Spocznij, po maturach! niedziela, 27 maja 2007

Zakończyliśmy kołowrót maturalny. Szczęśliwie. Wszystkich zdaliśmy :), hura.gifza nikogo specjalnie nie trzeba było się wstydzić, nikogo ciągnąć za uszy. Ciekawa rzecz zresztą owo „ciągnięcie”. Z niewiadomych względów w społeczeństwie utrwalił się stereotyp egzaminatora jako sadysty, zadającego jak najtrudniejsze pytania, czekającego na potknięcie egzaminowanego, urywającego punkty, gdzie się da. Tymczasem, drodzy państwo, prawda jest zupełnie inna. Egzaminatorzy to ludzie o gołębich sercach, którzy punkty ucinają tylko w wypadku rażących błędów rzeczowych lub językowych. Na ogół życzliwie przyjmują za dobrą monetę wszystko, co abiturient prawi. Przewiduję, że zostaną żywcem przeniesieni na Wyspy Szczęśliwe, w nagrodę za dobre postępki tu, na ziemi.
Jeśli ktoś ma inne zdanie, niech się tu wypowie, jest okazja.  

Dyskutowałam z dzieciakami na temat formuły egzaminu i systemu oceniania prezentacji. Łatwo wam krytykować, ale przecież jakikolwiek system oceniania zawsze będzie niedoskonały. Są jednak jasne kryteria, wiecie, czego się spodziewać. Najwięcej punktów dostaje się za język, sprawdzany w swobodnej rozmowie. Jak nad tym pracować? Tylko poprzez wcześniejsze bogate lektury i lekcyjne oraz pozalekcyjne dyskusje literackie. Jeśli nie wypowiadacie się swobodnie na każdy temat, to stres egzaminacyjny zawsze obnaży wasze niedoskonałości językowe. Wygadani mają łatwiej, to prawda. Kim są jednak owi wygadani, jeśli nie ludźmi o większej sprawności językowej? Należy im się im zatem owa większa ilość punktów i już.
Zakończyłam również sprawdzanie matur pisemnych. Podtrzymuję wcześniejsze wyznanie: jestem za zaostrzeniem kryteriów zdawalności matury. Wiele z przeczytanych przeze mnie prac to bełkot. Praca maturalna polega w nich na przepisywaniu (bo już nawet nie streszczaniu) danego do analizy fragmentu literackiego. Znajomość lektur – to zjawisko na ogół nieznane zdającym. Wiele osób nie uzyskało owego 30-procentowego progu zaliczenia. Dlaczego ci ludzi podeszli do matury? Nie mają świadomości swoich braków? Oczywiście, muszę założyć, że trafiła się mojej grupie egzaminatorów fatalna partia prac ze słabej klasy lub szkoły. Porównywanie przeciętnych zdających do uczniów mojej szkoły – musi wypaść niekorzystnie dla tych pierwszych. Nasze robaczki, misiaczki i pszczółki, nawet te najsłabsze, są po prostu wspaniałe.

Komentarze [7] do “Spocznij, po maturach!”

  1. Miłosz pisze:

    egzamin ustny- prawda, budził zaniepokojenie, ba, nawet strach, ale z drugiej strony chciałem zobaczyć jak mi się powiedzie w swobodnej konwersacjii z kimś, kto mógłby jakby chciał mnie zagiąć. Przed wejściem do tej sali zaczarowanej był mały stres, potem większy stres, a w srodku tak przytulnie, babciowo niemalże, że przeszło od razu. Co prawda mój wywód był przydługi (chociaż ciągle nie wiem o ile przekroczyłem limit), ale najwyraźniej się komisji podobał, bo mi ie przerwała (może to dlatego, ze byłem prawie ostatni i z nudów zatraciły Panie poczucie czasu i przestrzeni. Pogadanka tez sympatyczna, naprawdę. Mój teat- piękno i brzydota jako kategorie estetyczne w literaturze i malarstwie- spotkał się najwyraqźniej z zainteresowaniem i, co więcej, z aprobatą, za co jestem wdzięczny. Matura na 100%, będę tym kiedyś dzieci straszył ;D

  2. strzel_ba pisze:

    Ja ci dam “babciowo”! Uważaj na nisko przelatujące strzel_eckie, jak wpadniesz do “Dwunastki” :) A jak bym chciała cię zagiąć, to bym zagięła. Nie chciałam. Pragnęłam pogadać z kimś o sztuce i pięknie. (No trudno, jak trzeba, to i o obrzydliwości.) Gadało się miło, szkoda, że się skończyło :(

  3. gaspar pisze:

    Dlaczego podeszli do matury? A czy ktoś w mojej szkole zapytał się mnie łaskawie czy mam ochotę podchodzić do tego egzaminu? Nie, ktoś założył, że muszę i koniec. Ot co.

    No właśnie, na ustnych wiemy czego się spodziewać, więc co jest oceniane? Bo właściwie NICZYM nie można nas zaskoczyć. Bezsens. A co do obiektywizmu systemu oceniania - dlatego ocenianie w jakiejkolwiek skali liczbowej jest największym grzechem szkoły moim zdaniem.

  4. gaspar pisze:

    a co do Miłosza - ja tam przyszedłem na egzamin absolutnie wyluzowany. Prezentację przygotowałem na szkolnym korytarzu przed wejściem na salę - w domu nie zrobiłem nic , a miałem przykre wrażenie, że z tego tematu egzaminator po prostu nie może mnie zagiąć. Nie może - bo skoro nie czytał książek, których wypis dałem odpowiednio wcześniej…? :|

  5. strzel_ba pisze:

    Panie gasparze, pycha przez pana przemawia, hybris starożytna! I cóż to za poza po zdanej maturze: nie uczyć się to chwała? Ze wstydem czytam te zdania, tchnące arogancją. Wstydzę się, oczywiście, za ciebie. Uważasz, że egzaminator taki głupi, nie słyszał o Stachurze, Conradzie i Poem? Jacyś kretyni uczyli cię w tym liceum, skoro sobie takie zdanie utrwaliłeś. Przepraszam cię w imieniu tych kretynów, do których, zapewne, sama też się zaliczam. Padać wszyscy na twarz przed gigantycznym ego gaspara, odkrywcy Stachury, Conrada i Poego!

    Uff! Jak mi przejdzie złość, to może wymażę ten wpis, bo trochę się wstydzę tego wybuchu, ale “wybucham” w obronie dobrego imienia innych egzaminatorów, siedzących po 12 godzin w ciemnicy i wysłuchujących różnej jakości prezentacji maturalnych z cierpliwością i łagodnością aniołów. Opinię pod swoim adresem przyjęłabym z pokorą.

  6. gaspar pisze:

    a nie, wcale nie twierdzę, że tak nie było. Conrada znają wszyscy (lektura), Słowackiego (jw.), a dalej bywa różnie. “Wąskie…” - na pewno egzaminator nie zna, wiersz-piosenkę Steda - raczej tak, “Siekierezadę” - odniosłem wrażenie że nie, “Eldorado” Poego - egzaminator (chyba) znał Poego bardziej jako twórcy-prekursora horroru. A co do lit. podmiotu - chyba nic, dostałbym chyba konkretniejsze pytanie. Co do nieuczenia się - pisałem już w konwersacji emailowej, że to NIE chwała, ale obraz paranoi systemu oceniania. Nie mam siebie za geniusza i 20 punktów dane mi odbieram raczej z przymrużeniem oka. Bo za co to? :|
    Aha, i wydaje mi się, że w wysłanym Pani emailu dokładnie wytłumaczyłem, że nie żądam padania przede mną (absurd toż to) a jedynie zapewnienia nauczycielom do warunków do wykonania tak podstawowej czynności jak przeczytanie wszystkich pozycji literatury przedmiotu i podmiotu.

  7. gaspar pisze:

    Chodzi mi o taki prościuchny fakt, że jeśli dostaję do zaopiniowania rozkład jazdy to ja NIE ODWAŻĘ SIĘ wydać opinii na jego temat bez pojechania na miejsce i obejrzenia szlaku. I tak samo jest z prezentacją czy jakąkolwiek inną formą mówienia o literaturze czy o czymkolwiek innym.

    PS. Czemu Pani często rozumie wszystko co mówię na opak? :(

Zostaw komentarz