temat opisanej w niej “miernoty”…
    Na samym wstępie chciałbym dość nieskromnie zaznaczyć, iż z przedstawicielami tejże „miernoty” absolutnie się nie utożsamiam, co daje mi chyba prawo do wyrażenia swojej opinii w powyższej kwestii, lecz z drugiej strony okrzyknięcie się znawcą i mentorem w dziedzinie języka polskiego, byłoby z mojej strony co najmniej niestosownym nadużyciem… Dlatego też wypowiadam się jako osoba, będąca przykładem niewyróżniającego się pod względem statystyk i wiedzy maturzysty, nieobojętnego jednak na otaczający go świat :) Odkąd zrobiłem się trochę starszy, częściej widzę miasto po godzinie 22:00 i częściej jestem świadkiem tego, co się w tym mieście o tej porze dzieje (choć pora dnia nie stanowi tu jednak reguły). Prócz rozbawionych i radosnych młodych ludzi wracających z pubów, dyskotek, spotkań towarzyskich itd., w obraz nocnego świata wpisują się nieodłącznie typy, które drastycznie burzą ten na pozór miły i – chciałoby się powiedzieć naturalny – „krajobraz”. Tacy ludzie wychodzą do miasta nie po to by się bawić, ale po to, by obrzucać stosem niezbyt wyszukanych inwektyw, bluźnić tak, żeby wszyscy słyszeli, czynić uwagi na temat czyichś długich włosów, skrzywić komuś nosek, czy też wyrażać głęboką niechęć do Żydów, o historii których bynajmniej nie mają zielonego pojęcia. Osoby takie w wielu przypadkach korzystają ze sposobności żeby kogoś okraść, bo czyż nie jest łatwiej zarobić rozbojem w nocy, niż w dzień – rozdając ulotki? Z pewnym zaszokowanie zauważam, że podobne sytuacje mają również miejsce w kręgach żeńskich, w których to piętnastoletnie, wymalowane ‘dziewczęta’ o inteligencji Paris H. i priorytetach Doroty ‘Dod..’ R. siedzą przed moim blokiem numer 213, wymyślając coraz to ciekawsze wyzwiska na siebie, a jak im się znudzi, to i na przechodniów…
    Tacy ludzie co najgorsze zakładają także od czasu do czasu garnitury i wyprasowane spódniczki (wg nich tak zaj… ‘obciachowe’ i ‘lapsiarskie’) a idąc w nich do szkoły na egzamin państwowy przez całą drogę dają społeczeństwu świadectwo wykształcenia i kultury polskich maturzystów. Pytanie tylko dlaczego idą? Według mnie odpowiedź jest prosta – idą, bo wiedzą, że zdadzą; idą, bo tak się utarło. A jak się nie uda to i tak będzie zabawnie. Schemat jest prosty: zdasz – masz autorytet; nie zdasz – masz jeszcze większy, ale musisz się za rok znów namęczyć. Zastanawiam się więc, czy to jest normalne? Czy zdając maturę mam się stawiać na równi z takimi osobami (w końcu będziemy mięli takie samo wykształcenie – podparłszy się amnestią z polskiego czy też bez jej pomocy)? Czy 10 lat temu, taka osoba zdałaby? Z doświadczenia niektórych wiem, że nie. I tak być powinno… lecz nie jest…
    Zgadzam się zatem w pełni z opinią, iż matura (a już na pewno z polskiego)powinna być dowodem na posiadanie pewnych niecodziennych i nietuzinkowych wartości.
    Na koniec zatem w pełni podpisuję się pod Pani słowami. Dajmy szanse rozwoju, ale nic na siłę. „Nie forsujmy miernoty”, bo póki co nie warto. Nie forsujmy, bo dla wielu nie jest to fair…

    PS. Może to prawda, że publikowanie takich poglądów jeszcze przed ujawnieniem wyników z matury jest dość ryzykowne (powiedziałbym nawet - nieroztropne:), ale jakie by one nie były, moje zdanie nie ulegnie (większej) zmianie :)
    Pozdrawiam.

  3. Awicenna pisze:

    Primo - Zaden egzamin nigdy nie będzie obiektywny.

    Secundo - Gasparze, co do dwóch pierwszych punktów zgoda - ale czy nie zapomniałeś o, nazwijmy to, zachodnio-chrześcijańskim kręgu kulturowym?

    Tertio - Mam wrażenie, że Radek ma prawie tak wielkie ego jak ja. Nie moge się jednak zgodzić z tezą, że wykształcenie ma w jakiejkolwiek sferze mniejszą wartość niż jego brak. Przez to że zdać nie jest trudno, ci, którym się nie udało (lub udało ledwo) są często przedmiotem kpin - wystarczy wspomnieć ubiegłoroczną sprawe z abiturientami, którzy nie chcieli zostać objęci amnestią, bowiem zaowocowałoby to przypięciem im łatki.

Zostaw komentarz