Przyszło nowe czwartek, 13 września 2007

kasztan.jpgKto z was nie lubił początku roku szkolnego? W obłożonych świeżych zeszytach zawsze pomieszkiwała jakaś nadzieja, że tym razem, w tym roku, to już na pewno chwycimy się ze światem za bary, no i wygramy, rzecz jasna. Przypomina mi się to moje dziecięce, nieuchwytne, ale wyraźne przekonanie, że świat należy do mnie, że samym pępkiem owego świata się jest. Ma ono mocny związek z zapachem jesieni, dywanem liści kasztanowych pod nogami i słodkim ciężarem nieotwartych jeszcze podręczników.  W nich mieszkała tajemnica, która miała być odkryta.

Nowy rok szkolny uważam za otwarty :)  . A co, mogę go sobie otworzyć na własnym blogu, prawda? Nie muszę do tego zapraszać oficjalnych Bardzo Ważnych Osobistości.

Przyszłość narodu przyszła do klas pierwszych.  Klasy pierwsze podejrzanie sympatyczne w tym roku. Jedna jakaś taka zorganizowana, druga ciepła i otwarta - żadnej pozy, udawania Greka ani much w nosie. Żeby nie chwalić dnia przed zachodem, jak mawia  prof. Bartoszek, na razie jeszcze nie wpadam w zachwyt. Poczekam do pierwszego zadania twórczego, które, jak zwykle, postawi biedaków przed abstrakcyjnym tematem. Zobaczymy, jak sobie poradzą.

Klasa druga, jak każda druga co roku, przeżywa swoje trudne dni.  Ostatnio w jakiejś rozmowie stwierdziłam, że gdyby matury były o rok wcześniej, to mielibyśmy zdawalność na poziomie 10%. Serio serio. Musimy przez to razem przejść, jak przez odrę w dzieciństwie, i tyle.

A trzeciaki … We wrześniu zdaję sobie zawsze sprawę, jak bardzo jestem do nich przywiązana. I we wrześniu najbardziej martwi mne rozstanie z nimi. Kiedy dogadujemy się w lot, bez słów rozumiemy swoje myśli, kiedy potrafimy rozwiązywać napięcia między nami w jakiś  cywilizowany sposób - bo oni wreszcie dorośli, a ja już nie muszę niczego im udowadniać - to przychodzi czas rozstania. I smutno mi bardzo. Ale nie przejmuję się za bardzo, bo z doświadczenia już wiem, że do maja zdążą doprowadzić mnie nie raz do rozpaczy, białej gorączki oraz szału bitewnego amen.

Mam również całkiem nowych, nieznanych sobie trzeciaków, którzy są zatem skrzyżowaniem klasy pierwszej z ostatnią.  Trochę muszę spróbować się z nimi na rękę, trochę traktować jak dorosłych, trochę kupić ich sympatii (poczytam im wiersze!) -  oj, nie będzie lekko!

Jeśli zamiast o niebieskich migdałach, odpoczynku albo o czymkolwiek myślę o szkole, znaczy, kurczę, jest wrzesień.

P.S. O nowej dyrekcji nie wypada mówić. Przyszła i to też jest nowe. I na pewno coś zmieni.

P.S. O rejestracji stronki też już nawet nie wypada  mówić. Wszyscy wokół pukają się w głowę. Parlamet się rozwiązał, prawo nie zmieniło.  Media, nagłaśniając sprawę, ukazały absurdalność pewnych przepisów i obnażyły niewydolność systemu stanowienia prawa. Moje praworządne postanowienie zawisło zatem w prawnej próżni. Wniosek od Pawła gotowy, czeka w szufladzie.  Zobaczymy, co zmieni nowy sejm.

Komentarze [44] do “Przyszło nowe”

  1. Awicenna pisze:

    Z perspektywy ucznia II klasa jest pod względem języka polskiego chyba najciekawsza. Omawia się ostatnie fajne lektury, które na dodatek łączą się ze sobą. No i (już abstrahując od polskiego) nie ma jeszcze stałej świadomości nieuchronnie zbliżającej się matury, za to są osiemnastki.

    Nie wiem co napisac o pierwszej klasie. nie wywarła na mnie szczególnego wrażenia, może dlatego, że trafiłem na taką, a nie inną, klasę.

    Trzecia klasa to bolesne wybory - nagle rzeczy zaczynają coraz ostrzej dzielić się na ważniejsze i mniej ważne, którym nie warto poświęcać cennego czasu. Szczęśliwy ten, kto znajdzie moment by się zatrzymać i choć raz na jakiś czas wyłączyć się z tego biegu. Usiąść nad szklanka soku ananasowego (względnie bananowego) i stracić choć trochę czasu w dobrym towarzystwie :)

  2. Kacper pisze:

    O totototo, właśnie to myślę o początku roku szkolnego/akademickiego, jesieni i tak dalej. Zawsze jest to uczucie, że coś się zaczyna od nowa i nie można sobie nie poradzić. Później życie weryfikuje te poglądy… w moim przynajmniej przypadku prawie zawsze.

    Ja cały czas twierdzę, że najbardziej zmienił mnie ten rok przed maturami. I abstrahując od spraw osobistych, ktore też miały na to wpływ, brak czasu, ciągłe gonienie gdzieś, załatwianie, nauka, kursy, rysowanie, języki, matematyki i fizyki… Dużo tego było. Jeszcze wpleść trzeba było jakieś spotkania rodzinne, osiemnastkę, wyjście do miasta (bo przecież nie można cały czas w domu siedzieć) i hu hu, nie pamietam co jeszcze. To mi uświadomiło, że są w życiu rzeczy ważniejsze i mniej ważne i że z niektórych trzeba zrezygnować, a inne odłożyć na później (może na święte nigdy?). Z moich rozmów z niektórymi towarzyszami niedoli z klasy wynika, że czuli dokładnie tak samo i mniej więcej tego samego dowiedzieli się o świecie - że jednak nie na wszystko znajdzie się czas i siły. Mam tylko nadzieję, że zwiększająca się liczba obowiązków nie wyprze nigdy z mojej głowy marzeń, ktorymi była wypełniona do tej pory niemalże całkowicie.

    A pierwsza i druga klasa? Fakt, uczyć się trzeba i warto to robić w miarę systematycznie - później łatwiej przygotować się do matury, a wręcz czas na to poświęcony jest zadziwiająco krótki, ale mimo wszystko, wspominam te lata jako lata bardzo radosne. Podobno to były ostatnie lata takiej beztroski?

  3. strzel_ba pisze:

    Matko, jak ja się za wami stęskniłam! Jeśli następnym razem ogłoszę jakąś dłuższą przerwę, upoważniam was do przywołania mnie do porządku!
    Awicenno: które lektury z II klasy masz na myśli?
    Kacprze: A czy tej jesieni masz też takie przekonanie, że nadal świat należy do ciebie? Czy to się nie zmienia, dopóki człowiek jest młody, czy tylko należy do wspomnień z dzieciństwa?

  4. Korialstrasz pisze:

    Do tej pory nie komentowałem wpisów na tej stronie, z przyczyn natury ideologicznej (tzn. komentarz na blogu = nastolatka z wiadomością pt. “Fajnego-masz-bloga-wpadnij-do-mnie-na-bloga”). Gdy moja ideologia zaczęła się zmieniać, w polskimwdwunastce przestały pojawiać się nowe wiadomości. Cóż, “w tym największy jest ambarans…”. Teraz jednak już bez pardonu, jako iż temat mnie jak najbardziej dotyczy: wszak należę do odchodzącej trzeciej klasy.

    Gdy pod koniec wakacji postanowiłem zrobić sobie listę wszystkiego, co chciałem osiągnąć w tym roku (takie listy to świetny pomysł ;-) ) byłem lekko zaskoczony. Wyszło na to iż miałbym 1,42 zajęcia pozalekcyjnego dziennie (z uwzlędnieniem sobót i niedziel) + realizacja czterych dużych przedsięwzięć. No i tutaj zaczął się ogólny płacz i zgrzytanie zębów - z czego zrezygnować? Każdy kto wie, iż w grę wchodzą własne pasje wie jaki to jest trudny wybór… zawsze twierdziłem że szkoła mnie ogranicza czasowo, a doba powinna trwać 48h ;-)

  5. strzel_ba pisze:

    Witaj Korialstraszu! Z moich lektur blogowych wynika, że mówi się “blogaska” :) . Np. coś takiego: “Ale masz super blogaska, wpadnij do mnie na bloga, nagrody za 100 komci”. Mam nadzieję, że jednak nasze “komcie” się trochę różnią :) :) :) A doba, ech, naprawdę mogłaby mieć 48 godzin. Ostatnio chodzę spać po 3.00. I to się nie zmienia - juz do końca zycia będziecie mieli za mało czasu. Tylko jakoś coraz wcześniej ten pęd się rozpoczyna - już w liceum, a może już w gimnazjum…

  6. Awicenna pisze:

    Jakie lektury? Romantyzm, Pozytywizm - czyli Kordian + reszta i Lalka z kontekstem filozoficznym.

  7. Kacper pisze:

    Nadal mam przekonanie, że świat należy do mnie. I to jest piękne. To jednak chyba zbieg okoliczności, że akurat jesienią. Po prostu w moim dotychczasowym życiu najwięcej zmian zachodziło zawsze jesienią. strzel_ba, masz przecież to uczucie, że nowy dyrektor może wiele w XII zmienić? To chyba to samo uczucie, tylko okoliczności inne…

    Doba i 48 godzin? Doskonały pomysł! Wreszcie może dałbym radę zrobić wszystko, co chę, ale nie mogę tego zrobić, bo spać kiedyś trzeba…

  8. Michał pisze:

    Ciesze sie ze pierwsze klasy sa uwazane za sympatyczne:) Poza tym jestem przekonany iz pierwsza abstrakcyjna praca nam wyjdzie.. no a przynajmniej mnie sie powiedzie…Po prostu juz nie moge sie doczekac:)

  9. Justyna(z tej okropnej, nowej klasy) pisze:

    Tak, początek roku mi także kojarzy sie z dziwnym przekonaniem, że w tym roku będzie lepiej, ale cóż, życie jest złe i niedobre. Nadzieja matką głupich, lepsze pojutrze to tylko złudzenia…
    Matura, nowa Pani od polskiego, 4 matematyki pod rząd - “Nie ma letko, trza być twardkim” a tutaj pogoda ciągle jeszcze piękna, kasztany rzucają nam pod nogi dziecięce wspomnienia beztroski, a nam nie wolno zapomnieć, że już wkrótce dla nas zakwitną…:(
    Może istnieje jakiś sposób na zdanie matury bez omdleń, zawałów i choroby psychicznej, bo to wszystko za bardzo mnie przeraża?

  10. strzel_ba pisze:

    Nie wytrzymam, ktoś chce pracować?
    Prawdę mówiąc miałam zadać już dawno, ale ciągle zapominam. Zawsze coś się wydarzy rozpraszającego. :)

  11. strzel_ba pisze:

    Witaj, Justynko! Oczywiście, że sposób istnieje. Nic się nie martw. Już my przypilnujemy wszystkiego w swoim czasie :) (My, tzn. nauczyciele Dwunastki.) Posłuchaj, co mówią absolwenci: wszyscy są dumni i zadowoleni. Uda się, nie ma innej opcji do kliknięcia.
    Poza tym wcale nie mówiłam, że klasa jest okropna. Wręcz przeciwnie :)

  12. Kacper pisze:

    Stres był, jest i będzie, ale nie aż taki, żeby omdlewać, mieć zawały czy choroby psychiczne. Dacie rade. Wszyscy przecież dają radę. Tylko CZTERY matematyki pod rząd?! To już jakaś pomyłka…

    Michał, dobrze, że masz takie podejście i wierzysz, że ci się uda, ale nigdy nie lekceważ przeciwnika. Nie mówię tu tylko twórczych pomysłach strzel_by, ktore na ogół nie są takie znów straszne, ale też ogólnie. W dwunastce pewnie jeszcze wiele razy powiesz “nie mam już siły…” Chociaż, oby nie….

  13. Michał pisze:

    hehe:D Ja nigdy nie mam sily zeby sie wysilac… no a przynajmniej w domu za duzo mi sie nie chce robic, jak stwierdze ze jest ciezko to zaczne pracowac, mam tylko nadzieje ze nie bedzie az tak ciezko, zebym nie mial w ogole czasu…

  14. strzel_ba pisze:

    Znamy takich, znamy. Nic w tym oryginalnego. Wiadomo: bez presji ani rusz. Ta światła dziedzina, jaką jest nauka, wymaga ostrego przymusu, gróźb i złorzeczeń. Bo ten uczący się za Chiny nie chce się nauczyć. Ciekawe, dlaczego :( Michale, proszę, wzbij się na wyżyny oryginalności: ucz się dla przyjemności poznawania, a nie z powodu presji, co?

  15. Paweł pisze:

    Uczyć się dla przyjemności poznawania…
    Brzmi rozsądnie, wzniośle ale niestety wytwarza presję :( Wobec istniejącego systemu nauczania tak postawiona teza wymaga od ucznia by był człowiekiem renesansu. Był świetny z biologi i historii, fizyki i muzyki (jest jeszcze w XIILO?) polskiego (to jestem wstanie zrozumieć - Polacy nie kaczki… gęsi znaczy się) i chemii. A to nie możliwe… by wszyscy tacy byli (osobiście znam jednego - niesamowity Piotr B.). Kochałem matematykę… nie cierpiałem biologii (mejoza i mitoza - przeszedłem obok)… później się okazało, że pasją jest historia, a to tylko dlatego, że nie było przedmiotu “prawo” :) Język polski to zupełnie inna historia… historia poznania.

    Nauka powinna sprawiać przyjemność… :)

  16. strzel_ba pisze:

    Masz oczywiście rację, Pawle, mówiąć, że za dużo tego wszystkiego do nauki. Jasne, programy trzeba urozsądnić i odchudzić. Jednak istnieje na pewno jakaś konieczność niezbędnego minimum, którego nie powinno się lekceważyć. Tymczasem, mam wrażenie, dzisiejsze czasy stawiają na to, jak tu zrobić, żeby się nie narobić, jak tu ściągnąć i prześlizgnąć się bez pracy. O samodzielnym myśleniu nie wspominając.
    A swoją drogą, jak i kiedy matematyk pokochał historię? Przecież to diziedzina humanistyczna!

  17. Paweł pisze:

    Strzel_ba… To bardzo dobre pytanie :) Może wcale nie byłem matematykiem? A może zdawałem maturę z historii na przekór wszystkiemu? A może miałem dość twierdzeń prof. Lesiaka: “Długie włosy, krótki rozum” (choć w trzeciej klasie już się do mnie przekonał)? Ile ja bym dał za te włosy teraz :) A może jestem człowiekiem renesansu tylko cholernie leniwym? Nie … to można spokojnie wykluczyć. Znaczy leniwy jestem.
    Tak więc nie wiem jak ale wydaje mi sie, że to pośrednio przez zamiłowanie do polityki.

    Kiedy? To już wiem na pewno… W połowie trzeciej klasy.

    Ale masz rację… dzisiaj każdy kombinuje jak tu najmniej się narobić. I to ściąganie, oszukiwanie. Ostatni raz ściągałem na maturze… z historii :) Wstyd!!! :| Na studiach nawet mi to do głowy nie przyszło… po prostu dojrzałem. A może studiowałem to co chciałem, a nie to co centralny jedynie słuszny program nakazał.
    Osobiście uważam, iż już w liceum uczeń powinien mieć wpływ na wybór przedmiotów których chce się uczyć.

  18. strzel_ba pisze:

    Ba! Ja też tak uważam. Pierwszy projekt reformy oświaty zakładał taką możliwość wyboru: przedmiotów obowiązkowych, dodatkowych, poziomów tej nauki (rozszerzony czy podstawowy). Były bloki, z których uczeń wybierał.
    Projektu, jak wiadomo, nie udało się zrealizować :( Sprawiał chyba za dużo kłopotów organizacyjnych. I kosztował.
    No bo co zrobić z nauczycielem, który nagle nie ma uczniów, bo jego przedmiotu (albo jego) nie wybierają? I co będzie, jak wszyscy wybiorą etykę? :) A z drugiej strony - jaka to przyjemność pracować z uczniami, którzy się przedmiotem interesują, a nie są do tej nauki zmuszani. Ja już prawie nie pamiętam takiego komfortu.

  19. strzel_ba pisze:

    Pawle, kiedy będę mogła pójść na wybory, żeby zagłosować na ciebie?

  20. Awicenna pisze:

    Historyk? po XII? Boki zrywać.

    O ile się orientuję w niektórych łódzkich liceach funkcjonuje system fakultetów - i zdaje egzamin.

  21. strzel_ba pisze:

    Oficjalnie nie ma czegoś takiego. Dodatkowe lekcje pod nazwą Pogotowia edukacyjnego są dorzucone do obowiązkowego wymiaru godzin, sytuowane gdzieś około 15.00 16.00 i nie spełniają tych funkcji, jakie zakłada wolny wybór przedmiotów.
    Nie wiem, może ja marudzę, bo w Dwunastce nikt nigdy nie wybiera polskiego? A jak wybierają dwie, trzy osoby na klasę, to uważa się, że nie ma problemu (a przecież zebrałaby się “grupa zajęciowa” w całej szkole).
    Na to wszystko nie ma po prostu spójnego pomysłu organizacyjnego. I finansowego.

  22. gaspar pisze:

    Fakultety - zdecydowane tak! :)
    PS. Nieśmiało przypominam, że znowu działa forum Polskiego :)

  23. Piotrek pisze:

    Chyba każdy (a zwłaszcza pierwsze klasy) wyczekiwały rozpoczęcia roku szkolnego. Chociażby z powodu poznania nowych ciekawych i interesujących ludzi, nowych nauczycieli i ogólnie nowej szkoły. Często też mógł wyczekiwać początku roku szkolnego z powodu chęci zmienienia czegoś w samym sobie. Jakieś postanowienie? Możliwe. Dla mnie jest to moment zaczęcia wszystkiego od nowa. Z “czystym kontem”.

    Swoją drogą, jestem ciekaw, jak pani profesor ocenia naszą klasę. A sprawdzian - z tego co czytam - już nie długo :)

  24. Kacper pisze:

    A ja zrobię taki drobny offtopic. Miałem dziś okazję pomagać w prowadzeniu lekcji wuefu w dwunastce i mój wmiosek jest jeden: nigdy ktoś, kto nie próbował prowadzić lekcji nie doceni pracy nauczyciela i wysiłku jaki musi w tę pracę włożyć. To faktycznie jest ciężka praca… Przynajmniej dla mnie była w pewnym momencie. ;)
    A jeśli chodzi o fakultety, wybieranie przedmiotów i tak dalej… No cóż, ja jestem przeciwnikiem. Chociażby dlatego, że już teraz profil klasy, który wybrałem ograniczał mnie i to dość mocno przy wybieraniu przedmiotów, które zdawałem na maturze. Fakt, mógłbym się sam przygotowywać do matury z przedmiotów innych niż matematyka i fizyka, ale zbyt leniwy na to chyba jestem… W każdym razie i tak łatwo nie było a co dopiero… A gdy szedłem do Liceum nie wiedziałem do końca co chcę robić. Teraz z resztą też nie. ;)
    A nauka dla przyjemności… Niestety czasem bardziej przyjemny wydaje się sen.

  25. Michał pisze:

    Coz… nie wiedze przyjemnosci w poznawaniu nowych zagadnien biologicznych, tudziez chemicznych, wole sobie poczytac ksiazki (Nazywam sie czerwien- Orhan Pamuk, polecam:) , napisac jakis poemat (uparlem sie aby wygrac konkurs poetycki.. jakikolwiek), pogrzebac w komputerze, albo rozwiazac cos ciekawego z matematyki i potem szpanowac, iz wiem wiecej niz ktos inny:) A tak naprawde, to jesli chodzi o nauke mnie interesujacych, albo bardziej ambitnych przedmiotow to ja sie moge uczyc, gdyz jest to nawet dosc przyjemne, ale jesli ktos kaze mi sie wykuwac na pamiec jakis bezsensownych regulek, ktore mi do niczego nie sa potrzebne to dziekuje..

  26. strzel_ba pisze:

    Witaj, Piotrek, po raz pierwszy u nas. Masz rację, to jest szansa na zaczęcie wszystkiego od nowa. Ludzie się dzięki temu zmieniają. Gdyby nie to - od początku życia do jego końca bylibyśmy takimi samymi ludźmi. Nuda i czasem czarna rozpacz :) Życzę powodzenia w tych zmianach. A na oceny klasy - poczekam jeszcze. Bedę wspierać, pomagać i hołubić albo też stosować zasadę kija i marchewki. Stosownie do potrzeb :)

  27. strzel_ba pisze:

    Michale - czyżby jakiś poeta mi się potajemnie zalągł w mat-fizie albo wśród informatyków, przez pomyłkę? Nieprawdopodobne! Koniecznie przypomnij się w szkole - Justynce dałam ogłoszenie o jakimś konkursie poetyckim. Już masz okazję zaistnieć w tym, co lubisz.
    Zawsze powtarzałam moim dzieciakom: Nie musicie umieć wszystkiego. Ale bądźcie świetni chociaż w jednej dziedzinie. Świetni - czyli na celującym, ponadpodstawowym poziomie.

  28. Pawel pisze:

    @strzel_ba
    Nie szybko na mnie zagłosujesz. W tym roku zakończyłem z wynikiem pozytywnym postępowanie kwalifikacyjne w służbie cywilnej i dnia 26 września 2007 r. jadę odebrać z rąk Prezesa Rady Ministrów (myślałem że zdąży się zmienić – niestety) mianowanie na urzędnika. Ustawa narzuca na mnie zakaz publicznego głoszenia poglądów politycznych. Z polityką miałem styczność na studiach i się zawiodłem :( Wolę chyba być państwowcem.

    @Awicenna
    Nie jestem historykiem tylko administratywistą ale po klasie MATEMATYCZNEJ. :)
    A świeżym studentom polecam walkę o wysoką średnią i w konsekwencji o Indywidualny Tok Studiów. Wybrać wyrozumiałego opiekuna naukowego i ….. Można studiować co się chce. Ja dzięki temu na administracji zahaczyłem o politologię :

  29. Michał pisze:

    A czy Prus nie byl matematykiem z wyksztalcenia?? Bo obilo mi sie o uszy ze byl… poza tym zastanowie sie nad tym przypomnieniem, bo raczej nie lubie sie wychylac:) Ale jesli sie dowiem o co chodzi z tym konkursem to chetnie wezme udziel, moze akurat mnie jakas wena najdzie, albo co… bo niestety mam z tym ostatnio klopoty:(

  30. Awicenna pisze:

    No, uratowałeś się ;)

  31. strzel_ba pisze:

    Cha cha cha bardzo śmieszne.

  32. nihil novi pisze:

    Nie wiem jak Prus, ale Hoenne Wroński -wielki mesjanista- był matematykiem (na jego cześć jakiś wykres funkcji nazwany jest jego nazwiskiem -jak typowy mat fiz nie mam zielonego pojęcia, co to za funkcja :D)
    a i Napoleon był matematykiem.
    Swoja drogą Pascal wielki poprzednik egzystencjalizmu był matematykiem i fizykiem. Ale że doszedł do wniosku, ze nauka to głupie i pyszne (wiem, wielkie uproszczenie) to sie do tego nie przyznawał.
    PS piękne zdjęcie

  33. strzel_ba pisze:

    Ach, bo to kasztany! Od czasów dzieciństwa mam “przymus kasztanowy”. Oznacza on gwałtowną i przemożną konieczność podniesienia z ziemi takiej kropli ciepłego brązu. Nie przejdę obojętnie ani wobec kasztana, ani wobec jego zdjęcia (niestety, nie moje osobiste).
    A aleja Anstadta to przecież aleja kasztanowa. Nie ma piękniejszego miejsca jesienią.

  34. nihil novi pisze:

    Oj, nie tylko jesienią! :) Kasztanowce są piękne również, gdy kwitną w maju. Zawsze patrzę przez okno w sali na iście genialne połączenie barwy kwiatów i liści…
    Wściekłość i przerażenie mnie dopada, gdy myślę, że w przyszłym maju zamiast na kasztany będę patrzyła na kartkę z zadaniami maturalnymi…

  35. strzel_ba pisze:

    Spokojnie, to tylko chwilowe zawieszenie systemu :) :) :)

  36. Paweł pisze:

    @nihil novi
    Jak na lekcjach będziesz patrzyła przez okno zamiast uważnie słuchać co nauczyciele mają do powiedzenia… to myślę, że matura Ci nie grozi i za rok będziesz mogła spokojnie dalej podziwiać te widoki :|
    Dobra… żartowałem na pewno jesteś wybitnie zdolna (jak wszyscy uczestnicy tego bloga)i świetnie sobie poradzisz :)

  37. gaspar pisze:

    Oj tam, Ja patrzyłem przez okno na wszystkim, co nie wydawało mi się dostatecznie interesujące i potrzebne w praktyce i maturę zdałem na fajnym całkiem poziomie. ;-)
    Choć na polskim patrzenie w okno było niemal niemożliwe. ;-)

  38. Paweł pisze:

    @gaspar
    Było tak ciekawie czy Pani Profesor tak pilnowała? ;)

  39. feniksA pisze:

    Wspomnienia… Chyba nikt nie zapomni lekcji polskiego w dwunastce:D Trzy lata… Jak szybko to minęło. Jestem pewna, że pierwszaki nie zdają sobie sprawy z tego jak szybko będą po maturze. Ba! Oni nawet nie myślą o tym, że za trzy lata będą tęsknić do XII LO! Tak, tak:D

    Co mogę dodać? Życzę udanej współpracy z pierwszoklasistami:)

    A pierwszoklasistom? He he:) POWODZENIA!

  40. feniksA pisze:

    gaspar! Wspominałeś o forum. Myślę jednak, że większość ma sentyment do komentarzy:)

  41. Michał pisze:

    taaa… masz racje, ja na przyklad nawet nie mysle o tym ze za te pare lata mnie matura czeka.. narazie sie zastanawiam jak dozyc jutra i co zrobic zeby spelnic ktores z moich mniej przyziemnych marzen:)

  42. Dorota pisze:

    Witam Panią Profesor :) czytam Pani zapiski od ładnych paru miesięcy, ale nigdy jeszcze nie zostawiłam śladu z przyczyn bliżej nieokreślonych. A teraz tylko obwieszczam, że jako tegoroczna Absolwentka strasznie tęskno mi do murów tej matematycznej udręki dla humanistów :)
    Piszę by uspokoić pierwsze klasy - ja nigdy nie wiązałam nadziei z matematyką i fizyką, a dałam radę maturę z polskiego napisać, na przyzwoitym poziomie, i angielski i historię - by dostać się na moje studia. Zawdzięczam to tylko Dwunastce, bo moja motywacja była hym… no generalnie gdzies była, ale przyszła późno do mnie tj. około połowy drugiej klasy :) żałuję, że wcześniej się nie uaktywniła, bo rezultaty byłby lepsze. Trudno, nie ma co płakac nad rozlanym mlekiem. A

    le czasem łezka się zakręci w oku na wspomnienie tych trzech lat w tej szkole - i chociaz Pani Profesor nie uczyła mojej klasy, czuję sentyment do Pani, do Nauczycieli, którzy pozostali na warcie na Anstadta 7.

    Pozdrawiam serdecznie i goraco
    Dorota

  43. strzel_ba pisze:

    Generalnie to ja najbardziej lubię uczniów Dwunastki, jak oni są już chyba absolwentami :) Tacy są wtedy dojrzali, mądrzy, sympatyczni, ułożeni, tak dobrze o nas mówią, no i tęsknią za nami, choć nie zawsze było tak różowo :)
    Witaj, Dorotko! I dzięki za miłe słowa. Przekażę, komu trzeba.
    FeniksO, dawno cię chyba nie było. Cieszę się, że nie zapominasz starych przyjaciół.
    A poważnie mówiąc - jestem niesamowicie dumna (w imieniu swoim i Dwunastki, oczywiście) z was wszystkich. Wy nawet nie wiecie, że powiedzenie takich ciepłych słów kosztuje człowieka więcej, niż np. wygarnięcie jakiejś złości. No i wymaga innego poziomu kultury. Złość wychodzi z trzewi, jest biologiczna i prymitywna; podziękowanie wychodzi z serca i rozumu, jest wynikiem autorefleksji człowieka.

  44. strzel_ba pisze:

    Chociaż czasem złość oczyszcza, oczywiście :lol:

Zostaw komentarz