Sztuka na smutki niedziela, 1 lipca 2007

produkcja:          Irlandia , Wielka Brytania 

data premiery:    2005-09-03 (świat), 2006-10-27 (Polska)

reżyseria:            Neil Jordan

scenariusz:          Neil Jordan na podstawie: powieści Pata McCabe’a

zdjęcia:                Declan Quinn

muzyka:              Anna Jordan

grają m.in.:         Cillian Murphy (jako Patrick “Kitten” Brady) i Liam Neeson (jako ojciec Bernard)

Myślałam, że wakacje będą czasem samotności i nudy, a tu proszę: na samym wstępie przeżyłam pewien film… no bo nie mogę powiedzieć, że go obejrzałam. To znaczy oczy też były zaangażowane, ale to był film do słuchania sercem.

Śniadanie na Plutonie ma odjazdowy tytuł i cały jest odjazdowy. To irlandzka produkcja, więc nie ma hollywoodzkiego sznytu ani kiczu. Zamiast spektakularnego rozmachu zdjęć sensacyjnych jest ciekawa filmowa narracja w muzycznym rytmie. Czuje się więc esencję kina: opowiadanie historii, w kontrapunkcie obrazu i dźwięku, przez migawkowe obrazy z życia. A życie to jest udziałem pewnego młodego chłopaka. A może nie chłopaka? Najpierw wydaje nam się banalnie nieznośny jako dzieciak, potem zabawnie pajacujący jako nastolatek, a potem – potem robi się poruszająco i dramatycznie.

Bo Patrick Brady to istota krucha i delikatna, głęboko skrzywdzona patrick.jpgi przeżywająca swoje porzucenie w dzieciństwie. Matko, dlaczego ja tak osobiście odbieram takie filmy?!

Patrick nie znosi swojej przybranej matki, nie czuje się dobrze w swojej skórze, pragnie matki prawdziwej a utraconej i w hołdzie dla niej, z miłości do niej – poszukuje w sobie kobiecości. Tak jakby odnalezienie jej – właśnie w sobie – było jedynym sposobem na odzyskanie tej, która podrzuciła go pod drzwi kościoła

To jest film o inności i cierpieniu, o poszukiwaniu miłości i o rozpaczy, o potwornej samotności człowieka nieco innego od wszystkich, a który przecież też potrzebuje miłości, bliskości, zrozumienia. Na ten jednostkowy, prywatny dramat nakłada się atmosfera irlandzkiej katolickiej prowincji i piekło politycznej nienawiści. Oglądając film, zdałam sobie sprawę, jak naprawdę mało wiemy o sąsiadach z Europy, wcale nie tak odległych, jak potężnym motorem działania jest nienawiść etniczna.

Błazeńska poza daje Patrickowi  jakiś azyl, zapewnia miano dziwaka, zamiast miana zboczeńca czy tchórza. Jednocześnie – trudno nie ulec jego urokowi. Jest łagodny, piękny i delikatny, nie znosi słowa „poważnie” ani polityki czy strzelania. Wszyscy uważają, że urwał się z Księżyca, bo chyba naprawdę się urwał…

Film osadzony jest w realiach lat 70. XX wieku, ale niezbyt konsekwentnie, tak że podczas oglądania nie czuje się historyczności filmu, raczej przeciwnie, odbiera jak rzecz całkiem współczesną. Klimat filmu tworzy jednak muzyka – sztandarowe hity przełomu lat 60. i 70.: „Sugar Baby Love” The Rubbetes, „Breakfast on Pluto” Dona Patridge’a, „Honey” Bobby’ego Goldsboro czy wreszcie moje ukochane „Children of the Revolution” T-Rex. To trochę piosenki o miłości, bo Patricia „Kitten” uwielbia piosenki o miłości, a trochę piosenki o wolności z epoki rock and rolla, bo Patrick tej wolności też poszukuje.

To stary już film (2005), może wkrótce jakąś nocną porą pokaże go telewizja? Obejrzyjcie koniecznie. Chociaż u nas byłby akurat strasznie niepolityczny.

Komentarze [2] do “Sztuka na smutki”

  1. gaspar pisze:

    A gdzie to cudo jeszcze grają? Widziałem kiedyś na jakiejś nocy filmowej w śp. Cytrynie, film godny uwagi.

    Chociaż wolę kino czeskie ;-)

  2. strzel_ba pisze:

    Ach, zapomniałam napisać: byłam na przeglądzie filmów irlandzkich w Charliem. Jedyna projekcja. Kino czeskie jest chyba bardziej przaśno-rubaszne. Przynajmniej tak mi się kojarzy po ekranizowanym Hrabalu i serialach tv. Ma swój urok, ale “Śniadanie” jest piękniejsze. Głębsze. Delikatniejsze. Smutniejsze.

Zostaw komentarz